Ernest Skalski: Ustrzeż nas, Panie, od przyjaciół…

eskalski2013-05-29.

– Katastrofa, panie, ruina, bezrobocie, nędza, wszystko rozkradli, rozprzedali za bezcen…
– A u pana?
– Z bożą pomocą, jakoś wychodzę na swoje.

Takie postrzeganie rzeczywistości dostrzegają socjologowie od początków III RP. Coś jakby schizofrenia poznawcza. Kryzys kryzysem, ale 40 procent badanych uważa, że jakoś sobie radzi, a 45 twierdzi, że radzi sobie  dobrze, czego się w mediach nie nagłaśnia. Statystyka i badania profesora Czapińskiego pokazują, że są powody do satysfakcji. W Polsce – raz szybciej, raz wolniej – cały czas  robi się lepiej.  Więc ocena własnej sytuacji przez te 85 procent badanych jest w pełni uzasadniona. A jednocześnie sytuację w kraju już ponad 70 procent badanych uważa za złą, co się nagłaśnia, bo taki news pobudza adrenalinę. Jak to się dzieje, że podstawowa masa obywateli jest usatysfakcjonowana swym położeniem w kraju, w którym sprawy idą fatalnie? W którym rządzi zła partia, zły rząd i coraz gorszy szef tego rządu?

Tego nie wiem. Pamiętam za to, bardzo pobieżnie, z Floriana Znanieckiego, że to co ludzie sądzą o rzeczywistości, jest tej rzeczywistości ważną częścią. I to mi bardziej pasuje niż wbijane mi ongiś do głowy, że „byt określa świadomość”. Pewno i określa, lecz prostego przełożenia tu nie ma. Czyżby więc propaganda, szczególnie propaganda klęski, miała większy wpływ na społeczność niż sądzą o tym racjonalne umysły? A zatem… Platforma dołuje. Użyłbym raczej określenia: obsuwa się. Mniej dramatyczne, bowiem sytuacja PO jest niepokojąca, ale jeszcze nie dramatyczna. Jeszcze?

Zarzuty stawiają wrogowie i przyjaciele, którzy przestają być przyjaciółmi. Z wrogami, jeśli nie łatwiej, to prościej sobie poradzić. Kondominium rusko-niemieckie, Targowica, zdrada, zaprzaństwo, zamach, rzecz jasna. Ta wrzawa ma swoich utwierdzać w wierze i nie zmienia układu sił na scenie politycznej.  Platforma nawet potrzebuje takich ataków na siebie, bo one z kolei też utwierdzają w wierze głosujących „przeciw Kaczorowi”.

Przyjaciele więc stają się znacznie gorsi od wrogów.  Jedni zapowiadają, że nie będą już więcej głosować na nierobów i oszustów. Inni stawiają ultimatum; nie zagłosują dopóki Tusk, rząd, platforma nie spełnią swoich obietnic, a ich oczekiwań.

Więc wyobraźmy sobie, że oczekiwania te zostały spełnione. Składa się na nie przede wszystkim pakiet obyczajowy. Najbardziej wyrazisty u Palikota, ale postulowany przez ogół głośnych i zawiedzionych zwolenników.   Tutaj mamy konkrety: związki partnerskie homo- i heteroseksualne, aborcja na życzenie, refundacja in vitro, kwoty i parytety genderowe,  edukacja seksualna, zeświecczenie państwa i życia publicznego w ogóle. Poza tym mamy ogólne wezwanie do radykalnych reform. Z tej wrzawy daje się wyodrębnić ostatnio zniesienie KRUS, ale ogólnie chodzi o to, żeby nie tylko ta ciepła woda w kranach, lecz żeby nadążać, a  nawet wyprzedzać, przewodzić, a nie wlec się w ogonie. No i konkretny postulat piosenkarza Kukiza, żeby nie sekować jego piosenek. Wtedy może by nie gardził tym rządem.

Przyjmijmy założenie, że rząd – wymiennie: Platforma, Tusk – mógł spełnić te postulaty i je spełnił. Czy wówczas notowania Platformy byłyby lepsze niż są? Czy nie byłoby  tej obsuwy?  Sondaże wskazują, że 47 procent głosujących na Platformę ma poglądy prawicowe, lub centroprawicowe. Przy czym jest to taka europejska prawica-prawica niskich podatków, a nie PiS-owska, z socjalną demagogią i bogoojczyźnianym zadęciem. A poglądy lewicowe i centrolewicowe ma 25 procent elektoratu PO. Więc ostatnią rzeczą, której ta partia potrzebuje jest grożący rozłamem spór na tematy głównie obyczajowe. I to wśród elektoratu, który mimo tego podziału jest zgodny w sprawach polityki ekonomicznej i społecznej, czyli tego co decyduje o kraju.

