Adam Szejnfeld: Symbioza

szejnfeld2013-05-06. Niedawno obchodziliśmy święto flagi państwowej, które co roku celebrujemy wywieszając na balkonach i przed domami znak biało-czerwonej. W tym roku zauważyłem, po raz kolejny, że przed niektórymi domami i mieszkaniami pojawiły się nie tylko flagi Polski, ale także zjednoczonej Europy – Unii Europejskiej. Czy czujemy się więc już Europejczykami i czy ta świadomość współgra z naszym poczuciem polskości?…

W tym tygodniu, dokładnie 9 maja, obchodzimy Dzień Europy. To święto państw Unii Europejskiej ustanowione na pamiątkę przedstawienia planu Schumana, czyli utworzenia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali. W swoim przemówieniu wygłoszonym w Paryżu 9 maja 1950 r. francuski minister spraw zagranicznych Robert Schuman zaproponował nową formę współpracy politycznej w Europie, która uniemożliwiłaby wybuch kolejnej wojny. To właśnie plan Schumana uważa się za zalążek dzisiejszej Unii Europejskiej.

Droga, jaka została przebyta od idei polegającej na utworzeniu ponadnarodowej instytucji europejskiej sprawującej zarząd nad całą produkcją węgla i stali do jednego z trzech najpotężniejszych organizmów gospodarczych świata, wytwarzającego 30 proc. światowego PKB była długa i wyboista. Udowadnia jednak, że w czasach globalizacji i ekspansji gospodarczej USA i Chin, także Europa jest w stanie odgrywać ważną rolę i budować dobrobyt swoich mieszkańców. Pod jednym wszakże warunkiem – jeśli potrafi w kluczowych kwestiach wzbić się ponad narodowe egoizmy.

Zasadnicze wyzwanie twórców Unii Europejskiej sprowadzało się zawsze do prostego problemu – jak przekonać państwa członkowskie do inwestowania w Unię?  Jak uzmysłowić, że członkostwo to nie tylko wyższy wzrost gospodarczy czy fundusze, ale również zobowiązania? Jak uzyskać akceptacje dla zasady, że by zyskać, trzeba najpierw zainwestować? To dylematy wciąż obce Polsce, bo jak na razie z unijnej kasy dużo więcej otrzymujemy, niż wpłacamy, ale przyjdzie dzień, że i my będziemy musieli zainwestować w europejski projekt.

Dzień Europy to dobry moment na podsumowanie dotychczasowego bilansu członkostwa w UE. W końcu za rok minie już dziesięć lat od pamiętnego „big bangu”, czyli rozszerzenia Wspólnoty o dziesięć nowych krajów członkowskich, w tym Polskę. Plusy są chyba powszechnie znane, ale warto wskazać choćby przykładowe. Przede wszystkim dzięki wsparciu finansowemu otrzymywanemu z Unii (np. pod postacią funduszy strukturalnych), a także przypływu inwestycji z zagranicy, przyspieszeniu uległ rozwój społeczno – gospodarczy. Każdy, kto pamięta Polskę sprzed 10 lat wie, jak wiele się zmieniło. W zasadzie trudno wymienić jakąś znaczącą dziedzinę, która nie została zmodernizowania, unowocześniona, zmieniona. W tym zakresie oczywiście dotyczy to także inwestycji remontów, modernizacji, nowych budów…

Nie ulega wątpliwości, że bardzo dużo zyskała polska wieś, która przed 2004 r. była bastionem sceptycyzmu wobec polskiego członkostwa w Unii. Dziś trudno znaleźć przeciwników UE wśród rolników, zwłaszcza tych, którzy posiadają większe gospodarstwa, najobficiej czerpiące ze środków europejskich. Na dodatek po wejściu do Wspólnoty zdrowa i ekologiczna żywność z naszego kraju stała się szybko sztandarowym towarem eksportowym. Zyskały również przedsiębiorstwa eksportujące na rynek europejski, a nasz kraj zalała fala nowoczesnych technologii.

Dla zwykłego Kowalskiego członkostwo w Unii Europejskiej oznacza przede wszystkim wiele kilometrów nowych dróg, nowe mosty, koleje, nowe obiekty użyteczności publicznej, szkoły, hale sportowe, boiska, szpitale, teatry, czy ośrodki kultury. Zdrowsze środowisko naturalne dzięki inwestycjom np. w nowoczesne oczyszczalnie ścieków, czy wysypiska, to już norma. UE to także możliwość podróżowania po Europie z dowodem w kieszeni, bez paszportu, wiz i męczących odpraw w punktach kontroli granicznej. Wreszcie możliwość swobodnego dostępu do zachodnioeuropejskiego rynku pracy.

