Cezary Bryka: Polski – czy z piekła rodem?

Sprawa siostry Margaret McBride wywołała sążniste artykuły w prasie, komentarze na blogach i dyskusje na forach internetowych w całych Stanach Zjednoczonych.

Siostra Margaret pracowała w szpitalu św. Józefa w Phoenix w Arizonie. Szpital znany jest z tego że nikomu nie odmawia pomocy.

W grudniu 2009 roku zgłosiła się kobieta w 11 tygodniu ciąży. Cierpiała na nadciśnienie płucne, które zmniejsza wydajność płuc i serca. Jej stan pogarszał się w wyniku ciąży – lekarze jednomyślnie stwierdzili, że jest umierająca. Jedynym ratunkiem dla niej była aborcja.

Siostra Margaret, jako członkini komisji etyki szpitala, miała zdecydować, czy zgodzić się z zaleceniami lekarzy, czy nie. Decyzję trzeba było podjąć szybko.

Siostra Margaret przychyliła się do zdania lekarzy. A ci przeprowadzili aborcję i tym samym uratowali życie kobiety.

Ta decyzja miała dla siostry Margaret dramatyczne konsekwencje. Jej biskup, znany z konserwatywnych poglądów Thomas Olmsted, obłożył ją ekskomuniką i wyrzucił z zakonu.

Źródło: Papilot.pl – kobiety w sieci

Ustaliliśmy („my” to ja, ale to nie jest pluralis maiestatis, tylko w trudnych sprawach zarządzam debatę i głosowanie), że nie będę zabierał głosu w sprawie aborcji. Za delikatna sprawa, zbyt wieloznaczna dla kpiarza i do tego mężczyzny.

Jednak już raz złamałem uchwałę, właśnie pisząc o siostrze Margaret. Dziś łamię ją po raz drugi, chociaż tylko częściowo, bo to nie aborcja jest moim rzeczywistym tematem.

Katolicyzm chrześcijański

Zaprzyjaźniona starsza pani, nie tracąca nadziei że wyrosnę na ludzi, przysyła mi czasem artykuły, które mają zmusić mnie do myślenia. I zmuszają, choć czasem, z punktu widzenia owej pani, jest to myślenie oboczne.

To właśnie od niej dowiedziałem się o sprawie siostry Margaret, a dziś rozwinęła mnie psychicznie, przysyłając artykuł ze stricte katolickiego pisma – co tym razem wymawiam z szacunkiem, ponieważ tak właśnie wyobrażam sobie katolickie pismo.

Wskazana przez starszą panią dla zmiękczenia mojego serca notatka opowiada o losie nastolatki:

Chora na raka mózgu siedemnastolatka z Salt Lake City zaszła w ciążę.  Wcześniej lekarze dawali jej 30% szans na przeżycie dwóch lat, podkreślając, że skutkiem leczenia będzie bezpłodność. 

Dziewczyna, Jenni, nie uznawała aborcji. Martwiła się tylko tym, że jej dziecko może ucierpieć z powodu dwóch cykli chemioterapii, których oczekiwała. Zrezygnowała z terapii.

Urodziła zdrowego chłopca, dwa tygodnie później zmarła. Jej ostatnim życzeniem było, aby dziecko położono obok niej. i choć przestała już widzieć, w ostatnich słowach stwierdziła: „W pewnym sensie mogę go zobaczyć”.

Przesłodzone? Nieprawda. Przecież prawie identyczną decyzję podjęła nasza zmarła koszykarka, Agata Mróz. Pewnie bardziej świadomą, jako że była starsza, ale starsza tylko o osiem lat.

Oczywiście można dyskutować, czy siedemnastolatka powinna zachodzić w ciążę (ale 17-latki zachodzą w ciążę i od samego gadania, że nie powinny – nie przestaną), czy kobieta, która wie że umrze, powinna zachodzić w ciążę (ale można sobie wyobrazić, że umierający 17-letni człowiek chce zdążyć pożyć prawdziwym życiem) i czy to dobrze dla dziecka, że będzie je wychowywać samotny dziewiętnastoletni ojciec (ale Jenni wiedziała, że może liczyć na pomoc swoich rodziców).

