Kazimierz Wóycicki: Niemieckie i polskie Prusy

Prusy stały się głównym motorem zjednoczenia Niemiec w 1870.  Niezwykła polityczna kariera państwa pruskiego, które z drobnego księstwa i polskiego lenna w niespełna dwieście lat, stało się w  wieku XIX  światową potęgą, rzucającą wyzwanie Francji a następnie Wielkiej Brytanii, musiała wzbudzać podziw. Hagiografizm niemiecko-pruskiej historiografii można łatwo zrozumieć. Przyczyniła się do tego, że „ducha Prus” uznano w dużym stopniu za istotę niemczyzny, jeśli nawet nie wśród wszystkich Niemców,  to z pewnością powstały stereotyp miał ogromną siłę oddziaływania.

Z polskiego punktu widzenia sprawa musiała naturalnie wyglądać zupełnie inaczej. Prusy były winne rozbiorom Polski, a w drugiej połowie XIX w stały się zagrożeniem numer jeden. Wzrost potęgi Prus musiał budzić strach i obawy o zachowanie narodowej tożsamości.

Militarna, ale przede wszystkim moralna, klęska jaka spotkała III Rzeszę, rozumiana była często jako zwycięstwo nad tą właśnie pruską odmianą niemczyzny i oznaczała też w konsekwencji wymazanie Prus z mapy Europy. Musiało to w oczywisty sposób dostarczyć Polakom satysfakcji, choć nader gorzkiej, wobec jakże trudnego położenia po roku 1945.

Również w Niemczech Prusy uznano za winne niemieckiej katastrofie i to zarówno na Zachodzie, jak i w Niemczech środkowych, które stały się teraz, właśnie w skutek klęski Prus Niemcami Wschodnimi, co synonimicznie zaczęło z czasem oznaczać NRD.  Paradoksalnie Polska wyszła z historycznego zwarcia całkowicie zwycięska. Prusy będące śmiertelnym niemal zagrożeniem dla polskości, znikły z mapy Europy, a terytorium Prus w dużej części przynależy do Polski.

Pytanie jednak, jak rozumieć dzieje Prus, i jakie miejsce zajmuje ten problem w stosunkach polsko-niemieckich.

Prusy i Rzeczpospolita szlachecka. Co by było gdyby?

Można  w ramach spekulacji historiograficznej i modnej historiografii „co by było gdyby” wyobrazić sobie całkiem  inny rozwój stosunków prusko-polskich. Przesłanki do takich spekulacji nie są aż tak trudne do zauważenia. Przede wszystkim  można wyobrazić sobie Prusy, jako część Polski ze skromną tylko pruską  komponentą. Posłuchajmy jednego z najwybitniejszych polskich historiografów XIX wieku Michała Bobrzyńskiego:

Kandydatem do tronu polskiego najbliższym , który Polsce największe przynosił korzyści, był książę Pruski Jerzy, który w roku 1568 po ojcu swoim Albercie nastąpił i na sejmie lubelskim z roku 1569 uroczysty hołd złożył. Wkładając na jego głowę korone wcielała Polska na zawsze Prusy książęce i niweczyłaby na zawsze to niebezpieczne buty germańskiej gniazdo. Ale książę pruski, niewątpliwy następca po Zygmuncie Auguście, w razie gdyby w Polsce zwyciężyła reformacja, po jej upadku był niemożebny. August odsunął go jeszcze więcej od tronu, zaprzeczając mu miejsca w polskim senacie, a tak dynastię hołdowniczą odepchnął i niebacznie w ramiona Niemiec ją rzucił.

W Polsce tzw. „hołd pruski” uważa się często za  jeden z najpoważniejszych strategicznych błędów polskiej polityki XVI wieku. W powszechnym wyobrażeniu walka z Zakonem Krzyżackim (utożsamianym z Niemczyzną) nie kończy się ostatecznym zwycięstwem, które było w zasięgu ręki, lecz wspaniałomyślnym gestem polskiego monarchy. I owi tak wspaniałomyślnie potraktowani Hohenzollenowie staną się w kilka wieków później grabarzami państwa polskiego.

