Piotr Rachtan: Fidesz i PiS – dwa bratanki

orban2013-03-12.

Europa emocjonuje się zmianami w Konstytucji węgierskiej, wprowadzonymi przez Fidesz Viktora Orbana. Fidesz, który ma ponad dwie trzecie miejsc w parlamencie, przegłosował zmiany w konstytucji. Wśród poprawek znalazły się między innymi rozwiązania, które znacznie ograniczają możliwości agitacji w mediach podczas kampanii wyborczych, zabraniając publikacji ogłoszeń wyborczych w mediach komercyjnych.

Nowe prawo zobowiązuje również młodych Węgrów, którzy kończyli bezpłatne studia, do podjęcia pierwszej pracy w kraju. Dla starszego pokolenia w Polsce brzmi to znajomo – mieliśmy wszak w PRL nakaz pracy, który obowiązywał chyba aż do upadku komunizmu. Zmiany w konstytucji pozwalają również na karanie grzywną lub więzieniem bezdomnych, którzy śpią na ulicach. I tu nie jest nam obca kategoria pasożytów społecznych, która pojawiła się w okresie stanu wojennego. Węgierska konstytucja definiuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Preambuła zaczyna się słowami: Panie błogosław Węgrów. Też coś jest na polskiej rzeczy…

Większość rozwiązań, które Fidesz umieścił w konstytucji, wcześniej zakwestionował Trybunał Konstytucyjny. Do konstytucji wprowadzono więc zapis ograniczający orzeczenia Trybunału do kwestii proceduralnych. Przeciwko zmianom w węgierskiej konstytucji protestują przedstawiciele partii lewicowych.

Nie wiem, czemu Europa – w osobie Manuela Barroso czy w instytucjach Rady Europy – tak ostro potępia Węgry. Ich rozwiązania to przecież małe miki w porównaniu z tym, co zamierza Polsce zafundować opozycyjna partia. Zapewne na jej propozycjach węgierski premier się wzorował, miał czas z nimi się zapoznać, skoro zostały sformułowane już w projekcie konstytucji datowanym na styczeń 2010 roku.

Pisaliśmy o nich w Studio Opinii, lecz przeszły bez echa. Bardziej polskich polityków, rywalizujących z Prawem i Sprawiedliwością i osobiście z Jarosławem Kaczyńskim kręci widok plastikowego kandydata technicznego, gdy przemawia z tabletu, niż sformułowane na piśmie, nigdy nie odwołane projekty.

Jeśli łaska, przypomnieć je trzeba:

17 kwietnia 2011, Kontrateksty.pl

Konstytucja: co PiS planuje Polakom zrobić

Polacy, po 22 latach niepodległości, wciąż są niedokształceni w dziedzinie prawa, prawo odczuwają raczej jako krępujący gorset, a nie wygodne, uporządkowane otoczenie, w którym narzędzia i instytucje prawa ułatwiają życie obywatelom. Nawet Konstytucja, najważniejszy dokument, organizujący życie państwa i jego obywateli, umyka im.

Przypominają sobie o nim tylko wtedy, gdy historyczny wstrząs zaburza codzienną rutynę.

Dokumenty polityczne należy czytać bardzo uważnie. Zazwyczaj publiczność ocenia intencje polityków i ugrupowań politycznych po spektakularnych konferencjach prasowych, połajankach czy bulwersujących wywiadach. Nic bardziej mylnego – prawdziwe cele kryją się w projektach politycznych. Najbardziej wyrazistym, najtrudniejszym zarazem jest projekt państwa, który trzeba odczytywać z dokumentów programowych partii. W przypadku Prawa i Sprawiedliwości mamy dwa takie projekty: pierwszy, sporządzony i ogłoszony w styczniu 2010 roku „Projekt nowej Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej”  był programem całkowitej przebudowy państwa, projektem skrojonym pod oczekiwaną wtedy reelekcję Lecha Kaczyńskiego, napisanym po przykrych doświadczeniach z rządem Platformy Obywatelskiej i – wcześniej – koalicji z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin.

Drugi dokument, o którym pisaliśmy w artykule „Raport Kaczyńskiego, czyli o pożytkach z maszyny losującej”, to Raport PiS o stanie państwa.

