Sergiusz Najar: Cztery reformy, czyli Buzek na wózek

buzek2013-09-07. Wbrew obiegowej opinii ukształtowanej przez największe media, Polska nie przystępowała do „wielkiej transformacji” kompletnie bezradna. Grunt został przygotowany dzięki żmudnej pracy prof. Zbigniewa Messnera i prof. Zdzisława Sadowskiego, a potem dzięki politycznej wyobraźni i ekonomicznej kompetencji Mieczysława F. Rakowskiego i Władysława Baki. „Solidarność” przejmowała kraj z uwolnionymi cenami żywności, ze zbudowanymi podstawami ustroju demokratycznego, z pierwszymi prawnymi ramami umożliwiającymi wchodzenie na polski rynek kapitału zagranicznego, z ograniczonym do minimum systemem licencji i pozwoleń na działalność gospodarczą. „Co nie jest zabronione, jest dozwolone” – to było zawołanie ostatnich lat PRL, w żadnym innym kraju tzw. „bloku wschodniego” nie do pomyślenia.

Potem Aleksander Kwaśniewski, Leszek Miller, Włodzimierz Cimoszewicz i Marek Borowski byli rozumną i konstruktywną parlamentarną opozycją wobec rządów Tadeusza Mazowieckiego i Jana Krzysztofa Bieleckiego, które realizowały tzw. „plan Balcerowicza”. To wówczas narodziło się słowo, które choć znane wcześniej, nabrało całkiem nowego znaczenia i zrobiło największą polityczną i propagandową karierę: „reforma”. „Reforma” stała się kategorią totalną, stała się kanonem i miarą poprawności działań polityka, partii politycznej lub rządu, zastrzeżoną wyłącznie dla koncepcji TINA (There Is No Alternative): nie ma alternatywy dla neoliberalnego modelu gospodarki, zadekretowanego globalnie w USA za rządów Ronalda Reagana i wzmocnionego naszym europejskim „thatcheryzmem” końca XX wieku. Pojawienie się Nowych Rynków Wschodzących w tym Polski, było świetną okazją, aby zastosować najbardziej radykalną i – prawdę mówiąc – prymitywną receptę transformacji ustrojowej z nieudolnej gospodarki planowania i redystrybucji na dynamiczną gospodarkę totalnej prywatyzacji, liberalizacji rynków i urynkowienia pracy.

Za „pierwszego Balcerowicza” – w latach 1989-91 oraz 1992-93 zostały stworzone podstawy dla pełnej transformacji gospodarki, jej prywatyzacji i deregulacji poprzez zmiany ustawowe oraz dla powstania instytucji państwa kapitalistycznego. Pozostał jednak problem podstawowy: jak budować kapitalizm i kapitalistyczną, znaczącą klasę średnią bez kapitału i z niewielką grupą właścicieli. Szybką receptą była reprywatyzacja oraz idea uwłaszczenia lub kuponowej prywatyzacji (silnie zrealizowana w Republice Czeskiej). Polsce – po tragicznej historii zniszczeń i przesiedleń II wojny światowej – pozostała droga powszechnego uwłaszczenia, owe słynne „100 mln” Lecha Wałęsy wykonane w formie Narodowych Funduszy Inwestycyjnych z ich świadectwami udziałowymi. I druga – budowanie kapitalizmu giełdowego poprzez pośrednie lub bezpośrednie inwestycje w akcje korporacyjne. Ani jednak NFI, ani prywatyzacja nie budowały, niezbędnego modelu kapitału. NFI, wprowadzane niechętnie i na niewielką skalę, zostały rozgrabione przez firmy zarządzające, a jako impuls do tworzenia „krajowych championów gospodarczych”, zmarnowane. Prywatyzacje były „konsumowane” na bieżąco przez żarłoczny i dziurawy budżet oraz potrzeby socjalne – nie utworzono wielokrotnie postulowanego „państwowego funduszu inwestycyjnego”, który z dochodów prywatyzacyjnych miał finansować m.in. rozwój infrastruktury energetycznej, transportowej czy teleinformatycznej. Rząd SLD-UP-PSL z kadencji 1993-97, za namową środowisk eksperckich oraz Banku Światowego i MFW, rozpoczął prace legislacyjne nad reformami systemów emerytalnych, opieki zdrowotnej, administracyjnego podziału kraju i edukacji. Poprzedziła je praca nad reformą organizacji rządu, działów administracji oraz zadań resortów i agend rządowych. W 1997 roku niespodziewana decyzja wyborców oddała jednak władzę koalicji AWS-UW:

Buzek, czyli skok na główkę

Rząd pod kierunkiem mało znanego polityka, profesora Politechniki Śląskiej, Jerzego Buzka oraz prominentnego ekonomisty prof. Leszka Balcerowicza postanowił o znaczących zmianach w czterech obszarach uznanych za niezbędne do reformowania w stosunku do tego, do czego przymierzał się rząd SLD-UP-PSL:

Reforma ładu terytorialnego: ośrodki eksperckie (prof. Michał Kulesza, prof. Jerzy Regulski i inni) projektowały Polskę opartą na województwach-landach, których potencjał społeczno-ekonomiczny liczony w ramach europejskich standardów statystycznych NUTS2 kwalifikował się do pełnego wsparcia rozwojowego ze strony UE. Zamiast przywrócić dawne 17 województw zlikwidowanych w 1975 roku (wraz z powiatami) postanowiono o utworzeniu 380 powiatów (66 powiatów grodzkich) oraz 16 województw. Z perspektywy czasu można jasno nie ma wątpliwości, że powiaty – dziś zadłużone na kwotę 10 mld zł – powstałe w oderwaniu od gmin, wytwarzające osobny światek interesów politycznych (8400 radnych oraz 1600 starostów i członków zarządów) są zbędnym i kosztownym ogniwem ustroju państwa. Zatrudniając ponad 57.000 pracowników (przyrost o 10.000 w ciągu 7 lat) utrzymywane w ponad 80 proc. ze środków państwowych, powiaty nie dają sobie rady z powierzonymi funkcjami: zamykane są szkoły średnie (już prawie 700), likwidowany transport publiczny (zmalała o 50 proc. ilość podróżnych), zanikają domy kultury, muzea i teatry – same powiaty biją na alarm, że zanika Polska powiatowa. Utworzenie 16 województw o bardzo nierównych możliwościach ekonomicznych i demograficznych (kryzys demograficzny opolskiego oraz niski poziom ekonomiczny lubuskiego i warmińsko-mazurskiego) sprawia, że ich aktywna rola w realizacji swoich zadań jest utrudniona, możliwości prowadzenia transportu publicznego czy realizowania inwestycji z funduszami europejskimi są pomniejszone. Dodatkowo nie podjęto kroków na rzecz likwidacji urzędów wojewodów i ich urzędów wojewódzkich – dziś zatrudniających ponad 11000 pracowników (spadek o 1800 w 7 lat). Oznacza to dublowanie samorządu wojewódzkiego zatrudniającego ponad 25000 pracowników (wzrost z 9000 w 7 lat). Tak więc prawicowy rząd liberalny utworzył ład administracyjny, który dziś zatrudnia ponad 430000 pracowników (wzrost w 7 lat z 367000) pomimo oczywistego postępu technologicznego, rozwoju e-administracji w Europie oraz ogromnych kosztów. Od 2008 roku pod rządami liberalno-konserwatywnych partii chadeckich zatrudnienie w administracji w Polsce znów wzrosło o 10 proc. pomimo kryzysu w Europie i apeli o ograniczenia w wydatkach.

Reforma zdrowia. Wielkim przełomem miała być nowa koncepcja (jakoby niemiecka) utworzenia instytucji płatnika zamawiającego usługi medyczne: powstały kasy chorych. Bez ustalenia koszyka świadczeń gwarantowanych, bez utworzenia systemu standardów wraz z niezależną wyceną, bez prywatnej sieci przychodni, lecznic i szpitali postanowiono o utworzeniu 16+1 kas chorych oraz o ich domniemanej konkurencji na rynku krajowym. Zapanował niezły chaos, który spowodował szybkie odstąpienie od tego rozwiązania i powołanie w 2003 roku scentralizowanego Narodowego Funduszu Zdrowia, będącego do dziś celem krytyki lekarzy i pacjentów. Generalnie pseudo-rynkowa reforma opieki zdrowotnej była najszybciej zastąpiona silnym ośrodkiem biurokratycznym, ale i tak kolejki rosną, jakość leczenia spada zaś pacjenci czują się mało bezpiecznie. Dzisiejszy budżet NFZ przewiduje 66 mld zł wydatków – prawie 2 razy więcej niż otrzymywały kasy chorych w 1999 roku, lecz problemy pozostały. Polska najmniej spośród sąsiadów przeznacza na służbę zdrowia w odniesieniu do PKB – zaledwie 5 proc. (Słowacja 5,7, Czechy 6,2, a Niemcy 8,8). Znowu kłania się wiara w prywatyzację i prywatne usługi medyczne płatne z prywatnej kieszeni (bowiem prywatnego systemu ubezpieczenia zdrowotnego jak nie było, tak nie ma…)

