Jerzy Łukaszewski: Alzacka królewna na Kaszubach

dragon42013-06-22.

Ponieważ ostatnio sporo artykułów dotyczyło wychowania dzieci, a głosy pojawiające się w komentarzach z tęsknotą wspominały czytane w dzieciństwie bajki, pomyślałem sobie, iż może receptą na nasze dorosłe frustracje będzie… powrót do tej literatury.

Od razu przyznam się, że jestem zbieraczem bajek, a wśród kilkudziesięciu tomów z opowieściami są i takie, o których mało kto słyszał. Np. bajki pisane przez… Leonarda da Vinci.

Oczywiście, bajka czytana przez dorosłego człowieka jest inna. Na co innego zwracamy w niej uwagę, zdecydowanie przyziemniej podchodzimy do jej fabuły, z niewątpliwą stratą dla nas samych.

Jednak i „dorosłe” podejście do baśni i legend ma swoje zalety. Chciałbym je pokazać na przykładzie procesu, który właśnie dorosły jest w stanie zaobserwować. Chodzi o „wędrówki” literackie, o przenoszenie się bajek z miejsca na miejsce.

Rzadko mamy okazję trafić na ślad tej chwili, w której jakaś baśń jest przenoszona na dany teren. Zwykle autorzy takich przenosin bywają anonimowi, a literaturoznawcy i historycy mogą jedynie domyślać się czasu, dróg i okoliczności zachodzenia owego procesu.

Tym ciekawsze jest, jeśli uda nam się na taki ślad trafić.

W 1923 roku Zachodniopruskie Wydawnictwo w Gdańsku wydało drukiem kronikę Pręgowa, napisaną przez tamtejszego proboszcza, Brunona Lemke.

Omawiając na wstępie czasy pierwszych zasiedleń tych terenów tuż po epoce lodowcowej, przytacza w skrócie dwie opowieści. Jedna mówi o dawnych mieszkańcach, olbrzymach, leżących w bursztynowych trumnach.

Czy to tylko baśń? Tak, ale baśń mająca, wbrew pozorom, swoje całkiem racjonalne i materialne źródło. Przede wszystkim należy pamiętać, czym w zamierzchłych czasach były dla ludzi baśnie, mity, sagi itp. Były to z jednej strony próby zrozumiałego opisania znanego ludziom świata, co jak się wydaje, jest i zawsze było jedną z najistotniejszych potrzeb ludzkiej psychiki. Z tej przecież potrzeby zrodziły się tak religie jak i nauka. Zrozumienie świata oznaczało dla człowieka uwolnienie się od lęku przed nieznanym, wytworzenie w sobie przekonania o przewidywalności zjawisk, a co za tym idzie, możliwości zapanowania nad nimi. Zjawisko znane już z kart Biblii, gdzie w księdze Genesis mamy scenę przedstawiającą Boga ukazującego Adamowi stworzony przez siebie świat. Charakterystyczne, że to nie Bóg, ale właśnie Adam nadaje rzeczom i istotom imiona/nazwy. Nazywając wszystko Adam „zapanowuje” nad otaczającym go Edenem. Nadanie imienia oznacza bowiem zrozumienie istoty danej rzeczy, stworzenia, czy zjawiska.

Stąd znaczenie, jakie niegdyś przywiązywano do nadawania dzieciom imion. To była ważna sprawa, a nie jakaś tam moda na Sebastianków czy Allanków.

Dokładnie ten sam mechanizm stworzył kaszubskich stolemów. Teren, na którym występuje duża ilość ogromnych głazów narzutowych domagał się wyjaśnienia ich pochodzenia. Nic zaś prostszego, jak obarczenie odpowiedzialnością za ich istnienie i rozmieszczenie olbrzymich istot, które dałyby sobie radę z wielotonowymi ciężarami.

Od niepamiętnych czasów znajdowano na Kaszubach groby tzw. kultury pomorskiej zawierające często duże ilości ozdób z bursztynu. Wydaje się więc, że proces zaistnienia w świadomości obrazu olbrzymów spoczywających w „bursztynowych” trumnach jest stosunkowo łatwy do odtworzenia. Tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę znajdowane w tychże grobach charakterystycznych urn twarzowych, mogących w procesie „ubaśniowienia” zmienić się w głowy zmarłych. Zważywszy rozmiary tych ceramicznych skarbów, zmarły musiałby być proporcjonalnie olbrzymiego wzrostu.

