Tomasz Lis: Z dziejów mądrości w Polsce

Tak, jak rok 2010 był rokiem smoleńskiej porażki państwa polskiego, tak rok 2011 był rokiem sukcesu polskiego społeczeństwa.

Na naszych oczach dokonuje się, niemal już się dokonała, transformacja naszego narodowego charakteru. Oto naród przez stulecia pełen raptusów, skłonnych do często pięknych, ale nie zawsze mądrych działań, staje się na naszych oczach narodem, którego cechą wyróżniającą jest umiar. W każdym razie cechą wyróżniającą większość.

Jest to doskonale widoczne zwłaszcza w czasie, gdy tak donośnie brzmią wokół nas histeryczne wezwania do jakichś radykalnych działań, marszów i protestów. Jest to szczególnie charakterystyczne w momencie, gdy nasza narodowo-patriotyczna jedynie słuszna prawica majaczy o potrzebie złożenia jakiejś – najlepiej krwawej – ofiary za Polskę. Szczególnie znaczące, gdy wsłuchać się w ten nieutulony żal, że zmieniono u nas ustrój, nikogo nie wieszając albo przynajmniej nie linczując, gdy słyszy się pojękiwania o tym, że znowu jesteśmy Chrystusem narodów.

Otóż większość Polaków nie ma już najmniejszej ochoty, by być Chrystusem narodów, by cierpieć za miliony, by składać jakąkolwiek ofiarę na ołtarzu czyichś chorych obsesji. Ogromna większość składa ofiarę nie na ołtarzu, ale na talerzu ojczyzny. Czyni to tak, jak robią to normalne narzeczeństwa w normalnych krajach – pracując i płacąc podatki. To nie żaden skutek skundlenia i tumiwisizmu ani ogłupienia i marazmu, jak sugerują niektóre PiS-maki. Nie, to jest po prostu skutek działania rozumu.

Charakter narodów czasem zmienia się nieoczekiwanie i nieod­wracalnie. Militarystyczni przez wieki Niemcy są wielkimi pacyfi­stami. Żydzi, którzy przez stulecia odgrywali rolę chłopca do bicia, bronią siebie i swojego państwa z niezwykłą determinacją. Polacy po 1989 r. najpierw skutecznie unicestwili stereotyp Polnische Wirtschaft – niewydolnej, kulejącej gospodarki. Teraz skutecznie obalamy stereotyp Polaka, który jest człowiekiem nieodpowiedzial­nym i nieprzewidywalnym. Nie ma u nas na ulicach gwałtownych protestów przeciw trudnym, ale bolesnym decyzjom państwa. Nie ma powszechnych oczekiwań, że będziemy żyć tak, jak nam się podoba niezależnie od tego, czy nas na to stać. Nie ma masowych strajków w imię spełnienia nieracjonalnych postulatów. Polacy znają cenę wolności. Znają też wartość pracy i miejsc pracy, zachowują się więc po prostu rozsądnie. Umiarkowany jak Polak, tak to zaczyna wyglądać.

Ale dzieje się na naszych oczach coś jeszcze. Oto nabiera realnych kształtów model nowoczesnego polskiego patriotyzmu. I dzieje się to poniekąd w kontrze do modelu patriotyzmu, który nieudolnie próbuje nam wtłoczyć do głów okołopisowska prawica Większość, co pokazały wybory, nie ma najmniejszej ochoty na pseudopatriotyczne rojenia, na groteskowe, historyczne inscenizacje odgrywane na co dzień, a nie tylko w rocznice powstań i wojen. Większość z obojętnością patrzy na dąsy uzurpatorów patriotyzmu i zbywa milczeniem egzaltowane jęki, że tracimy niepodległość i suwerenność, a demokrację i wolność słowa już straciliśmy.

Większość Polaków nie uległa wstrętnemu emocjonalnemu szantażowi mniejszości, która próbuje dyktować większości, kogo należy uznać za ojca narodu i kogo za wspaniałego prezydenta, a jednocześnie, którego prezydenta należy uznać za zdrajcę, a którego premiera za sprzedawczyka. Większość nie ku­puje ani bredni o teutońskim zagrożeniu, ani bełkotu o Polsce będącej agentem Rosji w UE. Większość śmieje się z tych, którzy ostrzegają Polaków przed życiem w rezerwacie, a nie zauważają, że od lat są w rezerwacie, tyle że zamiast wody ognistej łykają własną żółć.

Zdecydowana większość patrzy na świat i na Polskę realistycznie. Ocenia władzę całkiem krytycznie, swoje perspektywy zaś bez nadmiernego entuzjazmu. Ale też potrafi się cieszyć z tego, co się nam udaje, i mimo kryzysu patrzy w przyszłość z umiar­kowanym optymizmem. Nawet te gigantyczne tłumy w ga­leriach handlowych pokazują, że także w skali masowej działamy racjonalnie – pomagamy przetrwać gospodarce i tym samym sobie. Umiar, racjonalizm i odpowiedzialność to za mało, by zbudować nowy model patriotyzmu, ale to naprawdę bardzo wiele. Czego brakuje jeszcze? Wielkiego wysiłku, by zbudować wspólnotę, co trzeba zacząć od budowania zaufania między nami, bo jest go wciąż diabelnie mało. Przydałoby się też trochę więcej uśmiechu. A może w budowie takiej przyjaznej atmosfery wśród nas i wokół nas po­mogłaby jakaś wielka społeczna akcja? W Szwecji podobnej akcji towarzyszyło w swoim czasie hasło „Fantastyczna Szwecja”. U nas mogłoby to brzmieć na przykład „Fajna Polska”. Tak po prostu. Mam nawet dla takiej akcji projekt logo. Jest w środku tego tekstu. Czeka nas jeszcze w sumie sporo pracy, potrwa ona długo, ale się uda. Bo niby dlaczego ma się nie udać?

W przededniu świąt życzę Państwu po prostu wspaniałych świąt. i nieznikającego uśmiechu. Umiarkowania w jedzeniu i piciu nie życzę, bo żadna zmiana narodowego charakteru nie może być zbyt radykalna.

Tomasz Lis

 Wprost, nr 51/52/2011

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. Adam 2011-12-27
  2. Kosa 2012-01-02
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com