Cezary Bryka: Happy end limitowany

schody_do_nieba2013-03-17. Niedzielny poranek. W domu jeszcze zupełna cisza. Niechętnie otworzyłem pierwsze oko i zaniepokoiłem się: zapalone światło? Ktoś był w moim pokoju? Do pierwszego oka dołączyło drugie, rozejrzało się czujnie i oba wyszły mi na szypułach aż do okna: to nie było światło elektryczne, to słońce tak oświetliło mi pokój!

Za oknem gruba warstwa podmarzniętego śniegu, w pamięci ostatnie, szare dni, a tu niebiańska lampa wali, jakby nigdy nie miała zgasnąć. To ten rodzaj światła, który dodaje energii, a kiedy mam więcej energii, to ruszam naprawiać świat.

Nareszcie! Mam poważną zaległość w naprawianiu świata. Wprawdzie moje naprawianie świata jeszcze niczego nie naprawiło, ale myśl że nawet nie spróbowałem mocno mi doskwiera.

Niedawno pisałem, że po niegroźnym wypadku znalazłem się na oddziale chirurgii urazowej jednego z warszawskich szpitali. Przeprowadzono udaną operację, a teraz, po sześciu tygodniach, zaczynam zbliżać się do happy endu: zaopiekowała się mną dalsza rodzina którą okazała się najbliższą rodziną, żyje mi się bardzo przyjemnie, sprawność wraca z dnia na dzień i całkiem sobie chwalę ten powypadkowy okres.

Im lepiej tym gorzej – mawiali starożytni pesymiści. Im lepiej się czuję, tym gorzej się czuję na myśl o towarzyszach niedoli ze szpitalnej sali.

Po takiej jak moja lub podobnej operacji pobyt w szpitalu trwa dziesięć dni i, jeśli nie występują komplikacje, ani dnia dłużej. Nie znam nikogo kto lubiłby przebywać w szpitalu (no, może poza kilkoma lekarzami z misją i jednym hipochondrykiem), powrót do domu jest wyczekiwany przez chorych jak wyjście z kicia o zaostrzonym rygorze. W przypadku rekonwalescentów ortopedycznych, zanim do niego dojdzie konieczne są zmiany w wyposażeniu mieszkania, bez których lokator nie poradzi sobie nawet z siadaniem i wstawaniem z krzesła, a o ubraniu się albo skorzystaniu z toalety nie ma co marzyć. W dodatku po urazie ortopedycznym potrzebuje długotrwałej opieki: nawet wracając do zdrowia w zabójczym tempie, jeszcze długo nie może się wykonywać tak prostych czynności jak włożenie spodni albo podniesienie upuszczonego przedmiotu. Podpierając się nawet tylko jedną kulą nie ma jak przenieść czegokolwiek, czego nie da się trzymać w jednej ręce. To są bardzo drobne utrudnienia, pod warunkiem że przez kilka miesięcy po wyjściu ze szpitala ma się w pobliżu kogoś, kto podciągnie człowiekowi skarpetkę…

Niewiele osób wie i ja nie wiedziałem, że złamanie szyjki kości udowej można nazwać szczęściem: nauka chodzenia zaczyna się następnego dnia po operacji, a w dniu wyjścia ze szpitala połamaniec kuśtyka o kulach. Właśnie się dowiedziałem, że groźniejsze jest złamanie krętarza: pierwszą próbę chodzenia pacjent może podjąć dopiero sześć tygodni po operacji, a ze szpitala wychodzi o tym samym czasie: po 10 dniach. Pacjentów po operacji krętarza miałem na sali dwóch (na sześciu).

Radosny moment wyjścia ze szpitala jawi się więc części pacjentów jako czarna dziura, do której trzeba będzie wpaść bez ratunku. Jedynym rozsądnym wyjściem byłoby przeniesienie się na kilka miesięcy do całodobowego ośrodka rehabilitacyjnego, i to bezpośrednio po opuszczeniu szpitala. Jednak aż tak dobrze to nie ma. Niewiele szpitali w Polsce ma własne oddziały o takim profilu, trzeba sobie samodzielnie znaleźć miejsce które człowieka przygarnie. Rodziny pacjentów, mające na to 10 dni, rzucają sie do komputerów  (to pewnie lekkomyślność, ale chyba się nie zdarza żeby ktokolwiek interesował się rehabilitacją zanim ulegnie wypadkowi). Niektórzy operowani nie mają rodzin, więc nikt się do niczego nie rzuca – po prostu leżą i pojękują z cicha: „I co ja ze sobą zrobię kiedy mnie wypiszą?”

Rehabilitanci szpitalni rozpoczynając pracę z pacjentami od razu wręczają im (nie wnikam czy legalne czy nie) własnoręcznie odbite na ksero ulotki, informujące jakiego rodzaju zmian w mieszkaniach powinni dokonywać podopieczni i jakie urządzenia będą im potrzebne. Ulotki nie zawierają żadnych konkretnych namiarów (takich jak nazwy producentów sprzętu rehabilitacyjnego), więc ich rozdawanie nie jest działalnością reklamową, tylko efektem wyobraźni i empatii rozdających. To wielkie ułatwienie dla rekonwalescentów.

Nie istnieje żadna dostępna lista ośrodków rehabilitacyjnych. Poszukiwania w internecie pozwalają na znalezienie wielu atrakcyjnych miejsc, z podaniem informacji krajoznawczo-turystycznych oraz wyposażenia sal rehabilitacyjnych, a do tego dorzucone są numery telefonów pod którymi można pytać o konkrety. Najważniejszym okazuje się cena pobytu, której wysokość zazwyczaj przyćmiewa inne informacje. Większość to ośrodki prywatne, jednak część jest dofinansowywania przez NFZ. Na miejsca z puli NFZ czeka się w długich kolejkach, co dla rehabilitantów po operacjach ortopedycznych jest zmniejszeniem szans na pełny powrót do zdrowia. Za to ośrodki są tak liczne, że te nieszczęsne 10 dni stanowi bardzo krótki czas na podjęcie decyzji.

