Jerzy Klechta: Resentymenty – odwet – fobie

rekonstrukcja2013-08-08. Urazy, pamięć o krzywdach, resentymenty. Znamy to zjawisko doskonale z własnego podwórka. Jest ono powszechne, funkcjonuje między sąsiadami, narodami, wyznawcami różnych religii. Z czasem staje się kulą u nogi, utrudnia, nawet uniemożliwia rozmowę, dialog, porozumienie. Także między ludźmi, nawet w rodzinie. Resentymenty najczęściej bywają w pełni usprawiedliwione. Gdy się przeradzają w fobie – utrudniają życie.

Wzajemne krzywdy, zawiść i nienawiść rodziły się już w starożytności. Największa przepaść powstała między bogatymi a biednymi. W starożytności występowała między niewolnikami a pełnoprawnymi obywatelami. Aż po nasze czasy nienawiść wyrasta np. z zazdrości o majątek, czy choćby o talent, jak u komika Fieldsa, który pod koniec życia przyznał, że cały czas marzył, aby zamordować niezrównanego Charliego Chaplina. Niektórzy podobne marzenia zrealizowali.

Resentymenty są źródłem wielu nieszczęść. Krzywda zawsze rodzi krzywdę. Przykładem są choćby dzieje wczesnego chrześcijaństwa. W świecie antycznym niewolnictwo było zjawiskiem naturalnym. Kościół co prawda domagał się złagodzenia niewolnictwa, lecz niewolników nie dopuszczał do stanu duchowieństwa, aczkolwiek zbiegłym niewolnikom użyczał schronienia. Do czasów Konstantyna wyznawanie chrześcijaństwa uznawano za zbrodnię. Odkąd cesarz Konstantyn sam został chrześcijaninem ( 312 r.), wziął w obronę wierzących (doły społeczne) przed możnymi (właścicielami niewolników). Wcześniej prześladowani – teraz sami stali się prześladowcami. Z woli cesarza Konstantyna na pierwszym miejscu prześladowano heretyków, na następnym pogan i Żydów.

Fortuna kołem się toczy. Po dzień dzisiejszy. Kilka przykładów z świata polityki.

Urazy, zawiść, polityczne resentymenty dobrze widać na przykładzie Francji i Niemiec (więcej przykładów podaje w pracy „Resentyment w historii” Marc Ferro – historyk francuski, polecam lekturę). Na dobre wszystko zaczęło się od wojny trzydziestoletniej (1618-1648). Wówczas dotychczasowa rywalizacja dynastyczna francusko-germańska przerodziła się w spór narodowy. To właśnie wtedy zaczął się trwający przez wieki konflikt o Alzację. Po przyłączeniu zaledwie skrawka Alzacji, monarchia francuska stała się w oczach Germanów drapieżną machiną. Potem zostały zaanektowane przez Francję ziemie na lewym brzegu Renu, Napoleon zlikwidował księstwa oraz większość wolnych miast niemieckich. Niemcy wszystkimi nieszczęściami obarczyli więc Francję. Dopiero wojna francusko-pruska i oblężenie Paryża (1870-1871) odwróciło kartę historii. Bismarck stworzył silne antyfrancuskie Prusy. Francuska matka mówiła do synka: „Zjedz swój chleb, przynajmniej tego nie zabiorą ci Prusacy”.

Nie piszemy tu historii dziejów. Na przykładzie Francji i Niemiec, które znowu, tym razem w I wojnie światowej, doznały bolesnej klęski, widać niszczycielską siłę odwetu, zawiści i politycznego resentymentu. Wszak najgorsze dopiero przyszło. Po klęsce Niemiec w I wojnie światowej narodził się z ich strony odwet najbardziej zbrodniczy w dziejach. Nie tylko wobec Francji, wobec całej bez mała Europy. Władzę przejął Hitler i rozpoczął ludobójczy podbój Europy, strachliwa Francja poddała się prawie bez wystrzału.

Dzieje Polski obfitowały w wydarzenia, które zrodziły polityczne i międzyludzkie resentymenty, waśnie, także fobie. Często byliśmy stroną pokrzywdzoną. Sojusznicy zostawiali nas samych sobie. W XIX wieku porwaliśmy Europę powstaniami: listopadowym (1830) i styczniowym (1863). W 1848 r. przez Europę przeszła Wiosna Ludów, polskie wyzwoleńcze pieśni były na ustach innych narodów. Jednak poza gestami Polacy nie otrzymali żadnego wsparcia. Tchórzostwo Francji surowo piętnował Félicité Lammenais:„ Niechaj ci, którzy polegli, marząc o wolności, spoczywają w pokoju w swym grobie wykopanym zbrodnią jednych i tchórzostwem innych”.

