Józefina Bakier: Ku pamięci

Tempora mutantur…  dziś możemy sobie zamówić obraz pani Raven J. Collins z Florydy. Pani Collins do tworzenia obrazów używa prochów zmarłego: nanosi prochy na gotowy portret. Do wykonania zlecenia wystarcza jej niewielka ilość prochu, do którego dolewa nieco płynu i otrzymaną w ten sposób pastę rozprowadza po gotowym obrazie.  Robi to często za pomocą zwykłych patyczków do uszu. Miejsce, w którym na portrecie znajdą się prochy może wybrać rodzina, artystka jednak zastrzega, że nigdy nie umieści prochów na twarzy. Koszt takiego dzieła to 200-300 dolarów, w zależności od wielkości i tego, czy dzieło ma być monochromatyczne, czy kolorowe.

Tempora mutantur, ale nie aż tak bardzo, jak się wydaje. Ludzkich prochów używano w sztuce już wcześniej.

„We Francji zwyczaj pośmiertnego balsamowania serc królów utrzymywał się od stuleci. Kolejni monarchowie w swych testamentach decydowali o miejscu ich spoczynku, trzewia natomiast zamurowywano np. w stopniach prowadzących do katedry Notre Dame w Paryżu. Ludwik XIII i Ludwik XIV, czyli Król Słońce, oddali swe serca jezuitom. Nie mogli przewidzieć, że rewolucja zmiecie nie tylko ich królestwo, ale i doczesne szczątki. W 1792 r. decyzją rewolucyjnych władz Konwencji przekazano relikwie rewolucyjnym malarzom-artystom: serce Ludwika XIII Martinowi Droelingowi, a Ludwika XIV Aleksandrowi Pau de Saint-Martin.

Dlaczego właśnie malarzom? Otóż zabalsamowane serca były dla nich bezcennym źródłem rzadkiego brązowego pigmentu. Sproszkowane, po zmieszaniu z olejem, tworzyły niezastąpioną farbę olejną. W ten sposób resztki Króla Słońce weszły w skład wystawionego w Luwrze „Widoku Caen” Pau de Saint-Martina, a serce Ludwika XIII – „Wnętrza kuchni” Droelinga, ze zbiorów Musée de Pontoise.

(Jacek Kubiak „Polityka” 2004 r.)

Amerykanie opracowali patent, pozwalający na zachowywanie cząstki bliskiego nie tylko w sercu. Tworzą z ludzkich prochów niepowtarzalny symbol pamięci – diament. Prochy zmarłego poddawane są specyficznej obróbce, w wyniku której możliwe jest pozyskanie diamentu. Dalsze szczegóły zależą od woli rodziny – wielkość, kolor czy szlif klejnotu. Opcjonalna jest także oprawa diamentu, który można przemienić w pierścień, czy wisiorek.

W Polsce obowiązującym aktem prawnym pozostaje do dziś ustawa z dnia 31. 01. 1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych  (Dz.U. 1959 nr 11 poz. 62). Ustawa nie obejmuje samego procesu kremacji, regulując jedynie sposób grzebania zwłok oraz szczątków. Dlatego też co jakiś czas pojawiają się dzielące opinię publiczną projekty nowelizacji, które miałyby legalizować kwestię rozsypywania prochów, a także przechowywania urn, zawierających prochy, poza granicami cmentarzy. Na razie żadna z przedstawianych propozycji nie została zaakceptowana.

Legalizacja rozsypywania prochów ma swoich zagorzałych zwolenników i przeciwników.

Badania dowodzą, że spalane w wysokiej temperaturze zwłoki człowieka obracają się w absolutnie nieszkodliwy dla zdrowia żywych popiół. Ale też spór o rozsypywanie prochów nie ogniskuje się wokół bezpieczeństwa sanitarnego.

Protestują przede wszystkim przedsiębiorcy pogrzebowi obawiając się utraty zysków. Bardzo niechętni zmianom w ustawodawstwie są również duchowni i – jak się wydaje, z podobnych względów.

Przedstawiciele kleru są w tej sprawie podzieleni.

Przy pochówku na cmentarzu nie upiera się m.in. ksiądz Adam Boniecki. Podkreśla, że najważniejsze jest traktowanie człowieka za życia i po śmierci z szacunkiem. Jeżeli więc zdecydujemy, by prochy naszego bliskiego ustawić z miłością na domowym kominku, dopóki dbamy o ich godne potraktowanie – nie ma potrzeby sprzeciwu wobec takiej decyzji.

