Kazimierz Wóycicki: Grecy, Euroland i nasze interesy

Kogo należy winić za obecną sytuację w Grecji? Jedni winią Greków, a w Niemczech mówi się o „leniwym południu” i „pracowitej północy”. Można dodać na marginesie, że od pewnego czasu „polnische Wirtschaft” zaliczany jest do tej ostatniej. Inni mówią, czyni to wielu amerykańskich specjalistów, że winni są przede wszystkim Niemcy i sposób, w jaki skonstruowano strefę euro.

Są w niej kraje silniejsze i słabsze gospodarczo. Te silniejsze są też największe i najbardziej się liczą. Gdy więc gospodarki Francji czy Niemiec potrzebowały ożywienia to obniżano stopy procentowe niezależnie od tego, czy takiego impulsu potrzebowały mniejsze i słabsze gospodarki, takie jak Grecja. Skutek był taki, że Grekom łatwiej było pożyczać pieniądze, których w gruncie rzeczy nie potrzebowali. I tak za niemieckie pożyczki kupowali niemieckie towary. Niemcy – grzmią krytycy – zarabiali na tym podwójnie. Wzrastał ich eksport, a Grecy byli u nich zadłużeni. Podobnie działo się w stosunkach gospodarczych francusko-greckich.

Sytuacja ta prowokowana była tym, że gospodarka grecka jest słabsza od gospodarek francuskiej i greckiej, co oznacza też, że jest mniej konkurencyjna. Lepsze, o wyższej jakości, w pewnym sensie tańsze i w znacznie szerszym asortymencie towary francuskie i niemieckie sprzedają się lepiej w Grecji, niż greckie produkty we Francji i Niemczech. To również jest źródłem nierównowagi.

Zarzut wobec Niemców (głównych pomysłodawców strefy euro) brzmiał więc, że połączenie gospodarek o zróżnicowanym poziomie rozwoju (czytaj konkurencyjności) musiało doprowadzić do obecnej sytuacji. Z góry też było wiadomo, że mankamenty konstrukcji strefy euro działać będą na korzyść Niemiec i na nie korzyść krajów takich jak Grecja. Kryzys był więc zaprogramowany.

Jeśli ktoś nie lubi Niemców może trzymać wyłącznie tej ostatniej argumentacji. Z drugiej jednak strony trudno stwierdzić, że Grecy zmuszeni byli pożyczać aż tak wiele pieniędzy (obecnie ich dług wynosi 140% GDP), aby finansować dłuższe urlopy, wcześniejsze przejścia na emeryturę itd. itd. Trzeba też stwierdzić, że wszyscy przywitali strefę euro z zadowoleniem. Niezależnie bowiem od tego ile korzyści przenosi ona Berlinowi, stanowi też narzędzie kontroli nad niemieckim olbrzymem, którego wszyscy tak obawiali się w obliczu zjednoczenia Niemiec.

Oczywiście wzajemne obwinianie się do niczego nie prowadzi i nie pomaga znaleźć środków zaradczych. To zaś, że w konstrukcji euro-strefy jest coś nie tak, dowodzi sam fakt, że znalazła się ona w kryzysie.

Słusznie więc postąpiono w Brukseli, że szukano nie tylko sposobów by pomóc Grecji, ale również by przebudować jakoś i ulepszyć euro-strefę. Kiedy więc komentatorka GW tytułuje swój komentarz „Grecki pożar zduszony, ale jeszcze nie ugaszony” to w pewnym sensie zwraca uwagę na to, co w Brukseli było najbardziej spektakularne, choć obecnej chwili najważniejsze, jednak nie najważniejsze na długą metę. W Brukseli bowiem zastanawiano się nie tylko nad tym jak pomóc Grecji, ale w ogromnym stopniu jak usprawnić mechanizmy finansowe strefy euro.

Sposoby, jakie zaproponowano, to jest ściślejsza w przyszłości kontrola nad budżetami poszczególnych państw członkowskich oraz wprowadzenie Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego. Oznacza to istotnie krok do przodu. W ten sposób Unia zamiast się rozpadać, zmierza w kierunku silniejszej integracji. Jest to krok, może okazać się bardzo istotny, w kierunku pogłębienia mechanizmów integracji europejskiej.

Jakie z tego płyną wnioski dla Warszawy? Wiadomości z Brukseli są dla nas zasadniczo dobre, ponieważ poważniejsze trudności euro-strefy z pewnością nie pomagały by naszej gospodarce (choć jest kwestią dyskusji jaki stopień trudności by to stworzyło) i zwiększało by sceptycyzm dotyczący całej Unii Europejskiej (tego z pewnością nie powinniśmy sobie życzyć). Małe zastrzeżenie dotyczące wyników brukselskiego szczytu euro strefy prowokowane jest pytaniem jedynie tego, w jakim stopnia silniejsza integracja samej euro-strefy może przyczyniać się do tworzenia się „Europy dwóch prędkości” (wiemy jak nerwowo zareagowała Warszawa na projektu euro bonów) i w jakim stopniu może nam to w przyszłości utrudnić wejście do strefy euro. Są to pytania, które trzeba sobie zadać, choć nie wydaje się by w Brukseli zaszło coś to powinno nas poważniej niepokoić.

(szerszy tekst http://kazwoy.wordpress.com/)

Kazimierz Wóycicki 

Enhanced by Zemanta
Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com