Wojciech Mazowiecki: Czy nasi biskupi usłyszą papieża Franciszka

franciszek komiks2013-04-09.

Jest bardziej wyraźna różnica między papieżem Franciszkiem a polskimi hierarchami niż tylko ich dosłowne podejście do kwestii bogactwa i ubóstwa. Nasi biskupi mają inną filozofię swych relacji z wiernymi i nie zauważają, że właśnie to chce zmienić papież.

Franciszek nie jest rewolucjonistą, jeśli chodzi o doktrynę katolicką, znane są jego konserwatywne poglądy i wypowiedzi jeszcze jako kardynała. Od chwili wyboru na urząd rzymski uderza jednak w jego postępowaniu nie tylko ostentacyjna pokora i skromność, które są przecież naturalną kontynuacją jego wcześniejszego stylu, ale także – a może przede wszystkim – olbrzymi takt i poszanowanie inności. Jednym z jego pierwszych pozdrowień publicznych były słowa skierowane na spotkaniu z dziennikarzami do ludzi innej wiary i niewierzących.

W nocy z soboty na niedzielę Wielkanocną, w najważniejszym dla katolików momencie zmartwychwstania Chrystusa, mówił o ludzkim zmieszaniu, wątpliwościach, strachu, „gdy dzieje się coś naprawdę nowego w codziennej rzeczywistości”. I apelował: – „Bracia i siostry, nie zamykajmy się na nowość, którą Bóg pragnie wnieść w nasze życie!”

Ten papież na pewno się świata i jego nowości nie boi, ale okazuje mu jednocześnie wielki szacunek –  i to najbardziej ujmuje ludzi, także spoza Kościoła katolickiego. Przywołuje swoich kapłanów do porządku, wręcz ich zawstydza, mówiąc, że oni też są częścią współczesnego kryzysu cywilizacyjnego. Hasło Jana Pawła II „Otwórzcie drzwi Chrystusowi” zamienia w prostą instrukcję dla księży: otwórzcie kościoły! Prosi ich, by zasiedli w konfesjonałach i zapewnia, że wtedy kolejki do nich same powrócą.

Bardzo często papież w swych prostych homiliach i wypowiedziach cytuje zwyczajnych ludzi podkreślając, ile się od nich nauczył, ile mądrości im zawdzięcza. To jest wręcz rewolucja w myśleniu: jak to, kapłan może się czegoś nauczyć od wiernych a nie odwrotnie?

A przecież Franciszek przypomina tylko zasady dobrej roboty i przywraca etos służby, jaką kapłani powinni pełnić, choć dawno część z nich już o tym zapomniała.

Zapomnieli zwłaszcza kapłani w naszym kraju. Dumnym kraju, bo przecież kraju Jana Pawła II. Kraju, który ma ambicję odnowienia moralnego i zbawienia Europy. Kraju, w którym jednak wierni co święta, a często co niedzielę, otrzymują instrukcje wiary na miarę wzorca metra z Sevres bez możliwości jakiegolwiek odchylenia: co wolno, czego nie; co jest godne, a co nie; i co tam panie w polityce niedobrego.

Ze stylem nowego papieża kontrastują wielkanocne wypowiedzi polskich hierarchów. Tradycyjnie agresywne i łamiące konkordat, pełne oskarżeń pod adresem państwa.

Oskarżeń np. o rugowanie krzyża z przestrzeni publicznej. Choć biskupi, w tym arcybiskup diecezji warszawskiej, nie reagowali wcale na profanację krzyża pod pałacem prezydenckim latem 2010 roku.

Były też ataki na kapłanów za to, że wewnętrzne sprawy próbują załatwiać poza procedurami kościelnymi (chodzi o wypowiedzi kilku księży dla prasy o biskupie nadużywającym alkoholu i poniżającym podległych mu kapłanów). Choć procedury te świetnie się nadają do zamiatania pod dywan, co udowodnił nie tak dawno biskup przemyski, chroniąc przez kilka lat kapłana molestującego dzieci.

Według wielu biskupów media kłamią, więc należy dać temu wyraz w Wielkim Poście. Choć w tym samym czasie większość biskupów lekceważy wezwanie ojca Ludwika Wiśniewskiego do rachunku sumienia: czemu w polskim Kościele jest tyle agresji i fałszywego swiadectwa?

W imię „obrony godności człowieka” padły oskarżenia o demolowanie małżeństwa i manipulowanie zarodkami. Jeśli ktoś myśłi inaczej, godzi zatem w godność. Tak nasz Kościół okazuje szacunek inności i uczy, jak to robić.

Można się cieszyć, że nie padły tym razem słowa o prześladowaniu Koscioła jak za PRL. Ale przecież i tę granicę absurdu biskupi polscy mają już za sobą.

Niepojęte, dlaczego Kosciół polski uważa za zdrajców tych kapłanów czy wiernych, którzy walczą ze złem w szeregach duchownych (podofilia, molestowanie kleryków czy zwykłe pijaństwo lub agresja)? Dlaczego mówienie o tym i informowanie wiernych, jest tylko nieusprawiedliwionym atakiem na Kościół a nie sygnałem, że może coś się złego dzieje?

Dla wielu osób symbolem buty polskich hierarchów jest biskup oskarżany o pijaństwo, który akurat w Wielki Czwartek postanowił wystąpić w roli męczenika i „mimo wszystko” złożyć wiernym życzenia świateczne. Nasi biskupi nie są w stanie ogarnąć, jak wielkie to sieje zgorszenie.

Dla innych będzie to sekretarz Episkopatu, który apele papieża o Kościół biedny i dla biednych skwitował, że przecież „Kościół nie jest jedną z organizacji charytatywnych”.

Najlepiej filozofię polskich hierarchów i ich nierozumienie nowego papieża wyraził w filmie TVP o Franciszku przewodniczący Episkopatu abp Michalik. Według niego warto, by kapłani nad sobą pracowali, bo przecież takich będziemy mieli katolików, jakich będziemy mieli księży. Kropka, koniec.

Myśl, że mogłoby być odwrotnie, że to wierni mogą też kształtować kapłanów z korzyścią dla nich, intelektualnie jest z gruntu obca. Do polskich hierarchów nie dotarło jeszcze wołanie Franciszka – więcej pokory.

Wojciech Mazowiecki

Print Friendly, PDF & Email

5 komentarzy

  1. andrzej Pokonos 2013-04-10
    • jureg 2013-04-10
  2. Jerzy Łukaszewski 2013-04-12
  3. wejszyc 2013-04-12
  4. Anna Markiewicz 2013-08-17
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com