Maciej Rewicz: Mityczne straty na mitycznych rynkach

Na początek dwa usprawiedliwienia.

Usprawiedliwienie pierwsze: wszystko co napiszę będzie WIELKIM UPROSZCZENIEM. Wdawanie się w szczegóły, wyjątki, opcje, możliwości – spowodowało by zaciemnienie obrazu, a moim celem jest jak najbardziej przejrzyste pokazanie idei i filozofii giełdy papierów wartościowych.

Usprawiedliwienie drugie: Tekst skierowany jest do osób nie mających zielonego pojęcia o giełdzie lub mających bardzo blade pojęcie.

OSTRZEŻENIE:

Słownictwo, jakiego będę używał, może przyprawić o mdłości ludzi dobrze zorientowanych w tym temacie.

Do napisania tego tekstu skłoniły mnie oficjalne wypowiedzi polityków, wypowiedzi internautów na różnych forach oraz prywatne rozmowy.

Jeśli chodzi o internautów – nie dziwię im się. Nie każdy chce, musi i powinien znać się na giełdzie. Patrząc z innej strony – ktoś, kto się na czymś nie zna nie powinien się wypowiadać.

Jeśli chodzi o polityków – dziwię się bardzo. Moim zdaniem ich wypowiedzi nie świadczą o ich niewiedzy, lecz o manipulacji.

Do rzeczy zatem.

Podstawowym celem giełdy, stanowiącym istotę jej działania, jest stworzenie przestrzeni handlowej, aby członkowie mieli udogodnienia w handlu określonymi towarami.

Jest wiele kryteriów podziału giełd. Ja zajmę się tylko jednym ale za to – jak myślę – najważniejszym.

Giełdy ze względu na przedmiot obrotu podzielić możemy na:

  1.  giełdy towarowe – handel towarami masowymi.
  2.  giełdy pieniężne – obrót dewizami, kruszcami, papierami wartościowymi.
  3.  giełdy usług – frachty, ubezpieczenia itp.

Giełdy usług zostawiamy w spokoju.

Giełdy towarowe spełniają główną rolę w obrocie towarami rolno-spożywczymi. W Polsce towarowe giełdy rolne istnieją od kilku lat (od takiej giełdy w Amsterdamie 400 lat temu wszystko się zaczęło). Liderem jest giełda w Poznaniu. Zawierane są na niej tylko transakcje rzeczywiste, wykonywane natychmiast.

Co to oznacza?

Za towar zakupiony na giełdzie płacimy natychmiast (oczywiście dozwolone są płatności transzowe lub odroczone) i co najważniejsze zakupiony towar dostajemy natychmiast (lub w transzach). Stajemy się jego właścicielem.

Przedmiotem obrotu na tych giełdach są wytworzone produkty, najczęściej w ogóle nie przetworzone.

Kupując na giełdzie towarowej kilogram jabłek, stajemy się właścicielem kilograma jabłek. Możemy je wyrzucić, zawieźć na targ w miejscowości X i sprzedać po złotówce za kilogram, lub do miejscowości Y i sprzedać po 1,50 zł za kilogram albo zrobić sobie z nich dżem. Możemy także odsprzedać te jabłka na tej samej giełdzie.

Kupując na innej giełdzie towarowej cysternę ropy naftowej płacimy za nią i otrzymujemy ją. Możemy ją sobie postawić przed domem i udawać szejka naftowego, możemy przelewać w butelki i rozdawać znajomym jako pamiątkę pobytu u nas lub możemy ją odsprzedać.

Giełdy pieniężne, a do takich należy Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, to całkiem inna sprawa.

Giełdy papierów wartościowych spełniają swoją główną rolę w chwili emisji akcji przez przedsiębiorstwo i wpuszczenia ich do obiegu na GPW. Przedsiębiorstwo, chcąc zyskać kapitał na rozwój, wchodzi na giełdę i emituje akcje. Przy pierwszej sprzedaży pieniądze uzyskane za akcje trafiają do przedsiębiorstwa (oczywiście po odliczeniu kosztów, opłat itp.). Później akcje żyją już własnym życiem. Przedsiębiorstwo nic nie zyskuje na wzroście ich ceny ani nie traci na spadku. Te wyceny są ważne tylko dla graczy giełdowych.