Ale siły postępu nie popuszczają.

O czym się nie debatuje, a powinno

1 – czy w per­spek­ty­wie naj­bliż­szych lat Pol­ska powinna przy­stą­pić do strefy euro?

Zde­cy­do­wa­nie TAK, speł­nia­jąc warunki Maastricht. Nie są one wymyśl­nym oku­pem za wej­ście, bo zdrowe finanse są przede wszyst­kim potrzebne nam. Inte­gra­cja nie jest wymy­słem, nie rozej­dzie się po kościach. To nie­uchronny pro­ces cywi­li­za­cyjny w takiej czy innej postaci. Tak czy ina­czej  ogar­nia kraj w środku Europy i lepiej być jed­nym z pod­mio­tów decy­du­ją­cych w tym biz­ne­sie niż bez­wol­nym przed­mio­tem. A mani­pu­la­cja wła­sną walutą, pomaga tylko chwi­lowo i prak­tycz­nie pro­wa­dzi do infla­cji i zubo­że­nia społeczeństwa.

2 – czy należy kon­ty­nu­ować pry­wa­ty­za­cję do dna?

W zasa­dzie tak. Wła­dza publiczna nie jest od pro­wa­dze­nia dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej. Może być arbi­trem, ale nie uczest­ni­kiem gry ryn­ko­wej. Przy czym pry­wa­ty­za­cja ma zna­czyć w pry­watne ręce, a nie  udział jed­nej spółki skarbu pań­stwa w innej. A dno jak dno. Okre­ślony obiekt może ewen­tu­al­nie pozo­stać pań­stwowy czy samo­rzą­dowy, jeśli się kon­kret­nie spre­cy­zuje dla­czego aku­rat ten, bez gada­nia o stra­te­gicz­nym zna­cze­niu w ogóle.

3 – czy sto­so­wać aktywną poli­tykę antycykliczną?

W zasa­dzie nie. Póki mamy wła­sną walutę, niech to w skali makro nadal robi Rada Poli­tyki Pie­nięż­nej. W każ­dym razie nie łado­wać publicz­nych pie­nię­dzy we wspie­ra­nie pry­wat­nego biznesu.

4 – czy usta­no­wić real­nie pro­gre­sywne podatki i ogra­ni­czyć podat­kowe (i ubez­pie­cze­niowe) przy­wi­leje dla biznesu?

Zde­cy­do­wa­nie NIE! Nie prze­szka­dzać biz­ne­sowi, bo nic innego nie robi nam gospo­darki. W trud­nej sytu­acji budże­to­wej uni­kać wszel­kiego mani­pu­lo­wa­nia podat­kami, bo ruch w każdą stronę skut­kuje obni­że­niem wpły­wów. Doce­lowo zmniej­szać je i to nie nagle.

5 – czy pod­trzy­mać reformę ubez­pie­czeń eme­ry­tal­nych z 1999 r?

Tak, nawet roz­wi­nąć, lecz nie przez OFE, a przez praw­dzi­wie komer­cyjne insty­tu­cje ubez­pie­cze­niowe, funk­cjo­nu­jące na wol­nym rynku, lecz two­rzące z mocy prawa fun­du­sze gwa­ran­cyjne. Bez­pie­czeń­stwo przed docho­do­wo­ścią. Potęga pro­cen­tów skła­da­nych.  W tym przy­padku jed­nakże konieczny jest nad­zór pań­stwa. I ew. pomoc huma­ni­tarna, nie kategoriom społecznym lecz konkretnym ludziom w nie­prze­wi­dzia­nych i skraj­nych sytu­acjach losowych.

6 – czy wpro­wa­dzić ele­menty ryn­ko­wej regu­la­cji do sys­temu ochrony zdrowia?