Etyk ks. Piotr Morciniec uważa natomiast , że : „człowiek potrzebuje celebracji, więc wciąż wymyśla coś nowego. Rozsypywanie prochów to jest wierzchołek góry lodowej, potem trzeba wymyślić coś innego, oryginalnego, np. diamenty, obrazy, komiksy zawierające prochy zmarłych, kompost czy też wysyłanie ich w kosmos. Pytanie brzmi, dlaczego to robimy? Obawiam się, że brakuje wiary w coś, co będzie dalej, po śmierci. Jeden ze sławnych profesorów, który zajmuje się tematyką śmierci, opowiedział się za tym, że chciałby, by rozsypano jego prochy gdzieś w górach w ulubionym miejscu. Moim zdaniem to ckliwy romantyzm. Proszę zobaczyć, co dzieje się złego: bliscy nie mają miejsca, by mogli przyjść i zapalić znicz, popłakać, przepracować stratę. Czy będziemy chodzić po górach i szukać prochów dziadka? Jak z tego wybrnąć, skoro mamy coraz większy problem z przeżywaniem żałoby? Dodatkowo pojawia się wątek, na który przed laty zwrócili uwagę biskupi niemieccy: rozczarowanie relacjami z ludźmi. I mają rację. Człowiek myśli, że skoro za życia nikt się nim nie interesował, to lepiej nie zostawiać grobu, który zarośnie chwastami. Od kogoś w Niemczech słyszałem, że chce, by jego prochy wysypane były w nikomu nieznanym miejscu, bo nie chce sprawiać kłopotu rodzinie. Chciał zniknąć z życiorysu bliskich. To są tendencje, które bardzo niepokoją.

Są tacy, którzy chcieliby trzymać urnę w domu. To jest bezmyślne małpowanie, amerykanizacja i zastępowanie wiary surogatem: bo tatuś będzie blisko. Jak słucham tych argumentów, to trudno zachować spokój. Pierścionek z diamentem z prochów i będę miał córkę zawsze na ręku albo teściową na szyi. Bardziej przerażające niż śmieszne. „

Popularne ostatnio  jest  też dzielenie prochów zmarłego pomiędzy najbliższą rodzinę. Rozsypanie prochów ma zapewnić naszym bliskim choć symboliczne pozostanie w okolicy, z którą byli związani  za życia. Jeśli jesteśmy zdeterminowani by spełnić ostatnią wolę naszego bliskiego zmarłego, a zarazem wywiązać się z nałożonego przez państwo obowiązku pochówku, wyprawiamy pogrzeb pustej urny. Wcześniej, albo później  rozsypujemy prochy zmarłego w wybranym przez niego miejscu. Wilk syty i owca cała.

Przy odbieraniu urny z zakładu kremacji musimy w formularzu wpisać miejsce przyszłego złożenia urny. Mimo pozornego wyboru, jedyną poprawną odpowiedzią jest cmentarz. Nikt jednak nie sprawdza, czy urna faktycznie nań trafia…

Niektóre zakłady pogrzebowe, na życzenie bliskich zmarłego, odpłatnie odsypują z urny część prochów, którą następnie rodzina może umieścić w dowolnym miejscu.

Dokładne wypełnienie woli zmarłego wciąż jeszcze może skutkować wyrokiem. Rozsypanie prochów jest naruszeniem przepisów i może podlegać karze grzywny do 5 tys. zł lub 30 dni aresztu. Do wszczęcia postępowania wystarczy donos, że urna z prochami zmarłego nie znalazła się na cmentarzu. Fakt, że czynność rozsypywania prochów pozostaje w sprzeczności z obowiązującym prawem nie zmienia jednak tego, że rozsypywanie prochów staje się dość powszechne.

Główny Inspektor Sanitarny  zapowiada, że projekt nowych przepisów ma być gotowy wiosną 2012 r. Niektóre założenia projektu ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych – to uregulowanie kwestii rozsypywania ludzkich prochów, zakaz przekazywania zwłok na wystawy ludzkich ciał, czy wykonywania z nich biżuterii, oraz powołanie urzędu koronera.

Nie chcę, żeby moje ciało po śmierci toczyły robale. Chcę być skremowana. Nie chcę też, żeby moje ciało po śmierci musiało zostać przypisane do konkretnej kwatery na cmentarzu, nie chcę też, żeby moi bliscy byli zmuszeni do popełnienia przestępstwa i ukrywania go przez odegranie komedii pogrzebu pustej urny.

Prochów  już tam przecież nie będzie.  Przesypane do słoika po ogórkach, odbędą ostatnią drogę w miejsce rozsypania… 

Józefina Bakier

www.nienalezna.pl

 

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Baczyński 2011-12-23
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com