Jerzy Łukaszewski: Odmiana, albo niedola

baranek32013-08-02. Każdy, kto zastanawia się nad teraźniejszością i myśli o przyszłości, musi dojść do następującego wniosku: albo zdołamy zmienić obecne stosunki, albo czeka nas wielka niedola; tak dłużej bieda ślimaczyć się nie może!

Sprawy bowiem ludzkie podlegają żelaznemu prawu przyczynowości, zło zawsze rodzi tylko zło, grzech pociąga za sobą karę, która jest niczym innym, jak tylko nieuniknionym jego następstwem, nieprawości doby dzisiejszej chmurne i straszne gotują jutro.

A co się u nas teraz dzieje? Mnożą się łajdactwa wszelakiego gatunku, niszczą i zatruwają życie, moralność w stosunkach publicznych i prywatnych zanika, ludzie uczciwi i prawi stają się niemal pośmiewiskiem i są z życia usuwani; nastąpiło panowanie brutalnego chamstwa. Nędzy moralnej towarzyszy nędza materialna; zachwiane są podstawy uczciwej pracy.

Warsztaty pracy zamierają, przedsiębiorstwa skarbu państwa stają się wytwórniami nadużyć, zamiast pracy bezrobotnym zdolnym do zarobkowania daje się jałmużnę i do reszty ich demoralizuje; wykoślawia się zasadnicza podstawa współżycia ludzkiego (wymiana usług), przy tym jeszcze pytanie: skąd się będą brały środki potrzebne na utrzymanie bezrobotnych – przecież nie spadną z drzewa, trzeba je wytworzyć.

Polska produkuje teraz strasznie mało, nie tylko wartości materialnych, ale i wszystkich innych: moralnych, intelektualnych, społecznych, tj. tego wszystkiego, czym państwa są zdrowe i silne, natomiast produkuje przerażająco dużo występków, które państwo rozsadzają.

Apatia i przygnębienie ogarniają ogół społeczeństwa; byle dzień przeżyć, powtarza wielu. Na powierzchnię życia i życiem zawładnęli bezwzględni „rycerze przemysłu” politycznego; ludzie skromni i uczciwi, a jest ich jeszcze w Polsce wielu i nimi Polska się trzyma – wycofali się z życia publicznego, a cicha ich działalność dotychczas nie zmienia całokształtu naszych stosunków; uczciwych opanowuje niemoc zwątpienia.

Każdy naród ma taki rząd, na jaki zasługuje; jeśli rząd jest nieudolny i niemoralny – dowodzi to, że społeczeństwo jest w swej większości niezaradne i pozbawione pojęć moralnych. Wina obecnej ruiny leży nie na jednym jakimś stronnictwie politycznym, nie na jednym jakimś gabinecie, ale na wszystkich partiach i wszystkich gabinetach, jednym słowem na całym narodzie, który nie umie zrobić użytku ze swoich praw i obowiązków.

U góry siedzą w liczbie 560 wybrańcy narodu, są między nimi analfabeci polityczni, nawet wrogowie państwowości polskiej i jednostki mocno podejrzane; jedni drzemią w swych fotelach, inni intrygują i gonią za karierą, a wszyscy bez skrupułów pobierają swe wysokie pensje i głównie obrabiają interesy własne i swych przyjaciół, oczywiście kosztem państwa.

Ministrowie, nieraz do śmieszności niekompetentni w swych resortach rządzą państwem – widzimy też, do czego te rządy doprowadziły – a przede wszystkim – przerabiają powierzone im ministerstwa i instytucje państwowe na folwarki, intratne dla swych politycznych przyjaciół.

Smutne widowisko urozmaicają nasi dygnitarze od czasu do czasu gorszącymi między sobą kłótniami nie przebierając, ku uciesze publiki, w sposobach ich prowadzenia.

W urzędach państwowych zagnieździły się wszechpotężna protekcja, nepotyzm, prywata; one decydują o ludziach i sprawach. Kwalifikacje, obowiązkowość, charakter niezależny stały się zbytecznymi w służbie państwowej, zapanował kult niekompetencji i dyletantyzmu.

Czasy dziś przeżywane przypominają najgorsze okresy naszej historii, czasy saskie i przedrozbiorowe. Kiedy się patrzy na to, co się dzieje od góry do dołu, ma się wrażenie, że opanował nas jakiś obłęd samobójstwa państwowego.

Niepodobna milczeć i nie zdawać sobie sprawy z choroby, która się rozwija. Niedolę naszą, nasz nierząd odczuwamy wszyscy, wiedzą o tym przebywający między nami cudzoziemcy, chociaż nieraz częstują nas grzecznymi słówkami, które nic nie kosztują i do niczego nie zobowiązują.

Wie o naszym nierządzie zagranica, bo doszło nawet do tego, że niektóre nasze placówki zagraniczne dają obcym widowisko rodzimego naszego nierządu i bezkarnych nadużyć.