Przyjrzyjmy się temu, co zamyśliło PiS zrobić z naszym państwem, naszym społeczeństwem i z nami wszystkimi, i co planuje nadal, jako że nie słychać, by partia Jarosława Kaczyńskiego zamierzała zmienić projekt. Ba, nawet chyba w rok po katastrofie smoleńskiej i prezes, i jego ludzie są jeszcze bardziej zdeterminowani, by w Polsce przeprowadzić prawdziwą rewolucję, zgodnie z tym, co niedawno Jarosław Kaczyński zapowiedział: „system polityczny, system społeczny, system gospodarczy jest w Polsce do zmiany”.

Naród

Podmiotem konstytucji według PiS jest naród („Władza w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu. Naród sprawuje władzę przez demokratycznie wybranych przedstawicieli lub bezpośrednio”). Zatrzymajmy się na chwilę przy tej podstawowej kategorii Narodu, jako źródła wszelkiej władzy w Rzeczpospolitej. Zawiedziony będzie czytelnik, który w tym dokumencie spróbuje znaleźć definicję Narodu. Jak się wydaje, jest to wartość autoteliczna –  zajmująca najważniejsze miejsce w hierarchii wartości. Jej realizacja jest dobrem samym w sobie. Wartości autotelicznej nie ocenia się z punktu widzenia prakseologii, ponieważ jest ona już wartością z powodu swego istnienia. Dopiero w Programie o stanie Rzeczpospolitej znajduję wyjaśnienie istoty Narodu: „Narodu jako realnej wspólnoty połączonej więzami języka i – szerzej – całego systemu semiotycznego, kultury, historycznego losu, solidarności. Dzięki temu jednostka mogła się odnaleźć jako człowiek, jej życie nabierało sensu, a poprzez mechanizm demokratyczny państwa narodowego zyskiwała też podmiotowość we wspólnocie.”

Prezydent

Dziś kandydata na prezydenta zgłasza co najmniej 100 000 obywateli mających prawo wybierania do Sejmu. Praktycznie bez większego kłopotu można tyle podpisy zebrać. PiS chce to utrudnić, proponuje więc, by kandydatura na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej wymagała poparcia przez:

„co najmniej 300 osób pełniących funkcję publiczną pochodzącą z wyborów bezpośrednich oraz co najmniej 100 tysięcy obywateli polskich posiadających prawo wybierania lub co najmniej 300 tysięcy obywateli polskich posiadających prawo wybierania.”

Według projektu PiS:

„W sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa Prezydent Rzeczypospolitej może zwołać posiedzenie Rady Ministrów. …Prezydent Rzeczypospolitej zwołuje posiedzenie Rady Ministrów w celu rozpatrzenia projektu strategicznych kierunków polityki państwa.” Wprawdzie podczas takiego posiedzenia RM prezydent nie bierze udziału w glosowaniu, ale jednak jego rola jest znacznie większa, niż daje mu uczestnictwo w dzisiejszej Radzie Gabinetowej:  [obecnie] „W sprawach szczególnej wagi Prezydent Rzeczypospolitej może zwołać Radę Gabinetową. Radę Gabinetową tworzy Rada Ministrów obradująca pod przewodnictwem Prezydenta Rzeczypospolitej… Radzie Gabinetowej nie przysługują kompetencje Rady Ministrów.”

Dostało się obecnemu rządowi od opozycji, mediów i nieżyjącego prezydenta za próbę wyegzekwowania przesz premiera Tuska jego roli w prowadzeniu polityki zagranicznej. Pamiętacie tzw. wojnę o krzesła, która skończyła się rozstrzygnięciem Trybunału Konstytucyjnego? Projekt PiS załatwia to krótko:

„Prezydent Rzeczypospolitej może, według swojego uznania, osobiście reprezentować Rzeczpospolitą Polską w rokowaniach z przedstawicielami innych państw oraz w organizacjach międzynarodowych zgodnie z prawem i zwyczajami międzynarodowymi. W takich przypadkach Prezydent Rzeczypospolitej zwraca się do Prezesa Rady Ministrów o sformułowanie przez Radę Ministrów stanowiska Rzeczypospolitej Polskiej w sprawach, które mają być przedmiotem rokowań, oraz o wyznaczenie członka lub członków Rady Ministrów uczestniczących w rokowaniach.” Pierwsza część tego artykułu wyraźnie oddaje prezydentowi prawo prowadzenia własnej polityki zagranicznej. Rząd ma mu tylko w tym pomóc.