Po niemieckiej stronie o hołdzie pruskiej zwykle się zapomina. Zapomina się o tym, że dzięki panującej w owym czasie tolerancji religijnej polski monarcha uznał pierwsze niemal w Europie „protestanckie”  państwo.

Tekst Michała Bobrzyńskiego zawiera z oczywistych względów negatywne określenia takie, jak „buta germańska”. Prusy, jego zdaniem, to przede wszystkim, „germańskie gniazdo”, zawiera jednak też sugestię, że bieg dziejowych zdarzeń potoczyć się mógł inaczej.  Historyk całkiem łatwo wyobrazi sobie sytuację, w której w taki czy inny sposób doszło do mariażu dwóch jednostek politycznych – wielkiej w owym czasie Rzeczpospolitej i małych wówczas jeszcze Prus.

Najpewniej historia, zarówno dzieje Niemiec, jak i Polski, przybrałyby zupełnie inny bieg. Kulturowa i osadnicza ekspansja niemczyzny na Wschód nie znalazłaby oparcia politycznego w ambitnym państwie pruskim. Pluralizm kulturowy Rzeczpospolitej zyskał by jeszcze jedną, obok polskiej, litewskiej, białoruskiej i ukraińskiej, także niemiecką  komponentę, która  stała by się silniejsza i bardziej widoczna.  Jak wpłynęłoby to na późniejsze narodotwórcze procesy w kilka wieków później, próżno jest spekulować. Jedynie żartem można by domniemywać, że Herder i Kant, mówili by nie tylko po niemiecku i łacinie, ale i po polsku.

Przesłanek do spekulacji dostarcza też wiek XVIII. Polska stojąc przed wyborem monarchy,  po niezbyt szczęśliwym mariażu z Wettinami, może wybrać króla Prus. Mariaż taki połączył dwa skrajne, ale uzupełniające się żywioły –  republikanizm polskiej szlachty z kształtującym  się nowoczesnym na ówczesne czasy  państwem pruskim. Dwie interpretacje europejskie spotkać by się mogły w jednym organizmie politycznym. Być może dodałyby się też zalety obu tworów państwowych, a wady zniosłyby się.   Pragnienie nowoczesnego porządku nie stanowiłoby przeszkody dla rozkwitu wolności. Prusy poszłyby w innym kierunku, nie skłaniając się ku autorytarnym tendencjom, a Polska nie utraciłaby by bytu państwowego.

Jak wiemy  i tym razem nic z tego nie wyszło. Prusy i Polska zostały skazane na wrogość. W wieku XIX trudno spekulować już o jakimkolwiek mariażu. Wzajemne wrogość i antagonizm wyklucza takie spekulacje, jeśli nie mają one przekroczyć zdrowego rozsądku.

Dziewiętnastowieczne starcie

Dzieje zrealizowały w XIX wieku najbardziej konfliktowy scenariusz stosunków polsko-pruskich. Przewaga leżała jednoznacznie po stronie Prus.  Prusy stały się jednym z grabarzy Rzeczpospolitej. Istniała też w Prusach potrzeba uzasadnienia tego wyboru, co stanowi przyczynę powstania takich antypolskich stereotypów, jak „polnische Wirtschaft” lub „polnischer Reichstag”. Z czasem Polaków i polskość przestano traktować jako jakikolwiek podmiot polityczny. Wschód stał się przedmiotem kolonizacji, prusko-niemiecki nowoczesny rozwój miał  całkowicie przeważyć szalę, co „niżej” stających cywilizacyjnie Polaków miało pozbawić ich tożsamości.

Procesy modernizacyjne XIX wieku cechuje jednak wiele paradoksów. Mimo absolutnej przewagi Prus, polskość nie pozostawała bez szans i to w dużym stopniu w skutek spontanicznych procesów społecznych. Przyczyniły się do tego m.in. procesy industrializacyjne i związane z nim demograficzne. Niemiecka industrializacja związana była z zachodnią częścią kraju i w ogromnym stopniu z obecnym terenem Nadrenii-Westfalli. W tym kierunku ciąży fala wewnątrz niemieckiej migracji, pozbawiając Wschód części niemieckiego żywiołu. Polski element w zaborze pruskim nie tylko nie słabnie, ale nawet zwiększa swoje znaczenie.