Reforma edukacji. Kolejną zmianę – tym razem przypisywaną Prof. Mirosławowi Handke z AGH, Ministrowi Edukacji Narodowej – przeprowadzono w szkolnictwie: odcięto 2 ostatnie klasy szkół podstawowych oraz pierwszą klasę licealną i utworzono gimnazja „ni pies ni wydra: coś na kształt świdra”. W ciągu ostatnich 7 lat zlikwidowano 1000 szkół podstawowych zaś liczba gimnazjów wzrosła z 7000 do 7300 (choć liczba nauczycieli zmalała o 11000) – argument demograficzny niezbyt się więc broni. Edukacja miała być lepsza, mniejsze klasy miały zbliżyć nauczyciela do ucznia, poprawić wyniki i pozyskiwanie talentów. Zamiast tego wprowadza się mechanicznie testowe formy oceny uczniów (jakoby szykujące ich do nauczania w szkołach średnich i na uczelniach). Paradoksalnie, gimnazja są gorzej wyposażane w komputery od szkół podstawowych (82 proc. wobec 94 proc.) oraz są uważane za sztuczny twór ze zbędną administracją, nieefektywnym wykorzystaniem bazy szkolnej i kadry nauczycielskiej.

Reforma emerytalna. Najbardziej kontrowersyjna była jednak prawdziwa rewolucja ustrojowa – utworzenie prywatnych form zarządzania składką emerytalną zwanych PTE OFE. Zaczęło się od słusznych stwierdzeń o groźbie demograficznej, która miała skończyć z klasycznym Bismarckowskim modelem solidarności międzypokoleniowej: Polska i Europa się starzeją, młodzi i aktywni zawodowo nie są w stanie utrzymać coraz większej grupy coraz dłużej żyjących emerytów. Nie popadając w maltuzjańskie recepty na rozwiązanie spraw świata, przyjęto, że zamiast gromadzić pieniądze w ZUS, można nasze prywatne składki zainwestować, dzięki czemu na starość będzie na nas czekała fura pieniędzy.  Zapomniano o jednym: te pieniądze są potrzebne do wypłaty bieżących emerytur, więc jeżeli ich zabraknie, to trzeba będzie zwiększać dług publiczny i coroczny deficyt budżetowy. Dodać trzeba do tego koszty obsługi inwestycji oraz ryzyko, że na giełdach będzie różnie zaś obligacje państw nie zawsze są w 100 proc. bezpieczne. Reforma została w Sejmie przegłosowana z aplauzem, choć także z jednym wyjątkiem. Klub SLD, jako jedyny głosował przeciw. Ale maszynka ruszyła, urzędnicy rządowi (np. Ewa Lewicka) przesiedli się na drugą stronę, firmy ubezpieczeniowe – w lwiej części zagraniczne – zdobyły natychmiast czołowe miejsca w pobieraniu składek, zaś OFE zostały znaczącymi inwestorami na warszawskiej giełdzie (14,4 proc. kapitalizacji GPW) będąc coraz częściej aktywnymi inwestorami dominującymi (np. w Bogdance, Kętach, Elektrobudowie ich udział wynosił od 59 do 81 proc.). OFE inwestują dziś 112 mld zł w akcje giełdowe i obligacje BGK uzyskując po 14 latach wyniki netto porównywalne z przyrostem generowanym przez ZUS. Notabene do 2009 roku OFE pobierały 7 proc. wynagrodzenie za dość proste, niekonkurencyjne i nisko rentowne inwestowanie – obniżenie prowizji do 3,5 proc. nic nie zmieniło w ich działaniu więc po co był ten zgiełk? Zniszczono 100-letni mechanizm cywilizacyjny, w którym dzisiejsi młodzi utrzymują swoich rodziców i dziadków, licząc na działanie podobnego mechanizmu ze strony swoich obecnych i przyszłych dzieci i wnuków. Wytworzono przekonanie, że składka jest moja bez uznania, że obecne emerytury też muszą być zapłacone.

