Jerzy Klechta: Bohaterów już nie ma

zawieyski sejm 19682013-03-12.

Bez  czerwcowego buntu Poznania w 1956 r. nie byłoby Października 56`, bez tygodnika „Po prostu” i krzyku biedy łódzkich włókniarek oraz przede wszystkim bez robotników warszawskiego Żerania z legendarnym Lechosławem Goździkiem na czele, nie byłoby tego wszystkiego, co nastąpiło w następnych dziesięcioleciach.

 Bez Marca 68`, bez krwawego buntu Stoczniowców w 1970, i przede  wszystkim bez  narodowego zrywu „Solidarności” na czele z Lechem Wałęsą,  profesorem Bronisławem Geremkiem, Jackiem Kuroniem – nie cieszylibyśmy się dziś demokracją. Nie byłoby jej także bez ludzi Kościoła z Tadeuszem Mazowieckim i Jerzym Turowiczem na czele.

 Dziś wiele spraw się poplątało i zagubiło. Przypomnę kartę sprzed 45 lat. Skromnie  się o niej mówi, nie pamięta, ot! wspomnienie sprzed lat. Marzec 1968. Na trybunie sejmowej stanął poseł, pisarz, katolik Jerzy Zawieyski. W nie tak dawno wydanych jego pamiętnikach znajdujemy opis dramatu tamtych dni. Był to czas odgórnego antysemityzmu, było nie było, nie tak rzadko, popieranego przez zwykłych ludzi. Wszak po latach, już w III RP, biskup łowicki Alojzy Orszulik dawał świadectwo Tadeuszowi Mazowieckiemu – gdy ten startował w wyborach prezydenckich – że od pokoleń jego rodzina była chrzczona. A gdyby nie była ochrzczona, to co?

8 marca 1968 r. demonstracje studentów ogarnęły Uniwersytet Warszawski, Politechnikę, w następnych dniach młodzież wyszła na ulice innych miast,  była to reakcja łańcuchowa po zdjęciu przez władze ze sceny Teatru Narodowego w Warszawie „Dziadów” w inscenizacji Kazimierza Dejmka. Studenci zostali  zaatakowani przez milicję i tajniaków ubranych w robotnicze drelichy. Przez „grupę mężczyzn” pobity został Stefan Kisielewski. 10 kwietnia podczas posiedzenia Sejmu  posłowie katoliccy z klubu „Znaku” zgłosili w tej sprawie interpelację, która została przez premiera Cyrankiewicza, Zenona Kliszkę (prawa ręka Gomułki) i innych wyśmiana. O głos poprosił Zawieyski.

Była to mowa historyczna. Jako jedyny w historii parlamentu PRL wystąpił przeciwko władzy komunistycznej. Stanął sam, bez żadnego na sejmowej sali wsparcia. Nazwał  postępowanie rządzących po imieniu. Gdy przemawiał broniąc pobitych studentów i Kisielewskiego, z sali padały pod adresem mówcy szydercze wyzwiska. Zawołał:  Muszę zaprotestować, na ile mnie tylko stać… to wielka tragedia narodowa, której nie można zbywać dowcipami… 

Po zakończeniu  przemówienia Zawieyski zrezygnował z członkostwa w Radzie Państwa, pozbawiono go mandatu poselskiego. Po przyjściu do domu zapisał: to był sabat czarownic… to była zorganizowana masowa makabra obelg pod adresem Koła „Znak” i moim. Został  Rejtanem czasów PRL. Podziwiano go, jednak coraz więcej osób zaczęło unikać jego towarzystwa. Bohaterowie są nie tylko zmęczeni, są najczęściej samotni.

10 dni od wydarzeń w Sejmie Zawieyski dostał wylewu krwi do mózgu. Przewieziono go do  Lecznicy Ministerstwa Zdrowia. 18 czerwca zmarł tragicznie. Jest kilka wersji jego śmierci. Wypadł z balkonu (okna) szpitala na skutek niesprawności fizycznej. Był w bardzo ciężkim stanie psychicznym, popełnił samobójstwo (wątpliwe – biorąc pod uwagę jego gorącą wiarę). Było to morderstwo polityczne (całkiem prawdopodobne – wszak bezpieka PRL korzystała z różnych form odwetu wobec niepokornych). Prymas Stefan Wyszyński zapisał: Często płakał. Był pod opieką rehabilitacyjną zacnego lekarza. Zauważono, że p. Zawieyski wyszedł z łazienki, wkrótce wrócił do pokoju i zamknął się na klucz. W ciągu 10 min. usłyszano na dole ciężki, głuchy łoskot…

Zawieyski, Turowicz, przyjaciel Zawieyskiego – wielki poeta Zbigniew Herbert, Mazowiecki – wszyscy oni byli, mniej lub bardziej, ludźmi Kościoła. Nie bali się własnych poglądów. Patrzyli na świat oczyma ludzi światłych. Bał się ich dogmatyczny Ciemnogród. Dziś ludzi takiego formatu  trzeba szukać ze świecą.  Z marnym skutkiem.

Jerzy Klechta

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. de mowski 2013-03-12
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com