Bronisław Komorowski: W silniejszej Europie z całą Polską

Nie ma dzisiaj ważniejszej sprawy dla Polski niż przyszłość Unii Europejskiej. Dlatego postanowiliśmy przedrukować tekst artykułu prezydenta Bronisława Komorowskiego, który publikuje poniedziałkowa (5.12) Gazeta Wyborcza

Musimy sobie zdefiniować “więcej Europy”, musimy umieć sobie powiedzieć, w czym to ma się konkretnie przejawiać. Trzeba więc jak najszybciej budować zrozumienie potrzeby zmiany nie tylko w kręgach politycznych w Europie, ale przede wszystkim od Świnoujścia do Ustrzyk Dolnych, od Szklarskiej Poręby do Suwałk.

W tym miesiącu mija zaledwie dziewięć lat od zakończenia przez Polskę negocjacji układu o przystąpieniu do Unii Europejskie a jej członkiem jesteśmy od ponad siedmiu lat. W ciągu tego krótkiego czasu zmieniło się jednak wiele w samej Unii i w naszym do niej podejściu. Gdy stawaliśmy się członkiem Wspólnoty, mówiło się o niej jako o globalnym graczu, dzisiaj Unia przeżywa czas słabości. Nie zmieniło się jedno – w dalszym ciągu wielu z nas ulega pokusie myślenia na zasadzie, że Unia to “oni” z Berlina, Paryża, Brukseli, a nie my z Polski. Zatem to dobrze.

Wykładem wygłoszonym w Berlinie na forum Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej szef polskiego MSZ Radosław Sikorski zabrał głos w toczącej się obecnie w Europie intensywnej dyskusji o przyszłości strefy euro i samej Unii. To ważny głos, odnoszący się do głównych problemów obecnej sytuacji UE i zawierający ciekawe propozycje. Minister wskazał na sposoby ratowania wspólnej europejskiej waluty, na kierunki instytucjonalnego wzmocnienia Wspólnoty, a także na kwestię przywództwa, jakże ważną w okresie kryzysu i w czasie koniecznych przyspieszonych i trudnych zarazem przemian.

Część z wygłoszonych tam tez była już wcześniej przedmiotem europejskiej dyskusji – od konferencji międzyrządowej, której owocem był traktat amsterdamski (1997), po traktat konstytucyjny, który upadł po negatywnych referendach we Francji i w Holandii w połowie ubiegłej dekady. Mam tu na myśli zwłaszcza sposób wybierania Parlamentu Europejskiego czy liczbę europejskich komisarzy. Podobnie od dłuższego czasu mówi się o pożytkach płynących z ewentualnego połączenia funkcji przewodniczącego Komisji i przewodniczącego Rady Europejskiej. Wreszcie – na unijnym negocjacyjnym stole znalazły się wcześniej także pomysły zmierzające do uzdrowienia euro, w tym ujednolicenie polityk fiskalnych, rygory związane z utrzymywaniem równowagi budżetowej, a także wspólnotowy nadzór nad wykonywaniem zobowiązań państw w tej sferze.

Wykład ministra Radosława Sikorskiego miał jednak miejsce w momencie szczególnym. To jest nie tylko czas sprawowania przez Polskę prezydencji, ale przede wszystkim czas dramatycznego kryzysu strefy euro i zagrożenia dla trwałości i atrakcyjności całego “projektu Europa”, zagrożenia najpoważniejszego od momentu jego zapoczątkowania w latach 50. poprzedniego stulecia. To czas poszukiwań wyjścia z kryzysu i poszukiwań polityczno-traktatowej recepty na takie zabezpieczenie Europy, które pozwoli uniknąć analogicznych kłopotów na przyszłość. Wiadomo, że w czasie kryzysu trzeba i można więcej. Potrzebne są głębsze zmiany i można bardziej liczyć na zrozumienie u obywateli zatroskanych o przyszłość Polski w Europie.

Po pierwsze, euro

Można zatem i trzeba przejść od dywagacji i teoretyzowania do konstruowania i wdrażania konkretnych propozycji zmian. Prymat muszą mieć rozwiązania odnoszące się do ratowania strefy euro. Doceniam wysiłki podejmowane przez Niemcy i Francję, kraje o dwóch największych gospodarkach tej strefy, które mają duże doświadczenie w reformowaniu Unii Europejskiej. Podzielam te propozycje, które zmierzają do zacieśnienia unii monetarno-gospodarczej i stopniowego uzupełnienia jej o unię fiskalną. Jeśli kryteria konwergencji i pakt stabilności okazały się niewystarczające, aby zapobiec nieroztropnej, a wręcz niebezpiecznej polityce budżetowej niektórych państw strefy euro ze szkodą dla innych państw i samej wspólnej waluty, to potrzebne są dalej idące rygory, które będą dyscyplinować politykę fiskalną państw strefy. Przypomnę, że niektóre z nich, na przykład konstytucyjna bariera dla długu publicznego, są już u nas wprowadzone. To, o czym mówi prezydent Sarkozy, w Polsce mamy od kilkunastu lat.