W Polsce często się o tym zapomina, ponieważ obraz szerszego społecznego procesu przysłaniają dzieje tzw. „polonii” w Zagłębiu Ruhry. Dostrzega się migrację polskiego żywiołu na Zachód, a jednocześnie nie docenia się jaki wpływ wywierała industrializacja  na społeczeństwo niemieckie.  Zarówno w polskiej, jak i w niemieckiej świadomości Polacy migrują na Zachód, a jednocześnie nie zauważa się, że proporcjonalnie jest ich coraz więcej na Wschodzie.

W drugiej połowie XIX wieku w polskiej myśli politycznej toczy się spór o to, którego z zaborców należy uznać za głównego wroga.  Inaczej mówiąc – z kim póki czas kolaborować, a z kim walczyć. I rzecz ciekawa: chociaż powstania narodowe skierowane są przede wszystkim przeciw Rosji, to jednak Prusy postrzegane są jako coraz groźniejsze, ponieważ po stronie polskiej dostrzega się nowoczesność państw pruskiego i zacofanie carskiego imperium. Rodzi to w Polsce swoisty kompleks, wobec nowocześniejszych i lepiej zorganizowanych Niemców. Przy czym należy zauważyć, że dla większości Polaków styk z niemczyzną to przede wszystkim styk z pruskością.

Istotna jest też  obserwacja, że po stronie polskiej odzyskanie niepodległości w roku 1918 przypisuje się przede wszystkim czynowi zbrojnemu i tylko w małym stopniu dostrzega się znaczenie procesów społecznych.  Być może przyczynił się do tego fakt, że nowoodzyskane państwo polskie zmuszone było toczyć wojnę z Rosją bolszewicką i chwała tego zwycięstwa stała się niemal mitem założycielskim II Rzeczpospolitej. W niczym nie zmienia to jednak faktu, iż w tym samym czasie niepodległość zdobywają także inne narody: Czesi, Słowacy, Litwini, Łotysze  także zdobywają  niepodległość. Są to społeczności polityczne znacznie mniejsze od polskiej, a jednak dobiły się swojej niezależności i bynajmniej nie orężem.

We wszystkich tych przypadkach grunt przygotowały procesy społeczne. Nowoczesność, z jej szybkim wzrostem demograficznym, urbanizacją i industrializacją, szkołą powszechną oraz wzrostem wykształcenia i tym co nazwać wypada mentalnością demokratyczną – paradoksalnie w wielu przypadkach bardziej sprzyjały słabszym a nie silniejszym.

Gdyby to spostrzeżono, być może polskie kompleksy wobec Prus byłyby o wiele mniejsze. Zauważono by, że Prusy zostały pokonane przez Polaków w roku 1918 ale i znacznie wcześniej. Najprawdopodobniej takie rozumienie sytuacji pomogło by też pruskim Niemcom łatwiej zaakceptować wynik wojny, przynajmniej na Wschodzie. Tak się jednak nie stało.

Dla Prus wyrosłych w XIX-tym wieku z wielkich ambicji, przegrana z lekceważoną przez nich Polską była nie do zaakceptowania. Nie starano się przemyśleć dawnych antypolskich stereotypów. Impuls do tego, mimo wszystkich jej dwuznaczności, mogła dać koncepcja „Mitteleuropy” Neumanna. Nikt jednak nie usiłował rozwijać dalej jego myśli wyciągając wnioski z poniesionej porażki. Wprost przeciwnie. Urażoną pruską ambicję leczono wzmocnieniem antypolskich nastrojów i antypolskich stereotypów. Drogi Prus i Polski rozeszły się jeszcze bardziej.

