Ernest Skalski: Było, przemija

Pierwsza z trzech okrągłych rocznic tegorocznego grudnia to atak na Pearl Harbor. Siódmy dzień grudnia 1941 roku był jedną z przełomowych dat II wojny światowej, ale nie był to najważniejszy z przełomów. Po siedmiu dekadach, kiedy już prawie nikogo z uczestników tej bitwy nie ma wśród żywych, wypada ona z obszaru współczesności, z jego płynnymi granicami, i staje się własnością historii.

Nauka idzie w… wodę

W filmie ”Tora, Tora, Tora” admirałowi Isoroku Yamamoto,  dowodzącemu flotą japońską, włożono w usta uwagę, rzekomo wypowiedzianą po udanym ataku, że ”tylko obudziliśmy niedźwiedzia”, co miało być poparte jego znajomością Ameryki, jako wcześniej studenta Harvardu i attache morskiego w Waszyngtonie. Tyle tylko że twórcy filmu, w przeciwieństwie do admirała, doskonale wiedzieli co działo się później. Stąd ten, post factum,  dydaktyzm. 

Yamamoto pomyślnie zastosował pouczenie Napoleona, że zwycięża ten kto ma przewagę w decydującym czasie i w decydującym miejscu. To wystarcza by wygrać bitwę. Często taka bitwa obu stronom wystarczy by rozstrzygnąć wojnę i zawrzeć pokój oparty na jej wyniku – bitwa pod Sadową w wojnie prusko–austriackiej w roku 1866. Lecz w wielkiej wojnie o najwyższą stawkę nie wystarcza nawet seria zwycięstw jeśli przeciwnik jest per saldo silniejszy i przetrzyma niepomyślny dla siebie blitzkrieg. Tenże Napoleon odnosił dziesiątki wspaniałych zwycięstw, a przegrał wszystkiego dwie wielkie bitwy, lecz w końcu musiał ulec zjednoczonej przeciw niemu Europie. Podobnie było z Niemcami w obu wojnach światowych i  z Japonią w drugiej.

Pearl Harbor pokazał, że między między dwiema wojnami światowymi nastąpiły zasadnicze zmiany w prowadzeniu wojny na morzu. Nieodmiennie jednak w koncepcjach i zbrojeniach królowały pancerniki, zwane tradycyjnie okrętami liniowymi i ciężkie krążowniki. Nie wyciągnięto wniosków z tego, że w Bitwie Jutlandzkiej 1916 roku, potworna siła ognia salw burtowych ich artylerii głównego kalibru nie doprowadziła do zdecydowanego rozstrzygnięcia. Doceniono wprawdzie skuteczność okrętów podwodnych, lecz o potędze morskiej wciąż miały decydować mastodonty, takie jak zatopione i uszkodzone w Perłowej Przystani na Hawajach. Japończycy triumfowali, Amerykanie byli przybici, a obie strony nie doceniły tego, że amerykańskie lotniskowce akurat były w morzu podczas ataku i siła bojowa US Navy na Pacyfiku nie doznała wielkiego uszczerbku. Okazało się wówczas, że w wojnie morskiej, szczególnie na tym akwenie, decyduje lotnictwo.

Od tego czasu miernikiem potęgi morskiej stały się jeszcze większe mastodonty – lotniskowce. Spisują się doskonale w operacjach prowadzonych z morza nad lądem, niezagrożone przez równorzędnego przeciwnika. Ale gdyby, co nie daj Boże, miało dojść do prawdziwej wojny na morzach, to jedna rakieta z nuklearnego okrętu podwodnego niszczy taką pływającą bazę lotniczą, z jej dziesiątkami samolotów.

Pamięć i wyobraźnia

Ubocznym skutkiem tragicznego niedzielnego poranka na Hawajach okazała się duża doza pożywki dla wszelkiego rodzaju teorii spiskowych. Według tej akurat, prezydent Franklin Delano Roosevelt miał wiedzieć o zbliżającym się ataku i miał sobie zdawać sprawę, że pancerniki to już mało przydatne żelastwo, które można poświecić, a wojnę rozstrzygną lotniskowce. Te więc przezornie polecił ponoć wyprowadzić w morze. Jego celem miało być zmuszenie Amerykanów, przez szok, do zaakceptowania udziału w wojnie przeciw państwom Osi.

