Andrzej Lewandowski: Gra w cytaty

czernik2013-02-20.

ECHA WYDARZEŃ:Dziś postanowiłem, że… nie ja będę TU najważniejszy. Najwyżej coś dopowiem do opinii głoszonych przez innych…

Na początek – znów temat wokół ministerialny. Zbigniew Boniek, prezes PZPN, przed komisją sejmową. Gdy mówił, iż w udziale związków sportowych w tzw. budżecie trzeba brać przykład z Czech („na nasze” – podobno ok.400 milionów), dodał: „– Gdybym miał na miejscu minister Joanny Muchy 175 mln złotych do podzielenia między polskie związki sportowe, podałbym się do dymisji”…

Pani minister ponoć uśmiechowi fortuny, a nie klasie sportowej przypisała medale mistrzostw świata biathlonistek.

Pani Krystyna Palka, srebrna medalistka: „No trudno. Ciężko mi skomentować słowa pani minister. Nie będę chyba nic mówić. Najważniejsze to, co ja czuję, na co mnie stać. Wiem, ile ja musiałam pracować na ten wynik. Na pewno słowa pani minister bardzo mnie zmotywowały przed biegiem długim. bo jak usłyszałam, że medal na mistrzostwach świata jest traktowany jako “odrzutek”, coś przypadkowego, to mi się aż serce załamało”…

Dla „brązowej” panny Moniki Hejnisz decyzja: nie pojedzie na Puchar Świata. Bo nie ma pieniędzy na przygotowania, a biathlon wciąż jest w ministerialnej drugiej lidze.

Póki co sytuacja wygląda fatalnie. – Decyzja o tym, że Monika nie pojedzie do Rosji na zawody PŚ zapadła przed mistrzostwami, gdy dowiedzieliśmy się, że musimy okroić skład. Nie zaszkodzi jej to, ale sytuacja jest nienormalna” – mówi prezes Waśkiewicz. Odpowiedź ministerstwa: „Jeśli prezes twierdzi, że ma za mało na przygotowanie do igrzysk, niech to właściwie uzasadni, a wtedy jest możliwość uruchomienia dodatkowych funduszy w ramach 15-milionowej rezerwy budżetowej” – tłumaczy Katarzyna Kochaniak, rzeczniczka ministerstwa. Przepraszam – to medale mistrzostw świata nie „uzasadniają”?  Przypomniał się Edward Czernik (na zdjęciu). Ostatni z naszych wielkich skoczków wzwyż – stylem przerzutowym. Jako licealista bił rekordy seniorów! „8-krotny reprezentant Polski w meczach międzypaństwowych (1961 – 1969): 28 startów, 12 zwycięstw indywidualnych. 5 -krotny mistrz Polski (1961, 1963, 1964, 1966,1967). 7-krotny rekordzista Polski (od 2,08 w 1961 do 2,20 w 1964). Jako pierwszy Polak skoczył 2,20 m (30 lipca 1964 …”  I tak dalej. Potem kontuzja, rozbrat ze skakaniem w wieku 28 lat; trenowanie m.in. Jacka Wszoły i Artura Partyki, 22 trenerskie lata w Emiratach Arabskich; powrót do rodzinnej Górzycy i znów trenowanie… młodzieży. Kiedyś chodziło się „na Czernika”, był jedną z ozdób świetnej lekkiej atletyki”.

„To prawda, że potrafił pan stopą dotknąć obręczy kosza?

Wzbudzałem tym sensację – nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Obręcz jest zawieszona na wysokości 3,05 metra, wiec to nie było takie proste. Miałem jedno z najlepszych na świecie odbić, ale nie byłem wysoki. Większość zawodników mierzyła 1,86 – 1,90, a ja tylko 1,80 i musiałem nadrabiać skocznością. Zresztą nie tylko tym ćwiczeniem wzbudzałem sensację, wskakiwałem też na poprzeczkę bramki piłkarskiej.”

Red. Tomek Jaroński o pladze dopingu: „Wpadły mi w ręce statystyki informujące o stosunku liczby badań antydopingowych do rezultatów pozytywnych. Szok. Z kilkudziesięciu dyscyplin sportowych kolarze byli poddawani największej liczbie badań, a procent „wpadek” jest nieduży, rocznie (lata 2008 – 2011) analizie poddano u cyklistów około 20 tys. przypadków, z czego pozytywnych było pomiędzy 1,19 a 1,89 proc. Największy procentowy udział mają niespodziewanie brydżyści, w 2008 r. badano ich tylko 47 razy, ale za to ze skutecznością 8,5 proc”. Dorzucam: podobno nawet bilard został sztucznym wspomaganiem dotknięty.

Red. Marek Jóźwik (kiedyś lekkoatleta, płotkarz – olimpijczyk, teraz podobno jeden z kandydatów do wiceprezesowania PKOl-owi) – o dzisiejszym zapleczu materialnym lekkiej atletyki. Czyli – wciąż tytularnej królowej sportów:

„Sport wyczynowy, czyli dzisiaj – zawodowy, nie może być sztuką dla sztuki, bo przestaje być potrzebny, wart finansowania, po prostu nie spełnia swojej funkcji. A skoro on przestaje być potrzebny – to trenerzy, związki sportowe oraz zawodnicy też. To nie jest zabawa w lepienie bałwana. To jest produkcja i to są usługi. I wbrew pozorom nie chodzi o produkcję wyników. Chodzi o produkowanie emocji skierowanych do widza poprzez świadczenie usług widowiskowych. Tylko takie dyscypliny, które to robią, mają dzisiaj rację istnienia… Kto tego nie rozumie, ten nie rozumie współczesnego sportu, skazując dyscyplinę na wyautowanie, raczej szybkie niż powolne. Odzyskanie publiczności, którą lekka atletyka straciła, musi potrwać. To się nie stanie z roku na rok. Na to potrzeba lat, partnerów finansowych i umiejętności przepychania się łokciami. Rynek sponsorski w Polsce wart jest około 6 mld złotych. Nie ma powodu, by tak widowiskowy sport jak nasz nie wykroił własnego kawałka tortu. I nie ma powodu, by z tym zwlekać, bo trzymanie się zasady, że jakoś to będzie, skutkuje tym, że jakoś jest, ale nie tak jakbyśmy chcieli.”

Andrzej Lewandowski

 

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com