Zde­cy­do­wa­nie tak. Podob­nie, jak w przy­padku ubez­pie­czeń eme­ry­tal­nych. Ale trzeba wspierać pacjentów, a nie szpitale i przychodnie. Pie­niądz ze skła­dek idzie za pacjen­tem do  jed­no­stek służby zdro­wia,  a nie im ma być przy­dzie­lany. Skrajne sytu­acje, rzad­kie, b. dro­gie zabiegi wspie­rane sub­sy­diar­nie, t. j. w miarę potrzeby.

7 – czy kon­ty­nu­ować dere­gu­la­cję natu­ral­nych mono­poli (np. trans­portu kolejowego)?

Nie widzę natu­ral­nych mono­poli poza kra­jową sie­cią kole­jową i nie wyklu­czone, że pań­stwowy prze­woź­nik – PKP – mógłby być tym wyjąt­kiem  z punktu 2. Co nie zna­czy, że nie mogłyby docho­dzić do tej sieci pry­watne linie lokalne, a na tory PKP wjeż­dżać inni prze­woź­nicy, choćby zagra­niczni. Coś podob­nego mogłoby obo­wią­zy­wać w kra­jo­wej sieci prze­sy­ło­wej, lecz już nie w pro­duk­cji prądu. I, oczy­wi­ście, musiały by ist­nieć prze­pisy mobi­li­za­cyjne na oko­licz­no­ści nadzwyczajne.

8 – czy ogra­ni­czyć (lub wręcz odwrotnie) ela­stycz­ność ryn­ków pracy eli­mi­nu­jąc umowy śmieciowe?

Zde­cy­do­wa­nie nie ogra­ni­czać. Naru­sza­łoby to pod­sta­wową wol­ność zawie­ra­nia umów. Lep­sza umowa śmie­ciowa niż bez­ro­bo­cie i praca na czarno. Czyli to „wręcz odwrot­nie”. Pozy­cja pra­cow­ni­ków zależy od koniunk­tury gospo­dar­czej (na co wła­dza ma wpływ ogra­ni­czony), od spraw­no­ści i wol­no­ści biz­nesu, co już w dużym stop­niu zależy od wła­dzy oraz od kwa­li­fi­ka­cji i mobil­no­ści pra­cow­ni­ków, a poprawa tych para­me­trów w dużym stop­niu zależy od poli­tyki społecznej.

9 – poli­tyka spo­łeczna jest sprawą spo­łe­czeń­stwa?

Świad­cze­nia, w tym ulgi z tego tytułu, mają obcią­żać wła­dze publiczne, a nie pry­wat­nych pra­co­daw­ców. Nie powinny zmniej­szać efek­tyw­no­ści przed­się­biorstw, co chyba zro­zu­miałe i co obraca się prze­ciw korzy­sta­ją­cym z tych świad­czeń. I tak, jak pra­cow­nicy nie pono­szą kosz­tów orga­ni­za­cji biz­nes­me­nów i pra­co­daw­ców, tak ci nie powinni pono­sić kosz­tów utrzy­ma­nia funk­cjo­na­riu­szy związ­ków zawo­do­wych. To chyba oczy­wi­sty ele­ment spra­wie­dli­wo­ści, niech będzie – społecznej.

10 – pomoc spo­łeczna ma być kie­ro­wana nie do okre­ślo­nych usta­wowo  kate­go­rii spo­łecz­nych, a do ludzi fak­tycz­nie jej potrze­bu­ją­cych.

W tym zakre­sie i w taki spo­sób w jakim jej potrze­bują. Wtedy kiedy ktoś nie może sobie pora­dzić sam, kiedy nie poma­gają mu bli­scy, kiedy nie są w sta­nie pora­dzić sobie z tym NGO, czyli orga­ni­za­cje daw­nej zwane spo­łecz­nymi i wolon­ta­riu­sze, wów­czas mają wkra­czać służby społeczne wła­dzy publicznej, poczy­na­jąc od naj­niż­szego szczebla.

