Marian Marzyński: W obronie koniecznej

marzynski 32013-07-13.

Obejrzany we wczesnych latach 60. film Sidneya Lumeta „Dwunastu  gniewnych ludzi”, był inspiracją  mojej  serii telewizyjnej „Wszyscy jesteśmy sędziami”. Od tamtego czasu fascynuje mnie sąd przysięgłych, pomysł ze starożytnej Grecji, gdzie na ławach mogło zasiadać nawet 500 miejscowych obywateli.

Tradycja utrzymała się w czasach nowoczesnych:  w niektórych krajach  wymogiem jest przestępstwo zagrożone karą od lat piętnastu, w innych od  pięciu. W Polsce ława przysięgłych miała funkcjonować w latach międzywojennych, ale ponieważ nigdy nie stworzono dla niej przepisów wykonawczych do takich procesów nie doszło; po wojnie sędziom zawodowym towarzyszyli socjalistyczni ławnicy, znani z podsypiania  w czasie przewodów sadowych.

W Stanach Zjednoczonych każdy, komu grozi kara 6 miesięcy więzienia  lub więcej, ma prawo do procesu przed swoich współobywatelami, dla których zasiadanie w ławach przysięgłych jest konstytucyjnym obowiązkiem. Mnie się to jeszcze nie zdarzyło, ale Grażyna była już raz przysięgłą w procesie członka gangu, oskarżonego o postrzelenie i spowodowanie paraliżu.  Jury jednomyślnie postanowiło go skazać.  Jednomyślność lawy przysięgłych obowiązuje w sprawach karnych, w cywilnych wystarczy większość głosów.

Z puli wybranych przez losowanie kilkuset kandydatów na jurorów, którzy zbierają się każdego rana w amerykańskich sadach  (płaci im się 50 dolarów za dzień), strony w procesie maja prawo eliminować tych, którzy wydają im się potencjalnie stronniczy; na przykład ktoś , kto był  kiedyś  ofiarą napadu,   nie będzie nadawał się na jurora w podobnej sprawie, ktoś, kto jest przeciwny karze śmierci, nie będzie sadził w procesie zagrożonym takim wyrokiem. Przesłuchiwanie potencjalnych jurorów (z francuskiego voir dire),  może trwać tygodniami. Każda ze stron może odrzucić od 10 do 20 kandydatów w zależności od charakteru sprawy. Strony przywiązują wagę do płci, stanu cywilnego, wieku, wyksztalcenia, religii. Ci, co nie zostaną zakwalifikowani w danym dniu, wracają do domów, a następnego rana pojawia się nowa pula kandydatów.

Jury liczy co najmniej 6 osób, maksimum 12. O liczbie jurorów decyduje strona oskarżona. W poważnych procesach kryminalnych – jak ten, o którym będę pisał – jury zamyka się na czas trwania procesu w przyzwoitym hotelu blisko budynku sądu. Funkcjonariusze sądu przynoszą im posiłki, nie wolno im się komunikować ze światem zewnętrznym poza jednym telefonem dziennie do domu, nie mogą czytać gazet, oglądać telewizji, słuchać radia, używać Internetu, a nawet rozmawiać miedzy sobą na temat sprawy, którą będą osądzać. Wszystko to odbywa się pod nadzorem sędziego, który po zakończeniu przewodu sądowego przesyła jurorom szczegółowe instrukcje jak, pozbawieni emocji, powinni oceniać materiał dowodowy i odpowiedzieć na pytanie o winę.  W przypadku uznania winy, karę ustala sędzia.  Wyrok uniewinniający jest ostateczny, od uznania oskarżonego winnym, przysługuje odwołanie  do sądu wyższej instancji.

Piszę o tym w czasie, gdy w Stanford, małym mieście na Florydzie, sześć kobiet-przysięgłych w wieku lat 30-60,   pięć  białych i jedna Latina o ciemnej skórze,   rozpoczęło deliberacje w procesie, jaki od dwóch tygodni nie schodzi z czołówek gazet i ekranów telewizyjnych: State of Florida versus George Zimmerman.

28 lutego 2012 roku. 21:15. Ciemna noc. 17-letni czarny chłopak, Tryvon Martin, kupuje w miejscowym sklepie puszkę mrożonej herbaty, po czym przekracza bramę prowadzącą do parku, gdzie stoją domy, w większości należące do białych. Zdarzały się tu napady rabunkowe, w których uczestniczyli czarni chłopcy jak Tryvon. Powstała tam organizacja „ochrony sąsiedzkiej”, na czele której stanął 29-letni George Zimmerman, Latino o białej skórze.  George ma pozwolenie na broń: 9-mm pistolet.

21:30. Zimmerman wjeżdża na teren gdzie mieszka. Sylwetka Tryvona wydaje mu się podejrzana. Dzwoni do policji,   mówiąc, ze widzi  „jednego z tych, którym na ogół udaje się uciec sprawiedliwości”. Policja odpowiada mu, żeby sam nic nie robił, tylko czekał na ich przyjazd. Tryvon okrąża samochód Georga, po czym idzie dalej. George wysiada z samochodu i zaczyna śledzić chłopca. Przechodząc miedzy domami, Tryvon rozmawia przez komórkę ze szkolną koleżanką i mówi jej, że śledzi go facet, którego określa negatywnym epitetem używanym wobec białych.

