Andrzej Kołaczkowski-Bochenek: Co nam znowu uchwalą na drogę

EPSON DSC picture2013-05-07.

Sejm zabierze się na najbliższym posiedzeniu do rozważania kolejnych poprawek w kulawych ustawach „Prawo o ruchu drogowym” i „Ustawie o drogach publicznych”. To, że odstępach krótszych, niż policji zajmuje przysłanie kierowcy mandatu, Sejm zajmuje się w kółko ciągle tymi i samymi ustawami, świadczy wprawdzie dobrze o energii kinetycznej posłów, ale o potencjalnej nie za bardzo.

Tym razem uchwalą chyba coś rozsądnego, gdyż jeszcze mniej rozsądnie to się już chyba nie da.

W centrum obrad stać będzie kilka projektów ze strony opozycji, sprowadzających się do ustawiania fotoradarów, tylko w miejscach szczególnie niebezpiecznych. O tym za chwilę.

Dodatkowo PiS wnioskuje by odebrać Inspekcji Transportu Drogowego (ITD) prawo rejestrowania wykroczeń drogowych za pomocą ruchomych kamer. Tego bym akurat nie kwestionował: każdy obywatel na prawo zarejestrować swoją kamerą niebezpieczne i niezgodne z prawem zachowania na szosie i przesłać zdjęcia policji. Nie ma powodu by zabraniać tego akurat tego inspektorom ITD. Ale na ogólnie przyjętych zasadach.

Warto by było natomiast zastanowić się nad powrotem do zadań podstawowych ITD, czyli szeroko pojętej problematyki przestrzegania prawa w komercjalnym transporcie drogowym. Kontrola przedsiębiorstw, przeciwdziałanie nieuczciwej konkurencji i eliminowanie patologicznych zjawisk poprzez wymierzanie kar, to powinny być punkty ciężkości ITD. Ale nie uganianie się za kierowcami podrasowanych fiacików. Także – jako logiczne uzupełnienie – śledzenie ustawodawstwa w tym zakresie i konsultowanie procesu legislacyjnego. Tego u nas brakuje, każdy uważa, że jest specjalistą od ruchu drogowego. Dobrze byłoby mieć ich chociaż w ITD.

To wszystko. Od pilnowania i karania wykroczeń drogowych jest policja. Policja i tylko policja powinna być jedynym stróżem prawa w Polsce. Nadmiar różnych straży i obdarzonych nadzwyczajnymi uprawnieniami inspekcji nie poprawia bezpieczeństwa, tym bardziej, że ich członkowie rzadko osiągają poziom wyszkolenia wymagany w policji. W dodatku, stwarzany przez nich obraz represyjności państwa nie służy budowie relacji zaufania między państwem i obywatelem. A to zaufanie jest podstawą ładu publicznego.

Ta debata jest świetną okazją do uregulowania także kompetencji rozmaitych straży gminnych.

Już samo okrojenie władzy sołtysów nad szosami spowoduje drastyczne zmniejszenie ilości radarów, co znacznie ułatwi weryfikację reszty. Bo problem nie leży w ich liczbie, lecz w ich roli w nadużywaniu władzy.

Na jednym z portali znalazłem taki komentarz:

„Ograniczanie ilości radarów to nic innego jak powrót do szaleńczej jazdy. Radary nie są groźne dla tych którzy jeżdżą zgodnie z przepisami. Jedyna zmiana to weryfikacja ograniczeń stosowanych bez ładu i sensu. Np. przez większość wsi nie wolno jechać szybciej niż 40km/godz. Dlaczego? Na to pytanie usłyszałem odpowiedź »Bo tak«”.

Poza pierwszymi dwoma zdaniami, autor komentarza trafia w punkt. W Polsce ograniczenia prędkości są rzeczywiście stosowane bez ładu i sensu, a co gorsza nierzadko jedynym ich uzasadnieniem jest przysporzenie dochodów gminie. Słuszne skądinąd zdanie, że radary nie są groźne dla kierowcy przestrzegającego przepisów, jest powtarzane jak mantra przez urzędników nadużywających władzy.

Okoliczność, że łatwiej udowodnić kierowcy wykroczenie przeciw idiotycznemu ograniczeniu, niż urzędnikowi nadużywanie władzy, nie powinna usprawiedliwiać samowoli organów kojarzonych z państwem. Dobrze by było, gdyby posłowie o tym pamiętali

Natomiast niebezpieczny jest taki sposób rozumowania:

„Ograniczanie ilości radarów to nic innego jak powrót do szaleńczej jazdy.”

W tym jednym zdaniu autor popełnia dwa, typowe dla wszelkich sejmowych debat, myślowe błędy.

1 . Nie rozróżnia „szaleńczej” jazdy od jazdy szybkiej. Dużo bardziej szaleńcze jest wyprzedzanie z dozwoloną prędkością 60 km/godz ciężarówki, pnącej się pod gorę z prędkością 40 km/godz. A miałem okazje widzieć w takiej akcji nawet autobus pełen pasażerów., Szaleńcza jest też jazda polegająca, na ustawicznym zmienianiu pasów w poszukiwaniu wolnej drogi, na przekraczaniu ciągłej linii, na skręcaniu z pasa do tego nie przeznaczonego, a tych bardzo nagminnych i niebezpiecznych wykroczeń nie da się uchwycić radarem.

2. Za definicję szaleńczej jazdy przyjmuje ustalony a priori limit prędkości, nie wdając się w dociekania powodów ustalenia takiego nie innego limitu.

Jest to na małą, ograniczoną do szosy, skalę postrzeganie aktualnego prawa jako jedynie słusznego normatywu, a tworzącej je kasty jako jedynie uprawnionej do wyrokowania w jego sprawach”.

Takie właśnie widzenie spowodowało, że nasze życie publiczne zdominowała wiara w przepisy, kontrolę i karę. Brak zaufania do obywatela powoduje u niego poczucie ubezwłasnowolnienia. Z życia publicznego zniknęła własna rozwaga i ocena sytuacji – zastąpiła je chęć uniknięcia kary.

Tak wychowywany polski kierowca widząc szkołę, upewni się raczej, czy nie stoi koło niej radar, niż czy nie wychodzą z niej akurat dzieci.

Cierpi na tym także zaufanie do państwa. Nie tylko ze strony opozycji, robiącej sobie z tego wehikuł do zdobycia władzy. Także w oczach obywateli, sprzyjających obecnemu rządowi. Państwo staje się bardziej własnością urzędników niż bytem, który obywatele sami mają współtworzyć i zań odpowiadać.

Bo obywatel nie zauważa, że bez oporu przekazuje swoje kompetencje ludziom, którzy nie wiedzą, że radar jest w stanie wychwycić jedynie przekroczenie prędkości przez nich dowolnie określonej. Prawdziwie niebezpiecznej szybkości radar nie wychwyci.

Andrzej Kołaczkowski-Bochenek

Print Friendly, PDF & Email

3 komentarze

  1. Tetryk56 2013-05-07
  2. wojtek 2013-05-07
  3. narciarz 2013-05-10
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com