Pewnego popołudnia, kiedy spacerowałem sobie z balkonikiem po szpitalnym korytarzu, napawanie się nowozdobytą samodzielnością zakłócił jazgot dobiegający z jednej z kobiecych sal. Jako szowinistyczna męska świnia oświadczam, że w szpitalu, jak i poza nim, pomieszczenia w których przebywają kobiety emitują zazwyczaj więcej decybeli od naszych męskich pomieszczeń, jednak tym razem dźwięki były nietypowo dramatyczne. Poszedłem sprawdzić co się dzieje. Odgłosy zbliżone do panicznych wywołał telefon od wypisanej poprzedniego dnia pacjentki która znalazła za pośrednictwem internetu odpowiadający jej ośrodek. Zadzwoniła. Dowiedziała się, że może od zaraz zostać prywatną pensjonariuszką. Za 4000 zł. miesięcznie. Pacjentka naradziła się z rodziną, rodzina obiecała pomoc finansową, pacjentka podjęła decyzję. Pojechała. Na miejscu zastała luksusowe warunki, pojedynczy pokój z łazienką, świetne wyżywienie i miły personel. Jak w internetowym folderze który ją zachęcił. Tylko że w cenę pobytu nie wchodziły zabiegi rehabilitacyjne, za które zażądano dodatkowych opłat. Fakt, jej wina: nie spytała. Nie przyszło jej do głowy, że koszt pobytu w ośrodku rehabilitacyjnym nie obejmuje rehabilitacji. Niewielu pacjentów nawet z pomocą rodziny stać na wydatek kilku tysięcy miesięcznie, a podwyższenie tej kwoty o koszt niezbędnych zabiegów oznacza odebranie możliwości powrotu do zdrowia, skoro okostna przeciętnego pacjenta nie liczy się z koniecznością wielomiesięcznego oczekiwania na miejsce z puli NFZ.

Jeśli znakomity fachowiec naprawi mi rozsypującą się lodówkę, to wydaje się oczywiste że będę o nią pieczołowicie dbał: niech pieniądze zainwestowane w naprawę amortyzują się jak najdłużej. Na oddziały chirurgii ortopedycznej trafiają ludzie w najprzeróżniejszym wieku, wielu z nich po dojściu do pełnej sprawności wróci do normalnego życia. Nierehabilitowani dojdą do niej o wiele później albo wcale. Z punktu widzenia państwa znakomita praca chirurgów zostaje częściowo zmarnowana, skoro posklejanych do kupy połamańców trzeba brać na renty. Amortyzacja, ot co!

Może to właśnie jest argument dla państwa. Dla mnie argumentem jest wielkie osamotnienie tych, którzy po szpitalnych przejściach i po operacjach nie maja gdzie się podziać, a, oczywiście, oddziały chirurgiczne nie mogą ich przetrzymywać. Nie wiem, czy powinno powstać więcej oddziałów rehabilitacyjnych, czy też przy lepszej organizacji wystarczyłyby te co są. Ale wiem na pewno, że klucz leży w informacji, bez której i pomnożenie liczby ośrodków niewiele da.

Może szpitale powinny dysponować listami miejsc, do których mogliby sie udawać rekonwalescenci – i to bezpośrednio ze szpitala? Podobno na takie rozwiązanie nie zgadza się NFZ, uważając je za sprzyjające kryptoreklamie. Tylko co kryptoreklama obchodzi człowieka, który, wyrwany z dotychczasowego życia, nagle nie ma gdzie się podziać? A może opieką poszpitalną powinna się zajmować Opieka Społeczna – i to nie w sensie pomocy materialnej, tylko właśnie informacji i pomocy w wyborze? Podobno szpitale z nią współpracują, ale żaden pacjent spośród moich rozmówców nie widział osoby, która weszłaby na salę i spytała czy ktoś potrzebuje porady w zorganizowaniu sobie dalszego życia.

Dziś, kiedy tak ładnie zaświeciło słońce, chciałbym poprosić czytelników Studia Opinii o rozmowę. Czy ktoś z Państwa wie więcej na ten temat? Czy ktoś ma pomysł na rozwiązanie problemu? Jeśli tak, to jak te pomysły rozpowszechnić? Chciałbym pomóc tym, którzy mieli mniej szczęścia ode mnie i, choć poszkodowani mało groźnie bo odwracalnie, przeżywają prawdziwe dramaty.

ostatnie_zaproszenie

Świata nie naprawiłem, ale trochę mi lżej: przynajmniej próbuję.

Cezary Bryka

Print Friendly, PDF & Email

18 komentarzy

  1. Anna Malinowska 2013-03-17
  2. A. K-B 2013-03-17
  3. bisnetus 2013-03-17
  4. Cezary Bryka 2013-03-17
  5. Baczyński 2013-03-17
  6. bisnetus 2013-03-17
    • Cezary Bryka 2013-03-17
      • bisnetus 2013-03-17
    • A. K-B 2013-03-17
      • bisnetus 2013-03-18
        • Katarzyna Pawłowska-Horna 2013-03-18
        • bisnetus 2013-03-18
  7. A. K-B 2013-03-18
    • Cezary Bryka 2013-03-18
      • bisnetus 2013-03-18
    • bisnetus 2013-03-18
      • Cezary Bryka 2013-03-19
  8. Marek Twardowski 2013-03-19
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com