Prezydent i strategia

Wyrazem niezadowolenia prezydenta Lecha Kaczyńskiego ze stanu rzeczy po wyborach 2007 było utrzymywanie groteskowego składu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, do której nie powołała nikogo z rządu Donalda Tuska, nie mówiąc o przedstawicielach klubów parlamentarnych. W RBN pozostała Anna Fotyga, Jarosław Kaczyński i inni politycy PiS.

Według obecnej konstytucji „Organem doradczym Prezydenta Rzeczypospolitej w zakresie wewnętrznego i zewnętrznego bezpieczeństwa państwa jest Rada Bezpieczeństwa Narodowego.”

PiS w swoim projekcie załatwia to inaczej: „Organem doradczym Prezydenta Rzeczypospolitej w sprawach strategicznych kierunków polityki państwa jest Rada Strategii Państwowej”. Nie wyjaśnia przy tym, co to są owe „strategiczne kierunki polityki państwa”. Czy należą do nich rozwiązania tyczące się sił zbrojnych, czy także przynależności do paktów i organizacji międzynarodowych, czy może kierunki polityki prywatyzacyjnej, czy oświata i system sądów powszechnych też należy do obszarów objętych zainteresowaniem ROR? Oto pytania bez odpowiedzi, za to z możliwością  dowolnej interpretacji – i rozstrzygania. Jakże to przypomina nieokreślone zadania niegdysiejszego Komitetu Obrony Kraju…

Prezydent, wojsko i wojna

Cywilna kontrola nad siłami zbrojnymi jest jednym z większych osiągnięć demokratycznego państwa. Widzimy niejednokrotnie, jak irytuje to przedstawicieli armii, gdy politycy – cywile! – mówią im, co i jak maja robić. Cywile w liczbie mnogiej, parlamentarzyści, ministrowie, prezydent. Według obecnej konstytucji  „W czasie pokoju Prezydent Rzeczypospolitej sprawuje zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi za pośrednictwem Ministra Obrony Narodowej. […] mianuje Szefa Sztabu Generalnego i dowódców rodzajów Sił Zbrojnych na czas określony. Czas trwania kadencji… Na czas wojny Prezydent Rzeczypospolitej, na wniosek Prezesa Rady Ministrów, mianuje Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych. W tym samym trybie może on Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych odwołać.

A u PiSowców? „Prezydent Rzeczypospolitej powołuje i odwołuje Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych. Generalny Inspektor Sił Zbrojnych jest w czasie wojny Naczelnym Wodzem Sił Zbrojnych”. To pierwsze, tak wyraźne odwołanie do przedwojennych rozwiązań konstytucyjnych, które musiały zapewnić specjalna pozycję Józefowi Piłsudskiemu. czyżby ktoś dzisiaj chciał podjąć misję marszałka?

Odkładając na bok ironię, trzeba koniecznie przyjrzeć się, co PiS chce zrobić w sytuacji zagrożenia państwa, a w szczególności gdy źródłem są niepokoje społeczne. Maska spada:

„Decyzję o użyciu Sił Zbrojnych w stosunkach wewnętrznych może podjąć tylko Prezydent Rzeczypospolitej na wniosek Rady Ministrów i tylko w przypadku:

1)  działań zbrojnych grożących obalenia przemocą porządku konstytucyjnego lub

2) poważnych zamieszek zagrażających bezpieczeństwu państwa lub porządkowi publicznemu, lub

3) stanu wojennego albo stanu wyjątkowego, jeżeli nie wystarcza użycie sił porządkowych.”

W konstytucji z 1997 roku nie ma mowy o użyciu armii dla tłumienia „poważnych zamieszek”. Tu sformułowanie jest klarowne: „W razie zagrożenia konstytucyjnego ustroju państwa, bezpieczeństwa obywateli lub porządku publicznego, Prezydent Rzeczypospolitej na wniosek Rady Ministrów może wprowadzić, na czas oznaczony, nie dłuższy niż 90 dni, stan wyjątkowy na części albo na całym terytorium państwa. Przedłużenie stanu wyjątkowego może nastąpić tylko raz, za zgodą Sejmu i na czas nie dłuższy niż 60 dni.” Zaś „stan wojenny” może być wprowadzony, ale tylko „W razie zewnętrznego zagrożenia państwa, zbrojnej napaści na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej lub gdy z umowy międzynarodowej wynika zobowiązanie do wspólnej obrony przeciwko agresji, Prezydent Rzeczypospolitej na wniosek Rady Ministrów może wprowadzić stan wojenny na części albo na całym terytorium państwa.”