Od odpowiedzialnych polityków mamy prawo oczekiwać podejmowania reform w realnym kontekście, na podstawie realnych przesłanek oraz wobec realnych okoliczności. Tzw. cztery wielkie reformy Buzka były oparte na chciejstwie ideowym, wizjach oderwanych od rzeczywistości społecznej i gospodarczej oraz – co najgorsze – bez uwzględnianie interesu obywateli – wyborców i podatników.

Reforma emerytalna á la AWS-UW, w przypadku Polski – kraju o niezrównoważonym budżecie – nie miała sensu. Aby dofinansować ZUS rząd emituje obligacje, które następnie kupują OFE, karząc sobie potem płacić znacznie więcej ponad ich cenę nominalną. Pozostawiono na proste cięcie budżetu, inwestowanie bez ryzyka w firmy – także w celu wpływania na procesy gospodarcze i promowania określonych ludzi w zarządach i radach nadzorczych. Nie zauważono, że w ciągle przywoływanym przez Balcerowicza, jako wzór do naśladowania Chile, od którego w 1981 roku (!) zaczęto eksperymentowanie z prywatyzacją systemu emerytalnego, w roku 2008 lewicowa prezydent Michelle Bachelet musiała wprowadzić emerytury państwowe w wysokości 133 USD oraz powołać komisję śledczą badającą okoliczności i przebieg reformy, którą wprowadzał obecny prezydent Chile, Jose Pinera, jako minister rządu Augustina Pinocheta. Warto też dodać, że poza Polską kapitałowy system emerytalny w krajach UE mają Bułgaria, Estonia, Rumunia, Węgry (z ograniczeniami niedawno wprowadzonymi przez rząd Orbana), Łotwa, Litwa, Słowacja i… Szwecja, ale ją, jako jedyną, na to stać.

Choć rząd AWS-UW, który nam to wszystko zafundował przepadł z kretesem, to premier tego rządu, Jerzy Buzek, już niekoniecznie. Jest dziś eurodeputowanym PO, uświetnia platformiane kongresy i masówki, nadal ma doskonałe samopoczucie. Nie rozumiał i zapewne nie rozumie, dlaczego lud krzyczał: „Buzek na wózek!”. Jeszcze lepsze samopoczucie ma Leszek Balcerowicz. Do dziś jest namiętnie zakochany w swoich koncepcjach. Stał się doktrynerem o coraz bardziej zaciętym obliczu, zajadle atakującym każdego, kto próbuje wywikłać się z matni jego przeszłych decyzji, kto podważa ich sens i mówi o ich – per saldo – społecznej szkodliwości. Pozostał fundamentalnym zwolennikiem wojskowego lekarza Grunsteina, który Szwejka i jego kolegów leczył wyłącznie lewatywą i płukaniem żołądka…

Sergiusz Najar 

Tekst ukazał się w miesięczniku „Tak po prostu„. Przedruk za zgodą Autora i redakcji.

Nasza druga ankieta; weź udział koniecznie!

Print Friendly, PDF & Email

29 komentarzy

  1. bisnetus 2013-09-07
    • SAWA 2013-09-07
      • bisnetus 2013-09-08
        • SAWA 2013-09-08
        • bisnetus 2013-09-08
        • Marek Rostocki 2013-09-08
        • SAWA 2013-09-08
        • bisnetus 2013-09-08
    • Incitatus 2013-09-08
      • de mowski 2013-09-08
      • Qstan 2013-09-08
    • j.wojak 2013-09-09
      • j.wojak 2013-09-09
  2. PIRS 2013-09-07
  3. BM 2013-09-07
    • bisnetus 2013-09-08
      • BM 2013-09-08
        • bisnetus 2013-09-08
    • Alina Kwapisz-Kulińska 2013-09-08
      • BM 2013-09-08
    • Qstan 2013-09-08
  4. Hazelhard 2013-09-07
    • Qstan 2013-09-08
  5. Tadeusz.K 2013-09-09
  6. nazwisko? 2013-09-15
    • autor 2013-09-18
      • nazwisko? 2013-09-19
  7. Lech 2013-10-03
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com