Stefan Bratkowski: Votum Separatum

Krótko: uważałem i  uważam sądzenie obu Generałów za nierycerskie i niehonorowe. Mimo ich niewątpliwej odpowiedzialności za wszystkie konsekwencje 13 grudnia 1981, których nawet nie przewidzieli. Musieli i muszą tę odpowiedzialność brać na siebie. Choć akurat piszący te słowa dobrze wie, co wiedział i wtedy – że nie był to ten najgorszy wariant, bo ktoś inny chętnie byłby się podjął zadania i na pewno nie pisałbym dziś tego tekstu. Radziecką receptą, której wysłuchałem bezpośrednio, było „tri tisiczy razstrielat’, a drugim pakupit’ patiefony”, nawet jeśli nie było na patefony… Niemniej odpowiedzialność pozostaje odpowiedzialnością.

Jednakże: w roku 1989 dotychczasowa klasa panująca pokojowo po przegranych wyborach oddała władzę i poddała się demokratycznemu rządowi bez protestów i aktów sabotażu – dzięki tym generałom. Świat uznał to za „cud polski” – ponieważ i opozycja, wyrzekłszy się użycia przemocy, władzę przejęła w trybie pokojowym. Późniejszy spokój ze strony ustępującej klasy panującej zagwarantowali ci generałowie – i to jest ich wkład w „cud polski”. Zrezygnowali z użycia siły dla obrony swej władzy. A dysponowali wszystkim – armią, policją, służbami specjalnymi, aparatem administracji, aparatem partyjnym, bankami i nomenklaturową obsadą stanowisk w gospodarce.

13 grudnia 1981 r. wbrew ustawom byłego państwa wypowiedzieli wojnę domową własnemu narodowi, pokonali go, paraliżując nasz opór, ale po ośmiu latach z własnej woli poddali się swemu narodowi. Niczym nie mogliśmy ich do tego zmusić. Uznali zwycięstwo przeciwników, odniesione kartkami wyborczymi. Ustąpili, zawierając pokój z narodem, i mieli prawo liczyć na wzajemną naszą lojalność. Nie zabija się (nawet moralnie) tych, którzy się w wojnie poddali. A to była wojna, choć zwana polsko-jaruzelską.

Nie wypadało dwadzieścia lat ciągać ich po sądach, trzymać pod społecznym pręgierzem, zamiast szukać wyjaśnień wszystkiego co było… A było więcej ofiar stanu wojennego, nawet nie wspominanych. Choćby ci, do których po wyłączeniu telefonów nie dojechało pogotowie. Nikt ich nie policzył. Tych, którzy zginęli, poczynając od kopalni Wujek, w sumie przez te lata kilkadziesiąt osób, można było przynajmniej spisać. Strat Polski przez osiem lat zatrzymania rozwoju bez żadnych reform też nie przeliczono. My jednak nie zabijaliśmy. To, że Solidarność ustrzegła się przemocy, kierując się naukami polskiego papieża i wezwaniem ks. Jerzego Popiełuszki „zło dobrem zwyciężaj”, odegrało niemałą rolę w polskim porozumieniu. Pomogła w nim także zapomniana modlitwa Ernesta Brylla ze słowami „Boże, uchroń nas od nienawiści” (na którą dziś chorują bohaterowie spóźnieni na barykady).

Ci, co umarli bez pomocy lekarskiej, i ci, co zginęli w wojnie polsko-jaruzelskiej, umarli i zginęli za naszą wolność – jak to na wojnie. Cena, jaką zapłaciliśmy za wolność i niepodległość, była jednak stosunkowo niska i to właśnie zachęciło inne narody obozu sowieckiego do sięgnięcia po wolność, a ich klasy panujące do pokojowej rezygnacji z władzy na rzecz demokracji. Nie mieliśmy też zamiaru pozbawić praw obywatelskich paru milionów ludzi, żyjących z poprzedniego ustroju, traktować ich jak bolszewicy „liszeńców”; sami chcieliśmy wręcz, by zamiast władzą, zajęli się robieniem interesów. Nie mieliśmy zamiaru mścić się – bo zemsta mogła by doprowadzić do wojny domowej, o której marzyli głupi „dekomunizatorzy”. Co do mnie, broniłem jedynie swojego prawa do nazwania mordercy mojego przyjaciela, ks. Popiełuszki, zbrodniarzem, ponieważ to sąd skazał go za zbrodnię, a sprawca zbrodni jest zbrodniarzem. Dla społecznego zatarcia skazania trzeba zaś odrobiny skruchy…

Od generałów można oczekiwać udziału w wyjaśnieniu rozmaitych szczegółów co do zjawisk i procesów tamtego czasu. Nie w trybie karnym. W trybie historycznej ciekawości. Nawet z zastrzeżeniem, że to i owo ujawni się dopiero za 50 lat…

Co do mnie, nie mnie cokolwiek wybaczać. Nie siedziałem w więzieniu, nie zostałem pobity. Nie wystawiałem rachunku za rozbite kolejno redakcje, w których pracowałem, poczynając od „Po prostu” w 1957 r., kończąc na „Życiu i Nowoczesności” w latach 1973 i 1981. Straciłem siedem najlepszych lat zawodowego życia jako bezrobotny w latach siedemdziesiątych i osiem w latach osiemdziesiątych; przetrwałem jednak, nie bez satysfakcji z tego, co robiłem. Nie szukałem tego kto, wydał rozkaz, by mnie „zlikwidowano”, rozkaz, którego wykonania odmówił podległy mu oficer (zdarzały się i takie rzeczy). Nie wnioskowałem w naszych czasach, by mnie uznano za „pokrzywdzonego”; powiedziałem, że to ja krzywdziłem były reżim. Choćby robiąc w miarę możliwości porządnie to, co mi przypadło do zrobienia.

O stanie wojennym i wojnie polsko-jaruzelskiej pisałem i mówiłem poprzez swoją „Gazetę Dźwiękową”, kiedy nie było to łatwe ani bezkarne. Ta wojna kosztowała mnie stratę dwóch najserdeczniejszych przyjaciół. Mimo to piszę to, co powyżej.

Stefan Bratkowski

 

Print Friendly, PDF & Email

35 komentarzy

  1. niezależny eskert 2012-01-13
  2. Gustaw Chlubek 2012-01-13
  3. narciarz2 2012-01-13
  4. narciarz2 2012-01-13
  5. Warszawiak 2012-01-13
  6. Leszek 2012-01-14
  7. Hazelhard 2012-01-14
  8. Marek Pędziwol 2012-01-14
  9. wersy 2012-01-14
  10. narciarz2 2012-01-14
  11. narciarz2 2012-01-14
  12. narciarz2 2012-01-14
  13. narciarz2 2012-01-14
  14. narciarz2 2012-01-14
    • Baczyński 2012-01-16
      • narciarz2 2012-01-16
  15. Kosa 2012-01-14
    • andrzej Pokonos 2012-01-15
      • Kosa 2012-01-15
        • andrzej Pokonos 2012-01-16
        • Kosa 2012-01-17
        • niezależny eskert 2012-01-16
        • andrzej Pokonos 2012-01-17
        • narciarz2 2012-01-16
    • BM 2012-01-17
      • Kosa 2012-01-18
        • andrzej Pokonos 2012-01-18
        • nowa kosa 2012-01-18
  16. narciarz2 2012-01-15
  17. narciarz2 2012-01-15
  18. niezależny eskert 2012-01-15
  19. wersy2 2012-01-16
    • narciarz2 2012-01-16
  20. narciarz2 2012-01-16
  21. wersy 2012-01-20
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com