Wojciech Biel: Gdzie biją w Romneya, tam Romney korzysta

Podczas podróży do Muzeum w Oświęcimiu, która miała miejsce w trakcie wizyty prezydenta Geralda Forda w Polsce w r. 1975, jeden z towarzyszących głowie państwa współpracowników zanotował, że widok z helikoptera przypomina centralną Iowę, tyle że bez 35 tysięcy klimatyzowanych traktorów Johna Deera. Jaki zaś krajobraz wyłania się po pierwszych w tym sezonie wyborczym republikańskich prawyborach w Iowa?

Mitt „25%” Romney

Chociaż minęły już cztery lata, Mitt Romney wciąż może się czuć tak, jakby nadal był rok 2008. W prawyborach w Iowa zdobył sześć głosów mniej niż wówczas, mimo że do kampanii przygotowywał się w zasadzie od momentu kiedy stało się jasne, że następcą George’a W. Busha w Białym Domu także nie będzie Republikanin. Przez ten czas były gubernator Massachusetts wprawdzie utrzymywał pozycję lidera walki o nominację Grand Old Party w tegorocznej elekcji, ale nie udało mu się znacząco poszerzyć swojej bazy wyborczej. W sondażach ogólnokrajowych dla kandydatów Republikanów z rzadka przekraczał 25% wskazań, co sprowokowało Davida Axelrode’a, jednego z głównych  doradców prezydenta Obamy, do nadania Romneyowi złośliwego przydomka „Pan 25%”. Również tak samo jak cztery lata temu wielu wyborców GOP utyskuje nad kandydatami spośród których mają wybrać nominata tej partii w wyścigu o prezydenturę Stanów Zjednoczonych.

Wady Romneya, które mogą skutecznie obniżyć jego szanse zarówno wśród elektoratu Republikanów, jak i niezależnych, także pozostają takie same. Zarzuca mu się m.in. flip-flopping, czyli taktyczne zmiany poglądów dokonywane pod wpływem koniunktury; pracę w korporacji (co w przypadku nominowania go będzie zapewne głównym argumentem  przeciw niemu stosowanym przez strategów kampanii reelekcyjnej Obamy).

Wreszcie zdaniem jego krytyków Romneya po prostu trudno polubić. Mimo tych zarzutów kandydat jest na najlepszej drodze do pokonania rywali w walce o poparcie Republikanów. Zarzut przeszłości korporacyjnej odwraca tym, że przyczynił się wtedy do powstania tysięcy nowych miejsc pracy. To właśnie na obietnicy naprawy sytuacji ekonomicznej w kraju buduje on swoje przesłanie do wyborców. Wskazuje przy tym na swoje doświadczenie menedżerskie, także jako szef komitetu organizacyjnego zimowych igrzysk olimpijskich w Salt Lake City w 2002 r., które uratował przed finansową katastrofą oraz jako gubernator Massachusetts gdzie przyczynił się do pojawienia się nowych miejsc pracy.

Romney, sam mając wiele słabości, wykorzystuje przy tym słabości innych, może właśnie dlatego jest on obecnie jedynym kandydatem GOP, który jest w stanie powalczyć z Obamą. Być może gdyby na start zdecydowali się tacy kandydaci jak były gubernator Florydy Jeb Bush czy obecny gubernator Indiany Mitch Daniels, trzeba by było zweryfikować ten pogląd tak się jednak nie stało.

Podzielony obóz konserwatystów i samotność libertarianina

Wśród czynników, które pracują na korzyść Romneya wymienić należy także brak w tegorocznej kampanii silnego konserwatywnego kandydata, który mógłby z nim skutecznie powalczyć. Nadzieje z tym związane zawiedli: członkini Izby Reprezentantów z Minnesoty Michele Bachmann i gubernator Teksasu Rick Perry. Niespodziewanie na głównego kandydata tego obozu wyrósł były senator z Pensylwanii Rick Santorum. Dysponując o wiele mniejszymi zasobami finansowymi i słabszym aparatem organizacyjnym niż Romney, przegrał z nim caucuses w Iowa zaledwie o osiem głosów. Stało się to dzięki jego ciężkiej pracy, widocznej przy olbrzymiej liczbie spotkań z mieszkańcami.