III Rzesza i Prusy

Okres II wojny nie zmienił w Polsce stereotypu Prus. Nic do niego nie dodał i w pewien sposób odsunął go w cień. Niemiec nadal mógł być stereotypowo nazwany „prusakiem”, a niemczyzna była „prusactwem” – z całą pogardliwa dwuznacznością tego słowa – ale jeszcze częściej negatywny stereotyp Niemca zaczął się wyrażać przede wszystkim w słowie „hitlerowiec”.

Mimo, że w powojennej propagandzie komunistycznej nazwa „Prusy” jest jednoznacznie kojarzona z III Rzeszą, to jednak termin „Prusak” staje się coraz bardziej antykwaryczny. Prus już nie było i zło wojny widziano w Niemczech, a nie w kraju, który zniknął z mapy Europy i którego większość terytorium zamieszkana była przez polskich osiedleńców.

Z czasem Prusy zaczęły budzić nawet pewien sentyment, jako krajobraz ze znajdywanych na strychach starych kartek pocztowych, tajemniczej przeszłości miejsc, w którym przyszło spędzić dzieciństwo znacznej części Polaków. Nie pozbawione snobizmu kontakty pruskiej hrabiny, mającej niemały wpływ na intelektualną atmosferę w Niemczech oraz pochodzącego chłopskiej rodziny, nie mniej wpływowego polskiego dziennikarza i polityka – sprawiły, że niekiedy można było odnieść wrażenie, iż z niektórymi „Prusakami” nawet łatwiej jest się nam dogadać niż z innymi Niemcami. Późniejsze kontakty przynosiły nawet tego potwierdzenie, jeśli wspomnieć tak zasłużone dla polsko-niemieckich relacji postacie jak Christian von Krockow czy Rudolf von Thaden.

Trzeba jednak powiedzieć, że to właśnie tereny Prus są zarówno miejscem dużej części nazistowskich obozów koncentracyjnych, jak i miejscem niewolniczej pracy setek tysięcy Polaków. Przeciętni mieszkańcy Prus nie wydają się ani trochę bardziej litościwi dla Polaków od innych Niemców.

Pierwszy powojenny burmistrz Darłowa, którym był Kazimierz Dulewicz, wcześniej  więzień Potulic, przybył do Darłowa (noszącego wówczas nazwę Ruegenwalde, słynnego na całe Niemcy z produkowanej tam kiełbasy) – by stać się robotnikiem przymusowym. W swoich pamiętnikach opisuje następującą scenę:

Oglądali każdego Polaka indywidualnie., badając silę mięśni, zaglądając w oczy i sprawdzając stan uzębienia. Nie obeszło się oczywiście przy tym od dość mocnego poklepywania mężczyzn i obmacywania kobiet na oczach mężów, ojców lub braci. W ten sposób jednostka polska, bez względu na więzi rodzinne, była rozdzielana przez brutalnego Niemca. Nie pozwalał on nawet na pożegnanie się wybranego robotnika z resztą swojej rodziny, wręczał urzędnikowi Arbeitsamtu 20 RM za koszty transportu.

Podobny stosunek do Polaków nie cechuje jedynie niemieckich prowincjonalnych drobnomieszczan, którzy kupują sobie polskiego niewolnika. Nie kto inny jak Lehndorf,  w swoich skądinąd niezwykle ciekawych „Ostpreusiches Tagebuchern” opisuje powojenne cierpienia Niemców, nie zauważając jednocześnie, że w niewielkiej odległości od jego majątku funkcjonował obóz koncentracyjny.

Sama też utrata wschodu, w potocznej niemieckiej pamięci społecznej wydaje się z być związana przede wszystkim z rokiem 1945. Choć w istocie był to obarczony tragedią dziesiątków milionów ludzi i wielu narodów proces, jaki zapoczątkował nie tyle nawet sam wybuch  II wojny światowej we wrześniu 1939 r, co podpisany w sierpniu tego samego roku  pakt Hitler-Stalin. W jego rezultacie Europa środkowa, jaka wyłoniła się po I wojnie, w rezultacie polityki prezydenta Wilsona i traktatu Wersalskiego, zapada się ponownie i przestaje istnieć jako zespół samodzielnych podmiotów politycznych,  na lat dokładnie pięćdziesiąt. Jej ponowne odrodzenie nastąpi dopiero w roku 1989.

