Walter Chełstowski: Mój stan wojenny

Dziś zrozumiałem.

Żyłem i wychowywałem się inaczej niż pokolenie Rodziców czy Dziadków.
Urodziłem się w 1951 roku.

Oni pamiętali, jakkolwiek nazywaną, demokrację z lat 1918-1939.

Partie, gazety, ulotki, demonstracje uliczne, manifesty polityczne, Berezę Kartuską, Centralny okręg Przemysłowy, budowę Gdyni,  wybory, prezydentów, premierów itd.

Telewizji wtedy nie było, a radio było jedno.

Znali uczucie wolności w dyskusji, wyrażaniu poglądów , głosowaniu i w codziennym oddychaniu.

I ciemne strony II RP. Prześladowania mniejszości, przewrót majowy , biedę…

Też.

Ja tego nie znałem.
Byłem przekonany że wtedy ( 1960-1970+ ) jak dookoła mnie, z niewielkimi modyfikacjami tak jest  wszędzie na świecie.

Nie miałem pojęcia że może istnieć coś innego niż otaczająca mnie rzeczywistość, czyli to co było  potocznie nazywane było „wolnym światem” – Zachodem.

Po prostu mój aparat pojęciowy zbudowany był na tym co mnie otaczało.

Nie było dostępu do paszportów, wyjazdów, Internetu, telewizji satelitarnej, a i znajomość języka angielskiego była bardziej niż uboga.

Czułem jednak że trochę się duszę w totalnej niemożności codziennego działania ale nie umiałem nazwać dlaczego.
Robiłem więc swoje, mądrzej lub głupiej.

Potem, jak powstała Solidarność po raz pierwszy poczułem że mogę mówić co czuję.
Co więcej , okazało się że nie jestem sam i nagle poznałem ludzi którzy czuli i mówili to samo co ja miałem w głowie.

Pamiętam jak siedzieliśmy w CPA (Centralny Pokój Aparatury TVP) na Woronicza (1980) do którego dochodziły łącza z ośrodków regionalnych TVP i oglądaliśmy na żywo przekaz z Gdańska ze Stoczni.

To było wspaniałe uczucie wspólnoty i marzeń.

Niepowtarzalne i jedyne.

Buntowaliśmy się wtedy na skalę naszej wyobraźni i wiedzy.

Wezwaliśmy nawet naszego Mistrza i Szefa Studia 2  (M.W.) na spotkanie w domu jednego z nas, aby zażądać natychmiastowej zgody na wszystko. Bez żadnych ustępstw.

Niewiele rozumieliśmy ale bardzo dużo czuliśmy.

Coś się udało.

Potem w spokojną niedzielę włączyłem telewizor i nie było programu, telefony nie działały.
Od razu pojechałem na Woronicza , gdzie spotkałem przed zamkniętą bramą kolegów i koleżanki z Redakcji Studia 2 .
Wymieniliśmy się adresami, bo telefony mieliśmy zapisane, ale adresów nie.
A telefony nie działały.

Rozmawialiśmy godzinami , spekulując, dyskutując .

Spotykaliśmy się tam przez wiele tygodni , prawie codziennie.

Potem, w szkole po drugiej stronie ulicy płacono nam pensje, a od SDP dostaliśmy talony na obiady na Foksal.

Któregoś dnia zobaczyliśmy (przez tę zamkniętą bramę) jak z bloku A do bloku F (Woronicza), przechodzi kilku naszych kolegów.
Byli inni niż my.
Oni mogli.

Nie mam do nich żalu, choć w rodzinnym archiwum przechowuje telegram ( i czasem pokazuje Dzieciom) : „Proszę stawić się na Komisję Weryfikacyjną w dniu… o godzinie…Podpisane: Bogusław Synkiewicz.”

Podobnie pokazuję im kartki na mięso a mój Syn spytał się któregoś dnia : ”Tata … czy to prawda że wtedy wszystko było na „karteczki”?

A Córka, której kiedyś pokazałem zdjęcie zrobione przy wejściu do studia, gdzie stoję paląc papierosa z Jackiem Żakowskim i rozmawiając z gen. Jaruzelskim po nagraniu kolejnego odcinka „Tok Szok” , spytała : „Tata…a co to za Generał?”

I co mam Dzieciom powiedzieć?

Czym był PRL?
Czym była Solidarność?
Czy Jaruzelski to zbrodniarz czy wybawca?
Czy można było inaczej?
Czy zwyciężylibyśmy?
Czy Rosjanie by weszli?
Inne pytania…..?

Nie wiem.
I się nie dowiem.

Jednego jestem pewien.
Moi Rodzice to byli wspaniali ludzie.

Walter Chełstowski

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. alinaurban 2012-03-24
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com