PT Czytelnicy na pewno zauważyli, że w tym podrozdziale mojego tekstu to już inna, wedle najnowszej nowomowy, „narracja”. Z czysto politycznych rozważań  przechodzę do cytowania – by nie zaprzątać linkami – części innego swego artykułu. Osiem pierwszych punktów-pytań powtarzam za Ryszardem Bugajem. Dwa ostatnie dodałem od siebie. Przy każdym przedstawiłem swoje stanowisko, by już rozpocząć dyskusję, a nie tylko do niej wzywać. Teraz próbuje formułować punkty jedenasty i dwunasty:

11 – państwo i prawo w gospodarce

Najlepiej do Konstytucji, na miejsce ogólnej zasady wolności gospodarczej, ograniczanej przez ustawy, wpisać in extenso ustawę ministra Wilczka z końcówki PRL, mówiącą, że poza – wtedy – czterema określonymi działami, wszelka działalność gospodarcza nie wymaga żadnych licencji, zezwoleń, etc.  Następnie ustalić jakie kontrolne działania władzy publicznej są potrzebne przy respektowaniu tej zasady i do tego dopasować potrzebne instytucje. Bez tego gadanie o rozroście i ograniczaniu biurokracji mija się z celem, bo na mnożące się oczekiwania kierowane do władzy reaguje ona rozbudową aparatu, które je ma wykonywać.

12 – sprawność sądownictwa

Nieodzowna pod każdym względem. Generalne rozstrzygnięcia prawne wydają się być dobre. Diabeł tkwi w szczegółach procedury i organizacji. Zaczął to usprawniać minister Gowin.  Poległ w rozgrywce o sprawy światopoglądowe, obyczajowe, czyli w materii zapewne ważnej, ale daleko nie najważniejszej. Odległej od przedstawionej powyżej w dwunastu punktach.

Jak bym miał swoją prywatną partię, to jej program składałby się z tych dwunastu postulatów. Jeśli ktoś jutro taką partię założy, to… nie będę  na nią głosował, bo wiem, że to będzie szlachetna utopia. Poprę tę funkcjonującą już partię, której program do tych dwunastu punktów będzie najbardziej zbliżony. I która, mając sprawne kierownictwo, pewną wprawę w rządzeniu i długą ławkę nadających się do tej roboty, będzie dawała rękojmię, że stosunkowo dużo z tych najważniejszych dla Polski zadań wykona. Praktycznie, jest to jedynie Platforma. W odróżnieniu od demokracji dojrzalszych od naszej, nie mamy jeszcze partii – cywilizowanego zmiennika.

A teraz, trzynaste pytanie, za zero punktów. Jaka tematyka dominuje w aktualnym dyskursie politycznym? A jakby tego było mało, w Sejmie, banda idiotów – bo nie ma innego określenia – nad podziałami wystąpiła z pomysłem, by do dwunastu niedziel w roku, już wyrwanych przez zakaz handlowania z obiegu gospodarczego, dołączyć wszystkie pozostałe.

Polityka, polityka

Za poprzedniej kadencji odmówili uczucia Platformie Zbigniew Hołdys i Marcin Meller. Dali się jednak udobruchać za śniadanie z premierem, zjedzone przed kamerami. I zostali  nieomal za mężów stanu zatroskanych o dobro wspólne, krytycznych a rozważnych. Okazało się to możliwe, bo się miarkowali w słownictwie. Pawel Kukiz się nie miarkuje i pan premier nie może sobie z nim pozwolić nawet na lufę pod trybuną stadionu. Odpada Kukizowi również Kaczyński, choć myślał, że są z prezesem sojusznikami, skoro występują przeciw Tuskowi. Ale Kukiz, jak pijany płotu, uczepił się jednomandatowych okręgów wyborczych, bo coś co ma być lekiem na wszystko, musi być jasne, proste i łatwe do wykrzyczenia, więc czemu nie JOW. Gdyby wiedział o czym mówi, to by zdał sobie sprawę, że PIS nie może tego poprzeć, bo przy jednomandatowych wyborach do Senatu Platforma ma w nim prawie dwie trzecie miejsc, dwa razy więcej niż PIS. W Sejmie miałaby przy takim systemie większość konstytucyjną!

A poza tym, Kaczyński nie potrzebuje sojuszników. Musi mieć subalternów. Tego też Kukiz nie wiedział, ale się już wylansował jako polityk.

Agnieszka Holland nie musi się już lansować. Jej filmy mówią za nią. Więc jej obraźliwa wypowiedź o oszustach z PO nie wypłynęła z wyrachowania, lecz ze szczerego serca. Ona naprawdę wierzy w to, że Tusk obiecał to, czego nie obiecał – mowa o rewolucji obyczajowej – w to, że powinien chcieć zrobić to wszystko co ona uważa za konieczne, i że mógł zrobić to wszystko, czego nie zrobił. No, ale ona nie musi się znać na warsztacie polityka, bo nie jest politykiem, tylko wybitnym reżyserem i pewnie by się zjeżyła gdyby Tusk w ostrych słowach wypowiadał się o jej warsztacie reżyserskim.

