Azrael: Proces łódzki, a debata publiczna

Ubiegłoroczne zabójstwo działacza Prawa i Sprawiedliwości, asystenta europosła Janusza Wojciechowskiego, Marka Rosiaka, było dziełem psychopaty. Niezależnie od tego, czy biegli stwierdzili u Ryszarda Caby chorobę psychiczną, czy nie, morderstwo jest czynem socjopaty, przekraczającego normy współżycia społecznego. Dowodem na to jest jego odręcznie sporządzony manifest, który próbował zaprezentować na sali sądowej w Łodzi, na początku rozpoczynającego się właśnie procesu. Szkoda, że nie opublikowano go jednak w pełni, ponieważ nie można zamykać dyskusji nad tym, na ile jednak postępowanie mordercy sprowokowane było przez atmosferę polityczną tak zwanej IV RP. Z drugiej strony zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości z lubością wspominają, że Caba był swego czasu – kilka lat wcześniej – szeregowym członkiem PO.

Nie można uciekać od konstatacji, że była to zbrodnia o charakterze politycznym. Sprawca przyznał się do tego, że jego motywacją była niechęć do Prawa i Sprawiedliwości, Jarosława i Lecha Kaczyńskich. Być może mamy do czynienia z psychopatą, który po prostu chciał być sławny i wybrał taką metodę postępowania. Jednak bezsprzecznie do czynu musiała go popchnąć atmosfera sporu politycznego, jaka panowała i nadal panuje w Polsce, i to wcale nie od czasu katastrofy smoleńskiej, 10 kwietnia, ale od wielu lat.

Spór polityczny, który w demokracji jest wartością rozwojową i rozwijającą społeczeństwa i państwa, w Polsce przybrał formę wyniszczającej wojny. W polityce polskiej nie chodzi o pokonanie przeciwnika, ale ośmieszenie go, zdezawuowanie, w rezultacie – zniszczenie. Patrząc na morderstwo w Łodzi z tego punktu widzenia, winnych należy szukać zarówno wśród polityków, jak i dziennikarzy. Trzeba uświadomić aktorom sceny politycznej, że winnych należy szukać po wszystkich stronach. Zrozumienie tego mogłoby by być początkiem sanacji polskiej polityki. Mogłoby by być, ale nie będzie…

Totalna polsko-polska wojna polityczna była wygodna dla obu stron sporu, dopóki nie zajrzał nam w oczy kryzys. Jarosław Kaczyński mógł w ten sposób mobilizować swój żelazny elektorat, zaś druga strona mogła pokazywać, jak niedemokratyczną, anty-systemową partią jest PiS. Obie strony nie zakładały, że może się to skończyć fizyczną przemocą.

Po zabójstwie w Łodzi Prawo i Sprawiedliwość stworzyło tak zwaną deklarację łódzką. Można było z niej wysnuć wniosek, że śmierć łódzkiego działacza była wynikiem politycznej nagonki i niechęci do PiS. Nie miało znaczenia dla działaczy PiS-u, że morderca przygotowywał zbrodnię od ponad roku, w jego samochodzie znaleziono listę polityków z różnych partii, że krążył po Polsce, a nawet w dniu morderstwa był pod biurem posła PO, marszałka Niesiołowskiego. Dla polityków PiS ten mord stał się narzędziem gry politycznej, w której nie miało znaczenia to, że nienawiść niejedno ma imię, a jej źródła leżą bardzo głęboko. To stało się już wówczas, kiedy krążyły po Krakowskim Przedmieściu marsze smoleńskie każdego 10. miesiąca i takie narzędzia uprawiania polityki były potrzebne. Mord należało na siłę przypisać rządowi Donalda Tuska, oskarżając go o politykę nienawiści.

Marek Rosiak nie został zastrzelony jednak w wyniku przekroczenia granic debaty i granic wolności – zginął w wyniku postrzału frustrata, który wyrzucił z siebie nienawiść do polityków jako takich. Celem takiego frustrata mógł stać się dokładnie każdy. Śmierć Marka Rosiaka nie przyczyniła się do zrozumienia mechanizmów debaty politycznej. Rzecz w tym, że w pewnym momencie może to doprowadzić do chęci wyeliminowania strony przeciwnej konfliktu politycznego w imię obrony… demokracji. I to będzie właśnie jej koniec.

Azrael

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. LT 2011-11-30
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com