Nie należy się bać postulowanego przez Niemcy wzmocnienia nadzoru nad politykami budżetowymi państw strefy euro. Będą one przecież jak znaki drogowe ograniczające prędkość w niebezpiecznych miejscach. I wolałbym też, aby nad ich przestrzeganiem czuwały organy Wspólnoty, “wspólna policja”, a nie inni użytkownicy dróg – państwa członkowskie – bo groziłoby to arbitralnością we wprowadzaniu sankcji dla tych, którzy naruszają nasze wspólne bezpieczeństwo. Podobnie jak kanclerz Angela Merkel uważam, że trzeba zwiększyć uprawnienia organów Unii, w tym unijnych Trybunałów w procesie formułowania i realizowania polityk budżetowych. Tu nie ma zagrożenia dla suwerenności. Przeciwnie, chodzi o zapewnienie jej zdrowych podstaw. Tracą suwerenność te państwa, które uporczywie prowadzą życie ponad stan, które źle się prowadzą w sprawach gospodarczych. My w Polsce powinniśmy coś wiedzieć na ten temat, pamiętając bankructwo poprzedniego systemu i długi spłacane do dzisiaj. Najlepiej byłoby to osiągnąć na poziomie całej Unii. Gdyby jednak ze względu na potrzebę szybkości działania trzeba było wprowadzić to najpierw w strefie euro, nie trzeba się temu sprzeciwiać, tylko zastrzegać przejrzystość działania strefy euro i jej otwartość w każdym momencie dla państw, które – jak Polska – deklarują wolę przystąpienia do niej, jak tylko kryzys ustanie.

Podzielam propozycje naszego ministerstwa spraw zagranicznych zmierzające do zapewnienia integralności i spójności całej Unii w kontekście nieuchronnego pogłębienia integracji w strefie euro. Dzisiaj nie możemy zrobić więcej. Ale już za chwilę trzeba będzie uczestniczyć w pracach nad konkretnymi rozwiązaniami dla strefy euro i będziemy musieli wiedzieć, za jakimi wariantami w odniesieniu do konkretnych rozstrzygnięć się opowiadamy.

Zrozumieć potrzeby zmian od Świnoujścia do Ustrzyk

Istnieje już ugruntowane w polskiej świadomości przekonanie, że odpowiedzią na groźny europejski kryzys winno być “więcej Europy”, czyli ucieczka do przodu, w pogłębienie procesu integracji europejskiej. Mówiłem o tym wielokrotnie w ostatnich miesiącach, m.in. na Uniwersytecie Humboldtów w Berlinie, w Parlamencie Europejskim w Strasburgu i całkiem niedawno – w czasie wystąpienia inaugurującego nową kadencję Sejmu. Mówił też premier w czasie swego exposé przed powołaniem nowego rządu.

Procesy kryzysowe zachodzą szybko. Trzeba więc przyspieszenia polskiej debaty w tej strategicznie ważnej kwestii. Musimy sobie zdefiniować owo “więcej Europy”, musimy umieć sobie powiedzieć, w czym to ma się konkretnie przejawiać. Trzeba więc jak najszybciej budować zrozumienie potrzeby zmiany nie tylko w kręgach politycznych w Europie, ale przede wszystkim w Polsce, od Świnoujścia do Ustrzyk Dolnych, od Szklarskiej Poręby do Suwałk. Trzeba budować nie tylko zrozumienie dla zmiany, ale także akceptację dla konkretnych rozwiązań. Będzie to ważne zwłaszcza wtedy, gdy będzie się z tym wiązać ewentualna zmiana traktatu o Unii. Bo Europa nie należy tylko do polityków i elit, ale przede wszystkim do obywateli. W tak ważnych sprawach nie warto grać na zepchnięcie politycznych konkurentów w odmęty antyeuropejskiego absurdu i antyeuropejskich emocji. Te emocje warto uspokajać i w miarę możności rozładowywać i łagodzić.

