Kazimierz Żórawski: To nie są harce

niesiolowski

2013-02-21. Bardzo dawno temu Michał Komar opowiedział mi anegdotkę o swoich dwu spotkaniach z Włodzimierzem Sokorskim. Podczas pierwszego słynny Wujek Chłodek (kto chce, niech przestawi litery) występował w charakterze Prezesa Komitetu ds. Radia i Telewizji, do którego przyszedł młody magister Komar w poszukiwaniu pracy, której mu ze względu na zaangażowanie w wydarzenia Marca 1968 roku, wcześniej w paru już miejscach odmówiono. Jego zdumienie nie miało więc granic, gdy prezes Sokorski po krótkiej kurtuazyjnej wymianie zdań oświadczył: Panie Michale, nie ma sprawy. Dla Pana i ze względu na szacunek dla pańskiego Ojca, gotów jestem na wszystko. Proszę złożyć papiery gdzie trzeba i spokojnie iść do domu. Mój przyjaciel papiery gdzie trzeba złożył i na tym się kontakty z Polskim Radiem skończyły. W wiele lat potem panowie spotkali się w „Miesięczniku Literackim”, którego Wujek Chłodek był redaktorem naczelnym: Ach, drogi Panie Michale, pamiętam, obiecywałem Panu kiedyś pracę w radiu, ale gdy obiecywałem, to wiedziałem, że jej Panu nie dam. Jestem więc coś Panu winien – Michał, mów mi Włodek!

Przypomina mi się ta opowiastka o cynicznym koniunkturalizmie niemal zawsze, gdy widzę w telewizji lub słucham w radiu pana posła Stefana Niesiołowskiego, bo łączy go z Włodzimierzem Sokorskim – mimo ideologicznej przepaści – nie tylko ten cyniczny koniunkturalizm ale także charakterystyczne porozumiewawcze puszczanie oka do szanownej publiczności. To mrugnięcie zamienione na słowa brzmi mniej więcej tak: „Polityka to obrzydliwa, brudna rzecz, więc jeśli już musimy się w tym brudzie babrać, to przynajmniej róbmy to na wesoło i bez niepotrzebnych wyrzutów sumienia!”

19 lutego w programie „Gość poranka” na antenie TVP Info, zgodnie z tą rozgrzeszającą zasadą, pan poseł Stefan Niesiołowski zabrał się za Agnieszkę Holland z charakterystycznym wielkopańskim chamstwem. A więc poniżając, insynuując, przypisując złe intencje i nie zniżając się wcześniej do lektury ze zrozumieniem tego, co w wywiadzie Holland dla „Newsweeka” się znalazło. Oczywiście, pan poseł ma prawo nie zgadzać się z tym co reżyserka powiedziała, a powiedziała, że na oszustów głosować nie będzie, przypominając jednocześnie obietnice wyborcze Platformy Obywatelskiej w sprawie in vitro oraz legalizacji związków partnerskich. Tylko, że trudno jest polemizować, gdy się mocnych argumentów nie posiada. Wystarczy bowiem prześledzić losy zapowiadanych w kampanii wyborczej ustaw, by się przekonać po czyjej stronie leży prawda. Obydwie sprawy wałkowane są w sejmie już przez kolejną kadencję tak, by przypadkiem nie doprowadzić do podziału w rządzącej partii i koalicji – a więc mnożąc projekty, dyskutując „na klubie”(20 lutego znów odbyła się taka klubowa dyskusja z udziałem premiera), kierując do komisji lub nie, odrzucając przez komisję lub nie… i tak da capo al fine.

Na cała sprawę spojrzeć można, jak na spór pomiędzy zasadami (po tej stronie, jak przystało prawdziwej artystce, jest Agnieszka Holland) a postawą pragmatyczną (ten polityczny punkt widzenia reprezentuje Stefan Niesiołowski ale także Wojciech Maziarski). Rzecz jednak w tym, że ton zaproponowany przez posła Niesiołowskiego na prowadzenie rzeczowego sporu nie pozwala – bo jest w tym tonie coś obrzydliwego, jest pogarda dla inaczej myślących, że nie wspomnę inaczej kochających.

W komentarzach, które czytam na ten temat, koledzy dziennikarze nazywają Stefana Niesiołowskiego „harcownikiem” chociaż wszystkie jego „harce” od ładnych paru lat sprowadzają się do bezrefleksyjnego wychwalania rządzącej partii i obrzucania inwektywami wszystkich, którzy myślą inaczej i nie daj Bóg, samodzielnie. Gdy się go łapie na niekompetencji, jak to kilka razy zrobiła Monika Olejnik, pan poseł rozkłada ręce, szeroko się uśmiecha i pyta: No, to co ja mam powiedzieć? Otóż to nie są żadne „harce” tylko zwykły konformizm. „Harcownikiem” – Szanowni Koledzy – był wojownik lub rycerz, który wychodził na przedpole, ku liniom wroga, i wyzywał kolejnych przeciwników na pojedynek ryzykując przy tym życiem – jak Longinus Podbipięta. Stefan Niesiołowski takim „harcownikiem” nie jest, choć był nim kiedyś. Był odważny, szalony i w pewnym sensie nieodpowiedzialny. Dziś rozmienia na drobne swoją piękną legendę i legendę „Ruchu”. Szkoda.

By nie kończyć w minorowym tonie, jeszcze jeden dialog, tym razem pomiędzy Nieznanym Ubekiem a Bronisławem Geremkiem. Akcja rozgrywa się w czasach aktywności Kursów Naukowych. Ubek, zwracając krawat, pasek, sznurowadła i dowód osobisty: Panie docencie, i po co to Panu? Zamiast siedzieć na dołku pisałby Pan sobie o tym średniowieczu. Po co się babrać w tym brudzie, jakim jest polityka! A Geremek zawiązując buty: Ja się w tym babrze, by pokazać, że polityka może być czysta!

Kazimierz Żórawski

Print Friendly, PDF & Email

36 komentarzy

  1. Stupecki 2013-02-21
    • _domi 2013-02-22
      • Stupecki 2013-02-22
        • _domi 2013-02-23
    • Incitatus 2013-02-22
      • nexton 2013-02-22
    • nexton 2013-02-22
      • Incitatus 2013-02-22
        • nexton 2013-02-22
        • Incitatus 2013-02-22
        • nexton 2013-02-22
  2. jotbe_x 2013-02-22
    • Stupecki 2013-02-22
  3. PIRS 2013-02-22
    • Incitatus 2013-02-22
  4. de mowski 2013-02-22
  5. Incitatus 2013-02-22
  6. Alina Kwapisz-Kulińska 2013-02-22
    • Incitatus 2013-02-22
      • Alina Kwapisz-Kulińska 2013-02-23
    • Incitatus 2013-02-26
      • Alina Kwapisz-Kulińska 2013-02-26
  7. Alina Kwapisz-Kulińska 2013-02-22
    • Incitatus 2013-02-22
      • Alina Kwapisz-Kulińska 2013-02-23
        • Incitatus 2013-02-25
        • Alina Kwapisz-Kulińska 2013-02-26
  8. de mowski 2013-02-22
  9. andrzej Pokonos 2013-02-23
  10. andrzej Pokonos 2013-02-23
    • nexton 2013-02-23
  11. wikonwi 2013-02-23
  12. cenobita 2013-02-24
    • andrzej Pokonos 2013-03-01
  13. Malicki 2013-02-26
  14. jotesz 2013-03-01
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com