Jarosław Dudycz: Etyka sprowadzona do estetyki

O dobrych i złych wpływach Sienkiewicza

Należę do tego – dość nielicznego – grona czytelników, którzy w Henryku Sienkiewiczu widzą raczej grafomana, niż wielkiego pisarza, raczej ideologa niż psychologa. Jego twórczość wcale nie krzepi mojego serca, bohaterowie mnie irytują, świat przedstawiony razi uproszczeniami. A Nagroda Nobla wydaje mi się ma wydźwięk społeczno-polityczny, nie literacki. O ile Reymont – w mojej opinii równający się samemu Tomaszowi Mannowi, którego ubiegł zresztą przed Komitetem Noblowskim, otrzymując wyróżnienie trzy lata przed niemieckim prozaikiem – na swój laur zasłużył rzeczywistą literacką robotą, o tyle Sienkiewicz, jak mi się wydaje, był wyłącznie wdzięcznym reprezentantem, uchodzącej za niezwykle heroiczną, polskiej sprawy, i to ona, tak silnie u Sienkiewicza obecna, została uznana przez międzynarodową społeczność za interesującą i wartą honorów.

Sienkiewicz dostał więc swój medal najpewniej tylko dlatego, że był Polakiem i działał w czasie dla Polski specyficznym, w innych warunkach jego proza otrzymałaby najprawdopodobniej łatkę kiczowatej i tandetnej. I byłaby to łatka słuszna. Historia jednak, niestety, pozwoliła tę prozę przekłamać, bieg dziejów sprawił, że całe pokolenia dały się uwieść, skoncentrowały się na tym, co najmniej istotne. Warunki wystawiły tej prozie pomnik, choć sama w sobie zasługuje raczej na odesłanie do lamusa, w najlepszym razie – na półkę w gminnej bibliotece.

Rozumiem oczywiście w tym patetycznym uwielbieniu dla Sienkiewicza rolę pewnych sentymentów i wspomnień z dzieciństwa, mocnych rodzinnych wzorców podpartych tradycją i kinematografią; zwłaszcza u tych osób, w których domu Sienkiewicz, prócz Biblii i modlitewnika, był jedyną lekturą, jedynym sposobem kontaktu z kulturą, jedynym nośnikiem zwyczajów innych niż uprawa roli. Znam takich ludzi: jakby nie Sienkiewicz, byliby analfabetami. Za to niewątpliwie autorowi chwała: stał się narzędziem powszechnego wykształcenia, surogatem szkolnictwa elementarnego, nauczył ludzi liter i rozbudził wyobraźnię, pozwolił im odgrywać różne role, wcielać się, kreować. Zneutralizował nieco siermięgę niższych warstw społecznych, wygładził ich kostropatość, uwrażliwił. A przy tym spodobał się też inteligencji, rozbudził jej patriotyczne aspiracje, reaktywował szlacheckie perspektywy, słowem: dowartościował polskie elity.

Sienkiewicz był tym samym autorem chłopsko-inteligenckim, drugiego takiego ze świecą szukać. Był obiektem wspólnych, ponadklasowych fascynacji, może dlatego jego kult był tak żywy w PRL-u.

Takich zjawisk obecnie nie ma. Nie dostaje lektur, które łączyłyby chłopa czy robotnika z inteligentem, pozwoliły im znaleźć wspólny język, jakąś wspólną przestrzeń rozmowy. Brakuje niewątpliwie wspólnych doświadczeń intelektualnych i duchowych, wymiernych podwalin dla zgody narodowej. Dużo jest wspólnych mianowników emocjonalnych, pospolitych ruszeń takich jak śmierć Jana Pawła II czy katastrofa smoleńska, ale niemal nie występuje symbioza w pracy u podstaw. Niegdyś właśnie lektura Sienkiewicza, tak popularna w różnych sferach społecznych, mogła uchodzić za jakąś drobną przymiarkę do tworzenia kultury dialogu, mogła łagodzić obyczaje, zbliżać ludzi.

Dziś inteligencja jest mocno snobistyczna, wydelikacona, salonowa, czyta drżących i przewrażliwionych poetów albo wzniosłe analizy lewicowych filozofo-polityków, a robotnik nie czyta w ogóle, otrzymał dostęp do Internetu, angażuje się w portale społecznościowe, całymi dniami wpatruje się w różne kolorowe obrazki i głupawe poradniki. Trudno mu będzie zatem spotkać się z inteligentem, nie mają podobnej wyobraźni, nic ich już nie spaja. Współczesny inteligent odfrunął w kierunku różnych swoich obsesji, walczy z Kościołem, walczy o nowoczesność, a robotnik stał się analfabetą, walczy o siebie, o swoją robotniczą pensję. Nikt nie napisał w obecnej epoce takiej książki, która by robotnika i inteligenta na nowo postawiła ramię w ramię, dała im możliwość wspólnej satysfakcji, choć drobną wspólną radość.