Boć prezydent według dzisiejszych zapisów nie może mieć pewności, czy jego decyzja będzie skuteczna, gdyż „Rozporządzenie o wprowadzeniu stanu wojennego lub wyjątkowego Prezydent Rzeczypospolitej przedstawia Sejmowi w ciągu 48 godzin od podpisania rozporządzenia. Sejm niezwłocznie rozpatruje rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej. Sejm może je uchylić bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.”

PiS nie potrzebuje tak pilnego zatwierdzenia przez parlament: „Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej wydane w sprawie [wprowadzenia stanu wojennego] wymaga zatwierdzenia przez Sejm i Senat bez zbędnej zwłoki, jednak nie później w ciągu 30 dni od dnia wejścia w życie.” Dziś – 48 godzin, a jutro – miesiąc…

„W razie przeszkód w działaniu Sejmu w czasie stanu wojennego lub stanu wyjątkowego Prezydent Rzeczypospolitej może wydawać, w zakresie niezbędnym do funkcjonowania państwa, rozporządzenia z mocą ustawy z pominięciem wymagań określonych w art. 62 ust. 1 i 2. W razie konieczności rozporządzenie z mocą ustawy może także zawierać zgodę na ratyfikację lub wypowiedzenie umowy międzynarodowej oraz ustalać prowizorium budżetowe.”, piszą autorzy z Prawa i Sprawiedliwości nie bacząc na ewentualne konsekwencje takich, autorytarnych już, decyzji.

Rada Ministrów

Jeżeli ktoś w Polsce ma pamięć dłuższą niż pamięć złotej rybki, to przypomina sobie z pewnością awanturę z powołaniem Radosława Sikorskiego na ministra spraw zagranicznych. Lech Kaczyński szeptał na ucho Donaldowi Tuskowi, że są dowody niewłaściwej postawy Sikorskiego. W powietrzu wisiała sugestia zdrady stanu. A chodziło o znajomość kandydata z pewnym amerykańskim politykiem Ronem Asmusem. Niestety (dla prezesa PiS, a przed 4 laty dla prezydenta), obecna konstytucja nie daje prezydentowi żadnej możliwości odmowy desygnowania członka rządu, proponowanego przez premiera.

Nauczone przykrym doświadczeniem PiS w swoim projekcie konstytucji zapisało, że „Prezydent Rzeczypospolitej może odmówić powołania Prezesa Rady Ministrów lub innego członka Rady Ministrów, jeżeli istnieje uzasadnione podejrzenie, że nie będzie on przestrzegać prawa albo jeżeli przeciwko powołaniu przemawiają ważne względy bezpieczeństwa państwa….Prezydent Rzeczypospolitej powołuje albo odmawia powołania Prezesa Rady Ministrów lub innego członka Rady Ministrów po rozważeniu przedstawionych mu opinii.” Kto ma te opinie przedstawić i w jakim trybie? Interpretacja jest dowolna.

Dla większej pewności panowania nad administracją publiczną z projektu PiS znika zapis o  zwierzchnictwie rządu (premiera) nad korpusem służby cywilnej. Taka służba, w pewnym sensie niezależna od władzy, nie gwarantuje realizacji pomysłów aktualnego rządu.

Trybunał Konstytucyjny

Trybunał Konstytucyjny w opinii społecznej jest najbardziej wiarygodną instytucją państwa polskiego. Jest to wielkie osiągnięcie 3 Rzeczpospolitej, którego źródła tkwią w konsekwentnym utrzymywaniu niezależności TK od władz i systemu politycznego z jednej strony, a z drugiej – ponieważ nie jest on zaangażowany w rozstrzyganie spraw doraźnych, zatem nie ma wobec niego oczekiwań podobnych jak wobec władz sądowniczych różnych stopni. Trybunał nie należy w odbiorze publicznym do systemu władzy, ani sądowniczej, ani legislacyjnej, ani – tym bardziej – wykonawczej. On jest ponad nimi. Jest też – jako instancja ostateczna, trochę osobny i tajemniczy. Publiczność zagląda do środka tylko w momentach napięć politycznych, w których świat polityczny, a w ślad za nim społeczeństwo, liczą na jego rolę arbitra.