Z drugiej strony opowieści mające swe źródło w przetworzonej informacji o rzeczywistych znaleziskach mogły stanowić rodzaj identyfikacji terenowej, być czymś w rodzaju pierwotnej geografii politycznej. Jeśli dwaj ludzie spotykając się mówili: „- Jestem stamtąd, gdzie stolemë zarzuciły bród głazami”, „ – Jestem stamtąd, gdzie olbrzymy śpią w bursztynowych trumnach”, to przestawali być sobie obcy. W oparciu o takie właśnie opowieści tworzone były często toponimy.

Dodatkowym argumentem jest fakt występowania opowiadań o olbrzymach w całym pasie ostatniego europejskiego zlodowacenia, gdzie rzeźba terenu zawierała elementy możliwe do opisania przy pomocy postaci obdarzonych nadludzkimi rozmiarami, tak jak na Kaszubach. Trudno uznać to za przypadek.

Nic więc dziwnego, że czasem trafi się na ślad transponowania podań z jednego końca Europy na drugi, jeśli treścią niezbyt odbiegają od miejscowych, a ujęciem tematu pasują do istniejącego już zbioru.

Taka jest właśnie druga opowieść wspomniana przez proboszcza z Pręgowa.

Pisze on o królewnie olbrzymce, która zobaczywszy na polu rolnika uprawiającego pole, schowała go wraz z pługiem i koniem do kieszeni fartuszka i zabrała do domu jako zabawkę.

Lemke nie podaje treści całej baśni, trudno więc powiedzieć cokolwiek o źródle jego informacji. Dla nas najważniejsze jest to, iż jednoznacznie lokuje swą opowieść w dolinie Raduni.

Nie znajdujemy tej legendy w bogatej, kaszubskiej literaturze. Nie wspomina o niej Ramułt, nie odnotowuje jej Lorentz. Jest to o tyle ciekawe, że opowieść już w XIX wieku była dość znana i wykorzystywana przez najsławniejszych autorów z braćmi Grimm włącznie

Adelbert von Chamisso, postać ciekawa sama w sobie, opierając się na wersji Grimmów napisał poemat, który przedstawia sprawę tak oto:

W dolinie rzeki Hasel (Alzacja) wciąż widać ruiny starego zamku znanego jako Nideck. Płodna wyobraźnia ludowa nie omieszkała opleść go legendami. Opowiadano, że w dawnych czasach Nideck był zamieszkany przez rasę olbrzymów, do których należały okoliczne ziemie. Dobrzy to byli panowie i nigdy mieszkańcy równiny nie skarżyli się na ich rządy. Jednak pewnego dnia Gredel, nudząca się w ponurych murach zamku córka kasztelana, zmyliła czujność matki i wymknęła się do doliny by zakosztować uroków swobody. Biegnąc i radośnie podskakując nie zdawała sobie nawet sprawy, że jej stopy druzgoczą całe połacie świerkowych lasów i niszczą wszystkie plony.

Ach, ileż wrażeń dostarczała jej ta przechadzka!

Miasteczko Haslach, do którego wkrótce dobiegła, wydało jej się najwspanialszą z zabawek. Zachwycił ją srebrzysty dźwięk dzwonów kościelnych a domy wydawały się czekać aż zamieszkają w nich jej lalki. Czubkiem palca otwierała okiennice, podczas gdy przerażeni mieszkańcy biegli skryć się w piwnicach.

Gredel nie chciała wracać do rodzinnego zamku nie zabrawszy ze sobą kilku z tych fascynujących drobiazgów. Pokazałaby je rodzicom i rozweselałyby one jej codzienną samotność. Rozpostarła więc na polu róg fartucha i szybkim ruchem zgarnęła na niego pług zaprzężony w woły i paru nieszczęsnych chłopów, którzy na próżno próbowali uciec.