Może z czasem doczekamy się Sienkiewicza III Rzeczypospolitej, nowej lektury dla każdego Polaka, może ktoś się pokusi o napisanie takiego dzieła. Należy w to jednak wątpić, zatomizowanie świata jest dziś zbyt duże, za duże rozbicie interesów. Poza tym wszędobylski Internet wszystko wywrócił do góry nogami: żaden robotnik nie będzie już dziś czytał, skoro sieć go nobilitowała, dała mu fałszywe poczucie, że może być publicystą, pisarzem i politykiem. Nie ukorzy się więc teraz, nie zacznie pracować nad sobą, nie kupi sobie książki, ma apetyt na coś więcej. Zyskał niezbyt mądre przekonanie, że narzędzia wirtualne to wszystko, czego potrzebuje, to już koniec życiowego rozwoju, ostatni etap. Sukces.

Internet jest, jak się okazuje, bardzo niebezpieczny dla ludzi nieukształtowanych, dążących do zaistnienia, do odreagowania frustracji, do uzyskania głosu za wszelką cenę. W Internecie znajdują swój kącik za łatwo, dostają od razu obietnicę wielkich zmian, władzy, niemałe poletko, blogi i fora. Robią tam wszystko, na co mają ochotę, szarżują, obrażają ludzi, przedstawiają teorie i żądania zupełnie bezpodstawne. Nie selekcjonują danych, przyklejają się do każdej rzeczy, która się im przez głowę w głośnym Internecie przewinie. Rzeczywiście przydałaby się jakaś dobra lektura dla mas, który by te procesy uspokoiła, która by ludziom uświadomiła, że wpierw trzeba coś umieć, a dopiero potem można rościć sobie prawo do bycia komentatorem. Innymi słowy, potrzeba lektury, która by umiała skrystalizować tę ogromną ludzką energię do wzorców bardziej uporządkowanych, spójnych.

Warto dodać, że Sienkiewicz był też korzystny dla dzieci, rozpalał w nich pasję czytania, był często ostatnią deską ratunku, gdy dziecku dolegała alergia na książki. Takiego lekarstwa dziś nie ma, oporny na lekturę młody człowiek ucieka do Internetu, żadne antidotum nie działa.

Ale to jedyne zalety Sienkiewicza, niestety. To pisarz wyłącznie o pewnych, wyżej wykazanych walorach społecznych, które zresztą przejawiać może każda książka. Każda książka, nawet Mniszkówna, jest społecznie korzystniejsza niż brak książki, ma potencjał budować relacje, robi z ludzi ciut mądrzejszych i delikatniejszych. Prócz tych wartości społecznych Sienkiewicz jest jednak goły i smutny. Przepraszam za pyszny ton: jest to niewątpliwie twórczość mało wymagająca, nie wydaje mi się możliwym, żeby ktokolwiek wyposażony w humanistyczny rozsądek, zorientowany w europejskiej literaturze, czytający chociażby Dostojewskiego, mógł Sienkiewicza bardzo cenić, rozczytywać się w nim z przekonaniem, że mu to dostarcza wyjątkowych korzyści psychicznych.

Proza Sienkiewicza nie wytrzymuje naporu analizy i fachowego komentarza, ugina się pod naporem krytycznoliterackiego instrumentarium. Mit ją jakoś ratuje, kamufluje braki, ale wystarczy odrzucić legendę, wziąć lupę zdrowego rozsądku, a od razu dostrzeże się rysy.

Głównym mankamentem tej twórczości jest jej bajkowa konstrukcja. Świat przedstawiony – zdarzają się wyjątki, owszem, ale właśnie tylko wyjątkami są – jest jak, nie przymierzając, z Krasickiego. Każdy bohater otrzymuje jedną zasadniczą cechę, staje się przez to jej symbolem, ta cecha zyskuje znaczenie większe niż bohater, autonomizuje się, bohater nie przemawia inaczej, jak tylko przez tę cechę. Mamy tu do czynienia w istocie nie z mięsistym, eklektycznym i skomplikowanym bohaterem, nie z psychologią postaci, z dynamiką wewnętrzną człowieka, a tylko z pewną personifikacją danych właściwości, z nadawaniem różnym przymiotom dużej, atrakcyjnej mobilności, ciekawej oprawy, nic poza tym. Oto dzięki takiemu zabiegowi sprawiedliwość, dobro, uczciwość, szczerość, a także złośliwość, podstępność, zdrada nie przemawiają już, jakby było w jakimś traktacie moralnym, surowo i oschle, ale otrzymują ręce i nogi, twarz konkretnej postaci. Nie mamy już do czynienia przez to z niekonkretną, nudną sprawiedliwością, czy też z niesprawiedliwością, ale z konkretnym sprawiedliwym czy niesprawiedliwym człowiekiem, który może wzbudzać sympatię bądź antypatię i może urabiać przez to w czytelniku określone stany uczuciowe, fascynację czy pogardę, także czujność oraz jakże znamienną postawę: dobrze wiemy, kto jest kim.