Natomiast moi znakomici koledzy w profesji, zgoła jej prominenci: Tomasz Lis, Jacek Żakowski, Wiesław Władyka oraz liczni inni podobni, od lat piszą o polityce, znają ją, znają polityków. I wiedzą, a w  każdym razie powinni wiedzieć, co polityk, nawet premier – najważniejsze ogniwo władzy – może, a czego nie może. I nie w ogóle, bo od tego jest konstytucja, lecz w konkretnych warunkach, poczynając od wyborów 2007 roku.

Coś jednak ten premier zrobił. To, że wygrał kolejne wybory, to nie tylko sukces Platformy i jego osobisty, lecz także zwiększenie stabilności  sceny politycznej, uniknięcie zaburzeń  w trudnym okresie. To, że w europejskim kryzysie Polska jest ciągle jeszcze na plusie nie jest – twierdzą – zasługą rządu. Gdyby jednak nas ten kryzys ogarnął, oskarżano by za to Tuska i rząd. A jeśli nawet ogarnie, to te kilka lat bez niego już jest wielką wartością. I wymagało trudnego lawirowania między wzrastaniem zadłużania, groźbą inflacji   oraz perspektywą zaduszenia gospodarki przez zbyt restrykcyjne oszczędności. Tyle, że ta mordercza robota nie jest spektakularna. Widowiskowa byłaby katastrofa.

Niewidowiskowe jest i pozostanie również największe osiągnięcie tego rządu – reforma emerytalna. Zrównanie wieku emerytalnego mężczyzn i kobiet, przedłużanie życiowego okresu aktywności. Jest ona odwróceniem procesu zmniejszania pensum pracy, trwającego przez pokolenia. Trzeba było dopasować się do zmiany cywilizacyjnej polegającej na wydłużaniu się życia i nieuchronnym zmniejszaniu się populacji.  Przy czym ta przełomowa reforma jest rozłożona na lata, więc praktycznie nie stanowi wstrząsu dla społeczeństwa. Być może kiedyś będzie to oceniane jak zainicjowanie państwowej polityki ubezpieczeń przez Bismarcka, lecz na bieżąco rząd  woli tego nie wybijać, bo jest to kontrowersyjny problem w bieżącej polityce.

Tusk nie jest władcą absolutnym i dożywotnim z łaski bożej. Rządzi z nadania  suwerennego narodu, a praktycznie – niewielkiej większości w mniejszości, która wzięła udział w wyborach.  Odpowiada temu struktura koalicji, która nie może  funkcjonować wbrew interesom mniejszego partnera – PSL. Ta partia zaś nie może sobie pozwolić na rezygnację z systemu KRUS, z którego korzysta część jego wyborców. Nie zaakceptuje bonu oświatowego, z którym wielu uczniów odeszłoby z prowincjonalnych szkół. Od czasu do czasu PSL musi zaznaczyć swoją odrębność  od dominującej Platformy, co ta w jakichś granicach musi tolerować. Więc koalicja trwa, choć dzięki ludowcom upada w Sejmie rządowa (Gowina) ustawa o sądach w powiatach. Odwróci to Senat, zdominowany przez PO, nie podpisałby tego prezydent. I w ten sposób traci się czas i energię – potrzebne  na zdecydowanie ważniejsze sprawy.

Wydawałoby się, że doświadczeni i odpowiedzialni publicyści mogliby zapoznawać czytającą i słuchającą publikę z mechanizmami władzy.  Analizować i krytykować system, propagować zmiany i zjednywać dla nich opinię. Mogliby wynajdować liczne  problemy, które nawet w tym systemie mogłyby być rozwiązywane, a nie są. Naprawdę, dużo jest tego.

Taka robota jest żmudna, czasochłonna i pozbawiona fajerwerków , o czym przekonują się chociażby uprawiający rzetelne  dziennikarstwo śledcze. Zanikające zresztą. O  wiele efektowniejsze jest skupianie się na kwestiach obyczajowych, które są łatwe do zrozumienia i poruszają ludzi, wynajdywanie i rozdmuchiwanie efektownych afer, bez wnikania mechanizmy, które je powodują. Takie patrzenie władzy na ręce upoważnia do polemiki z nią, do stawiania realnych postulatów i domagania się ich realizacji. Łatwiejsze jest jednak i bardziej efektowne jest  lansowanie siebie w roli grzmiących proroków – Jeremiaszy, samozwańczych trybunów  ludu, demiurgów kształtujących rzeczywistość.