W paru susach wspięła się z powrotem na szczyt góry i, cała szczęśliwa, zaprezentowała ojcu swoje znalezisko. Postawiwszy na ogromnym zamkowym stole zaprzęg i ludzi, olbrzymka zabawiała się, popychając ich palcem i zmuszając do podążania w wybranym przez nią kierunku. Ale pan na zamku Nideck srodze się rozgniewał i grzmiącym głosem oznajmił:

– To nie są zabawki, moja córko, a to, co robisz jest bardzo złe. Gdyby ci mali ludzie nie uprawiali ziemi i nie siali zboża w dolinie my, olbrzymy z gór, nie mielibyśmy co jeść. Dalej, pospiesz się! Zawiń zaprzęg i ludzi z powrotem w fartuch i jak najdelikatniej odstaw ich w miejsce, gdzie ich znalazłaś.

Zawstydzona i skruszona Gredel pospieszyła wypełnić polecenie ojca. Tego dnia zrozumiała, jak bardzo wielcy tego świata potrzebują pracy skromnych i maluczkich.

Piękna, pouczająca bajka, która nie straciła swej aktualności.

Zamek Nideck leży w Alzacji, w dolinie rzeki Hasel, dość daleko od Kaszub.

Jak wspomniałem, von Chamisso opierał się na wersji braci Grimmów. Okazuje się jednak, że i ona nie jest najstarsza. Przy okazji warto wspomnieć, że bracia Grimm nie byli bajkopisarzami w sensie oryginalnego autorstwa. Zajmowali się bardzo poważnie zbieraniem i opracowywaniem legend z całego niemieckojęzycznego obszaru Europy, ich dziełem była systematyka tej części literatury niemieckiej. Baśń o królewnie olbrzymce, „Riesenspielzug”, zaczerpnęli z pisanej po alzacku opowieści autorstwa Charlotte Engelhardt-Schweighaeuser wydanej w 1808 roku. Sama autorka z kolei powoływała się na opowiadanie jakiegoś znanego sobie gajowego z lasów w pobliżu Nideck. Baśń znana więc była z pewnością już w wieku XVIII.

Tekst Engelhardt- Schweighaeuser i kronikę Lemkego dzieli ponad sto lat. Czy możliwe, aby pręgowski proboszcz nie znał tej baśni? Można w to powątpiewać. Był Niemcem, człowiekiem na owe czasy stosunkowo dobrze wykształconym, a opowieść, jak się okazuje – znana. A może po prostu słysząc lokalne podania o olbrzymach – stolemach, stwierdził, że znana mu alzacka baśń idealnie wpasowuje się w klimat tutejszej ludowej literatury? Kaszuby wprawdzie nie leżą w górach, ale teren mocno pofałdowany, co krok głazy narzutowe, przepiękny i głęboki jar Raduni z powodzeniem może zastąpić dolinę Hasel, a podania o stolemach są tutaj codziennością. Wszystko do siebie pasuje. Dlaczego nie włączyć do tego nurtu tak pięknej, alzackiej baśni z ponadczasowym morałem?

Oczywiście, wszystko to jedynie domniemania, ale trzeba przyznać, że droga, jaką pokonała ta bajka wygląda ciekawie. Wg wszelkich wskazówek, zadecydowała jej kompatybilność zarówno z miejscowymi legendami, jak i ukształtowaniem terenu.

Źródeł informacji Lemkego prawdopodobnie nie poznamy nigdy, ale sam fakt usiłowania przeniesienia alzackiej opowieści na teren Kaszub świadczy o jego stosunku do miejsca swojej duszpasterskiej pracy. Kaszuby nie mogły być mu obojętne, skoro nie wystarczył mu sam opis na podstawie źródeł, lecz postanowił go wzbogacić nowym elementem.

Dla porządku odnotujmy tylko, że opowieść o królewnie olbrzymce inspirowała wielu artystów plastyków, co zaowocowało sporą ilością obrazów, rycin, rysunków i litografii. Wykorzystywano je nawet jako pocztówki, wydawane w dużych, jak na owe czasy nakładach. Niewykluczone, że to właśnie one, jako docierające do największej ilości odbiorców były źródłem, z którego czerpał pręgowski proboszcz.

Jak widać, nie tylko sama treść bajki może być przyjemną lekturą. Myślę, że dla wielu z nas poszukiwanie źródeł, historii, dróg jakie przewędrowały, może być równie ciekawe, a przy okazji przypomnieć nam to najważniejsze, co legendy i baśnie z sobą niosą. Zarzuconą w trakcie dorastania prawdę o nas samych.

Jerzy Łukaszewski

Weź udział w naszej ankiecie

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. bisnetus 2013-06-22
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com