Trzeba to robić, bo – po pierwsze – powinno nam zależeć na podtrzymaniu i umocnieniu obecnie istniejącego w Unii poglądu, że Polska i Polacy są generalnie proeuropejscy i prointegracyjni. W Europie się wie, że ponad 70 procent Polaków jest zadowolonych z przynależności Polski do Unii, że mamy wysoki poziom zaufania do unijnych instytucji. Po drugie – tam, gdzie wchodzi w grę problem świadomej rezygnacji z cząstki suwerenności, to nawet wtedy, gdy będzie się to czynić w imię narodowego interesu, nie można tego aspektu nie dostrzegać czy lekceważyć. Tak było przy wstępowaniu do NATO i tak było przy wstępowaniu do Unii Europejskiej. A przecież przypomnijmy, że w chwili przystępowania do tych dwóch instytucji poziom akceptacji tych decyzji przekraczał 75 procent. Trzeba nadal wykazywać w takiej sytuacji choćby minimum szacunku dla wrażliwości, a nawet przewrażliwienia innych, tych bardziej ostrożnych czy nieufnych. Trzeba zabiegać o zrozumienie własnych prointegracyjnych racji, a nie czekać, aż konkurencja polityczna wejdzie w polityczną antyintegracyjną pułapkę. Trzeba myśleć dalej, niż wynika to z logiki bieżącej polityki. Wystarczy spojrzeć na sondaż TNS OBOP, w którym nieco ponad jedna trzecia pytanych zgadza się z pomysłami przedstawionymi przez ministra Sikorskiego, nieco ponad jedna trzecia jest przeciw, zaś nieco mniej niż jedna trzecia nie ma zdania. To ostrzeżenie przed wiarą, że jeśli mamy dobre pomysły, a za granicą się je chwali, to mamy automatycznie poparcie społeczeństwa.

Wiem, że nie będzie to łatwe, gdyż mamy dzisiaj do czynienia z wyścigiem na ostrość zachowań pomiędzy partiami prawicowymi, z licytacją oskarżeń i wołaniem o Trybunał Stanu, a w najlepszym razie o dymisję ministra. Dzisiejsze emocje stanowią istotną trudność, ale ważne jest, aby polska opinia publiczna dostrzegała wysiłek dotarcia do niej z racją merytoryczną. Warto to czynić, ponieważ Europa jest naszym przeznaczeniem, o czym instynktownie wiedzą Polacy, nawet jeśli niektóre środowiska polityczne próbują ich nadal straszyć Europą.

Po trzecie – konieczna będzie zmiana języka, redefinicja pojęć i poglądów obecnych dzisiaj w polskiej polityce europejskiej, w naszym dyskursie o Europie. Musimy więc chyba ponownie przemyśleć swe rozumienie Europy paru prędkości, Europy twardego jądra czy zmiennej geometrii. To samo dotyczy Europy ojczyzn czy Europy federacyjnej. To są pojęcia, które słabo się odnoszą do dzisiejszej rzeczywistości procesu integracji, które są nieadekwatne do opisu Unii Europejskiej, z którą mamy obecnie do czynienia, po traktacie lizbońskim, ze strefą euro czy Schengen. Trzeba myśleć o uzbrojeniu polskiej polityki w zdolność do używania nowych pojęć, używania bardziej precyzyjnego i adekwatnego języka. To też wymaga sporego wysiłku.

Jeśli utrzymują się wątpliwości, czy wykład ministra Sikorskiego był stanowiskiem rządu i Polski, to ze względu na powagę wyzwań należy stwierdzić, że czas na jednoznaczne stanowisko już nadszedł. Przed nami czas ciężkiej pracy, a że jest go niewiele, musi być intensywna. Ważna będzie prezentacja programu rządu w sferze polityki zagranicznej przewidziana na 15 grudnia. A jeśli okaże się, że strefa euro zbuduje wiarygodne podstawy swej stabilności w ciągu kilku miesięcy, to czy my mamy zwlekać z naszą gotowością? Ponownie staniemy w obliczu pytań o stan naszych przygotowań do uczestniczenia w uzdrowionej już strefie wspólnego europejskiego pieniądza. To już nie mogą być koncepcyjne fajerwerki ani zrozumiała w pewnych sytuacjach niejednoznaczność, lecz wyważone, realistyczne i odpowiadające naszym interesom i deklaracjom o chęci bycia w unijnym centrum stanowisko Rzeczypospolitej, a więc Rządu, Parlamentu i Prezydenta.

Bronisław Komorowski
Prezydent RP

 

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com