Ta niezależność i pewna osobność TK powodowało niekiedy usiłowania wpłynięcia na jego działalność przez powoływanie sędziów bardziej politycznych, niż merytorycznych. Prawo i Sprawiedliwość nie chce zdać się w tej materii na przypadek i znalazło rozwiązanie. Obecnie „Trybunał Konstytucyjny składa się z 15 sędziów, wybieranych indywidualnie przez Sejm na 9 lat spośród osób wyróżniających się wiedzą prawniczą. Ponowny wybór do składu Trybunału jest niedopuszczalny.”

Projekt PiS: „Trybunał Konstytucyjny składa się z 18 sędziów. …Sędziego Trybunału Konstytucyjnego powołują, w przypadku zwolnienia urzędu sędziowskiego, kolejno: Prezydent Rzeczypospolitej, Sejm i Senat spośród osób nieskazitelnego charakteru wyróżniających się wiedzą i doświadczeniem prawniczym. Sejm lub Senat powołuje sędziego Trybunału Konstytucyjnego bezwzględną większością głosów.”

Wybór prezesa obecnie:

„Prezesa i Wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego powołuje Prezydent Rzeczypospolitej spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Trybunału Konstytucyjnego”.

A według PiS? Nic nie może być pozostawione przypadkowi: „Prezydent Rzeczypospolitej powołuje spośród sędziów Trybunału Konstytucyjnego jego Prezesa i dwóch wiceprezesów. Funkcje te sprawują oni przez okres 4 lat od dnia powołania, lecz nie dłużej niż do końca sprawowania urzędu sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Tę samą funkcję można pełnić tylko raz.”

Projekt PiS nie przewiduje też prawa obywatela do skargi konstytucyjnej.

Sądownictwo

Fundamentalnym filarem państwa prawa jest niezależne sądownictwo. W demokratycznym systemie stanowi ono poważny kłopot, ogranicza bowiem woluntaryzm rządzących. Niezależny sędzia może zatrzymać całą machinę państwową, może uprzeć się i nie zechcieć realizować doraźnych celów politycznych władzy. Jest na to rada i Prawo i Sprawiedliwość to remedium odkryło. Według projektu PiS „sędziego powołuje Prezydent Rzeczypospolitej na wniosek Rady do Spraw Sądownictwa, wskazując sąd, w którym osoba powołana sprawuje urząd sędziowski.”. Sędzią ma się być dożywotnio, chyba, że „Sędzia, którego dotychczasowe postępowanie świadczy o niezdolności lub braku woli rzetelnego sprawowania urzędu, może zostać złożony z urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej na wniosek Rady do Spraw Sądownictwa wyrażony w uchwale podjętej większością 3/5 ustawowej liczby członków Rady po przeprowadzeniu określonego w ustawie postępowania z udziałem osoby, której dotyczy. Akt Prezydenta Rzeczypospolitej nie podlega zaskarżeniu. „

Według obowiązującej konstytucji na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów stoi Krajowa Rada Sądownictwa. Składa się ona z: „Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, Ministra Sprawiedliwości, Prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego i osoby powołanej przez Prezydenta Rzeczypospolitej, piętnastu członków wybranych spośród sędziów Sądu Najwyższego, sądów powszechnych, sądów administracyjnych i sądów wojskowych, czterech członków wybranych przez Sejm spośród posłów oraz dwóch członków wybranych przez Senat spośród senatorów.” KRS sama wybiera sobie przewodniczącego i zastępców. Z tym składem KRS nie poradzi sobie żaden prezydent, ani prezes jakiejś partii rządzącej.

3/5 oznacza 60% głosów. Policzmy: „Przewodniczącym Rady do Spraw Sądownictwa jest z urzędu Prezydent Rzeczypospolitej, a jego zastępcami są z urzędu Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, Prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego i Minister Sprawiedliwości.” Wszyscy powołani przez prezydenta. To daje 4 głosy. „W skład Rady do Spraw Sądownictwa wchodzą ponadto: cztery osoby powołane przez Prezydenta Rzeczypospolitej oraz po dwie osoby powołane, przez Sejm i Senat bezwzględną większością głosów w każdej z izb – spośród osób wyróżniających się wiedzą o wymiarze sprawiedliwości, cztery osoby powołane przez Ministra Sprawiedliwości spośród sędziów wyróżniających się doświadczeniem zawodowym związanym z orzekaniem w instancji odwoławczej przez co najmniej 10 lat.” A zatem na 16 osób w RdSS przynajmniej 11 głosowałoby tak, jak chce prezydent. 12/16 to więcej niż 3/5, a zatem prezydent może mieć pełną gwarancję, że jego wola będzie spełniona.