To oczywiście nie koniec listy zalet, ale ważne, czy są też jakieś minusy. Być może najważniejszym jest rozwarstwienie społeczeństwa, charakterystyczne dla każdego kraju będącego na ścieżce dynamicznego wzrostu gospodarczego. To problem szerszy, z którym będziemy musieli się mierzyć przez następne lata i rzecz, której żadnej ekipie rządowej nie wolno lekceważyć. Podział na kilka procent sytych, dostatnio żyjących i resztę trudno wiążących koniec z końcem jest czarnym scenariuszem, któremu staramy się aktywnie przeciwdziałać. Wydaje się jednak, że to zagrożenie rozumie nie tylko Polska, ale cała Wspólnota, która swoje wysiłki coraz częściej kieruje na zasypywanie podziałów. Dlatego w naszym kraju to rozwarstwienie nie jest tak duże jak w innych państwa. Nasze działania na rzecz wzrostu klasy średniej, motoru napędowego każdego społeczeństwa, powinny dać nam efekt w postaci istnienia jedynie wąskich grup ludzi nieprzyzwoicie bogatych oraz skandalicznie biednych przy jednoczesnym tworzeniu szerokiej rzeszy dobrze prosperujących ludzi pracujących na swój dobrobyt i całego kraju.

Jeśli tak, to nasuwa się pytanie – czy dzisiaj, dziewięć lat po wstąpieniu do Unii, czujemy się już Europejczykami? Sądzę, że młode pokolenie nie będzie miało problemów, by identyfikować się, jako Polacy i Europejczycy równocześnie. Te pojęcia nie będą ze sobą kolidowały, staną się równoległe. A starsze pokolenia? Czy potrafią odnaleźć się w nowej tożsamości? Badania pokazują, że jest z tym różnie. W jednych kwestiach czujemy się już Europejczykami, w innych mniej, lub wcale. Wydaje się jednak, że poza gronem dozgonnych eurosceptyków większość polskiego społeczeństwa rozumie, że Polska bez Unii Europejskiej nie miałaby szans na szybki rozwój. Jednak także Unia Europejska bez Polski byłaby niekompletna. Jesteśmy więc częścią zjednoczonej Europy i wspólnie budujemy jej dobrobyt, bo silna Europa to dostatnia i rozwinięta Polska.

Ten układ można przyrównać do symbiozy, a więc zjawiska znanego z biologii, charakteryzującego się ścisłym współżyciem przynajmniej dwóch gatunków organizmów, które przynosi korzyść każdej ze stron. Członkostwo w Unii Europejskiej to układ, w którym każda ze stron zyskuje i dlatego pomimo wszystkich wyzwań, jak chociażby obecny kryzys w strefie euro, ten wielki projekt będzie dalej rozwijany.

Wiemy już, że bycie Europejczykiem nie wyklucza bycia Polakiem. Z resztą Europy nie łączą nas ani język, ani w zasadzie ta sama religia, ba – nawet historia układała nam się odmiennie, ale wspólne mamy poczucie racjonalności, przywiązanie do demokracji i praw człowieka, sprawiedliwości, godności, solidarności i równości. Łączy nas również dziedzictwo europejskie, a więc osiągnięcia kulturowe i intelektualne. Przede wszystkim łączą nas obecnie jednak… interesy. Tak więc nasza europejskość po pierwsze nie jest niczym nowym, a po drugie nie jest też tylko czymś ze sfer czystej ideologii. Twardo stąpamy po gruncie i bacznie patrzymy co nam się opłaca, a co nie. Tak, czy inaczej europejscy Polacy są i zostaną już członkami europejskiej społeczności, a europejska Polska jest i zostanie już elementem europejskiej Wspólnoty Państw. Teraz powinniśmy garściami czerpać z doświadczenia starych państw i starać się przewodzić na drodze modernizacji nowym państwom. W przyszłości Polska będzie w ścisłej czołówce liderów przemian, rozwoju i wzmocnienia Wspólnoty. I w jej, i w naszym interesie. Wierzę w to.

Adam Szejnfeld

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. A.K-B 2013-05-06
  2. Jerzy Łukaszewski 2013-05-06
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com