Daniel Passent: Kto sieje wiatr

passent2013-08-05. Dwukrotnie dzisiaj dowiedziałem się, że kto sieje wiatr – ten zbiera burzę. Najpierw poszło o Władysława Bartoszewskiego i o „motłoch”. W „Loży Prasowej” TVN 24 Piotr Skwieciński powiedział: „Bartoszewski uczynił sobie hobby z obrażania ludzi. Od kilku lat siał wiatr, niech się nie dziwi, że zaczął zbierać burzę”. Przypomnijmy, że Bartoszewski nazwał tak ludzi, którzy  uroczystości  na cmentarzu przekształcają w wiec: buczą, wołają „hańba!” na widok polityków Platformy, włącznie z premierem, a zarazem nagradzają oklaskami swoich ulubieńców, na czele z Antoni Macierewiczem. Merytorycznie zgadzam się z Bartoszewskim – takie zachowanie na cmentarzu, nad grobami, jest niedopuszczalne. Jednakże użycie tak mocnego słowa, jak „motłoch”, spowodowało, że w oczach mediów negatywnym „bohaterem”   uroczystości rocznicowych na Powązkach został Władysław Bartoszewski – uczestnik Powstania, więzień PRL. Sam nie wierzyłem własnym oczom i uszom, kiedy 1 sierpnia w programie TVN 24 pani redaktor  przepytywała W.B. z „motłochu”, zarzucając mu, że prowokuje w ten sposób zachowania na cmentarzu. Od czasu, kiedy Bartoszewski użył słowa „motłoch”, media niewiele  poza „motłochem” już widziały. Ludzie, którzy nie dorastają Bartoszewskiemu do pięt, nie mają nawet drobnej części jego zasług, zabrały się za jego wychowanie. Dżentelmeni z cmentarza oraz wychowawcy z mediów nagle poczuli się dotknięci, a nawet mówią, żeby nie dziwił się buczeniu, bo zasiał wiatr…

Moim zdaniem, lepiej by było, gdyby minister Bartoszewski użył innego określenia, np. „dżentelmeni z Powązek”, ale nawet jeżeli użył określenia zbyt dosadnego, to nie on posiał wiatr, to nie on rok w rok urządza hece na cmentarzu, to nie on zakłóca cmentarny spokój i skupienie, winne jest to samo środowisko, które harcowało z krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. To Władysław Bartoszewski dal się sprowokować, a nie odwrotnie.

Po raz drugi dowiedziałem się, że „kto sieje wiatr…” z komentarza  Michała Karnowskiego do incydentu na festiwalu Woodstock, gdzie nieznany szerzej osobnik wtargnął na scenę i uderzył? Grzegorza Miecugowa.  Karnowskiemu  nie podoba się Woodstock. Pisze  (wPolityce.pl), że to „miejsce wpajania lewackiego przekazu”, alkohol leje się strumieniami, seks jest prowokacyjny, pełno jest gestów antykatolickich i satanistycznych, resztki apolityczności wyrzucone na śmietnik, wulgarne, antychrześcijańskie treści…
„Owsiakowe ‘Róbta co chceta’ zostało opacznie  odczytane przez tego uczestnika festiwalu. Tak się właśnie kończy nawoływanie do anarchii. Kto sieje wiatr…”.

Okazuje się, że to Owsiak i Miecugow są winni ekscesu na scenie. Innego zdania była jednak zgromadzona młodzież, która spontanicznie zaczęła skandować słowo „prze-pra-sza-my!”. Widocznie jednym nie wolno mówić o „motłochu”, za to inni mogą uderzyć w twarz gościa festiwalu, w dodatku człowieka tak powściągliwego na scenie jak Grzegorz Miecugow. Dziwna to logika.

Daniel Passent

Blog Autora w portalu Polityka.pl

Print Friendly, PDF & Email

6 komentarzy

  1. Magog 2013-08-05
  2. Jerzy Łukaszewski 2013-08-05
  3. jotbe_x 2013-08-05
    • lawicz 2013-08-09
  4. medard 2013-08-07
  5. Jerzy Łukaszewski 2013-08-07
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com