Benfranklin: Dziennik „Jarosław”

[dropcap]Nie jestem specjalistą od spraw lotniczych i na analizę raportu komisji ministra Millera od strony techniczno-lotniczej nie porwę się tutaj. Przychylam się jednak do opinii tych komentatorów, którzy twierdzą, że raport ten tak naprawdę nie pokazał niczego, o czym opinia publiczna nie była poinformowana wcześniej.[/dropcap]

Aspekt polityczny całej sprawy też wydaje się niezbyt interesujący. Konferencja prasowa posłów PiS, którą z niewiadomych przyczyn pokazały ogólnopolskie stacje informacyjne, ukazuje to najlepiej. Scenariusz – wydaje się – był już od dawna napisany. Wszyscy i tak wiedzą kto na końcu tego kryminału będzie „zabójcą”. W dodatku reżyseria fatalna, a aktorstwo podrzędne i jakby niedomyte i niedogolone. Zostaje więc tylko ten „niezwykle zdrowy” błysk w oczach posła Macierewicza, co z pewnością wzruszy niejedną pannę w trakcie oglądania pokazu na antenie TV Trwam.

Smoleńsk ma być głównym motywem spajającym pisowski elektorat i pchającym tenże do urn w czasie wyborów. Dobra konferencja prasowa premiera Tuska, profesjonalne, rzeczowe podejście ministra Millera i członków firmowanej przez niego komisji oraz dymisja ministra obrony Bogdana Klicha w bardzo dogodnym dla partii rządzącej momencie (sezon ogórkowy), to kolejne punkty sondażowe dla PO. Partia ta, przy takich opozycjach, jedynie pomoże jej te wybory wygrać. Prawu i Sprawiedliwości (ale także Sojuszowi Lewicy Demokratycznej) możemy tylko „podziękować” za sprowadzenie polskiej demokracji do roli farsy, a wyborów do braku wyboru.

W związku z powyższym chciałem się skoncentrować na innym aspekcie sprawy. W czasie transmisji z konferencji, na której przedstawiano wyniki prac komisji Millera, na sali spostrzegłem dwóch dziwnych jegomości. Na tle innych osób wyglądali jak jacyś dziwaczni przebierańcy. Najprawdopodobniej ludzie z głębokiej prowincji, nad wyglądem których pracowali jacyś dziwni styliści redakcyjni. Jeśli dziennik to tylko „Jarosław”, jeśli tygodnik – to wiadomo „Kaczyński”, tyle można było wywnioskować z dziwacznej krzątaniny tych pacjentów na sali.

Gdybym miał opisać człowieka, który jest sędzią we własnej sprawie lub nierzetelnego dziennikarza opłacanego po kryjomu przez jakiegoś polityka czy partię, to obaj wspomniani wyżej delikwenci pasowali by idealnie do takiego opisu.

Słuchając pytań zadawanych przez obu – niewartych wymieniania z nazwiska obu tzw. dziennikarzy – doszedłem do wniosku (nie po raz pierwszy), że niskie nakłady polskich gazet mogą być wynikiem (tylko i wyłącznie!), spisku zawiązanego przez pracowników Biura Ochrony Rządu i rosyjskich leśników. To na pewno oni płacą polskim czytelnikom za obniżanie nakładów tak cudownych mediów, jak te tworzone przez naszych bohaterów; to oni także niszczą ich „znakomitą” robotę. Pewna stacja telewizyjna spostrzegła „całkowicie przypadkowo” naszych delikwentów i zaprosiła ich obu na rozmowę do studia. Tu okazało się po raz kolejny, że szata nie zdobi człowieka, a często może służyć jako przykrywka dla różnorodnych braków tegoż.

Teoretycznie można było sobie darować zaproszenie tych panów do studia, wszak było tam też kilku pilotów, jednak oczywiście trzeba promować mało poczytne dziennik „Jarosław” i tygodnik „Kaczyński”, bo ten ciemny naród (przepraszam „Naród) nie chce jak na złość tych przecudnych gazet czytać (krążą na różnych miastach plotki, iż może nawet mieć rację).

Ciemny to lud, co nie docenia pracy swoich dziennikarzy; trzeba więc ciągle go oświecać. Może wreszcie doceni, może kupi, może się nabierze. Czemu nie spróbować?

Nieprawdą jest, jakoby dziennikarze tego typu byli w ogóle niepotrzebni. Potrzebują ich koledzy, potrzebuje partia. Wiadomo też nie od dziś, że „Naród” partii potrzebuje, tylko tego jeszcze nie wie, więc potrzebni są właśnie tak bohaterscy dziennikarze. Demokracja i wolność słowa kwitną przecudnie nad polską krainą, prawda nas wyzwala za każdym razem, gdy ukazują się w kioskach dziennik „Jarosław” i tygodnik „Kaczyński”.

A gdybyście kiedyś, drodzy czytelnicy, stanęli w lokalu wyborczym nad pewną kartką i przyszła by Wam wtedy do głowy myśl taka (co nie daj „Bóg”): „O, żesz q, co tu skreślić?”, to pamiętajcie o bohaterskich dziennikarzach z dziennika „Jarosław” i tygodnika „Kaczyński”. Nie wolno im przecież odbierać zasług. To byłoby nieuczciwe i nieetyczne, oni przecież nie zasłużyli swoją uczciwością i brakiem powiązań z politykami na tak niskie nakłady. Zastanówmy się co my im robimy, nie czytając!? 🙂

Do następnego, Wasz ulubiony bloger.

Benfranklin, 30.07.2011.

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com