Piotr Kuczyński: Polityków czeka diabelska alternatywa

money2013-03-06. Niedawno medialną burzę rozpętał profesor Krzysztof Rybiński, doradca profesora Piotra Glińskiego, kandydata Prawa i Sprawiedliwości na premiera rządu technicznego. Nawiasem mówiąc, kandydowanie przez inteligentnego (to nie ulega wątpliwości) człowieka na stanowisko, którego z całą pewnością nie dostanie, rodzi wiele pytań, ale są to pytanie czysto polityczne, a polityką staram się z oczywistych powodów w swoich tekstach nie zajmować, mimo że czasem mnie język świerzbi. Wróćmy więc do naszych baranów (francuskie powiedzenie „revenons à nos moutons”), czyli do propozycji doradcy profesora Glińskiego. Krzysztof Rybiński zaproponował coś, co wielu ludziom podniosło włosy na głowach. Chciałby przyjęcia regulacji, którą nazwała „stypendium demograficznym”. Po jej wejściu rodzina, w której urodzi się dziecko miałaby dostawać jeden tysiąc złotych miesięcznie do ukończenia przez dziecko osiemnastu lat. Dostałaby więc łącznie 216. tysięcy złotych za jedno dziecko.

Premier Donald Tusk natychmiast odrzucił tę propozycję uznając ja za nierealną i sugerując, że autor być może chce doprowadzić do katastrofy i dzięki temu wspomóc utworzony przez siebie fundusz Eurogeddon (gra na upadek strefy euro lub na kolejny potężny kryzys), w którym inwestorzy tracą już blisko czterdzieści procent (tracą, gdyby zamknęli pozycje posiadane w tym funduszu). Premier wspomniał też o tym, że propozycja Rybińskiego kosztowałaby budżet 90 miliardów złotych.

Oczywiście pierwsza część rządowej krytyki była piarowskim żartem, bo nie posądzam profesora Rybińskiego o takie niskie motywy kierujące nim przy tworzeniu takiej propozycji. Być może chodzi rzeczywiście o wspomożenie demografii, a być może tylko o to, żeby o propozycji i jej autorze się mówiło. Nie mnie o tym sądzić. Ważne jest jedno: czy jest ona realna?

Odpowiedź jest prosta: nie jest realna. Profesor Rybiński ma rację mówiąc, że zgodnie z jego propozycją stypendium dostawałyby tylko te rodziny, które urodziłyby się po wejściu w życie regulacji przyjętych przez Sejm. Wtedy, co roku, koszt takiego rozwiązania zwiększałby się o około 6 miliardów złotych osiągając 90 miliardów złotych, o których mówił premier, za kilkanaście lat, a nie już za rok. Nawet w takiej sytuacji pozostaje pytanie – skąd wziąć te pieniądze?

Rybiński ma na to pomysł (jest przecież bardzo dobrym ekonomistą), ale nie jest to pomysł realny. Można tylko wspomnieć, że jednym ze źródłem miałoby być przekazanie części pieniędzy z OFE. Można sobie tylko wyobrazić, co by się stało, gdyby takie rozwiązanie zaczęło być serio rozważane. Już przy zmniejszeniu składki do OFE w Polsce prawie doszło do buntu, mimo że żadnych pieniędzy rząd nikomu nie zabierał. Gdyby miał zabrać, to doszłoby do rewolucji.

Nawiasem mówiąc może do niej dojść nawet bez propozycji profesora. Rząd chce bowiem, żeby na 10 lat przed emeryturą zebrane w OFE kapitały zostały przekazane do ZUS. Ma to zastąpić planowane wcześniej bezpieczne fundusze, które miałyby się zajmować inwestycjami ludzi zbliżających się do emerytury. Takie bezpieczne fundusze lub przekazanie kapitałów do ZUS ma sens, bo jeśli do końca kapitały w OFE będą wystawione na ryzyko rynkowe to tak samo zarabiający ludzie, którzy przechodzą na emeryturę w różnych cyklach giełdowych (jeden w hossie, drugi w bessie), mieliby całkowicie różne emerytury.

Można sobie jednak wyobrazić skalę protestu, gdyby rządowe propozycje zaczęły zamieniać się w ustawy… Można sobie też wyobrazić, co działoby się na naszej giełdzie, gdyby OFE musiały wycofać całe zgromadzone kapitały. Myślę więc, że co prawda to rzeczywiście ZUS będzie wypłacał emerytury (łącznie z tymi z OFE), ale mechanizm przekazywania kapitałów będzie inny. Na razie projekt rządowy służy do przetestowania reakcji i jest tak skrajny po to, żeby można się było z niego wycofać na łagodniejszą propozycję.

