Sto smaków Aliny: Chudniemy przy sałatkach…

2013-05-04. …ale czy tak jest zdrowo? Nie zawsze tak uważano. Odpowiedzi szukano już przed pierwszą wojną światową. Zastanawiano się: jak się odżywiać, aby być zdrowym. O odchudzaniu się jeszcze wtedy nie myślano. Chude lata miały nadejść. Chude i dosłownie, z wojennego głodu. Ale i potem, już po wojnie, z dyktatu Pani Mody, jak wtedy mawiano. Ale na razie jest rok 1913. Kończy się, tak naprawdę, wiek XIX. Nadchodzą nowe czasy i okrucieństwa wieku XX. Ale współcześni jeszcze tego nie wiedzą. Dlatego mogą beztrosko pochylać się nad takimi zaleceniami „dietetycznymi”, jakie przybliżył czytelnikom krakowski„Ilustrowany Kuryer Codzienny” na wiosnę tego roku, co podaję, jak zwykle, w pisowni oryginału. Tytuł intryguje. Tekst przekazuje nam opis tego, jak jedzono przed pierwszą wojną (przynajmniej, jak niektórzy jedli, ci zamożni):

Przed kilka dniami ukazała się w handlu księgarskim oryginalna wielce książka „The book of diet”, pióra angielskiego lekarza dra Chalmersa Watson’a, będąca jednym wielkim protestem przeciw przyjętej ogólnej zasadzie, że zbyt obfite jedzenie jest przyczyną wszystkich chorób i nieszczęść na świecie. „Lekarze twierdzą, że wogóle je się za wiele i przeważna część społeczeństwa powtarza to za nimi bezmyślnie, na szczęście jednakże opinia ta zawsze posiadać będzie charakter akademicki a ludzkość nigdy nie odzwyczai się od jedzenia”. – Dr. Watson twierdzi, że raczej trzeba zważać na jakość pożywienia, a nie jegoilość. Jeść można, bez najmniejszej szkody, o-wszem z namacalnym pożytkiem dla zdrowia – ile kto chce i może, segregując tylko potrawy według podanego przez niego przepisu.

Mięso wołowe jest najstosowniejsze dla dzieci, chociaż równie dobre jest i dla dorosłych o ile tylko jest tuczne. Cielęcina jest o wiele mniej pożywna, aniżeli mięso wołowe i trudniej znacznie strawna. Baranina i mięso królików co do wartości odżywczej przewyższa nawet mięso wołowe. Wbrew natomiast utartemu przekonaniu wcale nie są pożywne ostrygi. Tuzin ostryg nie jest żadnem pożywieniem dla organizmu; 80% ostrygi stanowi woda, a trzy ich tuziny zawiera zaledwie 166 gramów wartości odżywczych.

Człowiek potrzebuje dziennie dla swego organizmu około dwa litry płynów. Część tego spożywa w potrawach stałych, resztę musi przyjąć wprost przez picie.

Im ktoś starszy, tem bardziej umiarkowany, chociaż np. 60-letni mężczyzna wcale nie kwituje jeszcze z przyjemności życiowych, jak wskazuje następujący tryb życia ułożony dla niego przez dra Watsona : o godz. 6 rano filiżanka herbaty, czystej bez jadła; o 8,30 śniadanie, składające się z kawy lub herbaty, chleba, pieczywa, jaj, wędlin, ryb i pieczystego każdego rodzaju; unikać natomiast należy ciepłego pieczywa i świeżego chleba. Na godz. 1,30 w połu­dnie przypada drugie śniadanie, skromne zresztą – jak twierdzi dr. Watson; aby nie psuć apetytu – na obiad: mięso, ryba, sztuka drobiu, pudding lub legumina, biszkopty i ser. O 4-ej filiżanka herbaty, a o 7-ej wieczór obiad: zupa (chociaż dla starszych lepiej zupy nie jeść), ryby, dziczyzna i bezwarunkowo drób. Do tego dodać można 3–4 razy w tygodniu mięso półsurowe lub pieczone. Obiad kończy legumina, lekkie pieczywo i kompoty. O godz. 10 wieczór filiżanka zupy rybnej, bulionu lub rosołu i lekka przekąska. Oto wszystko. Apetyt młodszych zaspokajać się powinno obfitszą kolacyą. W zasadzie każdy powinien jeść ile chce tylko, bez obawy niezdrowia lub chorób.

Oto treść poglądów dra Watsona i jego teoryi. Czy należy ją wogóle brać seryo?

Oto jest pytanie. Już za rok z okładem miała wybuchnąć Wojna Światowa, nazywana Wielką Wojną. Czas dobrobytu i takiego nieumiarkowania w jedzeniu, jak opisane, miał się dla większości Europejczyków brutalnie skończyć. A już w dwadzieścia lat po tej Wielkiej Wojnie okazało się, że była zaledwie Pierwszą. Światu było za mało – Druga Wojna świat przeorała dokładniej.

Obfitość i obżarstwo miały ostatecznie zginąć, razem z erą wiktoriańską w Anglii, z panowaniem Francji nad intelektualistami świata, z prymatem mody europejskiej. Ton zaczęła nadawać Ameryka. Z jej praktycyzmem. Z modą na sport i szczupłe sylwetki. Wreszcie – z sałatkami powszechnie tam spożywanymi. I one wkroczyły do naszej Europy. Zagościły w niej po dzień dzisiejszy. Są zdrowe, szybkie do przyrządzenia. Surowe jarzyny i owoce, zmieszane z przyprawami, ale i z dodatkami treściwszymi, podajemy dziś na obiad. Już nie wrócą chyba nigdy obfite obiady składające się z zupy, ryby, drobiu, mięsa, leguminy, „lekkiego pieczywa” i kompotu na dokładkę, wedle zaleceń doktora Chalmersa Watsona.

Proponuję taki obiad sałatkowy. Będzie ukłonem w stronę kuchni greckiej z jej daniem uznanym za koronne – sałatką. Taka sałatka nazywana grecką jest znana i popularna na całych Bałkanach. Ale jakoś zwykle kojarzymy ją z Grecją. Niech będzie. Ja nieco ją zmieniłam i dlatego nazwałam ją:

Sałatka nibygrecka po mojemu

              • świeży szpinak, najlepiej młody (baby)
              • 2 pomidory
              • duża czerwona papryka
              • ogórek świeży
              • czarne oliwki, najlepiej tzw. greckie
              • ser feta
              • oliwa
              • pieprz świeżo zmielony
              • świeże zioła: bazylia, oregano lub majeranek

Liście szpinaku myjemy, obsuszamy w suszarce do sałaty lub ściereczką, ew. rwiemy na kawałki. Pomidory kroimy na ćwiartki, paprykę w paski, ogórek w plasterki. Oliwki drylujemy, jeżeli użyliśmy greckich tzn. tych nie drylowanych, z solanki. Ser kroimy w drobną kostkę, o ile nie kupiliśmy już pokrojonego. Składniki umieszczamy w misce do sałaty warstwami, przesypując serem i oliwkami. Wierzch posypujemy ziołami i ostatnią warstwą fety. Skrapiamy oliwą i ucieramy nad sałatą pieprz. Mieszamy dopiero przy stole.

Kto szpinaku unika, niech weźmie po prostu sałatę. Jaką chce. Dzisiaj możemy wybierać między zwykłą, tzw. masłową z mięsistymi liśćmi, poprzez rukole, roszponki, endywie, aż po gorzkie sałaty dębowe czy fioletowe radicchio. Korzystajmy z tej rozmaitości.

Alina Kwapisz-Kulińska

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com