Cała ta metoda literacka powzięta została oczywiście dla celów edukacyjnych czy moralizatorskich, żeby pouczyć czytelnika, jasno mu wskazać, jak ma żyć, gdzie szukać dobra, a jakich miejsc się wystrzegać. Ma to charakter szkółki niedzielnej, tak potrzebnej w czasach zaborów. Mówiąc wprost: idzie o to, żeby łatwo i wyraźnie powiedzieć, kto jest Polakiem, a kto nie, kto kocha Polskę, a kto nie. Słowem, idzie o to, by dać przepis na Polaka i Polskę. Ta sienkiewiczowska instrumentalizacja bohaterów, przypisywanie im wyrazistych cech, pomijanie zupełnie rozwojowości ludzkiego wnętrza ma bardzo proste zadanie: utrzymać naród na powierzchni, pozwolić mu trwać, nie wątpić. Każda innego gatunku powieść, psychologiczna, zniuansowana, mogłaby zachęcić do refleksji, do samokrytyki, do weryfikacji polskich oczekiwań, a tego nikt wówczas nie chciał. Lepiej było pozostać przy powieściach-bajkach, w których Polak jest mężny, a Niemiec to przestępca i okrutnik.

W powieściach Sienkiewicza niemal nie dostrzegamy strumienia świadomości bohaterów, nie widzimy najmniejszych rozterek i wahań, zauważamy wyłącznie proste implikacje jasno sformułowanych cech bohaterów: dobrzy podejmują dobre decyzje, źli – złe. Świat powieści jest więc czarno-biały, rozgrywa się według algorytmów ściśle założonych przez autora, brakuje mu pewnej suwerenności, elementów zaskakujących. Z góry wiadomo, kto wygra, kto sobie poradzi, zakończenie można zgadywać i duża jest szansa, że czytelnik się nie pomyli. Wszystko jest statyczne, jest bardzo mało zmiennych, bohaterowie zdają się być jak zaklęci, nie wydaje się, by mieli cokolwiek do powiedzenia. Są nudni, jałowi, bardzo powierzchownie kuszący. W głowie mają pustkę, nie ewoluują. A jeśli już, to tylko w jednym kierunku, którego się nie trudno domyślić, w dodatku nie przez namysł, a przez zrządzenie losu, przez napór jedynie słusznej rzeczywistości. Bohater nie jest samodzielny, świat zawsze mu pokazuje, gdzie jest jego miejsce.

A zatem w prozie Sienkiewicza cała literacka rozgrywka toczy się tylko o to, by wmówić czytelnikowi, że wartości są stałe i związane z jedną tylko klasą pojęć, z jakimś jednym uwarunkowaniem, jedną grupą społeczno-mentalną. Wartości nie są u Sienkiewicza kwestią wyborów, różnych rozstrzygnięć, nie podlegają dyskusjom i kompromisom, nie mają odcieni, ale są jednolite, twarde. Są naturalne, organiczne, czerpią ze spraw narodowych. Z pewnych pierwotnych substancji, z dziejów, z krwi. Są więc kwestią określonej – takiej, a nigdy innej – scenografii, ściśle definiują, znaczą tożsamość, zakreślają przestrzeń życia. Nie sposób między nimi wędrować, stygmatyzują na zawsze. I zawsze są to te same wartości, nigdy nie są weryfikowane, przyjmuje się je z wiarą, czołobitnie. Co ciekawe, te wartości rozgrywają się zawsze na zewnątrz, wymagają posiadania określonego sztandaru, ubioru, występowania wśród określonych ludzi, ich kryteria są na ogół niezwykle szablonowe, arbitralne. To wartości, które dzielą ludzi, dają sobie prawo do rozmaitych monopolów.