21:40. Według zeznań koleżanki Tryvona, ich rozmowa urywa się po dźwięku szamotaniny.  Następnym świadectwem wydarzeń jest telefon  sąsiada do policji. W tle słychać wolanie o pomoc, po czym rozlega się strzał. Poprzedzające strzał dwie minuty nie mają świadków. Postrzelony w serce Tryvon nie żyje. Pozostają tylko zeznanie oskarżonego: Tryvon miał zawrócić ze swojej drogi, rzucić się na Georga zadając mu szereg ciosów ręką w twarz, po czym rzucając  go na chodnik, wielokrotnie uderzać tyłem jego głowy o beton, na potwierdzenie czego istnieją dwa zdjęcia zrobione przez sąsiada Georga: jedno pokazuje krwawiący nos, drugie – rany  na tyle głowy.  Według Georga, leżąc pod Tryvonem, dobywa on wsuniętego  w tył spodni pistoletu i oddaje strzał, co oskarżyciel określi, jako fizycznie niemożliwe, jeżeli  rzeczywiście Tryvon przykrywał Georga swoim ciałem.  Istnieje prawdopodobieństwo, ale  nie pewność, że  George wykorzystał moment oderwania się Tryvona od własnego ciała i w ten sposób wydobył spod siebie pistolet.  George twierdzi, ze Tryvon próbował odebrać mu pistolet, na co też nie ma świadków.

George Zimmerman oskarżony jest o morderstwo drugiego stopnia, w którym, bez premedytacji zabójstwa, śmierć jest rezultatem ataku w stanie „złej woli, nienawiści lub euforii”.  Obrona twierdzi, ze George Zimmerman jest niewinny, bo korzystał z prawa do obrony koniecznej, która podobnie jak  amerykański – określa kodeks polski:

Art. 25. § 1. Nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem.

Prokuratura, a nie obrona, ma obowiązek udowodnienia morderstwa drugiego stopnia „beyond a reasonable doubt”, czyli ponad wszelką wątpliwość, co w amerykańskim procesie karnym jest najwyższym progiem dowodu winy – zgodnie z filozofią wymiaru sprawiedliwości, która mówi, że gorsze od uniewinnienia winnego jest skazanie niewinnego.  Jeżeli przysięgli nie zostaną przekonani o winie ponad wszelką wątpliwość, ich obowiązkiem jest uniewinnienie oskarżonego i uznanie jego  prawa do obrony koniecznej.

Nigdy jeszcze nie widziałem takiego garnituru wybitnych prawników, jaki pojawił się przed sądem w Stanford. Z braku dowodów opisujących samo zajście, oskarżyciele odwoływali się do sumienia jurorów:   17-letni Tryvon Martin zginał od kuli pistoletu, nie mając najmniejszego zamiaru popełnienia przestępstwa; to George, który, – kierując się nienawiścią do czarnej skóry chłopca – stworzył sobie stereotyp przestępcy, miał swój zamiar.  „Dlaczego oskarżony nie został w samochodzie, jak mu poleciła policja?” – grzmiał prokurator, dodając, że gdy George miał ze sobą naładowany pistolet, Tryvon miał w ręku  zaledwie puszkę mrożonej herbaty.

„Czy nie jest prawdziwą amerykańską tragedią, że 17-letni chłopak, wychodzący do sklepu po „snack” nie może  bezpiecznie wrócić do domu, bo ktoś śledzący go w ciemną noc, uzna go za przestępcę?” -pytali oskarżyciele,   apelując  do „zdrowego rozsądku” sześciu przysięgłych kobiet, z których cztery maja własne dorosłe dzieci, wiedząc, że w instrukcji sędziego  „common sense” może służyć do interpretacji faktów, a nawet zastąpić brak dowodów. W systemie ławy przysięgłych tylko oni sami, którzy doświadczenie prawnicze zastępują doświadczeniem życiowym, decydują o tym, co jest, a co nie jest ich wątpliwością.

Obrona skutecznie  tłumaczyła przysięgłym, że uznając ludzki wymiar tej  tragedii, muszą oderwać się od społeczno-psychologicznego kontekstu tego procesu i że prawo do obrony koniecznej jest naszym wspólnym dobrem – niezależnie od tego, kto jest jego ofiarą.

Rodzina Tryvona napisała w swoim oświadczeniu po zakończeniu przewodu dowodowego, że wierzy w amerykański system ławy przysięgłych i zdaje  się całkowicie na sumienia jurorów  – i że samo postawienie przed sądem zabójcy  ich syna, którego nikt do życia nie powróci, daje im satysfakcję.

Dla mnie ława przysięgłych jest tyglem, w którym gotuje się i  wciąż dojrzewa amerykańska demokracja. Instynkt mi mówi, że w procesie State of Florida versus George Zimmerman zapadnie wyrok uniewinniający, a jeżeli nawet jury uznana go za winnego, obrońcy nie będą mieli problemu z obaleniem tego wyroku w sądzie apelacyjnym.

Marian Marzyński

Weź udział w naszej ankiecie

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com