Antoni Kopff: Czego chcą Polacy

Otwarcie nowego sezonu w okrągłym gmachu na Wiejskiej napawa nas nadzieją, że popłyną do nas stamtąd słowa wiekopomne, od lat ważne dla narodu i cenne dla przyszłych, a niekiedy i przeszłych pokoleń. To tam kwiat polskiej myśli politycznej zastanawiać się będzie, co uczynić dla dobra ogółu, jak zadośćuczynić aspiracjom społeczeństwa, w jaki sposób ulżyć biednym lub bogatym, jak wieść młodzież ku lepszej przyszłości i jak zapewnić naszemu krajowi poczesne miejsce w Europie, świecie oraz w kosmosie. Każdy z występujących na sejmowej trybunie posłów musi zatem nauczyć się odpowiednich formułek, ułatwiających dotarcie do świadomości słuchaczy prostej prawdy -że wie o czym mówi i w czyim imieniu występuje. Zasadniczo wystarczy powoływać się na znajomość z narodem, artykułowaną prostą inwokacją: „Wiem, czego chcą Polacy…”  I zaraz potem można wygłaszać dowolną bzdurę.

Ci, którzy z bolesną determinacją śledzą oratorskie wyczyny sejmowych krasomówców – jeszcze przed rozpoczęciem obrad dowiedzieli się, że Polacy natychmiast chcą, by Polska była solidarna. To nieco wyświechtane hasełko, nic zresztą nieznaczące, tym razem nie dotyczy solidarności z namiotowymi koczownikami spod pałacu prezydenckiego, lecz z wyrzuconymi z PiS-u europarlamentarzystami. Solidarność z nimi zadeklarowało aż 16 posłów, oczywiście w imieniu całego narodu, który jeszcze nie bardzo się zorientował, o co chodzi w tej awanturze, bo pokrętne wyjaśnienia, że w tej secesji idzie o jedność i zwycięstwo prawicy nie są zbyt wiarygodne.

To dopiero początek spełniania oczekiwań Polaków. Wkrótce dowiemy się od posłów Palikota, że pragniemy zdejmowania krzyży i sekularyzacji dóbr kościelnych, Leszek Miller udowodni niechybnie, jak bardzo potrzeba nam prawdziwej lewicy, pisowcy wyrażą powszechne żądanie narodu, aby nieudolny rząd Tuska szlag trafił, a sam premier zapewni, że życzenia pod jego adresem będą spełnione w 100,200 a nawet w 1000-cu procentach – jak to zwykle na początku kadencji.

Najdziwniejsze jest to, że Polacy dowiadują się o tym, czego chcą dopiero od swych parlamentarnych przedstawicieli. Bo tak na co dzień w prywatnych rozmowach konstatujemy, że nasze oczekiwania nie są zbyt oryginalne. Wszyscy chcieliby zapewne zdrowia, pieniędzy i spokoju – czyli rzeczy, których polski parlament nie jest w stanie im zagwarantować. Choć – pardon – ostatnio rząd i parlament dały nam jednak od siebie odetchnąć i tylko zdegustowani brakiem świeżych wiadomości dziennikarze rozpaczliwie łkali jak w VIII trenie  J. Kochanowskiego: ”Gdzie jest premier?”. Fakt, zniknął na czas jakiś, ale społeczeństwo niespecjalnie się tym „niknieniem” zatrwożyło, ponieważ pustki w ten sposób uczynione nie były wielkie. Zguba się wreszcie odnalazła i znowu wszystko wraca do normy. Niestety.

Nadchodzące lata, w których obędziemy się bez wyborów, mają nam przynieść więcej wszystkiego. W rządzie ma być więcej odważnych ministrów, co wróży częstsze zmiany na stanowiskach, w opozycji więcej demokracji dzięki ograniczaniu wszechwładzy satrapy Kaczyńskiego, ma być też więcej autostrad, unijnych dotacji, publicystów i dziennikarzy, więcej Palikota i tańców z gwiazdami. Jedynie, co możemy odczuć dość szybko – to niedosyt sensu w tym wszystkim. Ale kto by sobie głupstwami głowę zawracał! Nasz kraj się przecież rozwija i – będąc w Europie – zmierza śmiało ku euro. Przecież taka Grecja już tam jest i dzięki temu stać ją na nowego premiera, podczas kiedy my musimy zadowolić się starym.

Kiedy już od naszych posłów dowiemy się, czego chcemy, wystarczy z radością pogodzić się z ich diagnozą. To przecież nasi wybrańcy! Roztropni, mądrzy i piękni jak np. poseł Tomek. Przecież byle kogo byśmy do Sejmu nie wysłali!

 a.kopff@wp.pl

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Angor 2011-11-09
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com