Alina Kwapisz-Kulińska: Epoka porno-brutalna

internet052013-08-20. W latach 70. minionego niewesołego przecież stulecia istniało wiele całkiem wesołych kabaretów, dla których teksty pisało wielu całkiem inteligentnych satyryków. Tak było. Naprawdę. W końcu nie na darmo byliśmy najweselszym barakiem w obozie. Jednym z takich kabaretów była wrocławska „Elita”. Ja wiem, „to se ne vrati”. Ale teksty „Elity” na szczęście pozostały.

Wśród wielu jest piosenka, którą bardzo lubię, śpiewana przez Jana Kaczmarka, o pewnej brzydkiej Kryśce, co to „dokładnie wie / Że, no, niestety, nie jest zbyt ładna, / Lecz za to zgrabna… też jednak nie”. Ale ja nie o tym. Nie o wdziękach Kryśki, a raczej ich braku. Tylko o tym, co Kryśka lubi i co tworzy. Piosenka, jak się okazuje, o treści wcale nie błahej, a nawet, można rzec, ponadczasowej, twórczość Kryśki tak charakteryzuje:

„To są historie porno-brutalne
Co krew ścinają i jeżą włos
Piszą je Kryśki, miłe, zaradne,
Którym wdzięku poskąpił los”.

Aby jedna Kryśka to była. W naszych czasach mamy ich wiele. Do tego Maćki i Janki, Kaśki i Dominiki. Do wyboru, do koloru. Przy tym mają w rękach najpotężniejsze medium: Internet. Jego zawartość jest dopasowana do gustu każdego. Swoją porcję wiedzy i rozrywki znajdzie w nim i wysmakowany intelektualista, i dewiant. Nie w tym rzecz. Rzecz w tym, co u nas, w Polsce, się dzieje z informacją w Internecie. Ze zwykłymi wiadomościami. W ciągu dnia każdy z nas, użytkujących to medium, sięga do jakiegoś wybranego przez siebie portalu informacyjnego. Jedni z nas zapisali go sobie jako stronę startową przez przypadek, innym ktoś polecił, jeszcze inni, jak ostatnio ja, zmieniają tę stronę coraz częściej i w rozpaczy, szukając najmniej brukowej. Idzie mi przy tym o portal czysto informacyjny. Po bloku aktualnych, wiarygodnych i ważnych wiadomości, może mieć inne, z koniecznymi dzisiaj lżejszymi fiki-miki na temat gwiazd, diet, stresu i podróży. Nie muszę do tego sięgać. Na to się zgadzam. Mnie idzie o główny blok wiadomości. Kolejne portale i strony wyglądające na informacyjne od pewnego czasu w tempie przyśpieszonym obsuwają się nieodwołalnie w regiony kompletnie mnie zniechęcające. Także do życia. Za sprawą doboru informacji.

Tytuły z jednego dnia

Wirtualna Polska, jeden z portali ongiś z informacją wiarygodną: Katarzyna W. chciała wykopać ciało córki. Matka oskarża: policja zakatowała mi syna. Tornado nad Polską! Ogromne zniszczenia i ofiary. Alarmujące doniesienia: zagrożenie w całej Europie. Tragiczny wypadek. Pociąg wjechał w pielgrzymów. Dramat na Śląsku: 4 osoby w szpitalu. Zamiast uczyć, uprawiała z nim seks!

Dwa tytuły spoza kręgu porno-brutalnego, chociaż, jak widać, równie mocne: To on zastąpi Kaczyńskiego na stanowisku szefa PiS? Poseł PiS wkłada kij w mrowisko: „tylko Kaczyński…”.