Co jest przedmiotem handlu na GPW?

Zapewne wiele osób odpowie: przedsiębiorstwa, fabryki, firmy.

NIE.

Napisałem wyżej, ale powtórzę: Przedmiotem obrotu na GPW są PAPIERY WARTOŚCIOWE, a przede wszystkim akcje (ponad 200 lat temu w Anglii zaczynało się od obrotu wekslami).

Kupując akcje stajemy się posiadaczem akcji. Posiadaczem, a nie właścicielem, gdyż nie możemy nią dowolnie rozporządzać. Nie możemy jej zniszczyć, postawić w ogródku, sprzedać na targu w miejscowości X lub Y ani nawet zrobić z niej dżemu lub konfitur. Podstawowe możliwości, jakie mamy, to zachować ją lub sprzedać. A jeśli sprzedać, to TYLKO na GPW.

No tak – powiedzą niektórzy – ale posiadając akcję, staliśmy się w jakiejś części współwłaścicielem przedsiębiorstwa (tego, którego akcje posiadamy). Jednakże akcje to nie jabłka ani nie ropa. Posiadając akcję np. KGHM, nie posiadamy żadnego składnika tego przedsiębiorstwa. Nie jesteśmy właścicielem łyżki od koparki, komputera z księgowości, ani nawet grama urobku lub miedzi. Nie mamy też wpływu na przedsiębiorstwo, nie możemy nim zarządzać (chyba, że jak drobni akcjonariusze paru wielkich korporacji amerykańskich zorganizujemy się, by uzyskać pakiet akcji, dostateczny dla rywalizacji z posiadaczami pakietu większościowego czy kontrolnego akcji, które zazwyczaj (tylko zazwyczaj) nie są w obrocie publicznym. W pojedynkę jest się posiadaczem akcji czyli papieru wartościowego – i tylko tyle. Wartość papieru jest ustalana przez giełdę. Wartość papieru, nie przedsiębiorstwa.

Oczywiście kondycja przedsiębiorstwa ma wpływ na wartość jego akcji. Wpływ ten zaznacza się szczególnie in minus. Czyli jeśli kondycja firmy spada, to zazwyczaj spada cena akcji. W drugą stronę już niekoniecznie. Kondycja firmy (odsetki przez nią płacone) jest tylko jednym z kryteriów wzrostu cen akcji. Wydaje się nawet, że wcale nie tym najważniejszym. W grę wchodzi wiele innych uwarunkowań: spekulacje, ilość pieniądza na rynku itp. itd. Często zdarza się, że kondycja firmy się poprawia, a cena akcji idzie w dół (np. kiedy posiadacz dużego pakietu akcji z powodu swoich kłopotów finansowych rzuci je wszystkie do sprzedaży).

Ceny akcji w obrocie mają minimalny wpływ na faktyczną wartość przedsiębiorstwa. Gdyby było inaczej to każde notowane na giełdzie przedsiębiorstwo – produkując to samo i tak samo, sprzedając to samo i tak samo, posiadając wciąż te same środki produkcji, tę samą kadrę zarządzającą, tego samego właściciela, tę samą załogę itp. itd. – kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt, a nawet kilkaset razy dziennie miało by inną wartość. Wartość ustalaną przez widzi-mi-się graczy giełdowych.

Tutaj dochodzimy do wypowiedzi różnych polityków.

  • W wyniku exposé Tuska skarb państwa stracił….
  • W wyniku exposé Tuska wartość KGHM spadła…

Było tego sporo. Przodowali w tym posłowie PIS, którzy nawet uparli się, żeby powołać sejmową komisję, mającą wyjaśnić udział premiera i jego kliki w spadku cen akcji KGHM.

