Ks. Wojciech Lemański: Żydzi w Jasienicy

Piotr Kadlcik , Wojciech Lemañski2013-08-08. Być może, wydarzyło się to popołudniu, albo wieczorem, 5 sierpnia 1942 roku, a może to była już noc? Tak, z całą pewnością panowała wtedy głęboka noc, noc, która spowiła nie tylko Jasienicę, ale spowiła nieomal całą Europę. Brunatna, pełna grozy śmierci, okrucieństwa, strachu, noc faszyzmu. W tę nieprzeniknioną noc, gdy na żer wychodzi z ludzi to, co najdziksze i najohydniejsze, pośród nielicznych wówczas zabudowań Jasienicy przejeżdżał po torach kolejowych pociąg złożony z bydlęcych wagonów. Nie wiózł aprowizacji dla walczących armii Hitlera, ani skrzyń wypełnionych żelaznymi krzyżami dla aryjskich bohaterów. Ten pociąg wiózł tysiące ludzi traktowanych gorzej niż bydło. Wiózł w jednym z wagonów żydowskie dzieci z warszawskiego sierocińca z ich opiekunami.

Gdy w Warszawie wsiadali do wagonu, Henryk Goldszmit zrzucił z siebie używane dotąd kostiumy. Już nie musiał ubierać się w strój „starego doktora”, który nakładał, by móc głosić pogadanki pedagogiczne w polskim radio. Mógł wreszcie zostawić za sobą przebranie Janusza Korczaka, które pozwalało mu publikować jego książki i artykuły. Do wagonu wypełnionego dziećmi wszedł stary, schorowany Żyd, któremu gwiazda Dawida była przepustką do zamkniętego dla nie-Żydów obozu zagłady w Treblince. Miał przepustkę, ale za bilet musiał zapłacić, jak wszyscy pozostali pasażerowie tych pociągów.

Gdy pociąg przetaczał się przez Jasienicę, Goldszmit nie wyjrzał przez okno. Zabezpieczone drutem kolczastym okienka nie służyły w tych wagonach zgodnie ze swoim przeznaczeniem. One miały skutecznie oddzielić Żydów od ludzi zamieszkujących okolice linii kolejowych, od pól i lasów, od wolności, od życia. Niektórzy wyrywali te druty z okien i próbowali skakać w ciemność nocy. Nielicznym się udało. Goldszmit nie próbował. On z tymi dzieciakami chciał pozostać na dobre i na złe. Został z nimi na najgorsze.

Kolejny pociąg z warszawskiego getta do Treblinki przejechał przez Jasienicę. Przed nim przejechało wiele, po nim jeszcze więcej. Po wielu latach ludzie podnieśli zrzucone na Umszlagplatzu kostiumy i powiesili je w oszklonych gablotach. Znów cytuje się starego doktora, znów drukuje się książki Korczaka, a imię Korczaka nadaje się szczepom harcerskim i szkołom. Goldszmit nie ma grobu. Jego kostiumom pozwolono spocząć na atłasach. Kilka dni temu byłem w Treblince. Nie ma już stacji kolejowej, do której jechały z gett pociągi śmierci. Pocięto i wywieziono szyny kolejowe, wydłubano z ziemi drewniane podkłady. Po ponad siedemdziesięciu latach, trzeba wiele samozaparcia i wytrwałości, by trafić na miejsce, do którego powieziono na śmierć setki tysięcy Żydów. Kto teraz tam trafił ten wie, że coraz liczniejsi szukają tego miejsca i stają tam przywoływani niezwykłym wezwaniem.

Ks. Wojciech Lemański

Blog Autora

Weź udział w naszej ankiecie

Print Friendly, PDF & Email

9 komentarzy

  1. cheronea 2013-08-08
    • Jozwik 2013-08-08
    • Pref 2013-08-09
      • cheronea 2013-08-09
  2. m_16 2013-08-08
  3. Kot Mordechaj 2013-08-08
  4. Stefan 2013-08-08
  5. Demetria 2013-08-09
  6. nickt 2013-08-09
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com