Andrzej Żor: Jak uniknąć wprowadzania kary śmierci?

Historia jest nauczycielką życia. Kilku polskich polityków i wspierających ich kościelnych hierarchów wikła się niepotrzebnie w wynajdowanie argumentów, mających ominąć standardy Unii Europejskiej i cywilizowanego świata, i przywrócić stosowanie kary śmierci. Ba, ale jak dopiąć swego?

W dzisiejszym porządku wola lidera nie wystarczy do ustanowienia prawa. Nie wystarczy też poparcie ludu gromko domagającego się stosowania zasady „oko za oko”. Ta cholerna Unia z pewnością zablokuje podobne inicjatywy i zagrozi wstrzymaniem „kasy”, a tego – jak wiadomo – wdzięczny naród nie zniesie. Dołączą jajogłowi od praw człowieka, ruchy kontestacyjne i wszyscy ci, którzy sprzeciwiają się jedynie słusznym ideom, i będą protestować do upojenia. Kościół in corpore, pomny przestrogi Jana Pawła II i deklaracji Benedykta XVI,  też nie poprze entuzjastycznie wieszania w majestacie prawa lub stosowania innych, bardziej humanitarnych sposobów wyprawiania na tamten świat w postaci krzesła elektrycznego lub zastrzyków usypiających na wieki. Pomysłodawcy reaktywacji wyroków ultymatywnych wiją się więc w poszukiwaniu uzasadnień; sięgnięto nawet po katechizm. Przy okazji ujawniło się kilku wybitnych egzegetów tego dokumentu.

Czemu się męczycie, szlachetni Panowie? Wystarczy sięgnąć do dobrych wzorów. By osiągnąć zamierzony skutek, wcale nie trzeba wprowadzać kary śmierci w parlamentarnym majestacie. Są inne sposoby. By nie zostać posądzony o fantazjowanie, ograniczę się do cytowania autorytetów. Jan Kucharzewski, który dwakroć był premierem rządu Rady Regencyjnej w czasie I wojny światowej, a w dwudziestoleciu międzywojennym popełnił 7 tomowe dzieło „Od białego caratu do czerwonego”, znalazł godne polecenia metody w Rosji, w epoce Mikołaja I. Wystarczy ręką sięgnąć i ani Unii, ani jajogłowym i masonom narażać się nie potrzeba.

W carskiej Rosji zniesiono karę śmierci za czasów Elżbiety w latach 1753 – 54. Była więc caryca prekursorką humanitaryzmu na europejskim gruncie. Potem szło jak po maśle: „Gdy jenerał-gubernator Syberii Zachodniej doniósł Mikołajowi I, iż udało się schwytać szajkę zbójów, która od dawna dręczyła ludność, i poprosił o pozwolenie powieszenia ich, car zadekretował na tym raporcie: „Dzięki Bogu, kara śmierci nie została jeszcze zaprowadzona w Rosji i nie ja ją zaprowadzę” Po czym, w dowód łaski carskiej, kazał przepędzić  pojmanych przez szeregi wojska, według Arakczejewowskiej metody: skwoz stroj. Raport o śmierci wszystkich skazanych niebawem nadszedł z Syberii”.

Jakie to proste! Kara knuta istniała w Rosji w 140 przypadkach przestępstw i nie szafowano bezzasadnie karą śmierci.

„Dopiero kodeks kar 1845 roku zniósł knut i zastąpił go batogiem o trzech ogonach (trechwostnaja plet'), uznanym za instrument humanitarniejszy. […] Knut składał się z białego rzemienia, długiego na trzynaście werszków, szerokiego na trzy czwarte werszka; rzemień ten był twardy jak kość, z obu stron wgięty, tworzący w końcu wklęsłą bruzdę. [….] Knut przebijał ciało do kości, po kilku uderzeniach knut zmieniano, gdyż rzemień miękł od krwi. […] Doświadczony kat mógł za pomocą paru uderzeń knuta uśmiercić najtęższego mężczyznę. Knut miał swoich obrońców, którzy pożytek jego głosili z katedry uniwersyteckiej i w książkach naukowych. Knutologia miała swych obrońców, knutofilów. Profesor Barszew, […], szeroko wykładał studentom z katedry, iż knut stanowi „jedną z form, w których idea prawdy i sprawiedliwości [sic!] znalazła najwłaściwsze urzeczywistnienie”. Zresztą, od czasu wprowadzenia batogu o trzech końcach Barszew zaczął głosić, iż odtąd idea prawdy ma być realizowana przy pomocy tego nowego narzędzia.”

Knut jako „narodowy instrument prawa karnego” został więc zastąpiony przez bardziej humanitarne batogi. „[…] składały się z głównego pasa długości sześciu werszków, z trzema końcami długości jednego arszyna i czterech werszków. Pas i końce robione były z rzemieni, wyciętych z grubej skóry. Pędzenie przez szeregi zachowane było nadal”.

Metoda prosta i zrozumiała. Nie wymaga manipulowania prawem, narażania się na inwektywy ze strony obrońców praw człowieka, rozdzieranie szat, apelacje do Strasburga. Może kończyć się pożądanym efektem, ale przecież karą śmierci nie jest, bo skazany ma szanse przeżycia. Wystarczy pozyskać kata lub zasłużyć na względy nadzorcy kata. „Byli kaci artyści, którzy potrafili za pomocą uderzenia knutem, pozornie jednakowego, już to ledwie musnąć arkusz papieru, już to złamać stos pacierzowy skazańca i rozszczepić grubą deskę” […] To daje sędziom i ich mocodawcom nieograniczone możliwości realizacji swojej woli.

Pędzenie skwoz stroj przetrwało niemal do naszych czasów, choć knuta i batogi w latach słusznie minionych zastąpiły milicyjne pałki. Sama metoda zachowała jednak swój charakter i urok, a pieszczotliwe nadanie jej miana „ścieżki zdrowia” nacechowane było troską o obywateli. Gdybyż tak sięgnąć do owej skarbnicy ludzkiej pomysłowości, można bez obawy szczycić się – jak Mikołaj I –  że  znów stanowimy awangardę europejskiej cywilizacji jak ongiś, gdy byliśmy tarczą i przedmurzem.

Co polecam szczególnej uwadze pp. Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniewa Ziobry i arcybiskupa Michalika.

Andrzej Żor

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com