Ten sam dzień, czyli poniedziałek 19 sierpnia 2013 roku. Onet z podtytułem: informacje, rozrywka, emocje. A więc i tytuły można podzielić na takowe trzy części. Chociaż trudno w nich zauważyć czystość gatunkową. Informacja niekiedy brzmi jak rozrywka i na odwrót. Tylko emocje zawsze osiągają wysokie „c”. To Meksykanie sprowokowali bójkę na plaży? „On może zastąpić Jarosława Kaczyńskiego”. Egipt: ponad 20 policjantów zabitych w zasadzce. Niemiecka prasa: Al-Kaida planuje ataki w Europie. Awantura po zakupach w MSZ, poszło o fotele. „Newsweek”: warszawiacy oszaleli na jej punkcie. Nowe doniesienia ws. śmierci księżnej Diany. Tragedia na stacji, pociąg wjechał w pielgrzymów. Bójka w Gdyni: „Rzucili piaskiem, pluli na nas”. Naukowcy wynaleźli niezawodny lek na stres? Boksy dla prostytutek. Mieszkańcy są oburzeni. Kilkadziesiąt pytonów w pokoju hotelowym.

Katastrofy wymieszane z prezesem PiS-u (nawiasem: też katastrofa), okraszone grozą i seksem, zwykle zdegenerowanym. Czy tak jest wszędzie? Gdy wpisałam w wyszukiwarkę „portal informacyjny”, znalazłam jeszcze kilka, które tak się mienią. Pomijam strony prasowe, telewizyjne i radiowe. Wybiorę jeszcze coś znane tylko z Internetu. Np. portal: Niezależna. O podtytule „Strefa Wolnego Słowa”. Menu skomponowane tak samo, a i potrawy niewiele się różnią od dwóch pierwszych. Tytuły na tę chwilę (godz. 11 rano): Zasadzka na policjantów w Egipcie. Tysiąc strażaków walczy z żywiołem. Tragiczny bilans długiego weekendu. Terroryści szykują ataki na kolej. Działania bojowe USA i Korei Płd. Zalegalizowali homozwiązki. Włochom grozi upadek rządu. Przepłacamy za wodę. Obronili miasto przed bolszewikami. Rosja przyznaje się do szantażu. Rozbito siatkę pedofili. CBA w siedzibie GUGiK. A więc prawie to samo, z lekkim przechyłem w stronę seksu oraz bulwersującą „ekskluzywną”, jak to się teraz mówi, wiadomością, że bolszewicy znowu przegrali; po rozwinięciu notki dowiedziałam się, że tym razem doszło do tego w Płocku.

W jakim świecie żyjemy

Portale w pogoni za kliknięciami czytających (czy raczej zaciekawionych) kreują świat sensacji, brutalności, ohydy. Można się tylko domyślić, jak się rozwinie sytuacja z Meksykanami pobitymi na plaży gdyńskiej przez kibiców-patriotów Ruchu Chorzów. Z informacyjnego plucia i rzucania piaskiem o godzinie 11 do południa, o godz. 4 po południu zrobi się wiadomość o tytule: To meksykańscy żołnierze ostrymi narzędziami zaatakowali nieuzbrojonych kibiców Ruchu. Pojawią się też nowe tytuły. np.: Rostowski nadal będzie szkodził. Rosja pod wodą. Tylko sprzedaż ‘GPC’ [„Gazeta Polska Codziennie”] idzie w górę. I to jest jedyna pozytywna informacja. Bo poza tym: Tragiczny bilans długiego weekendu. Wziął zakładnika w ratuszu. Niemcy wprowadzają trzecią płeć. Bo bez płci i seksu u Niezależnych ani rusz. Na koniec pytanie filozoficzne, acz podszyte grozą: To powstrzyma wprowadzenie euro?