Ten sposób prowadzenia kampanii przyniósł mu więc wymierne rezultaty. Możliwość tryumfu Santorum w walce o nominację GOP potęguje głosy krytyczne wobec niego. Przede wszystkim chodzi o wybieralność kandydata. Dla wielu wyborców może się on okazać zbyt konserwatywny. Cieniem na jego karierze kładzie się klęska w kampanii w 2006 r. o kolejną kadencję w Senacie.

Wprawdzie miało to miejsce w fatalnym dla Republikanów roku wyborczym, kiedy stracili w tamtych wyborach większość w Kongresie, ale porażka aż 18 pkt proc. urzędującego senatora mówi wiele. Teraz Santorum liczy na przyzwoity wynik w prawyborach w New Hampshire 10 stycznia, jednak prawdziwa gra będzie się toczyć o zwycięstwo w Karolinie Południowej, która tradycyjnie ceni konserwatywnych kandydatów.

Na dobry wynik w Karolinie Południowej liczy także Newt Ginrich, jeszcze miesiąc temu prowadzący w ogólnokrajowych sondażach. Do obniżenia jego szans walnie przyczyniła się kampania negatywna, jaką prowadziły przeciw byłemu speakerowi Izby Reprezentantów organizacje polityczne (tzw. Super PAC-i) powiązane z Mittem Romneyem. To właśnie Romneya Gingrich definiuje jako głównego przeciwnika. Liczy na to, że sam będąc z Południa (był kongresmenem z sąsiadującej z Karoliną Płd. Georgii) uzyska poparcie południowego stanu. Odwołuje się przy tym do swojego konserwatyzmu, współpracy z prezydentem Ronaldem Reaganem, czemu przeciwstawia Romneya, a więc jego zdaniem umiarkowanego polityka z Massachusetts.

O wadze tego zarzutu świadczy anegdota z udziałem szefa personelu Białego Domu podczas prezydentury Regana Jima Bakera. Baker zapytany przed podróżą do Chin czy to jego pierwsza podróż do komunistycznego kraju, zaprzeczył, gdyż jak powiedział był już wcześniej w Massachusetts.

Na tym tle wyróżnia się Ron Paul. Wieloletniemu kongresmenowi z Teksasu udało się wygenerować entuzjazm wśród wielu młodych (w tym pierwszy raz głosujących) i niezależnych wyborców. 3. miejsce w Iowa i duże szanse na drugą lokatę w New Hampshire na pewno pokazują jego siłę, jednak jego poglądy w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego są krytykowane przez wszystkich pozostałych kandydatów GOP. W związku z tym Paulowi prawdopodobnie nie uda się uzyskać nominacji, pozostanie jednak otwarte pytanie czy zdecyduje się startować jako kandydat niezależny. Tą drogę podążył już bliski mu w poglądach były gubernator Nowego Meksyku Gary Johnson, który po tym jak otrzymał zaproszenie  tylko do jednej debaty Republikanów postanowił ubiegać się o nominację z ramienia Partii Libertariańskiej.

Możliwe scenariusze

10 stycznia podczas primaries w New Hampshire najprawdopodobniej zwycięży Mitt Romney. W tej sytuacji właściwie ostatnią szansę na powstrzymanie impetu jego kampanii będą stanowić prawybory w Karolinie Południowej 21 stycznia. Trend w sondażach wskazuje, że Romney także i tam jest faworytem. Pomaga mu znów ewentualne rozbicie głosów wśród kandydatów bardziej konserwatywnych. Zwycięstwo w Karolinie Południowej właściwie zagwarantuje mu nominację GOP. Z jego punktu widzenia byłoby to pozytywne, gdyż dzięki temu zaoszczędziłby siły i środki na decydujące starcie z prezydentem Barackiem Obamą.

Wojciech Biel

 Autor jest studentem politologii na Uniwersytecie Jagiellońskim i członkiem zespołu „Monitora polskiej Prezydencji 2011”. Prowadzi blog poświęcony kampanii wyborczej w Stanach Zjednoczonych w r. 2012 http://stanswingujacy2012.salon24.pl.

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Incitatus 2012-01-09
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com