O dziennikarstwie powiedział kiedyś Balzak, że można z niego wysoko zajść, jeśli się w porę zeń wyjdzie. Potwierdziło to paru kolegów, zostając posłami, ministrami, premierami RP. Są jednak tacy, którzy się windują wysoko, nie wychodząc zeń. Nie biorąc odpowiedzialności za czyny, a słowa są szybko zapominane. Nie trzeba zresztą być dziennikarzem. Wystarczy być celebrytą i zademonstrować, że jest się obywatelem. Czekam na moment, w którym Doda, legitymująca się zresztą wysokim IQ, zacznie wymierzać sprawiedliwość widzialnemu światu.

Coraz częściej się teraz powtarza, ze straszenie PiS-em przestaje być skuteczne. To prawda, żeśmy na to straszenie zobojętnieli i że strach jest złym doradcą. Lecz przez to PiS nie stał się lepszy, a perspektywa jego ewentualnych rządów przyjemniejsza. I prawdopodobnie gdy już wybory będą blisko, cześć jeśli nie większość, dzisiejszych rozczarowanych przyjaciół – poganiaczy zagłosuje jednak na Platformę, zaznaczając, że przy tym zatyka nos.

Ich dobre prawo wolnych ludzi w wolnym kraju. Nie wiadomo jednak ilu ludzi przekona wówczas ich nawrócenie w ostatniej godzinie, a ilu pozostanie w przekonaniu, że celebryci mieli rację, gdy ogłaszali, że nie będą głosować na nierobów i  oszustów z PO.

Ernest Skalski

Print Friendly, PDF & Email

57 komentarzy

  1. kuba 2013-05-29
  2. bisnetus 2013-05-29
    • andrzej Pokonos 2013-05-30
    • Qstan 2013-05-30
      • bisnetus 2013-05-30
        • z prowincji 2013-05-30
  3. Anna 2013-05-29
  4. Wielki Mistrz 2013-05-29
    • bisnetus 2013-05-29
      • Wielki Mistrz 2013-05-30
    • andrzej Pokonos 2013-05-30
  5. PIRS 2013-05-29
  6. z prowincji 2013-05-29
    • borowicz bogumiła 2013-06-02
  7. Aleksy 2013-05-29
    • andrzej Pokonos 2013-05-30
      • Aleksy 2013-05-30
    • de mowski 2013-05-31
      • de mowski 2013-05-31
      • Aleksy 2013-05-31
  8. Stupecki 2013-05-29
  9. andrzej Pokonos 2013-05-30
  10. Jerzy Łukaszewski 2013-05-30
    • bisnetus 2013-05-30
      • Aleksy 2013-06-01
  11. Jerzy Łukaszewski 2013-05-30
    • bisnetus 2013-05-30
  12. sugadaddy 2013-05-30
  13. Jerzy Łukaszewski 2013-05-30
  14. Magog 2013-05-30
  15. beel 2013-05-30
  16. Leszek 2013-05-30
  17. PIRS 2013-05-30
  18. Jerzy Łukaszewski 2013-05-30
    • bisnetus 2013-05-30
    • PIRS 2013-05-30
  19. andrzej Pokonos 2013-05-30
    • de mowski 2013-05-31
      • andrzej Pokonos 2013-06-01
        • de mowski 2013-06-01
        • andrzej Pokonos 2013-06-02
  20. Jerzy Łukaszewski 2013-05-30
  21. bisnetus 2013-05-30
  22. Jerzy Łukaszewski 2013-05-30
    • andrzej Pokonos 2013-05-30
      • de mowski 2013-05-31
    • A.K-B 2013-05-31
      • de mowski 2013-05-31
        • Aleksy 2013-05-31
        • de mowski 2013-06-01
        • de mowski 2013-06-01
  23. Jerzy Łukaszewski 2013-05-30
  24. andi 2013-05-31
  25. de mowski 2013-05-31
  26. otoosh 2013-06-01
  27. borowicz bogumiła 2013-06-02
  28. Andrze Duracz 2013-06-02
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com