Ta hipoteza – i to jako pewnik – funkcjonuje do dziś. Że nieprawdziwa wykazało skrupulatne dochodzenie, wykazujące wszystkie błędy i uchybienia po stronie amerykańskiej. Ale ”spiskowcy” nigdzie i nigdy nie chcą wierzyć, że błąd, głupota, lenistwo, niedopatrzenie to poważna siła sprawcza w historii. Wykazano dokładnie kto i jak wówczas zawinił. Grupa ludzi. Ci, którzy tysiącami, tego  niedzielnego poranka walczyli, gasili pożary, ratowali ludzi, ginęli i odnosili rany nie ponosili żadnej winy. Zasłużyli na miano bohaterów, na odznaczenia i pomniki. A jednak 7 grudnia zafunkcjonował w Ameryce jako Dzień Hańby. Widać wolą tam być dumnymi ze zwycięstw.

Nie jestem admiratorem prezydenta Roosevelta, nie tylko z powodu Teheranu i Jałty. Należę do tych, którzy raczej krytycznie oceniają jego New Deal, politykę wychodzenia z wielkiego kryzysu 1929 -1933. Ale patrząc na memoriał okrętu liniowego USS Arizona na wodzie Pearl Harbor nie mogłem sobie wyobrazić, że prezydent tego kraju świadomie poświęcił 1177 jego marynarzy i sporo innych. Zwolennicy teorii spiskowych mają bujniejszą wyobraźnię.

Spotykałem ludzi, którzy wojny nie musieli sobie wyobrażać. Udział w bitwie, nawet dla doświadczonych wojaków, jest stresującym przeżyciem, często zostawia traumę psychiczna na całe życie. Wyłaziło to u znanych mi ongiś ludzi, walczących w różnych miejscach podczas II  wojny, która bardzo różniła się od udziału w ekspedycjach w Iraku czy w Afganistanie.

Oglądając pola bitwy pod Waterloo i Borodino byłem w stanie wyobrazić sobie kolorowe sztandary i kolorowe pułki konne i piesze wyłaniające się z kłębów prochowego dymu, artylerzystów uwijających się na działobitniach, wodzów w stosowanych kapeluszach ich szamerunki, pióropusze, lunety. Nawet polowe lazarety, w których chirurdzy w pośpiechu odpiłowywali na żywca nogi i ręce, mieszczą mi się w malowniczym wizerunku historycznych obrazów na płótnie i taśmie filmowej.

Natomiast miejsca związane z II wojną, u mnie przynajmniej, nie wywołują barwnych obrazów i podniosłych skojarzeń. Może z powodu spotkań z jej uczestnikami, może dlatego, że tę wojnę trochę pamiętam, a jej prawdziwe obrazy mieszają mi się z później zdobytą wiedzą, rażą mnie faceci odgrywający powstańców warszawskich. Kolegowałem się z prawdziwymi. Ale mogę spokojnie oglądać żołnierzy czwartego pułku piechoty liniowej Królestwa Polskiego, którzy musieli się zetrzeć z niemieckimi anarchistami zanim odegrali bitwę z wojskami pozostającymi pod komendą wielkiego księcia Konstantego.

Ernest Skalski


P.S. Jako szkolony ongiś w dialektyce, potrafiłbym powiązać w jednym tekście Pearl Harbor, 7 grudnia 1941, rozwiązanie ZSRR, 8 grudnia 1991 oraz stan wojenny, 13 grudnia 1981. Nie chce mi się jednak pisać długiego tekstu i nakłaniać wizytujących studio do długiego czytania. Tym razem. Pozostałe rocznice potraktuję oddzielnie, nawet jeśli nie wyjdzie mi  data w datę.

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Szymura 2012-01-02
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com