W sumie – tragedia Jenni, choć poruszająca, niczego nie zmieniła w moim myśleniu o meritum. Tym co mnie zmusiło do zastanowienia, był ton komentarzy czytelników „Gościa”, odzwierciedlający  to, co rozumiem przez określenie „chrześcijański” – również kiedy jestem innego zdania, niż komentatorzy:

– Przeżyłem swoisty szok, gdy nie wiem, czy ja – stary człowiek – byłbym zdolny do oddania życia za drugiego człowieka; a tu młodziutka dziewczyna, właściwie jeszcze dziecko – była jednak zdolna do takiego całkowitego poświęcenia – wręcz »całopalenia«’, które jest tym większe, że w młodości jeszcze nie odczuwa się tak spełnienia życia, jak to jest w starszym wieku. Ktoś tu słusznie napisał, że mamy tu do czynienia z niepospolitą świętością.

– Odważna dziewuszka!… oj… bardzo odważna! Z jednej strony szkoda jej, bo młoda, mogła żyć, a z drugiej taka odwaga…zawzięcie. Przecież czasami w takiej sytuacji wymięka facet, który uważa się za super twardziela!! A to dziewczę poświęciło życie! Ja wiem… żal rodziców, żal tego dziecka, że już jest półsierotą. Jeżeli tylko nie zawiedzie ten młodzieniec, powinno być dobrze. Liczę tutaj na jego dojrzałość, męstwo i siłę charakteru.

Nawet przy zdecydowanej różnicy zdań, komentatorzy próbują perswazji:

– Zacznijmy od tego, że 17-latki powinny się zajmować nauką, a nie zachodzeniem w ciążę. Druga rzecz, że skoro wiedziała o chorobie przed ciążą, tym bardziej nie powinna była w nią zachodzić. To jest samobójstwo na własne życzenie. Piękna historia to by była jakby się wyleczyła i potem urodziła zdrowe dziecko.

– Czy choć trochę rozumiesz ten przypadek? Ona miała tylko wybór: na 70% umrzeć bezdzietna w 2 lata albo pozostawić dziecko, za cenę wcześniejszej śmierci… Chemioterapia miała ją ubezpłodnić – wybrała macierzyństwo. Więc naukę poleciłabym Tobie, a nie terminalnie chorej, która heroicznie broniła swego synka.

Katolicyzm kibolski

Pomyślałem, że byłoby ciekawie, gdyby się okazało że o Jenni napisał też któryś z agresywnie prawicowych portali, w których obowiązuje jedna, bezgranicznie słuszna opinia.

BINGO!

W jednym z nich znalazłem przedruk fragmentu tekstu z „Gościa Niedzielnego”. I, co najważniejsze, komentarze czytelników:

– Stwierdziła, że powołanie na świat dziecka w stanie choroby terminalnej, to dobry sposób na przedłużenie swego materialnego istnienia na ziemi. To typowe dla mentalności nastolatki. Katoliczką nie była, bo to nie jest myślenie i postępowanie wyznawczyni Chrystusa. Pozamałżeńskie dziecko wychowywane przez dziadków, to wynik egocentrycznej, niedojrzałej życiowo postawy tych dwojga młodych ludzi. Sądząc z imion może to być para zliberalizowanych Żydów ceniących płodność w ziemskim tego słowa znaczeniu.

– A cóż wspólnego z całą sprawą ma tu religia, czy pochodzenie? Zaiste, bardzo cierpliwy musi być nasz Stwórca, skoro pozwala chodzić po tej ziemi takim egzemplarzom jak ty i wypisywać kretynizmy. Jeśli zatem jesteś przygłupawym katolikiem, to kij ci w oko – jeżeli natomiast żydowskim prowokatorem, to dwa kije.

– Widzę, że dość dobrze bronisz swojego “kija” na wszelki wypadek. Masz wolną wolę i możesz z niej korzystać bez względu na konsekwencje. Tak samo jak i ta dziewczyna. Ale zapewniam cię, że takich sytuacji jak ta opisana powyżej jest na świecie wiele i nikt ich nie opisuje gdyż nie wie o ich istnieniu lub nie uważa ich za coś nadzwyczajnego. I słusznie, bo po to Bóg uczynił stworzeniom narządy rodne, aby służyły do rozmnażania, a nie do celów urojonych. Nikt dziewczyny nie potępia za urodzenie dziecka. Ciesz się więc jak prymityw z wysp Triobriandzkich, że przybył na świat jeszcze jeden przedstawiciel rodzaju ludzkiego. Jest powód do radości. A swoją, drogą guzy mózgu to cena za “dobroci” cywilizacji, których rzadko kto chce się wyrzec, a potem płacz i zgrzytanie zębów. Mordowanie plemion prymitywnych miało na celu zagarnięcie terenów pod cywilizację.