Skalę tchórzostwa sojuszników Rzeczpospolitej pokazał wrzesień 1939 r. Mimo zawartych umów z Francją i Wielka Brytania o wzajemnej pomocy w razie agresji III Rzeszy i gwarancji nienaruszalności polskich granic, sojusznicy, gdy zostaliśmy zaatakowani, kładli uszy po sobie. Potem Polacy „uratowali Londyn”, walczyli na wszystkich frontach wojny z Niemcami i w „nagrodę” na zwycięskiej paradzie w Londynie zabrakło nawet miejsca dla polskiego żołnierza. Murzyn zrobił swoje. Jałta oddała Polskę w orbitę wpływów Stalina bez zmrużenia oka. Długa jest lista naszych usprawiedliwionych żalów. O wszystkim tym należy wiedzieć i światu przypominać. Ale już nie pora kruszyć kopi.

Francja i Niemcy, ongi wrogowie na śmierć i życie, obecnie – mimo drobnych napięć – żyją w zgodzie jak brat z siostrą. Nas zaś trawi poczucie krzywdy. Chorobliwemu poczuciu krzywdy towarzyszy szukanie winowajców naszych potknięć wszędzie, byle nie w nas samych. Coraz częściej zaś odradza się w Polsce fobia, lęk, niechęć do innych. Głównie do sąsiadów. Nie raz i nie dwa Niemcy i Rosjanie byli sprawcami naszych nieszczęść. Niewątpliwie trzeba o nich mówić i walczyć o prawdę, gwoli sprawiedliwości, na zemstę czas minął.

Wiecowe pokrzykiwanie, gdy niebo nad nami jest wolne od bomb, nie ma wiele wspólnego z patriotyzmem i bohaterstwem. Jest zaledwie prowincjonalnym politykierstwem. Raz po raz jesteśmy świadkami jak cmentarne hieny podczas uroczystości z okazji – czy to rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, czy innych świętych rocznic narodowych – uderzają nie we wroga, lecz w swojego.

Napluć w twarz powstańcowi, najczęściej już dziś staremu, steranemu życiem bohaterowi, to rzecz łatwa i bezpieczna. Tak postępują tchórze. Ci co gwiżdżą wtedy, gdy obowiązuje pokorna cisza, stawiają się obok tych, którzy mordowali polskich bohaterów.

Tylko raz w historii Polak stawał w okopach przeciwko Polakowi. W czasie I wojny światowej (1914-1918) Polacy będąc poddanymi Rosji, Prus i Austrii służyli i walczyli w trzech armiach zaborczych, brat strzelał do brata. Był to wielki dramat w naszych dziejach. Dziś mamy Polskę wolną, jedną jedyną. Ci, którzy strzelają do brata w jakikolwiek sposób, krzykiem, gwizdem, syczeniem czy obelgą zapisują czarną kartę w dziejach Rzeczpospolitej. Są jak ci, którzy składali podpisy w Targowicy i uczestniczyli w innych haniebnych wydarzeniach naszych dziejów. Fobie i resentymenty – to polskie grzechy główne.

Jerzy Klechta

Weź udział w naszej ankiecie

Print Friendly, PDF & Email

18 komentarzy

  1. Marek Twardowski 2013-08-08
  2. Jerzy Klechta 2013-08-08
  3. bisnetus 2013-08-08
  4. andrzej Pokonos 2013-08-08
  5. Marek Twardowski 2013-08-08
    • andrzej Pokonos 2013-08-09
      • Marek Twardowski 2013-08-12
    • A.F 2013-08-11
      • Marek Twardowski 2013-08-12
        • adam furtak 2013-08-15
  6. Jerzy Łukaszewski 2013-08-08
  7. nickt 2013-08-08
  8. Hazelhard 2013-08-09
  9. PAK 2013-08-09
  10. Jerzy Klechta 2013-08-10
  11. JKKonrad 2013-08-10
  12. Jerzy Łukaszewski 2013-08-10
  13. Jerzy Łukaszewski 2013-08-11
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com