Andrzej Lewandowski: Panna Maja – srebrna, w odcieniu złota

wloszczowska12013-09-01.

ECHA WYDARZEŃ: Nastrój pewnego zmartwienia wiążę z piłką.

Po pierwsze – że świetny bramkarz Legii (Słowak, nasi czołowi grają „ w świecie”) doznał takiej kontuzji w meczu, w którym znów był podporą drużyny, że czeka go długie leczenie. Boli  – jego, boli – zespół, (mimo że uczucie łagodzi powrót na pozycję ligowego lidera), pośrednio bardzo boli życzliwych sympatyków.  A tych po interwencjach na drodze ku Lidze Mistrzów przybyło.

Po drugie – martwię się… radością (także komentatorów), że piłkarz – filar Śląska, p. Sobota zmienia barwy klubowe na zagraniczne. Stan kasy Śląska to poprawi, ale sportowej jakości ubędzie. A niedawno dwie bolesne porażki (europejskie, 0:5 na swoim boisku) informują o zakręcie, nie o marszu prostą drogą… Ku rzeczywistemu awansowi.

Są dwa tematy, których ominąć nie wolno, ale… radować się trudno.

Nasi dżudocy nie zdobyli ani jednego medalu w mistrzostwach świata. Wypadek przy pracy? Nie uwierzę w grymas fortuny. Coś złego się dzieje, jeśli w sporcie, w którym przez kilka olimpiad (miara czasu – czterolecie) byliśmy w elicie. Legień, Nastula, inni… A teraz – podium tylko do oglądania.

Wioślarze (ściślej – wioślarki) z jednym – brązowym  –medalem mistrzostw świata. Dla zdobywczyń – sukces godzien gratulacji, dla dziedziny sportu  – więcej niedosytu niż radości.

Fakt, w roku poolimpijskim różnie bywa. Pokoleniowe zmiany warty, rok trochę relaksowy dla części elit – ale czy tylko to weszło w grę?

Po zadumie czas radości. Pani Maja Włoszczowska została wicemistrzynią świata w kolarstwie górskim. O 5 sekund przegrała złotą pozycję, a walczyła do końca. Jest uśmiechnięta, już zasłużona, ale wciąż głodna sukcesów. Mimo, że rejestr światowych osiągnięć już bardzo długi, a metryka wciąż sprzyja – urodzona w listopadzie 1983… Wielkie brawa, wielkie uznanie.

Tytuł drugiej na świecie budzi respekt, ale jeszcze większy przywołuje pamięć. Że w ogóle – jest w tym ściganiu mistrzyń! Przecież przed igrzyskami w Londynie kolarka w pozornie mało groźnej sytuacji doznała takiej kontuzji nogi, że potrzebne były – operacja, długa kuracja, rehabilitacja i wiele miesięcy walki o powrót do sportu. Wcześniej bywały upadki i wypadki, bo tak ryzykowny to sport, ale… „Po urazie głowy, którego doznałam w Canberze (przed mistrzostwami świata 2009), nie trenowałam tylko przez dziewięć dni. Teraz przerwa trwała aż trzy miesiące, a kolejne zajęła mi rehabilitacja. Poza tym twarz odgrywa w kolarstwie dużo mniejszą rolę niż noga…” Panna Maja lubi i potrafi pożartować… Za to, na rowerze nie żartujeTwarda w walce! I wymagająca od siebie.

Młoda, uśmiechnięta, urodziwa, obecna też w świecie wirtualnym – często ją spotykam na Facebooku; urodzona w Warszawie, ale mieszkająca i na zabój zakochana w Karkonoszach.

Do tego – magister inżynier. Jest absolwentką matematyki finansowej, którą studiowała na Wydziale Podstawowych Problemów Techniki Politechniki Wrocławskiej. „Skoro zaczęłam studia, nie wyobrażałam sobie, że mogłabym ich nie skończyć. Poza tym kariera sportowa w każdej chwili może się skończyć. A solidny zawód zawsze jest w cenie. Przez pięć i pół roku żyłam tylko studiami i sportem. Kosztowało mnie to dużo wysiłku, ale się udało!” Komentować? Wystarczy słowo uznania… Pewnie nawet więcej słów…

Mam do przekazania jeszcze jedno echo. Fragmenty notatki p. Grzegorza Sudoła, chodziarza, który w niedawnych mistrzostwach świata wypadł bardzo dobrze. Teraz na Facebooku poinformował: „…Dziś startowałem w Gdańsku w ramach Ligi Ekstraklasy na 5 km i uzyskałem fajny rezultat jak na koniec sezonu. Zwyciężyłem z czasem 19:22:00… PS. Dziś przy okazji pobiłem rekord Polski weteranów…R. Korzeniowskiego, który wynosił 19:32, ale był to jego międzyczas z dystansu dłuższego. Od 3 dni mój wiek upoważnia mnie do startu w kategorii weteranów…hehe…” Też nie komentuję. Przekazuję oraz podziwiam…

Andrzej Lewandowski

Nasza druga ankieta; weź udział koniecznie!

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com