Waldemar Kuczyński: Witaj jutrzenko swobody!

kuczyński2013-06-08.

Dwa dni po 24 rocznicy wyborów przełomowych. Główny temat w mediach – śmieci. Niespełna 48 godzin starczyło, by śmieci wyparły „solidarycę”. I dobrze! Bo gdyby było źle, to byśmy tę datę szczęśliwą i radosną święcili dłużej i z nostalgią. Ale ja do niej wrócę. To dopiero dwa dni po rocznicy. Czwarty czerwca 1989 roku to był Big Bang! Czujępromieniowanie tamtego dnia przez wszystkie dni 24 lat! Najpiękniejszy dla mnie dzień, jako obywatela! Dzień w którym zabłysła jutrzenka swobody!

Mieszkałem od 8 lat w Paryżu, przyczepiony do Polski okiem, uchem, piórem i głosem (co tydzień miałem 10 minut w RWE). Widziałem od połowy 1986 roku, że ogromne koło zamachowe zmian ruszyło na wschodzie i pisałem o tym. Nie miałem wątpliwości, że to wielkie i pozytywne, że Okrągły Stół to majstersztyk i dobro, jakie może spotkać Polskę w czasie nadchodzącej burzy. Gdy ogłoszono wynik wyborów było dla mnie jasne, że wyjściem logicznym powinien być rząd z premierem „Solidarności”. Mówiłem o tym z Wolnej Europy osiem dni później (patrz poprzedni wpis) wątpiąc, czy to będzie możliwe. Sześć tygodni później pisałem w Warszawie fragment deklaracji premiera Mazowieckiego, wygłoszonej 24 sierpnia 1989 r. I uczestniczyłem w układaniu rządu. Czułem się w pełni kompetentny i na miejscu.

Gdy wracam do tamtego czasu i błysku jutrzenki odkrywam, że pierwotne źródło mojej radości kryło się w czymś dotyczącym każdego człowieka, jednostki. A mianowicie, że idą zmiany które usuną, oby na zawsze, z życia ludzi zgeneralizowany strach przed państwem, jako takim. Przed państwem tak pomyślanym, by się go bać. Pierwsze pięć lat żyłem w hitlerowskim państwie strachu i poczułem go, następne kilkanaście w strachu stalinowskim. Potem on słabł, ale do końca z PRL nie zniknął, bo istota tego państwa na instytucjonalizacji strachu polegała. W mojej publicystyce z czasów PRL i o PRL strach, jako czynnik konstytuujący system grał kluczową rolę. I kiedy zaczęła się pierestrojka w ZSRR kwestia wielkiego, trwającego trzy czwarte stulecia strachu była nicią przewodnią debaty. I oto szła nadzieja, że kończy się czas politycznego strachu. Że nie będzie państwa patrzącego na obywatela, jak na potencjalnego przestępcę i wroga, choćby nic nie mogło mu zarzucić. To była moja największa nadzieja, a wielkie wartości i słowa w tle. Bo ja i wszyscy co się PRL-owi stawiali, myśmy żyli w towarzystwie strachu. Robiłem co uważałem, że trzeba, ale bałem się. I inni też. Młodzi, urodzeni w okolicach i po 1989 roku nie mogą tego odczuć i zrozumieć, a dla mnie ten fakt jest niezmiernie ważny w postrzeganiu i ocenianiu III Rzeczpospolitej oraz różnych politycznych projektów.

Pisałem nie raz, że mam wykształcone czujniki ostrzegające przed zamordyzmem, już w embrionalnych fazach, jeszcze słabo widocznych i mało odczuwalnych. Właśnie przez takie doświadczenie. I gdy wydawało mi się, że one nigdy nie zadźwięczą, zawyły! W 2005 roku i wyły, aż do wyborów roku 2007. Stary strach, kiedyś brunatny, potem czerwony, teraz owinięty we naszą flagę wylazł z kąta. Nie byłem w tym alarmie osamotniony. Kartek do głosowania w punktach wyborczych brakowało. Kartek właściwie do odpędzenia od władzy tych co strach obudzili. Niestety to nie jest czas przeszły dokonany. Nie obsesje więc, czyosobiste niechęci do Kaczyńskiego są powodem, dla którego ostrzegam przed oddaniem temu politykowi i tej partii władzy nad Rzeczpospolitą. Powodem jest strach przed strachem. Teraz już nie przed moim. Głównie przed tym tych młodych, bo go nie posmakowali. By jutrzenka swobody, świeciła.

Waldemar Kuczyński

specjalnie dla WP.PL

 

Print Friendly, PDF & Email

4 komentarze

  1. bisnetus 2013-06-08
  2. waldemar Kuczyński 2013-06-08
    • bisnetus 2013-06-09
  3. PIRS 2013-06-09
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com