Wzdychamy do „Męża Opatrznościowego”, dyktatora, czy króla, który by życie narodu odnowił. Ale czy on sam jeden, bez pomocy ogółu, chociażby był geniuszem, dzieła wielkiego dokona? Czy znalazłby teraz posłusznych wykonawców swej woli, choćby była najzbawienniejszą? – bardzo w to wątpić można.

Potrzeba nam mądrych praw i dobrych przykładów; pierwsze stworzą realne warunki rozwoju życia, drugie – życie wzmocnią i uszlachetnią. Czas też najwyższy, by ci co rządzą poczuli w całej pełni odpowiedzialność, jaka na nich ciąży, zrozumieli, że dobra sprawa czystych rąk wymaga i nikt nie stawia gmachu z błota.

Jeżeli wszyscy, od góry do dołu, nie odmienimy naszego życia i naszych czynów, jeżeli nadal żyć będziemy tylko z dnia na dzień, bez myśli o przyszłości – zgotujemy dla przyszłych pokoleń, a może już i dla samych siebie, wielka niedolę, z której podnieść się będzie trudno.

Tak mówi nie sam idealizm, nie jakaś fantazja, ale wymagają tego i realny rachunek i rozum praktyczny, który z faktów dnia dzisiejszego wyprowadza niezawodne wnioski o dniu jutrzejszym.

Groźnego niebezpieczeństwa chwili obecnej i pilnej konieczności ratowania się – nikt nie zaprzeczy!

***

W tym momencie muszę czytelnika przeprosić za całkiem świadome wprowadzenie go w błąd.

Oczywiście, że powyższy tekst nie jest mój, moja weń ingerencja ograniczyła się do drobnych skrótów i uwspółcześnienia składni i ortografii. Celowo też nie ująłem go w cudzysłów.

Byłem po prostu ciekaw i to jest moja prośba do każdego z Was: odpowiedzcie sobie sami, w którym momencie zaczęliście podejrzewać, że z tym tekstem jest coś nie tak?

Jest przecież co najmniej kilku polityków, którzy wygłosiliby go bez zmrużenia okiem  (nazwiska i adresy znane Redakcji).

Jedną z pierwszych czynności historyka, który dostaje do ręki źródło pisane, jest ustalenie jego pochodzenia, autora i momentu powstania. To one bowiem decydują zarówno o jego wiarygodności, także co do treści, oraz pozwalają nam zrozumieć celowość jego stworzenia. Nic bowiem na tym świecie nie powstaje bez celu.

Każdy przyzna, że inaczej potraktujemy taki tekst, gdy okaże się, że napisał go jakiś bezstronny intelektualista w roku 1992, inaczej, jeśli powstał w bliżej nieznanym okresie II Rzeczpospolitej, a inaczej, gdy okaże się, że data jego powstania to kwiecień 1926, a autorem jest M. Łempicki, który opublikował go w kilku propiłsudczykowskich gazetach w kraju.

 A taka właśnie jest prawda.

Stanie się wówczas oczywiste, że wszystkie te wzniosłe żale nad dolą Ojczyzny są tylko narzędziem w ręku człowieka, którego zadaniem było przygotować mentalnie ludność Polski na to, co niebawem miało nastąpić.

Znając datę publikacji nie mamy wątpliwości, po co została stworzona i czemu miała służyć.

I jeszcze raz: a gdyby ukazała się dziś?

Pytam nie bez kozery, bo idę o zakład, że niejeden raz się ukaże. Może będzie napisana bardziej współczesnym językiem, może będzie w niej więcej odniesień do konkretnych polityków ( z nazwiskami), ale w gruncie rzeczy będzie to ten sam tekst. I wygłaszany w tym samym celu.

Jerzy Łukaszewski

Weź udział w naszej ankiecie

Print Friendly, PDF & Email

31 komentarzy

  1. angor 2013-08-02
  2. Adam Glaz 2013-08-02
    • de mowski 2013-08-04
      • Adam Glaz 2013-08-04
        • de mowski 2013-08-05
        • Adam Glaz 2013-08-05
        • andrzej Pokonos 2013-08-07
      • Adam Glaz 2013-08-04
        • de mowski 2013-08-05
        • Adam Glaz 2013-08-06
        • de mowski 2013-08-09
  3. Anna 2013-08-02
  4. andrzej Pokonos 2013-08-03
    • de mowski 2013-08-04
      • andrzej Pokonos 2013-08-04
        • de mowski 2013-08-04
        • andrzej Pokonos 2013-08-05
  5. Aleksy 2013-08-03
    • Incitatus 2013-08-06
  6. obirek 2013-08-03
  7. karolasek 2013-08-03
    • Aleksy 2013-08-04
  8. PiotrG 2013-08-03
  9. sugadaddy 2013-08-03
    • Aleksy 2013-08-04
  10. obirek 2013-08-04
  11. de mowski 2013-08-04
    • andrzej Pokonos 2013-08-05
      • de mowski 2013-08-09
  12. Hazelhard 2013-08-04
  13. Neosceptycyzm 2013-08-08
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com