Jerzy Łukaszewski: Feretrony i nasz człowiek z Nigerii

kalwaria2013-06-28. Omal nie zarejestrowałem się na fronda.pl. Przed nieszczęściem uratował mnie kot, który walnąwszy z rozpędem w komputer spowodował jego zawieszenie się. Zanim uruchomiłem ponownie, już mi przeszło. Choć z drugiej strony może być to znak, że mój kot jednak ma coś wspólnego z szatanem. Zwłaszcza, że jest czarny. A może to tylko św. Gertruda, patronka kotów, kazała mu ratować mnie przed nieszczęściem?

Żartuję sobie, a sprawa jest serio.

Prawicowo-katolickie środowiska zwykle szermują argumentami, że to one są siłą podtrzymującą tradycje, pamięć narodu, szacunek dla przodków itp.

Stąd ma się brać ich legitymacja do osądzania, kto Polakiem jest, a kto nie. I dalej – kto prawdziwym Polakiem jest, a kto nie. I dalej – kto patriotą jest, a kto nie. Pomijając uzurpatorskie ciągoty wspierane głoszeniem ponadczasowej prawdy, że „Polak to katolik”, środowiska te nie zachęcają jakoś szczególnie ani lotem myśli, ani jakąś wyjątkową wiedzą na temat własnej Ojczyzny. Raczej przeciwnie – jeśli się czymś wyróżniają, to jej brakiem.

Gdyby było inaczej, nie powtarzałyby za Bismarckiem, że „Polak to katolik”, które to hasło służyło mu do doraźnych celów politycznych, a konkretnie zniemczenia ewangelickich Mazurów, bo fakt ten byłby im znany.

Itd.itd.

Wykazują za to wielką gotowość do walki z przeciwnikiem, szczególnie takim, którego same sobie wymyślą. Rzecz niezwykle wygodna, bo zwykle w takich razach wymyśla się przeciwnika na swoją miarę i na swoim poziomie. Bez względu na wszystko, a szczególnie na fakty, z góry zakłada się jakąś tezę i przeprowadza dowód zamknąwszy oczy i zatkawszy uszy.

To co omal nie spowodowało mojej obecności na frondzie.pl to artykuł młodziana o nazwisku Tomasz Rowiński na temat internetowych prostaków szydzących ostatnio z zapałem z kaszubskiego zwyczaju „tańca feretronów”.

Z niezrozumiałych względów wierny Bogu i Ojczyźnie młody człowiek, mając zasadniczo rację co do poziomu szyderstw uparł się natychmiast odnaleźć wroga. A że jego środowisko wroga ma dyżurnego, znalazł go bez kłopotu.

To kosmopolityczna, pseudopostępowa, niepatriotyczna młodzież , zapatrzona w Zachód, no już takie lewactwo, że ulituj się św. Agnieszko.

Znalazłszy wroga autor wypełnił zadanie i spoczął na równie wymyślonych laurach „syt chwały swojej”, jak powiada Pismo.

Nie zadał sobie trudu, by zajrzeć np. na strony katolickie i stwierdzić jak tam komentowany jest ten kaszubski zwyczaj. Poczułem w sobie misję niesienia człowiekowi pomocy i zajrzałem za niego.  I cóż znalazłem?

Na forum młodzieży katolickiej „Apostoł” taki komentarz:

„…Pokaz machania feretronami (najświętszymi obrazami) 2013!
Tak wiem że już to wszyscy widzieliście na fejsie ale nie mogłem się oprzeć by zarazić całą resztę zażenowaniem jakie płynie z oglądanie tych zawodów…”

na forum dyskusyjnym „Oaza”

„Podobno sceny ukazane na filmiku czyli wykonywanie pokłonów feretronami na krzyż są lokalnym zwyczajem . Aczkolwiek mnie to trochę rusza ….”

„…Wiesz co przypadkiem go znalazłam w necie i w sumie mnie szokło mnie że tak można postępować z miejscem gdzie jak wydaje mi się na tym filmiku jest Matka Boska…”

Na samej zaś Frondzie pod artykułem:

„…Chyba trzeba pilnować ministrantów, czego dosypują do kadzidła…”

„…Przyznam, że nie rozumiem tej tradycji. Pewno ze mnie zwykły prostak albo szowinista. To chyba coś w rodzaju brazylijskiej samby. Ludzie czekają na ten dzień przez cały rok. Ja tylko mam nadzieję, że nie jest to zaraźliwe, albo nie rozwinie się w kierunku innych konkurencji np. gaszenie paschału rzutem palką?!…”

I wiele podobnych.

To, że katolicka młodzież nie zna tego zwyczaju, rozumiem. To unikat, nieznany poza Kaszubami.

Mniej rozumiem, że przyznając się do niewiedzy, katolicka młodzież jednocześnie usiłuje go oceniać. Zamiast poznać. Niechcący zdradza dość wąskie pojmowanie zasad swojej religii nie rozróżniając przedmiotów świętych od poświęconych. Nie widać po niej zainteresowania zagadkowym dla niej znaleziskiem. Potrzebna jest natychmiastowa ocena. I chęć „zarażenia” nią innych.