Ta tragedia Europy środkowej, która pod panowaniem sowieckim przeżywać będzie los „Europy ukradzionej”, jak nazwał to Wacław Havel, stanie się współudziałem części samych Niemców, który zostają  zmuszeni do życia we wschodniej części  podzielonego państwa. Owa wspólnota losów nie zostanie jednak w Niemczech po 1989 dostatecznie zauważona.

Być może w twórczości Johannesa Bobrowskiego dostrzegać można próbę pogłębionej refleksji tej właśnie sprawy. Jego koncepcja „Sarmacji”, która z oczywistych względów nie mogła być rozwinięta, z powodu państwowej cenzury, zawiera wiele pasjonujących choć i wieloznacznych wątków.

I jeszcze jedno. Dla Europy środkowej, również tej  jaka wyłoniła się po I wojnie, charakterystyczna była mieszanina kulturowa, stanowiąca o szczególnym klimacie tej części kontynentu. Polacy, Ukraińcy, Białorusini,  Żydzi i Niemcy, a także wiele innych narodowości i grup etnicznych – wszyscy żyli tu od wieków obok siebie. Nazistowskie i sowieckie ludobójstwo oraz przymusowe migracje podczas II wojny powodują  tragiczny kres tej wielości. Ów koniec Europy środkowej jest wynikiem świadomej polityki i planów zarówno Stalina jak i Hitlera. Nazistowska Rzesza dążyła do stworzenia sobie „przestrzeni życiowej”, sowiecka Rosja otaczanie się pasmem satelickich państw pseudonarodowych. Brak dostatecznej na ten temat refleksji utrudnia stronie niemieckiej zrozumienie tego co się stało i dostrzeganie dziejowych przyczyn.

Geopolityka i  Prusy imaginaire

Należy przede wszystkim zauważyć, że szukając po roku 1989 lepszego obrazu dawniejszej przeszłości stosunków polsko-niemieckich sięgnięto do przykładu stosunków saksońsko-polskich. Na marginesie można zauważyć, że nie sposób było sięgać po przykład stosunków polsko-ogólnoniemieckich (chyba że głębokiego średniowiecza, co uczyniono przywołując zjazd gnieźnieński  z roku 1000), bowiem Niemcy jako całość posiadają, w porównaniu z Polską,  dość krótką tradycję jednolitej państwowości. Sascy Wettini, jako królowie polscy, świetne nadawali się na historyczne medium polsko-niemieckiego pojednania. Wydaje się jednak, że to właśnie dogadanie się w trudnej sprawie Prus byłoby znacznie istotniejsze. Temat jednak pozostał dla obu stron na uboczu.

Dzieje Prus być może należałoby więc spisać  na straty, jako materiał dla polsko-niemieckiego zrozumienia i pojednania. Skoro Niemcy nie bardzo radzą sobie ze swoją podejrzaną nostalgią, a Polacy nie koniecznie swój sposób zagospodarowania pamięci chcą wiązać z pamięcią o samych tylko Prusach, to można by z tego wyciągnąć wniosek, że Prusy są nam niepotrzebne – tym bardziej, że już nie istnieją. Byłby  to jednak wniosek pospieszny i nawet w praktyce trudny do zrealizowania. Przeszłość bowiem zawsze wyłania się jako pamięć wciąż na nowo.

Polskie nabytki terytorialne po II wojnie i utrata Wschodu oznaczało niezwykle poważne przesunięcie terytorialnego punktu ciężkości ku Zachodowi. Było to historycznym paradoksem, bowiem politycznie Polska, wepchnięta do sowieckiego bloku, przesuwała się daleko na Wschód. Należy jednak zauważyć, że w głębszej, strategicznej warstwie polska pozycja geopolityczna uległa zasadniczej zmianie i wcale nie na niekorzyść, co ujawnił dopiero rok 1989 oraz następujące po nim dekady. Polska przestała leżeć miedzy Rosją a Niemcami, choć społeczna percepcja tego faktu w samej Polsce zmienia się powoli, co zrozumiałe jest ze względu na inercję masowych wyobrażeń.