Sędziów i sądy ma w ten sposób PiSowski prezydent opanowane.

Media publiczne

Dla polityków Prawa i Sprawiedliwości, a w szczególności dla prezesa, media publiczne są nader cennym narzędziem realizowania polityki. Trwające od kilku lat walki o odpowiedni dobór członków KRRiTV, zarządów i rad nadzorczych poszczególnych spółek medialnych wskazują na wiarę tej partii w polityczną rolę zwłaszcza telewizji. Dlatego i w tej dziedzinie PiS zamierzył reformy, które w przyszłości miałyby pozwolić na skuteczne manipulowanie opinią Narodu. Według PiS „Instytucje publicznej radiofonii i telewizji, działając w sposób niezależny od bieżących decyzji politycznych, realizują misję publiczną, w szczególności poprzez upowszechnianie tradycji narodowej i wartości patriotycznych, przyczynianie się do zaspokajania duchowych potrzeb słuchaczy i widzów, upowszechnianie dorobku polskiej i światowej kultury i nauki, ułatwianie dostępu do rzetelnej informacji oraz tworzenie warunków pluralistycznej debaty w sprawach publicznych.” Narzędziem realizacji tej misji przestaje być dotychczasowa Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, ze skomplikowanym systemem wyboru jej członków, która sama sobie wybiera przewodniczącego i która w pewnych warunkach może być dość niezależna od polityków i bieżących awantur. PiS chce w jej miejsce utworzyć Urząd do Spraw Mediów Elektronicznych, który ma czuwać „nad przestrzeganiem ustawowych zasad i procedur obsady organów nadzorczych i zarządzających w publicznej radiofonii i telewizji, wykonuje określone w ustawie kompetencje regulacyjne i kontrolne w sprawach mediów elektronicznych.” . Najważniejsze jednak jest to, że prezesa Urzędu do Spraw Mediów Elektronicznych „powołuje Prezydent Rzeczypospolitej na 5 lat”. Powołuje, a zatem może i odwołać. I kontrolować.

Finanse państwa

Najlepsze, jak i najgorsze pomysły reformatorskie trzeba jakoś finansować. Obecna konstytucja bardzo precyzyjnie określa warunki, jakie musi państwo musi spełnić dla zachowania równowagi finansów publicznych. Konstytucja wyznacza tzw. próg ostrożnościowy, po którego przekroczeniu rząd musi podjąć działania restrykcyjne. Wszyscy obserwatorzy życia gospodarczego wiedzą, że według art. 216 „ Nie wolno zaciągać pożyczek lub udzielać gwarancji i poręczeń finansowych, w następstwie których państwowy dług publiczny przekroczy 3/5 wartości rocznego produktu krajowego brutto”. To jest granica nieprzekraczalna, o ile Konstytucja nie zostanie zmieniona.  Jak wiadomo, centralnym bankiem państwa jest Narodowy Bank Polski. „Przysługuje mu wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej. Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskiego pieniądza. Organami Narodowego Banku Polskiego są: Prezes Narodowego Banku Polskiego, Rada Polityki Pieniężnej oraz Zarząd Narodowego Banku Polskiego.” Tymczasem dla PiS jedynym zadaniem konstytucyjnym NBP jest emisja pieniądza. O odpowiedzialności za jego wartość nie ma śladu.

W projekcie PiS nie ma też śladu po RPP, nie mówiąc o konstytucyjnych ograniczeniach polityki finansowej państwa. Takie rozwiązanie otwiera drogę do swobodnego traktowania złotego i budżetu państwa. Są w konstytucji z 1997 roku inne jeszcze ograniczenia w sferze fiskalnej: „Zwiększenie wydatków lub ograniczenie dochodów planowanych przez Radę Ministrów nie może powodować ustalenia przez Sejm większego deficytu budżetowego niż przewidziany w projekcie ustawy budżetowej.” Oraz: „Ustawa budżetowa nie może przewidywać pokrywania deficytu budżetowego przez zaciąganie zobowiązania w centralnym banku państwa.” Milczenie PiS w tej sprawie wskazuje, że będzie ono potrzebować środków na sfinansowanie swoich politycznych zamiarów.