Tak więc, drogi panie Rowiński, może jednak przyda się nieco pracy misyjnej we własnym środowisku, zamiast pomstowania na z góry upatrzonego wroga? Nie byłoby uczciwiej?

Czego zresztą żądać od młodzieży, kiedy pouczający ją etnograf-amator Rowiński pisze takie rzeczy:

 „..Warto więc widzieć, że bywają tradycje małe i te wielkie – przez duże “T” pisane. Te drugie powstają i kształtują się w ogniu nadprzyrodzoności i Ducha Świętego.”

mało tego – Duch Święty zdradził mu, że

„…Oczywiście wejherowska tradycja jest czymś przez małe “t”.”

Osobiście, próbowałbym dyskusji na ten temat z Duchem Świętym. Rowiński nie próbował.

Pewnie się czepiam, ale zawsze tłumaczę swoim słuchaczom, że Polska składa się z wielu „Polsk” i fascynujące jest poznawanie ich, niekiedy wręcz odkrywanie, zrozumienie, że różnice między nami wzbogacają nas jako naród, jako kraj. I to, że przysłowie „cudze chwalicie – swego nie znacie” jest, niestety, prawdziwe do bólu.

Zawsze zdumiewała mnie stosowana bardzo często konstrukcja myślowa: JA tego nie rozumiem, więc TO jest głupie. Słysząc ją z ust młodzieży katolickiej robię się wredny i złośliwy pytając, czy delikwent rozumie Boga „ w Trójcy jedynego”? Bo jak dotąd wielu Ojców Kościoła łamało sobie nad tym głowy i rzeczy definitywnie nie wyjaśnili. Jeśli delikwent nie rozumie, to proszę o wyciągnięcie konsekwentnego wniosku. Nie?  A dlaczego?

Wyobrażam sobie wysiłki intelektualne, gdybym zaczął jeszcze tłumaczyć tym dzieciakom, co to jest pielgrzymka – Matka i pielgrzymka – Ojciec. I dlaczego Matka idzie z jednego miasta, a Ojciec z drugiego.  Itd.itd. Kaszuby, jak każdy inny region mają swoje zwyczaje mocno zakorzenione w historii i by je do końca zrozumieć, trzeba by ją nieco postudiować. Lub po prostu uszanować.

Lokalne zwyczaje w Polsce są niedoceniane przez wszystkich i nie ma co niepotrzebnie chodzić na łatwiznę używając tego faktu jako jeszcze jednej broni przeciw swoim prawdziwym, bądź wyimaginowanym wrogom. Pewnie jeszcze trochę czasu upłynie zanim zaczniemy się nimi chwalić przed obcymi. A jest czym, proszę mi wierzyć. Gdyby informację o pielgrzymce wejherowskiej zamieścić w folderku turystycznym to mam wrażenie, że liczba zagranicznych gości oglądających ją zwiększyłaby się w dwójnasób. Od zarania chrześcijaństwa turystyka pielgrzymkowa była źródłem dochodów i zawsze wygrywały trasy bardziej oryginalne od innych.

Mam nadzieję, że nie wrócą czasy, gdy zagraniczne wycieczki (nawet z Włoch) koniecznie prowadziło się na Wawel, żeby sobie pooglądali jak wygląda… włoski renesans.

Myślę, że z większą ciekawością obejrzeliby wejherowskie pokłony lub  prawosławną górę Grabarkę. Z prostego powodu – tego u nich nie ma.

Nasi „światowcy” zachwycają się regionalnymi serami we Francji, ale kaszubskie ciasto z marchwią, lub jajecznica na węgorzu to dla nich „wiocha”.

Dla rozluźnienia opowiem wam swoją „przygodę” z muzyką ludową. Moim ulubionym utworem od zawsze był oberek opoczyński rewelacyjnie grany i śpiewany przez „Mazowsze”. Nie wiem, dlaczego. Marzyłem, by kiedyś wysłuchać go granego przez … Led Zeppelin!

Moim zdaniem zagraliby to fantastycznie. No, ale ponieważ nie miałem Led Zeppelin pod ręką, zmusiłem kolegę muzyka, by ich chwilowo zastąpił.

Wyszło coś takiego

Aby jednak skończyć Kaszubami, jako że one stały się powodem całej tej historii z feretronami, to posłuchajcie, jak można zagrać tutejszą muzykę ludową. Welewetka to bodaj najbardziej znana kaszubska piosenka. Radzę dotrwać do końca filmiku, będzie niespodzianka.

 Jeśli polskie pierogi potrafiły podbić Anglię, to dlaczego nie chcemy uwierzyć, że wiele naszych zwyczajów może zainteresować ludzi ze świata?

Jest jeden kłopot – najpierw sami musielibyśmy je poznać.

Jerzy Łukaszewski

 

Print Friendly, PDF & Email

7 komentarzy

  1. Anna Malinowska 2013-06-28
  2. Jerzy Łukaszewski 2013-06-28
  3. PiotrG 2013-06-28
  4. Ogrodnik 2013-06-28
  5. Jerzy Łukaszewski 2013-06-28
  6. andrzej Pokonos 2013-06-28
  7. A.K-B 2013-06-29
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com