Chodzi jednak nie tylko o zmianę geopolitycznego położenia Polski. Przesunięcie Polski na Zachód umożliwia też ukształtowanie się państwowości ukraińskiej, białoruskiej i litewskiej. Procesy narodotwórcze wyhamowywane w XIX wieku granicami imperiów lub będące w części wieku XX ich pozostałością (później oczywiście głównym hamulcem była dominacja rosyjskiego komunizmu), mogły – dzięki nowym granicom, jakie były związane z przesunięciem Polski na Zachód – znowu nabrać tempa.

Mówiąc o nowej geopolitycznej pozycji Polski trzeba jednocześnie wskazać na nowe geopolityczne znaczenie całej Europy środkowej. Polska jest istotną, ale przecież nie jedyną częścią bogatej mozaiki, jaką tworzuy ten region. Europa środkowa,  jako obszar o samodzielnym w jakimś stopniu geopolitycznym znaczeniu, pojawiła się na krótko po I wojnie, (choć była tworem kruchym i wciśniętym między potęgi, które dążyły do dominacji nad nią). Wraz paktem Hitler-Stalin zniknęła na półwieku pozbawiona politycznej niezależności. Wyłoniła się znowuż w roku 1989 jednak już z przesłankami na znacznie większą trwałość i stabilność niż w poprzednim burzliwym okresie 1918-1938/39.

Jednym z istotnych warunków tej zmiany było przesunięcie Polski na Zachód. Ale można to sformułować też inaczej – warunkiem tego procesu było zniknięcie Prus.  Dlatego namysł czym były Prusy, (jeśli do zrozumienia historii przywiązujemy znaczenie, jako czynnika towarzyszącego polityce), ma swoją wagę. Trudno też wyobrazić sobie, aby można było pisać historię Europy bez historii Prus – nawet, jeśli nie ma ich jako tworu politycznego. Źle skonstruowana pamięć o Prusach może się jeszcze pośrednio przyczyniać do  wielu przyszłych napięć i konfliktów. Lepiej więc w istocie zastanowić się, jakiej pamięci o Prusach potrzebujemy i jaka może być polsko-niemiecka pamięć o Prusach oraz w jakim stopniu może być ona wspólna.

W obecnym stanie dyskusji można jedynie wstępnie postawić niektóre niezbędne pytania. Zresztą w większości przypadków  odpowiedzieć na nie będzie mogła być tylko spekulatywna.

Pierwsze pytanie dotyczy tego, czy Prusy mogły ukształtować się samodzielnie w państwo narodowe. Wydaje się, że „prawidłowo” przebiegający proces modernizacji do tego właśnie w Europie prowadził. Spekulatywna odpowiedź może być jednak negatywna. Jest wiele takich niespełnionych możliwości. Na przykład szczecińskie Księstwo  Bogusława, które miało tyle na to przesłanek, dzięki bogatej kulturze XVI wieku, a jednak  nie stało się którymś z kolei państwem bałtyckim, tak jak zostały nimi  Estonia czy Łotwa – wcześniej wiejskie społeczności, pozbawione zdawałoby się przesłanek na silniejszą tożsamość.

Prusy inaczej. Stały się potęgą, ale nie stały się samodzielnym państwem narodowym. Domyślnym powodem, może być zbyt silny żywioł Polski wewnątrz Prus, poszerzonych rozbiorami Polski. Być może to właśnie podświadomy lęk przed polskością (słowiańszczyzną) wyzwolił w Prusach antypolskość. I właśnie te na swój sposób oświecone i nowoczesne Prusy, które tak mało miały przesłanek na samodzielne państwo narodowe, zaczęły jednoczyć jako państwo narodowe o wiele większe od siebie Niemcy.

