Stanisław Stupkiewicz sr: Jak prokuratura czyni pieniacza

ilustracja-do-kolic3a4skiego2013-04-14.

Niebawem rok minie od pewnego pięknego dnia majowego, w którym miły pan nazwiskiem Duda, Piotr Duda, w licznym gronie kolegów działaczy związku „Solidarność” łańcuchami zablokował wejścia do gmachu polskiego Parlamentu. Jednego z posłów (w poetyce patriotów posmoleńskich powinno być POsłów), który mimo to próbował wyjść, uczynny działacz związkowy zdzielił drzewcem od chorągwi czy czegoś takiego. Wszystkiemu bezczynnie się przyglądała policja. (Ta bezczynność policji przypomina spokój niemieckich policjantów patrzących na demolowanie żydowskich sklepów w Niemczech lat 30.).

Zabawa na pewno była przednia. Mnie się jednak wydawała, banalnie, niezgodna z prawem. Przez trzy dni nie zauważyłem, żeby kogoś to zainteresowało, choć incydent pokazywały wszystkie telewizje. Nic się w tej sprawie nie działo. Postanowiłem więc zadziałać ja. Jako obywatel swojego kraju. 14 maja 2012 roku skierowałem do Prokuratury pisemne zawiadomienie o popełnieniu 11 maja 2012 przez działaczy „Solidarności” przestępstwa, polegającego na pozbawieniu posłów na Sejm RP możliwości swobodnego przemieszczania się oraz naruszeniu nietykalności osobistej jednego z posłów. Minęło zaledwie nieco ponad trzy miesiące i pod koniec sierpnia tegoż roku otrzymałem z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście zawiadomienie… o umorzeniu śledztwa w tej sprawie. Nie było żadnej informacji o motywach umorzenia ani o drodze dalszego mojego postępowania w tej sprawie (np. możliwości odwołania się od tej decyzji). Opisałem to na łamach SO Stanisław Stupkiewicz: Umarzam prokuraturę.

Sumieniu to sprawiło zadość, ale ciekawości, co też prokuraturę skłoniło do takiej decyzji, nie zaspokoiło. Jako że we wspomnianym piśmie Prokuratura mnie nie poinformowała, co mogę dalej w tej sprawie czynić, poszedłem – jako nie-prawnik – po linii najmniejszego oporu: napisałem do Prokuratury Generalnej pod umieszczony na jej stronie www adres skargi@pg.gov.pl. Poskutkowało. Otrzymałem pismo z Prokuratury Rejonowej, informujące, że… przedmiotowe śledztwo zostało umorzone. Co już wiedziałem. I tyle. Ponownie więc zwróciłem się do PG z prośbą o udostępnienie mi oczekiwanej informacji. Wyraziłem przy tym nadzieję, że skutkiem skargi nie będzie zawiadomienie mnie po raz kolejny, że śledztwo zostało umorzone, bo tego dowiadywałem się już dwa razy.

Tym razem sprawa się nieco skomplikowała. Prokuratura Rejonowa zawiadomiła mnie, że zażalenie musi być opatrzone moim podpisem. Zdziwiło mnie to, bo przecież już moje pierwsze pismo w tej sprawie zostało złożone w formie pisemnej, z własnoręcznym podpisem. Ale… Toteż 9 listopada złożyłem to zażalenie w formie pisemnej. Na łamach SO opisałem to w kolejnym tekście, Stanisław Stupkiewicz: Prokuratorskie przek-Umarzanki. Po dwóch miesiącach bez odpowiedzi, 9 stycznia 2013 r., ponownie zwróciłem się do PG z prośbą o interwencję. I znów poskutkowało. W początku marca 2013 dostałem kolejne (już czwarte) zawiadomienie z PR, że… zgadłeś (-aś) Czytelniku (-czko): śledztwo zostało umorzone. Tym razem pismo było obszerne, bo prokurator dowodził, że nie mam racji zarzucając prokuratorowi referentowi niedopełnienie obowiązków i niepowiadamianie mnie o decyzji. Z czego on to wywiódł, pozostanie dla mnie tajemnicą. Tego bowiem nie zarzucałem. Stosowny fragment mojego maila do PG brzmiał: Po raz trzeci zostałem w nim [piśmie od PR] zawiadomiony o tym samym – że śledztwa zostały umorzone, ale znów ani słowa o uzasadnieniu i możliwości odwołania się od decyzji. No i tu wyliczenie dat kolejnych zawiadomień o umorzeniu. Stąd kolejne moje pismo, na papierze, ze wszelkimi ceremoniami z podpisem na czele, złożone w PR 5 marca br.

