Jerzy Klechta: Wolność słowa – hulaj dusza

press kapelusz2013-04-20. Jaki jest poziom krajowych mediów – widać gołym okiem. Dominuje brak kompetencji. Króluje przekonanie, że kto nie „chlaszcze” na prawo i lewo, kto innych nie opluwa, czy też sam się nie wygłupia (dotyczy występów w telewizji) – ten nie ma co marzyć o zdobyciu popularności. Z góry stoi na przegranej pozycji. Zatem, aby nie przegrać – prostytuuje się.

Pod tym względem różnimy się od bardziej ucywilizowanych  zachodnich krajów Unii Europejskiej. Tam co prawda „dziennikarskich” celebrytów można również liczyć na pęczki, jednak postępuje się z nimi tak, jak na to zasługują. Nie są zapraszani na salony. Podobnie jak „córy Koryntu” nie towarzyszą królowej Elżbiecie. U nas jest inaczej, powie ktoś całkiem niesłusznie,  u nas  jest większa tolerancja. Na Zachodzie drzwi jednak nie zatrzaskuje się z powodów rasowych, religijnych itd. Powód jest – ujmijmy to tak – estetyczny. U nas natomiast medialna „gwiazdeczka” (płci obojga) jest ozdobą politycznych rautów. Gdzie się nie pokaże skaczą wokół niej inni, jak pajace. W tym zresztą między innymi wyraża się polski prowincjonalizm.

Wolność słowa w Polsce jest pojmowana na opak. Jest to zasłona dymna. Także w większości mediów. Wolno sobie, tak zwanemu „dziennikarzynie”, pleść co mu ślina na język przyniesie, za co prawie nigdy nie ponosi odpowiedzialności. Zamiast przedstawiać fakty i dociekać prawdy, bez hamulców puszcza w świat zasłyszaną opowiastkę, liczy się sensacja, bzdura. Zaciera ręce. Osiągnął jednodniowy „sukces”.

Wolność słowa ma również swoje granice. Dziennikarz musi ich strzec. Jeśli nie jest przygotowany merytorycznie – co zdarza się najczęściej – łatwo nim manipulować. Jeśli nie porusza się merytorycznie w danym obszarze, temacie – kupi każdą niedorzeczność. Bezkrytyczność bierze się z nieuctwa. Nasi „dziennikarze” mają wiedzę powierzchowną, są niedouczeni, nieoczytani, i to także ci  z programów telewizyjnych, cieszących się wysoką oglądalnością. Pewnie jedno idzie w parze z drugim – im głupsza, płytsza rozmówka, tym większa frajda dla widza. Jednym słowem: im głupiej, tym lepiej!

Dziennikarz ma przekazywać informacje o faktach i analizować wydarzenia. Ale również musi krytycznie myśleć, ma weryfikować to, co usłyszał od rozmówcy. To zmusza do pracy, nie wystarczą wesołe nóżki reporterki i modny garniturek celebryty. Przede wszystkim dziennikarz winien być niezależny od nacisków. Jeśli były prezydent lub aktualny hierarcha nadużyli alkoholu (choćby go pili wespół-zespół), należy sprawę wyjaśnić do końca, a nie ograniczać się do wątpliwej wartości wypowiedzi przyjaciół jednego lub wrogami drugiego. W Niemczech za większe i mniejsze wykroczenia do dymisji podali się, a to pani główna pastor – pierwsza w historii Kościoła protestanckiego na tym stanowisku (wcześniej niekwestionowany autorytet), a to prezydent Niemiec, który zawarł zbyt bliskie kontakty z gronem zamożnych przedsiębiorców. Oczywiście nie wszędzie na Zachodzie media są sprawne i obiektywne. Przykładem skrajnie negatywnym są Włochy, tam wieloletni były premier jest właścicielem wszechobecnej sieci telewizyjnej (wcześnie – Finivest,  obecnie Mediaset).

Każdy dzień przynosi ekstra wydarzenia. W ich natłoku czytelnik, telewidz, radiosłuchacz mają prawo się pogubić.  Dziennikarstwo to rzetelna informacja i komentarz, dyskurs ułatwiający zrozumienie wydarzeń i problemów. To co wyżej napisałem nie oznacza, że takich dziennikarzy u nas nie ma. Są. Jak na lekarstwo.

Jerzy Klechta

Print Friendly, PDF & Email

16 komentarzy

  1. Angor 2013-04-20
  2. SAWA 2013-04-20
    • Incutatus 2013-04-22
      • elkaem 2013-04-23
  3. bisnetus 2013-04-20
  4. Jerzy Łukaszewski 2013-04-20
    • Incutatus 2013-04-22
  5. andrzej Pokonos 2013-04-21
    • elkaem 2013-04-21
      • andrzej Pokonos 2013-04-22
  6. otoosh 2013-04-21
    • andrzej Pokonos 2013-04-22
  7. Jerzy Łukaszewski 2013-04-21
  8. jmp eip 2013-04-22
    • bisnetus 2013-04-22
  9. Jerzy Łukaszewski 2013-04-23
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com