Marian Marzyński: Obama ma rację

marzynski 32013-09-07.

Dziś przekonałem własna żonę (było to trudniejsze niż dla Obamy pozyskanie jako sojusznika Wielkiej Brytanii), że Obama jest tym przywódcą, którego wzrok sięga dalej niż większości ludzi – tak jak on sam nienawidzących wojen. Wybrany dokładnie po to, żeby te wojny skończyć filozof i moralista Obama decyduje się na krok, który podjąć potrafią tylko ludzie wysokiego lotu.

Świat arabski nie wydaje się Obamie (i mnie) tak bardzo skomplikowany, jak wydawało się to Grażynie.

  • Młode społeczeństwa arabskie, które demokracje odkryły w Internecie, uważają ją za lepszy pomysł na życie, niż rządy dyktatorów;
  • Gdy miliony ich w Algierii, Tunisie, Libii, Iraku i Egipcie, a teraz w Syrii, domagają się demokracji, robią to najlepiej jak potrafią: od terrorystycznej Al.-Kaidy, poprzez różne odcienie islamizmu aż do orientacji laickich, wolne wybory wydają się ich wspólnym celem;
  • Niezależnie od tego jak trudny – a często tragiczny – jest ten proces i ile przynosi ludzkich ofiar (Grażyna nazwala to cynicznym wzajemnym wyżynaniem się) – to oni, a nie dyktatorzy, wymagają poparcia wolnego świata.

Wracam do Obamy, który odrzucając militarną interwencję jako sposób instalowania demokracji w innych krajach, popiera wolne wybory w Egipcie, które doprowadzają do rządów radykalnych islamistów; ale potem protestuje przeciwko dyktaturze wojskowej, która więzi legalnie wybranego prezydenta. Nie widzę w tym sprzeczności. Na tym samym fundamencie opiera Obama swoją „czerwoną linię”, niedopuszczającą do ludobójstwa.

Pan Prezydent RP powiedział w „Kropce nad i”, że Barack Obama i on nie maja przyjacielskich stosunków i nie dzwonią do siebie raz w tygodniu, ale gdyby Obama do niego zadzwonił, to poprosiłby go o przedstawienie dowodów, ż-e użyto broni chemicznej i kto jej użył, a wtedy służyłby mu swoją radą.

Panie Bronisławie, proszę się nie spodziewać telefonu od Obamy – jak również zdjęcia przedstawiającego żołnierzy armii syryjskiej ładujących pociski z napisem „gaz”. Jeżeli nie wystarczają Panu podsłuchane przed atakiem chemicznym rozmowy i fakt, ze chmura gazowa przyszła od strony rządowej i rozeszła się po stronie opozycji, ani zdjęcia ofiar, to znaczy, że nie jest Pan wielkim prezydentem, a po stronie Pańskiej logiki stoi światowej sławy, błazen polityczny, gospodyń Putin.

Piszę te słowa, oglądając Obamę przemawiającego na szczycie dwudziestki w St. Petersburgu. Wybieram kanał 486, gdzie nadaje TVN-24, z nadzieją, że tam też będzie transmitowane jedno z najlepszych wystąpień amerykańskiego prezydenta na temat doktryny „czerwonej linii” i jego mądrego uznawania argumentów tych Amerykanów, którzy jakichkolwiek działań wojennych maja po dziurki w nosie. Obama przypomina im, że po zbombardowaniu Londynu w czasie II wojny światowej większość Amerykanów była przeciwna interwencji, a późniejsze przyłączenie się USA do europejskich aliantów wymuszone było przez Roosevelta.

Ale w TVN-24 nie ma Obamy, a jest Donald Tusk tłumaczący, co zrobił z OFE. Syria na pewno wróci na polskie anteny, a ja znów będę się łapał za głowę, słuchając powierzchownych opinii na temat Ameryki: wielkiej, zarozumialej, moralizującej, którą się kocha albo nienawidzi, ale nigdy nie rozumie. Jak gdyby ten wielki moralizator nie zmienił radykalnie losów milionów biednych polskich emigrantów, a później swoim przykładem nie dodał Polakom odwagi do uporania się z komunistyczną dyktaturą?

Marian Marzyński

Nasza druga ankieta; weź udział koniecznie!

Print Friendly, PDF & Email

4 komentarze

  1. Chełstowski Walter 2013-09-07
  2. narciarz2 2013-09-08
  3. narciarz2 2013-09-08
  4. narciarz2 2013-09-08
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com