Znamienne są różnice w sposobie powoływania prezesa NBP: obecnie powoływany jest on „przez Sejm na wniosek Prezydenta Rzeczypospolitej, na 6 lat.” PiS chce prezesa zależnego: „Prezesa Narodowego Banku Polskiego powołuje na 5 lat Prezydent Rzeczypospolitej za zgodą Senatu.” Czy powołany przez prezydenta prezes NBP będzie miał dość odwagi, by przeciwstawić się nadmiernym wydatkom, zwłaszcza gdy prezydent jest z tego samego obozu politycznego, co premier i większość rządząca?

Także w dziedzinie zarządzania majątkiem publicznym prezydent uzyskuje specjalną pozycję, której obecna konstytucja nie przewiduje. Gwarantować ma to Prokuratoria Generalna. Projekt tak to opisuje: „Ochronę interesów majątkowych Skarbu Państwa i innych państwowych osób prawnych oraz ich obsługę prawną wykonuje, w zakresie i na zasadach określonych w ustawie, Prokuratoria Generalna Skarbu Państwa. …Prezydent Rzeczypospolitej powołuje i odwołuje Prezesa Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa na wniosek Prezesa Rady Ministrów.” Dziś prezydentowi nic do polityki Prokuratorii Generalnej, której prezesa powołuje premier na wniosek ministra Skarbu Państwa.

Rzecznik Praw Obywatelskich

Jest to instytucja, której rolę i znaczenie w społeczeństwie budowali przez 25 lat kolejni RPO. Obecna konstytucja daje mu szeroki zakres zadań i dużą swobodę. „Rzecznik Praw Obywatelskich stoi na straży wolności i praw człowieka i obywatela określonych w Konstytucji oraz w innych aktach normatywnych.” RPO dzisiaj jest powoływany przez Sejm za zgodą Senatu, na 5 lat. „Rzecznik Praw Obywatelskich jest w swojej działalności niezawisły, niezależny od innych organów państwowych i odpowiada jedynie przed Sejmem na zasadach określonych w ustawie.”

PiS widzi usytuowanie RPO inaczej:

„Rzecznik Praw Obywatelskich działa na rzecz osób, których sytuacja wymaga pomocy w związku z naruszeniem ich wolności lub praw zagwarantowanych w Konstytucji lub ustawie przez władze publiczne albo ze względu na pokrzywdzenie lub zagrożenie czynami zagrożonymi karą. Rzecznika Praw Obywatelskich powołuje Senat na 5 lat.”. Widać z tego rozwiązania, że PiS nie ma zaufania do Sejmu i 360 (taką liczbę posłów proponuje) przedstawicieli społeczeństwa, to jest, pardon – Narodu.

NIK

Podobnej zmianie w państwie ma ulec suwerenna pozycja Najwyższej Izby Kontroli. Dziś „Prezes Najwyższej Izby Kontroli jest powoływany przez Sejm za zgodą Senatu, na 6 lat i może być ponownie powołany tylko raz. Najwyższa Izba Kontroli przedkłada Sejmowi: analizę wykonania budżetu państwa i założeń polityki pieniężnej, opinię w przedmiocie absolutorium dla Rady Ministrów, informacje o wynikach kontroli, wnioski i wystąpienia, określone w ustawie. Najwyższa Izba Kontroli przedstawia Sejmowi coroczne sprawozdanie ze swojej działalności.”

Autorzy projektu Prawa i Sprawiedliwości wolą, prezesa powoływał senat i pragną włączyć w nadzór nad NIK urząd prezydenta:  „Najwyższa Izba Kontroli co roku przedkłada Prezydentowi Rzeczypospolitej, Sejmowi i Senatowi informację o wykonaniu budżetu państwa wraz z opinią w sprawie absolutorium dla Rady Ministrów, uwagi o stanie finansów publicznych i gospodarki narodowej [oraz] sprawozdanie ze swojej działalności”.

Inspiracje

Pewne nici, pomysły i rozwiązania, a nawet całe sformułowania każą szukać inspiracji autorów projektu konstytucji a la PiS w przedwojennej konstytucji kwietniowej. Choć nie mieli może odwagi, by zaczerpnąć z niej wprost takie rozwiązania, jak:

„Art. 11

Prezydent Rzeczypospolitej, jako czynnik nadrzędny w Państwie, harmonizuje działania naczelnych organów państwowych.