Wróćmy jednak do stypendium demograficznego. Proszę sobie wyobrazić rodziny, w których dzieci urodziłyby się przed wejściem w życie proponowanych przez profesora Rybińskiego rozwiązań. Według mnie nie ma żadnej możliwości, nawet śladowego prawdopodobieństwa, żeby nie doszło do protestów na olbrzymią skalę. Polacy liczyć potrafią. Rodzina z dwojgiem dzieci, które urodziłyby się przed wejście w życie ustawy traciłaby do rodziny z sąsiedniego mieszkania, gdzie dzieci urodziły się po wejściu w życie rozwiązań proponowanych przez profesora, nie mniej nie więcej jak 432 tysiące złotych, czyli kwotę, która pozwoliłaby na solidne wykształcenie jednego dziecka do 25 roku życia (dwa fakultety, dwa języki itp.). Takie prawo doprowadziłyby do rewolucji jeszcze większej niż ta, o której wyżej napisałem. A mówimy o rodzinach, w których jest około siedmiu milionów młodych ludzi…

Już z tych powodów nie może być mowy o poważnym rozważaniu propozycji profesora Rybińskiego. Jest jednak jeszcze jedna sprawa. Postawiłem sobie pytanie: czy naprawdę musimy wałczyć o to, żeby rodziło się więcej dzieci? Teoretycznie odpowiedź jest oczywista, a pytanie niemądre. Przypominam jednak, że nie ma głupich pytań. Rzeczywiście, w Polsce statystyczna kobieta rodzi około 1,3 dziecka, a do zastępowalności pokoleń potrzeba ponad 2,1. Z tego wynika (oczywiście Krzysztof Rybiński ma rację), że Polska będzie się szybko wyludniała i za 100 lat może nas być mniej niż 20 milionów.

Moje pokolenie, to z powojennego boomu, zrodziło kolejny mini-boom w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku. My (pokolenie powojenne) w szybkim tempie przechodzimy na emeryturę. Nasze dzieci zrobią to około 30 lat. Piramida stanie na głowie. Mała ilość pracujących będzie musiała utrzymać (opieka zdrowotna plus emerytury) bardzo dużą ilość osób starych. Katastrofa i bankructwo państwa jest pewne. Wniosek? Trzeba rodzić więcej dzieci i szybko szukać metod na zwiększenie dzietności. Prawda, jakie to proste?

Spójrzmy jednak na to, o czym mało kto mówi. Założenie opisane wzorem „większa liczba dzieci równa się większym wpłatom do budżetu państwa i Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS)” jest słuszne tylko przy kolejnych założeniach, o których niżej. Równie prawdziwy może być niestety inny wzór: „większa liczba dzieci równa się wyższym kosztom socjalnym i mniejszym wpłatom do budżetu państwa i Funduszu Ubezpieczeń Społecznych”. Jak to jest możliwe?

To naprawdę bardzo proste – wzór pierwszy będzie obowiązywał tylko wtedy, jeśli polska gospodarka będzie się rozwijała w tempie około pięć procent rocznie, bo tylko wzrost PKB o dobrze ponad cztery procent zapewnia zmniejszenie skali bezrobocia. Jeśli wzrost będzie niższy to naprodukujemy dzieci, które wylądują na bezrobociu i będą kosztem, a nie dochodem budżetu i FUS. Poza tym zwiększymy popyt na infrastrukturę (żłobki, przedszkola, lecznictwo), której z całą pewnością nie zapewnimy. Jeśli nawet bezrobocie gwałtownie nie wzrośnie to (przy dobrych układach) znowu miliony Polaków wyjadą w poszukiwaniu pracy do innych krajów. Tak czy inaczej doprowadzimy do katastrofy.

Jak widać politycy stoją przed diabelską alternatywą. Jeśli pójdą w kierunku zwiększenia dzietności, co będzie kosztowało mnóstwo pieniędzy, bo tanich rozwiązań nie ma, to mogą przyczynić się do potężnego wzrostu bezrobocia, bo dla bardzo wielu Polaków pracy po prostu nie będzie. Jeśli zaś nie będą pomagali w zwiększeniu dzietności to z całą pewnością za kilkadziesiąt lat dojdzie do poważnego przesilenia w finansach, bo młodzi nie utrzymają starych.

Oczywiście bezpieczniej jest dbać o dzietność, ale trzeba pamiętać o tym, że jeśli nasza gospodarka ma zatrudniać dużo większa liczbę Polaków, to po 2020 roku, kiedy już nie będziemy dostawali środków unijnych, będzie musiała być niezwykle innowacyjna, proeksportowa i konkurencyjna. Nie uda się tego zapewnić montażowniami bazującymi na niskich płacach, centrami serwisowymi i innymi usługowymi, nisko płatnymi przedsięwzięciami. Po to, żeby w ciągu 8 lat zmienić Polskę trzeba mieć bardzo realny plan i konsekwentnie go realizować. Trudno o to, jeśli ma się perspektywę czteroletniej kadencji…

Piotr Kuczyński

www.macronext.pl

Print Friendly, PDF & Email

14 komentarzy

  1. Incitatus 2013-03-06
  2. bisnetus 2013-03-06
  3. bisnetus 2013-03-06
  4. andrzej Pokonos 2013-03-07
    • Anna 2013-03-07
      • Incitatus 2013-03-07
        • andrzej Pokonos 2013-03-08
        • Anna 2013-03-08
        • andrzej Pokonos 2013-03-08
  5. Incitatus 2013-03-07
  6. andrzej Pokonos 2013-03-08
    • Incitatus 2013-03-08
  7. andrzej Pokonos 2013-03-08
  8. ratus 2013-03-09
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com