Ernest Skalski: Prawo, do k…. nędzy!

Warszawa, 2010

Żeby było jasne, już na samym początku. Marsz Niepodległości 11 listopada ma się prawo odbyć, a jego siłowe blokowanie będzie bezprawne!

Obóz Narodowo Radykalny i Młodzież Wszechpolska to struktury nawiązujące do fatalnych tradycji sprzed wojny i szkodliwe społecznie również dziś, aczkolwiek w niewielkim stopniu. Po wojnie i okupacji, w Polsce, integrującej się w Europie nie ma szerokiego podglebia dla agresywnego szowinizmu. Tym nie mniej trzeba stwierdzić, że niechby i na wątłym podglebiu, postawa taka istnieje. I dopóki wyrażanie jej odbywa się w zgodzie z Konstytucją RP i nie narusza kodeksu karnego trzeba się z tym pogodzić.

Drugi rok pod rząd ma to być demonstracja w ”garniturach i krawatach”, bez agresywnych akcesoriów i haseł zabronionych przez prawo. Ta maskarada oburza wielu, niebiorących pod uwagę tego, że hipokryzja, sama w sobie, owszem, naganna, jest hołdem składanym cnocie.

Podam przykład. W USA bywam od roku 1988. Za pierwszym razem objechałem różne rejony tego kraju. Było to niecałe ćwierć wieku po oficjalnym zniesieniu dyskryminacji rasowej i wszędzie traktowano czarnych absolutnie poprawnie, choć wielu białych (w tym sporo Polaków) prywatnie odnosiło się do nich ze skrywaną niechęcią. Od tego czasu mija kolejne ćwierćwiecze, wyrosło pokolenie, które już nie pamięta oficjalnej dyskryminacji i nie widziało innego zachowania miedzy rasami niż poprawne. I zapewne o wiele mniej przekazano mu owej skrywanej niechęci. To już jest inna jakość. Są oczywiście niestosowne zachowania, ale nie one decydują o atmosferze. (Jeśli idealizuję, to raczej w umiarkowanym stopniu; niech mnie Andrzej Lubowski poprawi)

Dojrzałe demokracje muszą sobie radzić z nieuchronnymi przejawami postaw skrajnych, które poza pewną granicą określa się jako ekstremistyczne. Gdy wyrażają się w działaniach przestępczych, wówczas prawo musi być stanowcze i konsekwentne, aby ład prawny był zachowany. Jeśli te postawy są nie do pogodzenia z zasadami demokracji, lecz ich wyraziciele nie naruszają prawa, wówczas się ich izoluje. Jeśli jednak te postawy są liczącym się elementem w społeczeństwie i są w nich elementy nadające się do dyskusji, to się ją podejmuje, włączając nowy element do spektrum politycznego.

Spór wówczas nie musi się już toczyć na ulicach. Nacjonaliści Le Pena wchodzą do parlamentu, a zieloni w Niemczech są liczącą się siła polityczną, która jest w stanie doprowadzić do radykalnych zmian w polityce energetycznej. Co prawda, nadal są marsze wielkanocne, powtarza się blokowanie pociągów z materiałami nuklearnymi, ale to już tolerowany margines. W Polsce, na takich zasadach, została dokooptowana do establishmentu Samoobrona. Nie stała się powabniejsza, lecz zaprzestała blokady dróg i innych demonstracji łamiących prawo.

Wydaje się, że nacjonalistyczna prawica, która organizuje poprawne – powtarzam; poprawne! – marsze to element, który powinien być tolerowany i izolowany. Hasła to nie jest element do dyskusji. A poglądy przez nie wyrażane mieszczą się w ruchu przylegającym do Prawa i Sprawiedliwości i tu będzie można za nimi dyskutować, kiedy na scenie politycznej będzie się mówiło nie tylko o personaliach.

Niebezpieczeństwo czai się z innej strony, a jest nim projekt nielegalnego blokowania legalnego Marszu Niepodległości przez pstry konglomerat lewicowych, czy jak kto woli, lewackich podmiotów. Jeśli nie liczyć anarchistów – o nich za chwilę – to jest to mniej więcej ta sama ferajna, która organizuje parady miłości, równości, tęczowe. Nie podobają mi się one, lecz uważam zdecydowanie, że są one zgodne z prawem i mają prawo się odbywać. Zaś ci, którzy im czynnie przeszkadzają, maja być usuwani przez policję i karani. To samo prawo działać ma w obie strony i chronić Marsz Niepodległości dopóki nie narusza on prawa. A jeśli taką opinię wygłasza Rafał Ziemkiewicz, to nie znaczy, że może ona być traktowana, jako niesłuszna z definicji. Każdy ma prawo stwierdzić, że dwa razy dwa równa się cztery.

Pomysł blokad wyszedł z kręgu lewackich intelektualistów, płomiennych przeciwników ”faszyzmu”, podciągających pod to określenie większość tego, co im nie pasuje. Do tego dochodzi uzurpowanie sobie prawa do podejmowania wszystkich dostępnych środków w walce o to, co się uważa za słuszne. I zdumienie, że władza nie wspiera, a policja chroni “faszystów”. Bo prawo, jako norma obowiązująca wszystkich, nie dociera do umysłów przekonanych o swojej racji, która musi być racją wszystkich. A kto jej nie podziela…tym gorzej dla niego.

Już w zeszłym roku nie był to wesoły happening, a raczej tumult. Zaś w tym roku zapowiada się całkiem ponuro. Geje, lesbijki, transwestyci, feministki i feminiści, obrońcy Ziemi i praw zwierząt oraz dyskutanci z ”Krytyki Politycznej’’ to nie jest wystarczająca siła uderzeniowa. Tę stanowią zamaskowane typy z niebezpiecznymi narzędziami. Głównie anarchiści. Teoretycznie powinni to być uczniowie szlachetnych myślicieli: Proudhona, Bakunina, Kropotkina, ale nie mają pojęcia, że tacy w ogóle istnieli. Są natomiast zdecydowanymi przeciwnikami ”systemu”, na który składać się ma się prawo, państwo, własność, porządek i czynnymi zwolennikami przemocy, co deklarują otwarcie.

Żeby było weselej, to zaproszono anarchistów z Niemiec, wyjątkowo ponoć bojowych, ale nie tylko ich. Dla równowagi, maszerujących mają wesprzeć bojówki węgierskich nacjonalistów z Jobbiku. Muszą odreagować to, że premier Orban, idol naszej narodowej prawicy, u siebie nie toleruje społecznego użycia siły, która może być używana tylko przez państwo. I słusznie.

Szykuje się spora zadyma, a może i jatka na ulicach Warszawy. W szeregach ”antyfaszystów” zaczęły się pojawiać obawy. Dla tych, którzy nie będą chcieli się tłuc ma być jakaś manifestacja – festyn. Inni mają obchodzić rocznicę niepodległości zapalając znicze na Cmentarzu Komunalnym, dawnym Wojskowym. Też pięknie. Ale starcia na ulicach raczej się już nie da odwrócić.

Ernest Skalski

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com