Waldemar Kuczyński: Krok do końca świata?

Od kiedy piszę, a trwa to ponad 40 lat, pisałem o polityce i gospodarce. Od sześciu lat, pod wpływem zagrożenia IV RP, zająłem się tylko polityką. Jedynie kilka razy czując się niezbyt pewnie wróciłem na gospodarcze pole i podobnie robię to teraz.

Krzysztof Rybiński, ekonomista dobry, choć zapalczywy, wróży od miesięcy kryzys w Europie wykraczający poza wyobraźnię. Na razie jego krakanie potwierdza bieg wydarzeń, bo po “małym” tąpnięciu greckim, które już zachwiało strefą euro rośnie wielkie tąpnięcie włoskie. Nasz prognostyk zapowiada jeszcze większe; francuskie i niemieckie.

U podstaw tego co dzieje się w Europie leży upadek optymizmu i wiary w dobrą przyszłość u światowego towarzystwa trzymającego kasę na pożyczanie, u tzw. rynków finansowych. Zrobił to kryzys amerykański związany z nieruchomościami. Amerykanie sobie z nim poradzili, mówi się, że na jakiś czas, bo przez zaklajstrowanie wydrukowanymi dolarami, a nie rozwiązanie.

Na razie Unia Europejska a szczególnie strefa euro nie radzi sobie z wirusem nieufności. By go zwalczyć trzeba zahamować tempo wzrostu długu krajów objętych nieufnością rynków. Wymaga to likwidacji deficytów budżetowych i poprawienia zdolności gospodarek do wzrostu. To dotyka milionów ludzi, którzy się buntują, a bunty paraliżują polityków. Konieczny jest też w Unii duży fundusz wspierający kraje w kryzysie i banki, którym zagraża kryzys dłużników, przenosząc zarazę do następnych krajów. Na dodatek choroba galopuje i politycy unijni spóźniają się z decyzjami.

Ku czemu więc idziemy, ku koszmarnemu załamaniu, jak przepowiada Rybiński? Nie wydaje mi się. Raczej ku przesileniu. Wykluczam rozpad strefy euro, bo powrót do walut narodowych przyniósłby pogłębienie chaosu i dopiero to pogrążyłoby Europę w potężną recesję. Sądzę, że zmiany rządów w Grecji i Włoszech i przyjęcie pakietów dyscyplinujących gospodarki nieco uspokoi sytuację. Konieczne jednak będzie podwyższenie owej ściany antypożarowej, czyli większa zrzutka na wspomniany fundusz wsparcia.

Jeśli pieniędzy zabraknie, to jako ostateczna linia obrony pozostanie czasowa interwencja Europejskiego Banku Centralnego. Wykupywanie wątpliwych papierów dłużnych przez emisję euro, popularnie przez druk pieniądza, tak jak to robili Amerykanie. Typowy antykryzysowy instrument keynesizmu, znane “kopanie i zasypywanie dołów”. Niemcy go słusznie nie chcą, bo to środek demoralizujący i o odroczonych kosztach ubocznych, ale może nie być wyjścia. Kryzys przez to przycichnie, jak fale polane oliwą i jeśli ten okres wykorzysta się na usunięcie jego źródeł to nie wróci, a jeśli się tego nie zrobi to powróci może nawet ostrzej.

A jak Polska wygląda na tym tle? Nieźle. Utrzymujemy wzrost gospodarczy i nie ma konsumenckiej paniki. Infekcja włoska popędziła rząd, będzie wcześniej i z o wiele bardziej reformatorskim planem, niż to się dotąd wydawało. Kryzys daje rządowi silne uzasadnienie, by to zrobić. W europejskiej ekonomicznej smucie mamy szansę. Nie trzeba wiele; redukcja deficytu budżetowego, likwidacja większości przywilejów emerytalnych, debiurokratyzacja i liberalizacja gospodarki. Możemy bardzo poprawić jej wiarygodność, a to jest pieniądz. Możemy utrzymać wyższy, niż w reszcie Unii wzrost i przez to szybciej zbliżać się do unijnej średniej rozwoju ekonomicznego. To jest wykonalne i na najdalszym horyzoncie nie widać polskiego Budapesztu.

Waldemar Kuczyński

www.wiadomości.wp.pl

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Marcin Fedoruk 2011-11-12
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com