Tu muszę przyznać się, że trochę mnie emocje poniosły. Korespondujący prokurator w swoim piśmie był łaskaw uznać, że moje zarzuty (których, jak napisałem wyżej, nie było) są nietrafne. Ja zatem w swoim wystąpieniu odpowiedź prokuratora określiłem też jako nietrafną. Biję się w piersi. Niemniej ta figlarność chyba jakiś skutek odniosła. Dostałem bowiem kolejne pismo, choć w tym poprzednim prokurator zapowiadał, że jeśli nie przedstawię nowych okoliczności, moje wystąpienia pozostaną bez nadania im dalszego biegu.

No i w tym kolejnym piśmie, datowanym 22 marca, zostałem m.in. powiadomiony, iż przedmiotowa decyzja z obszernym uzasadnieniem została doręczona podmiotowi uznanemu za pokrzywdzonego. Czyli komu? To nadal pozostaje słodką tajemnicą Prokuratury, Rejonowej zresztą. Mnie natomiast przysługuje jedynie zawiadomienie o podjętej decyzji. Czyżby podmiot objęty był ochroną danych osobowych? I kto nim był? Urząd państwowy, Kancelaria Sejmu np., czy taki jak ja zwykły obywatel?

W tym momencie uznałem, że dalsza korespondencja z prokuraturą jest bez sensu. Ale obudził się we mnie pieniacz. Uczyniła mnie nim właśnie Prokuratura, tak jak okazja czyni złodzieja. Uznałem, że zostały ograniczone moje prawa obywatelskie. Do ich rzecznika zatem wystosowałem epistołę, w której na tyle krótko, na ile się dało bez ronienia elementów istotnych, opisałem sprawę i zadałem dwa pytania:

1. Czy obywatel Rzeczypospolitej Polskiej nie ma prawa do informacji, na jakich przesłanek podstawie umarza się śledztwo w sprawie precyzyjnie stypizowanej w art. 128 § 3 kk: Kto przemocą lub groźbą bezprawną wywiera wpływ na czynności urzędowe konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10?

2. Czy podmiotem pokrzywdzonym w tym wypadku nie jest społeczeństwo, w którego stolicy popełnia się w blasku dnia czyn mający wszelkie cechy zwykłego bandytyzmu? Bo jednak zakucie łańcuchami budynku Sejmu, połączone z butnymi oświadczeniami organizatora manifestacji, P. Dudy, że to my zdecydujemy, kiedy będą mogli wyjść (mogła to oglądać cała Polska na różnych kanałach telewizyjnych), to coś znacznie więcej niż „tradycyjne” barbarzyńskie palenie opon na ulicach czy bijatyki z policją, którymi działacze związkowi zwykli plugawić piękny niegdyś symbol „Solidarności”?

Żeby zaś Prokuratura nie miała poczucia, że coś tam knuję za jej plecami, pismo to przesłałem także do jej (a właściwie ich, bo do Generalnej i Rejonowej) wiadomości. A kiedy już się rozpędziłem z tymi „Do wiadomości”, dodałem jeszcze trzech adresatów ubocznych: redakcje „Polityki” i „Gazety Wyborczej” oraz telewizję TVN. Niestety, niedostatki mojej kultury kancelaryjnej spowodowały, że na liście tych adresatów popodkreślałem, odpowiednich, ale zapomniałem skreślić głównego. Mam jednak nadzieję, że wszyscy jak leci nie uznają, że pismo trafiło do nich przez pomyłkę, że dojrzą jednak właściwe podkreślenie. Szczególnie ciekaw jestem reakcji GW, która nader intensywnie zajmuje się prawami obywatelskimi oraz jawnością aktów prawnych.

Na razie minęły dwa tygodnie. Czekam cierpliwie. Jak to pieniacz.

PS Dopisek sr (senior) przy moim nazwisku postawiłem ze skomplikowanych powodów rodzinnych. Nie umieściłem natomiast przed nazwiskiem skrótu „prof.”, choć mi się, uważam, rzetelnie ten tytuł należy: uczyłem kiedyś w zasadniczej szkole chemicznej i tam uczniowie tytułowali mnie  – jak zresztą było to w zwyczaju wobec wszystkich nauczycieli – profesorem. Mam świadków. Skoro bez skrupułów (i umiaru) używa go w naszym kraju pewien nauczyciel z prowincjonalnego koledżu w Akron, Ohio, to ja mam być gorszy?

Stanisław  Stupkiewicz

ilustr. M. Malcharek

Print Friendly, PDF & Email

5 komentarzy

  1. bisnetus 2013-04-14
  2. SAWA 2013-04-14
  3. Jerzy Łukaszewski 2013-04-15
  4. andrzej Pokonos 2013-04-17
  5. borowicz bogumiła 2013-04-20
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com