I rozważał sam w sobie: Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów. I rzekł: Tak zrobię, zburzę moje spichlerze i pobuduję większe (…).” / por. Łk 12,17-18 /Odwiedzając muzeum w Otwocku, w jednej z sal zobaczyłem wykute z płyty piaskowca spore koło do ostrzenia narzędzi. Zaradny gospodarz starannie wyrównał krawędzie, ciężki kamień solidnie zamocował w stelażu, dorobił prosty mechanizm wprawiający koło w ruch. Baczny obserwator bez trudu dostrzeże na powierzchni tej gospodarskiej osełki wyżłobienia w kształcie hebrajskich liter i zacierające się ślady nagrobnych płaskorzeźb. To nie owoc fantazji gospodarza. To ślady niedalekiej przeszłości. Gospodarcza osełka była jeszcze niedawno żydowskim nagrobkiem na jednym z okolicznych cmentarzy.

Podobnymi płytami nagrobnymi wyłożono podwórze przy plebanii w Sobieniach. W Karczewie pokazywano mi domy wsparte na podmurówce z żydowskich nagrobków. Widziałem nawet warzywne grządki fantazyjnie wydzielone od ogrodowych ścieżek półokrągłymi zwieńczeniami żydowskich macew. Zadzwonił do mnie jakiś czas temu jeden z księży z zapytaniem, czy nie zabrałbym do siebie żydowskiej macewy, odnalezionej w jego parafii podczas rozbiórki domu. Historii tego nagrobku można się tylko domyślać. Gospodarz rozebranego domu nie żyje już dawno. Najbliższy żydowski cmentarz odległy był od tej miejscowości o wiele kilometrów. Z nagrobku pozostał niewielki, wprawną ręką okaleczony fragment. Zaradny gospodarz poradził sobie i z transportem, i ze specyficznymi właściwościami płyty z piaskowca. Służył mu ów nagrobek wiele dziesiątek lat i to na wiele różnych sposobów.

Każdy z nas ma do przeżycia tylko jedno życie. Ale przemierzamy szlak od narodzin ku śmierci bardzo różnymi drogami. Różnych spotykamy ludzi, różne wydarzenia wciągają nas w swe tryby, różne wyzwania domagają się od nas odpowiedzi. Często zdarza się nam niedostatek, rzadziej wręcz przeciwnie, jak w tej ewangelicznej opowieści, nadobfity urodzaj. Zaradność charakteryzuje ludzi, którzy potrafią sobie poradzić w każdej sytuacji. Z podniesionego z ziemi patyka wystrugają klucz otwierający kłódki i zamki. Zwykłym kamieniem pokonają Goliatów i zastukają w okno niedostępnej wieży. Wyczarują coś z niczego i nawet z piasku bicz ukręcą. Zaradny bywa przeciwieństwem głupca. Głupiec, czego nie dotknie, zmarnuje, zniszczy, zgubi, roztrwoni. A jednak i zaradność ma swoje granice. Chrystus Pan, nazywając zaradnego głupcem, o tym właśnie przypomina. Kres życia zweryfikuje powtarzane z ust do ust zachwyty i oskarżenia. Obnaży zbrodnie przebiegle skrywane, skruszy posągi wsparte na glinianych postumentach, wydobędzie na światło perły prawdziwej poczciwości i heroizmu, zawstydzi rdzewiejącymi orderami i tytułami trzykrotnego bohatera Związku Radzieckiego.

Jakiś czas temu dowiedziałem się o miejscu przechowywania wielu skradzionych z żydowskiego cmentarza nagrobków. Zapytani o to znalezisko księża podpowiedzieli, by je po prostu zawieźć na jakiś żydowski cmentarz. Wyobraźmy sobie tablice nagrobne skradzione z katolickiego cmentarza w Jasienicy, Otwocku, Karczewie lub Tłuszczu, a następnie w porywie wyrzutów sumienia zawiezione i złożone za bramą cmentarza na Bródnie. Czy to zaradność, czy wręcz przeciwnie?

Ks. Wojciech Lemański

Blog Autora

Weź udział w naszej ankiecie