Jak to przeżyć

Ten sposób informowania rodaków o tym, co się dzieje u nich i na szerokim świecie, wywołuje jedno pytanie. Jest już nie naiwne w swej rozpaczy i niemożności: „Jak żyć, panie premierze?”, ale dramatyczne: „Jak przeżyć?”. Nie wiem przy tym, czy ktokolwiek zna odpowiedź na to pytanie. Cała nadzieja w tym, że PiS dojdzie do władzy. To wtedy dopiero tytuły we wszystkich portalach internetowych, zwłaszcza tych niezależnych, należących do strefy wolnego słowa oraz młodej inteligencji (średnia wieku, na oko, 55 lat) będą referowały nam kolejne dni ery powszechnej szczęśliwości. Np. Banki w polskich rękach SKOK-ów. 3-milionowej młodej polskiej rodzinie przekazano samodzielne mieszkanie. Port w Elblągu rozpoczął działalność po przekopaniu Mierzei Wiślanej. Legia wygrała ze wszystkimi. Wszyscy przegrali z Lechem Poznań. Na plażach nie pojawili się ostatnio żadni cudzoziemcy. Wszystko tanieje na potęgę. Itd., itp. A że odwaga zdrożeje? I stracą robotę te wszystkie Kryśki, co teraz wymyślają tytuły porno-brutalne? No cóż. Nie można mieć wszystkiego.

Wszystko już było

Rzekł rabin Ben Akiba, a za nim Konstanty Ildefons Gałczyński, spopularyzowany przez „Kabarecik” Olgi Lipińskiej z czasów świetności. Sięgnijmy więc do łamów przedwojennych „Wiadomości Literackich”. Chociaż nie było Internetu, ich redaktorzy dostrzegali te same zjawiska, które i nas tak do życia zniechęcają. Tyle że wtedy dotykały prasy zwanej – słusznie – brukową. Na alarm biły pięknoduchy z warszawskiej ulicy Mazowieckiej. Oto przykłady tytułów przedwojennej prasy niższego lotu (kliknięcie na ilustracji otworzy obrazek w powiększeniu):

pornobrut

 Podpis ilustracji brzmiał: Reprodukowana tu tablica – to zestawienie tytułów i tytulików, zaczerpniętych z prasy brukowej (przeważnie warszawskiej) na przestrzeni kilku zaledwie miesięcy. Moralizować na ten temat byłoby rzeczą zbędną, ale trudno oprzeć się uczuciu obrzydzenia, gdy pomyśli się, do jakich celów służyć może słowo i mowa ludzka.

Ludzka? Zważywszy na rychłe postępy totalitaryzmu – nieludzka. Przy tym, zauważmy, tytuły z prasy przedwojennej zebrał Melchior Wańkowicz w ciągu „zaledwie” kilku miesięcy. My z podobną mową spotykamy się codziennie. My, jak my, ludzie doświadczeni choćby przez kontakt z „Trybuną Ludu”, „Walką Młodych” i „Żołnierzem Wolności”, jakoś sobie poradzimy, ale nasza młodzież? Ale dzieci? Oni znają już tylko czarny widok świata oferowany przez monitory komputerów, pracowicie wypełniane przez wyżej wymienione Kryśki. Jedno pociesza. Nie wierzę, aby lubiły to, co robią. Ani w to wierzyły. Tak jak nie wierzyli w to ani dziennikarze przedwojennych brukowców, ani ci z „Trybuny Ludu”. Komu więc jest potrzebne to czarnowidztwo i ta cała ohyda? No, koteczku, komu?

Alina Kwapisz-Kulińska

Nasza druga ankieta; weź udział koniecznie!

Print Friendly, PDF & Email

14 komentarzy

  1. bisnetus 2013-08-20
  2. jmp eip 2013-08-20
  3. bisnetus 2013-08-20
  4. jmp eip 2013-08-21
    • bisnetus 2013-08-22
  5. Alina Kwapisz-Kulińska 2013-08-21
    • Federpusz 2013-08-21
    • bisnetus 2013-08-22
      • Alina Kwapisz-Kulińska 2013-08-22
        • Marian. 2013-08-23
        • Alina Kwapisz-Kulińska 2013-08-24
  6. jmp eip 2013-08-21
  7. nickt 2013-08-21
  8. Wodziński 2013-08-26
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com