Dlaczego taka aksjologia? Skąd w niej tyle uproszczeń? Stąd mianowicie, że rolą prezentacji tych wartości jest dokonać niepozostawiających żadnych wątpliwości rozstrzygnięć moralnych, dać jasną wykładnię świata, wytłumaczyć wszystko ostatecznie. Dlatego właśnie osadzenie tych wartości musi być płytkie, musi zależeć od spraw państwowych, politycznych, narodowych, tylko wtedy pozwalają one oceniać ludzi lekko, niejako automatycznie. Osadzenie psychologiczne czy filozoficzne nie dawałoby tej łatwości. A tej łatwości naród pod zaborami pragnął jak niczego innego.

Ta pokusa formułowania łatwych rozstrzygnięć i uzależniania wartości od danej scenografii sprawiła, że powieści Sienkiewicza są wychuchane, bardzo estetyczne, dopracowano w nich szczegóły epoki, dużo jest plastyczności, mnóstwo pięknych obrazów. Sporo jest różnej maści atrybutów, detali, blichtru magnackich siedzib. Jak w tytule tego tekstu: etyka została sprowadzona do estetyki. Sienkiewicz uczy ludzi wyłącznie przez oprawę, bohaterowie są wobec niej służebni. Cały dyskurs powieści Sienkiewicza prowadzony jest więc drogą monumentalizmu, autor próbuje czytelników stymulować wielkimi bitwami, stylizacją języka. Wie doskonale, że taki anturaż pomaga mu w realizacji pisarskich celów, pozwala rozniecić wyobraźnię narodową, krzewić patriotyzm. Wszystkie aranżacje dokonane w powieściach Sienkiewicza prowadzą do polskości, skupiają się na polskich legendach, rozbudzają narodową dumę. Sęk w tym, że to jest jedyna zawartość powieści Sienkiewicza, one posiadają tylko tę estetykę, tylko tę narodową koncentrację. Niczego innego w nich nie ma, brakuje zdrowego indywidualizmu, bohatera, który byłby wolny od strojów, umizgów, chorągwi, przeróżnych artefaktów, a skoncentrowany na sobie, na osobistej drodze.

Z Sienkiewicza niewątpliwie wywodzi się obóz pisowski i jego aktualne pretensje, zwłaszcza te, w których w sukurs partii przychodzi Jarosław Marek Rymkiewicz. Pisowskie kadry to niewątpliwie późni wnukowie Sienkiewicza, jego najwierniejsi czytelnicy, którzy, idę o zakład, do szuflady próbują pisać podobne historyjki. Mam takie życiowe doświadczenie, że najwięcej grafomanów jest właśnie proweniencji bogoojczyźnianej, większość kiczowatych wierszyków to popłuczyna po romantyzmie i po Sienkiewiczu, na ogół szmirę literacką uprawia się o Bogu i o ojczyźnie. To arbitralność patriotycznych rozstrzygnięć, skłonność tego środowiska do prostych osądów, do uzależniania moralności od narodowej estetyki skutkują tanimi i naiwnymi utworami literackimi, które przegrywają w każdym konkursie. Jurorzy często się skarżą, że mają dosyć uzależniania w różnych grafomańskich wywodach ludzkiej szlachetności od tego, jaką partię kto popiera i skąd pochodzą jego przodkowie.

PiS z całą pewnością myśli po sienkiewiczowskiemu, to znaczy – ściśle uzależnia wartości od sztandarów i powierzchownych widowisk, bardzo łatwo przypina ludziom etykiety moralne na podstawie różnych pojedynczych sytuacji, dobro opisuje wąskimi kryteriami, twierdząc, że nie może być ono sprawą wnętrza ludzkiego i mnogości ludzkich czynów, a jest kwestią tylko zaangażowania w określone struktury.

Zasadniczym zaś podobieństwem PiS-u do sienkiewiczowskiego światka jest naiwne założenie, że już niczego więcej ponad tę narodową estetykę nie trzeba robić, że się osiągnęło pełnię, że naród to wszystko, czego człowiek potrzebuje. W wielu pisowskich manifestacjach rzuca się to w oczy: tłum ludzi maszeruje z flagami tak zawzięcie, jakby właśnie rozgrywały się sprawy życia i śmierci.

Gdy tymczasem one rozgrywają się zupełnie gdzie indziej. Zaprzysięgli miłośnicy Sienkiewicza i prezesa Kaczyńskiego nie wiedzą o tym jednak, marnotrawią swoją egzystencję na sprawy błahe, życie przecieka im przez palce.

Wolno im życie pomylić z partyjniactwem i narodowymi mitami, ich wybór, problem jednak w tym, że tę swoją wrażliwość próbują narzucić innym poprzez wymierną działalność polityczną, która daje im dość realne szanse na objęcie rządów.

Jarosław Dudycz

Enhanced by Zemanta
Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Anna Mosiewicz 2011-08-03
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com