Jedynie pouczającym żartem mogłoby być pytanie, czy największe szanse na zostanie państwem narodowym miałyby  Prusy w granicach  NRD, gdyby oczywiście nie to, że byt tego satelickiego tworu od samego początku był sztuczny i nader krótki. Prusakom pozostałoby zdominować jedynie Saksończyków.

Następne istotne pytanie brzmi, czy przeszłość  Prus bardziej przynależy  do dziejów Niemiec, czy Europy środkowej? Prusy były pasjonującym tworem nie tyle na granicy samych Niemiec (które przecież przez wieki nie były żadnym jednolitym państwem jak Francja czy Polska), lecz pozostawały na pograniczu niemieckości.  Owa graniczna i peryferyjna do pewnego stopnia sytuacja Prus winna również frapować.

I wreszcie pozostaje pytanie: czy dzisiejsza pewna obojętność i dystans wobec Polski w  Niemczech nie są związane ze zniknięciem Prus? Prusy wciąż leżą między Polską a współczesnymi Niemcami, jako nie zagospodarowana wspólnie przeszłość. Czy więc pamięć o Prusach może być pomostem w polsko-niemieckim dialogu? I jak ten pomost budować?

Przezwyciężenie niemieckich kompleksów związanych z  pozbawioną politycznego rozsądku historią musi zajmować przede wszystkim samych Niemców. Po części chodzi w tym wypadku o dzieje Prus i przyczyny ich likwidacji. I – podobnie jak polskie kompleksy, związane z polską martyrologią – muszą być przezwyciężone przez samych Niemców.

Wspomnienie o Prusach ma swoje istotne choć różne miejsce w zbiorowej psychologii obu narodów. Trudno wyzbyć się tych kompleksów pielęgnując obraz Prus jako wroga, albo starając się o nich zapomnieć, ponieważ ich dziedzictwo, w którego jest się w posiadaniu, jest niewygodne i ciąży.

Jeśli tematyka Pruska miałaby się stać (jak niekiedy już bywa) pomostem między Polakami i Niemcami, to Prusy potrzebują nowej opowieści. Jestem przekonany, że udzielanie odpowiedzi na takie pytania może poważnie wzbogacić nasze zrozumienie przeszłości i ułatwić zrozumienie, jak dzisiaj się do niej odnosimy, a także czy nasza pamięć społeczna nie zawiera wciąż toksyn, które trzeba rozpoznać, by się ich pozbyć.

Są to kwestie wciąż istotne dla polsko-niemieckiego dialogu. Nie potrzebne są nam Prusy, o których Polacy i Niemcy mają dwie zupełnie różne opowieści: jedna to opowieść o hydrze, którą szczęśliwie zduszono i po której zostały stare pocztówki dla polskich kolekcjonerów oraz druga: o utraconym raju, który co prawda został zbrukowany przez Hitlera, ale który można wspominać z nostalgią, jeśli sięgnie się do czasów nieco dawniejszych i szczęśliwsze czytając Theodora Fontane.

Myślę, że możliwość opowieści, która mogłaby pomóc obu stronom kryje się właśnie w wyobrażeniu, że historia Prus mogła potoczyć się zupełnie inaczej. Właśnie Prusy imaginaire, których przeszłości zadajemy pytania poszerzające nasze zrozumienie europejskich dziejów, Europy środkowej, stosunków polsko-niemieckich mogą być nam dziś przydatne i pomocne.

Paradoksalnie materialne dziedzictwo Pruskie są w stanie zachować przede wszystkim Polacy. Ale tym lepiej je przechowają, im lepsze będą stosunki polsko-niemieckie. W taki sposób pamięć o Prusach stała się zakładnikiem  procesu integracji europejskiej.

Kazimierz Wóycicki

 


 

Pełna wersja tekstu patrz: http://kazwoy.wordpress.com/niemcy/niemieckie-i-polskie-prusy/

Tekst opublikowany po niemiecku w: Zeitschrift für Ideengeschichte,  Heft V/4 Winter 2011.

 

 

 

 

 

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. andrzej Pokonos 2012-01-19
    • andrzej Pokonos 2012-01-19
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com