– Po pierwsze: czy Jenny wiedziała o chorobie, gdy zaszła w ciążę? A. Tak. Nie mam pytań. Skrajna nieodpowiedzialność. B. Nie. Dlaczego nie przebadała się w momencie, gdy oboje z mężem zaplanowali dziecko? Jeśli w przypadku A. 100% złej oceny z mojej strony (0% dobrej) to w B. 0-50% (0-50% dobrej).
Świeć Panie nad jej duszą. Ty ją ocenisz nie ja.

– Normalna decyzja. I tak wiedziała, że umrze. Mogła co najwyżej przedłużyć sobie życie o pół roku. Choć jestem przeciwnikiem propagandy ruchów pro-life, to będąc na jej miejscu postąpiłbym identycznie, by pozostawić po sobie partnerowi pamiątkę. Jej decyzja nie miała podłoża religijnego ani pro-lifeowskiego, ale zwyczajne, z miłości do partnera.

…i tak to sobie leciało, z niezłomną pewnością ocen komentatorów. Aż pojawił się komentarz, odbiegający od nurtu samozadowolenia. Jest długi, więc przytaczam tylko fragment, wyrażająca bezpośrednio myśl autora: 

– Takich decyzji ludzie podejmują na pęczki codziennie. Podejmują różne decyzje. Czasami takie jak bohaterka tej wiadomości, czasami przeciwne. Ale ponieważ w swej masie ludzie nie są herosami, to ja osobiście nie potrafię powiedzieć, że ten zrobił dobrze, a ten drugi źle. Każdy z tych ludzi rozważył w swoim sumieniu wszystkie za i przeciw i podjął jakąś decyzję – może złą, a może dobrą. Tak samo jak bohaterka tego newsa.

No i się zaczęło na dobre:

– „Ja osobiście nie potrafię powiedzieć, że ten zrobił dobrze, a ten drugi źle”. Ja też nie potrafię powiedzieć, czy trzymając cię na muszce nacisnę spust czy nie. Oczywiście, będę rozważał „w swoim sumieniu wszystkie za i przeciw i podjął jakąś decyzję – może złą, a może dobrą.” A potem… No, pomyśl, co zrobię potem. I czy będzie to „sensowna decyzja”? Btw. równie „sensowne decyzje” wydawał Hitler z Himmlerem.

– Jeszcze nie jest za późno na aborcję dla ciebie, gnido. Idź obsrywać Onet albo Gadzinę Wymiotną i nie plącz się tu, bo jeszcze ktoś w ciebie wdepnie.

– Capi rozdwojonym móżdżkiem platformiakowym od ciebie, rozdwojoną moralność wyssałeś od twego guru Urbana i rudego. wogule nie masz uzywania logiki . jestes produktem socjalu i szczekasz na bohaterke cepie ruski

– Gratuluję zamieniła ci się dupa z gębą i gówno wyłazi ci górą, chodź na rękach, mniej nasyfisz doborowego towarzystwa…

– Ohydny lewacki pitekantropusie, rzeczywiście, gdyby z maleństwa miał wyrosnąć suczy syn jak ty, szkoda poświęcenia biednej Jenni. Na tle twojego wrażego, zwierzęcego postrzegania świata, determinacja młodej matki jawi się niczym najpiękniejszy akt miłości i poświęcenia.

–  Mózg Ci wyprały media Michnik-Szechtera i dzięki niemu mamy młodzież jaką mamy.

A całość zakończyło pozytywne przesłanie, w tym przypadku stanowiące wyrafinowaną puentę:

– “Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.”

Jak zaznaczyłem na początku, nie pisałem o aborcji. Pisałem o tym, że w Polsce zderzają się dwa katolicyzmy: chrześcijański i kibolski.

Kibolski wzbudza we mnie chęć bluzgania na wyznaczonym przez niego poziomie. Ponieważ jestem człowiekiem kulturalnym i powstrzymuje organizm od naturalnej reakcji – może się zdarzyć, że przegryzę ekran monitora.

Ten jest głośniejszy.

Ale to katolicyzm chrześcijański zmusza mnie do myślenia. Wciąż na nowo, choć wnioski, do jakich dochodzę, wiele lat temu sformułowała Agnieszka Osiecka.

To nie oznacza akceptacji, ale oznacza przynajmniej próbę zrozumienia. Zamiast przegryzienia ekranu.

Cezary Bryka

nienalezna.pl

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Roman Czubiński 2012-01-08
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com