Art. 12

Prezydent Rzeczypospolitej:

a) mianuje według swego uznania Prezesa Rady Ministrów, a na jego wniosek mianuje Ministrów;

b) zwołuje i rozwiązuje Sejm i Senat;

c)  zarządza otwarcie, odroczenie i zamknięcie sesji Sejmu i Senatu;

d) jest Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych;

e) reprezentuje Państwo na zewnątrz, przyjmuje przedstawicieli państw obcych i wysyła przedstawicieli Państwa Polskiego;

f)  stanowi o wojnie i pokoju;

g) zawiera i ratyfikuje umowy z innymi państwami;

h) obsadza urzędy państwowe, Jemu zastrzeżone.

Art. 13

(1)       Prezydent Rzeczypospolitej korzysta z uprawnień osobistych stanowiących Jego prerogatywy.

(2)       Do prerogatyw tych należy:

a) wskazywanie jednego z kandydatów na Prezydenta Rzeczypospolitej i zarządzanie głosowania powszechnego;

b) wyznaczenie na czas wojny następcy Prezydenta Rzeczypospolitej;

c)  mianowanie i odwoływanie Prezesa Rady Ministrów, Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego i Prezesa Najwyższej Izby Kontroli;

d) mianowanie i zwalnianie Naczelnego Wodza i Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych;

e) powoływanie sędziów Trybunału Stanu;

f)  powoływanie senatorów piastujących mandat z wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej;

g) mianowanie i zwalnianie Szefa i urzędników Kancelarii Cywilnej;

h) rozwiązywanie Sejmu i Senatu przed upływem kadencji;

i)  oddawanie członków Rządu pod sąd Trybunału Stanu;

j)  stosowanie prawa łaski.

Dla PiS szczególnie ważne byłyby prerogatywy a) i b). Już domyślacie się, kto byłby dziś wyznaczony przez Lecha Kaczyńskiego na jego następcę. Nie zapominając o miłym sercu PiS-owców uprawnieniu i): tak bardzo przecież chcieliby oddać kogoś pod Trybunał Stanu!

Domyślam się, obserwując dzisiejsze starania o uświęcenie osoby zmarłego tragicznie Lecha Kaczyńskiego, że w cichości ducha jego brat oraz wyznawcy chcieliby, by obowiązywał u nas już wcześniej Art. 2 konstytucji z 1935 roku:

„(1)     Na czele Państwa stoi Prezydent Rzeczypospolitej.

(2)       Na Nim spoczywa odpowiedzialność wobec Boga i historii za losy Państwa.

(3)       Jego obowiązkiem naczelnym jest troska o dobro Państwa, gotowość obronną i stanowisko wśród narodów świata.

(4)       W jego osobie skupia się jednolita i niepodzielna władza państwowa.”

***

Nie opisałem tu wszystkich pomysłów Prawa i Sprawiedliwości, które prowadzić miałyby do wprowadzenia bocznymi drzwiami ustroju prezydenckiego, uszytego na miarę Kaczyńskich. Ale i to, co przytaczam, powinno budzić trwogę i upewnić niedowiarków i naiwnych poputczików, że na wolności i prawa obywateli wciąż nastaje za winklem groźny tych wolności i swobód przeciwnik, przekonany, że Naród to wartość większa od wartości praw obywatelskich, że władza nie służy ochronie wolności obywateli, tylko zmuszaniu ich do tego, by wpasowali się w ramy zmienionych systemów politycznego, społecznego i gospodarczego, według koncepcji samego prezesa. Obserwujmy czujnie wystąpienia, wsłuchujmy się uważnie w słowa, czytajmy starannie projekty: z nich przebija się właściwy plan przejęcia władzy i wzięcia Polaków za mordę.

***

Marzec’2013. W Budapeszcie opozycja protestuje przeciwko zrealizowanym przez Viktora Orbana zmianom, prowadzącym Węgry w kierunku jakiejś formy autorytaryzmu. W Polsce opozycja prawicowa, pod rękę z lewicową, usiłują zdelegitymizować rząd. Prawica ma w zanadrzu opisane wyżej rozwiązania, które cofną nasz kraj dalej od demokracji, niż odważyli się Węgrzy. Jeśli ktoś nie wierzy, niech zajrzy tutaj.

Piotr Rachtan

 

 

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. Incitatus 2013-03-12
  2. bisnetus 2013-03-12
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com