Prymitywna manipulacja.

Na GPW w obrocie publicznym jest jakaś część akcji każdego z przedsiębiorstw notowanych na giełdzie.

Pakiety większościowe posiadają właściciele (główni udziałowcy) przedsiębiorstwa i nie dopuszczają ich do obrotu (znów generalizuję, bo są wyjątki, ale akurat KGHM do nich nie należy).

Po wypowiedzi Donalda Tuska wartość przedsiębiorstwa pozostała na niezmienionym poziomie. KGHM produkuje tyle, ile produkował, sprzedaje za tyle, za ile sprzedawał (abstrahując od zmian cen na giełdzie metali), posiada w dalszym ciągu te same środki produkcji, jest właścicielem tej samej ziemi itd.

Co się zmieniło?

Zmieniła się cena akcji. Akcji, a nie przedsiębiorstwa.

Zwróćmy uwagę na wypowiedzi dziennikarzy zajmujących się ekonomią, giełdą, rynkami oraz na wypowiedzi ekonomistów i finansistów.

Ci nigdy nie popełniają takiego błędu jak politycy. Oni zawsze mówią:

„Akcje zostały przecenione; wartość akcji wzrosła” nie mówią „przedsiębiorstwo staniało” lub „wartość przedsiębiorstwa wzrosła”.

Skarb państwa czyli państwo, czyli MY, jest właścicielem ok. 30% akcji KGHM. Wartość tych akcji, powtórzę jeszcze raz AKCJI, NIE zaś przedsiębiorstwa KGHM, faktycznie spadła. Czy budżet na tym stracił?

Absolutnie nie. Budżet mógłby stracić jedynie wtedy, gdyby te akcje wystawił do sprzedaży i to tylko do sprzedaży publicznej. Nawet chcąc do końca sprywatyzować KGHM, budżet nie traci, ponieważ taka prywatyzacja nie następuje w wyniku publicznej sprzedaży akcji. Owszem, robi ją się przez giełdę, ale w inny sposób. Wystawia się ofertę sprzedaży, szuka się kontrahenta i negocjuje z nim warunki. Potem następuję przekazanie akcji „pod stołem” czyli konkretnemu nabywcy na wynegocjowanych warunkach za wynegocjowaną cenę. Aktualnym przykładem jest sprzedaż ITI – spółki giełdowej przecież. Właściciel nie „rzuca” akcji na giełdę, tylko wybrał kontrahenta i negocjuje. Jeśli transakcja zostanie sfinalizowana, GPW zostanie o tym poinformowana i zmieniony zostanie zapis w rubryce właściciel akcji.

Drodzy Czytelnicy, nie dajcie wpuszczać się w maliny przez kłamiących populistów: polityków czy dziennikarzy. I nie powtarzajcie kłamstw i bzdur, które internauci opowiadają na forach. Niektórzy z nich świetnie wiedzą, co robią, następni bezmyślnie klepią za nimi.

Nie przyłączajcie się do nich.

Maciej Rewicz

www.nienalezna.pl

 

Print Friendly, PDF & Email

21 komentarzy

  1. eternal 2011-11-24
    • Baczyński 2011-11-24
      • szczelo 2011-11-24
  2. eternal 2011-11-24
  3. eternal 2011-11-24
  4. szczelo 2011-11-24
    • Incitatus 2011-11-24
      • eternal 2011-11-24
        • Incitatus 2011-11-25
        • Incitatus 2011-11-25
        • eternal 2011-11-26
  5. Piter 2011-11-24
  6. Maciej Rewicz 2011-11-25
  7. eternal 2011-11-26
    • Gustaw Chlubek 2011-11-26
      • eternal 2011-11-26
        • Gustaw Chlubek 2011-11-26
        • eternal 2011-11-26
  8. Gustaw Chlubek 2011-11-26
    • Maciej Rewicz 2011-11-27
  9. eternal 2011-11-26
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com