Justyna Ziółkowska: Gen wolności

O  Internecie pisanym dużą literą, własności, kradzieży, genie anarchii i  rozjechaniu się wartości pokoleń.

Ten nieco barokowy tytuł ma sygnalizować mnogość  problemów, z którymi teraz się stykamy.   Z dużym  zainteresowaniem obserwuję zbiorowe zachowania i indywidualne opinie wygłaszane z okazji  podpisania umowy ACTA. W moim domu także  wybuchła  mała pokoleniowa  awantura.

Zaczęło się od spraw wolności w Internecie, („młody” jest  przyzwyczajony, że na każdy gwizd ma wszelkie nowości  i natychmiastowy kontakt z kumplami ze świata), a skończyło się na  rozważaniach o kradzieży, stosunku do własności (w powszechnym mniemaniu „niczyjej”) aż  doszło do absurdu, czyli rozważań patriotycznych (czy  musimy poddawać się dyktatowi Brukseli).

”Młody”, odpuścił Brukseli dopiero na następny dzień, gdy dowiedział się, iż Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że ”nie można zmuszać dostawców Internetu do zainstalowania systemu zapobiegania nielegalnego pobierania plików”. Gdy już wydawało się, że spacyfikowałam domowe nastroje i nieco przywróciłam system wartości, który wydawał mi się ważny, zostałam dobita przez ”starszą latorośl”. Po tej wizycie poczułam się ”jak wyciągnięta spod lodu” (nie wiem czy to określenie nie jest już  anachroniczne?).

Już na tzw „dzień dobry” latorośl, zawodowo, pracująca za pomocą Internetu, zagroziła, że natychmiast wyjdzie z domu jeśli jestem za  ACTA. Wysłuchałam więc argumentów o spisku megakorporacji, które za ciężkie pieniądze ograniczają dostęp do kultury, że nic nie rozumiem i to co się dzieje, to jest rewolucja, że ONI mają prawo do informacji, że i te zjawiska nie są zrozumiane przez „kościanych dziadków”, (wszyscy powyżej 40 lat), że musi się zmienić model finansowania kultury, że  są już  twórcy, którzy tak jak Neil Gaiman, zrozumieli, że umieszczanie swoich książek w Internecie przynosi im korzyści w postaci  reklamy i sławy, która potem przekłada się na  konkretne wydania papierowe.

Przytoczony został przykład średniowiecznych Benedyktynów, którzy kopiowali, bez niczyjej zgody, książki i dzięki temu kultura się rozpowszechniała. Na zakończenie, żeby mnie dobić jęknął: ”co ta Platforma wyrabia, tyle z nią wiązałem nadziei,  nie ma na kogo już głosować”. Na moje nieśmiałe stwierdzenie, że przecież rząd konsultował ACTA z 27 organizacjami otrzymałam odpowiedz, że „nie konsultuje się  uwolnienia chłopa pańszczyźnianego z jego wasalem”. Na „do widzenia” obiecano mi przysłać zestaw linków, które powinnam koniecznie przeczytać,  by skorygować swój punkt widzenia i by porozumienie miedzy pokoleniowe było dalej możliwe.

Do tej pory to ja byłam tzw. „przywódcą stada”. Tradycyjnym powitalnym  pytaniem  było: „co tam mamo w polityce”. Miałam też poczucie, że przekazałam jakiś, w miarę spójny, system wartości, który dawał mi bezpieczne samozadowolenie, że jestem liberalna i w miarę nowoczesna  (raczej w poglądach a nie w technologii  –  bo tu słabo nadążam). Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że na moich oczach powstały dwa  światy, z nieco innym systemem wartości, w którym bezwarunkowe przykazanie „nie kradnij” nie znaczy wcale „ nie kopiuj” . Ten nowy stosunek do wytwarzanych wartości jest  usprawiedliwiany  zachłannością megakorporacji i  usprawiedliwiany słowem „mam prawo do..”  Uświadomiłam sobie, że naprawdę istnieje odrębny świat Internetu – pisanego z dużej litery jak Pan Bóg   (komputer  sygnalizuje błąd gdy napiszemy to słowo małą literą!).

Postanowiłam  przemyśleć te argumenty, ale by zachować resztki dobrego samopoczucia,  rozpaczliwie postanowiłam  jedną nogą pozostać w rzeczywistości, którą znam i rozumiem. Nie będę tu rozważać: czy jest sens stanowić prawo, którego nie można wyegzekwować  i  czy to prawo narusza swobody obywatelskie. Interesuje mnie co innego.  W całej tej plątaninie  wygłaszanych poglądów  przebija się  nasz sposób myślenia  i nasza wrażliwość na sprawy społeczne i polityczne a także, co najciekawsze, nasze  wyznawane przez nas wartości przekazane przez rodziców i kulturę, w której funkcjonujemy. I to ostatnie wydało mi się najciekawsze.

Badanie kultury, najogólniej mówiąc, to „badanie historycznie wykształconych zespołów  treści kulturalnych i mechanizmów jego powstawania i jego zmian” – jak stwierdza staroświecki, acz mój ulubiony klasyk – J. St. Bystroń. Treści kultury to także stosunek do innego człowieka, grupy, instytucji, do świata zewnętrznego. W tym  mieści się i miłość do ojczyzny i stosunek do państwa stosunek do swoich i obcych , a nawet do zwierząt, przyrody, przedmiotów ale też i wartości. Te wszystkie cechy, jak i wiele innych, tworzą szeroko rozumianą kulturę danej grupy, wytworzoną ale i  zmieniającą się w nowych warunkach historycznych . Takie cechy wspólne mają grupy małe i duże –  od rodziny poczynając , przez  grupę społeczną, do narodu czy nawet  wspólnej cywilizacji.

Tyle teoria. Mnie interesuje  jeden  element – nasz stosunek do własności. Naukowe rozważania   zaczęły by się od  podstaw naszej cywilizacji czyli  dekalogu (Nie kradnij) i od  interpretacji  Starego i Nowego Testamentu, poprzez tradycje katolicyzmu i protestantyzmu (z ich  stosunkiem do bogacenia się, w którym katolicy chętniej pamiętają bogatego i wielbłąda  przechodzącego przez igielne ucho niż protestancki etos  pracy i bogacenia  się jako nagrody za  uczciwe i pracowite życie) poprzez idee filozoficzne (marksizm – zniesienie własności prywatnej). Mnie osobiście bardzo cieszy, że Polacy w swej mentalności zaczynają się przybliżać do społeczeństw północy, oddalając się od  społeczeństw południa (z jego wybujałym indywidualizmem, skłonnością do nepotyzmu a prościej mówiąc kumoterstwa, stosunkiem do pracy i do cudzej własności). Budowa kapitalizmu powoduje stopniową zmianę mentalności  i zachowań.

Zmiany są powolne. Dawne dobre i złe cechy przeplatają się i nakładają na siebie. Warto  wiedzieć, z czego ten nasz galimatias wynika. Dlaczego właśnie w Polsce sprzeciw wobec  ACTA jest tak silny. Czy to nie z naszych wiejsko – narodowych cech, przetrawionych przez doświadczenia historyczne wynika nasz stosunek  do własności prywatnej (chyba o to właśnie chodzi w nowym – starym prawie o ochronie własności intelektualnej i porozumieniu przeciwko obrotowi podróbkami). Czy to nie to przekazaliśmy w spadku młodym?

Moralność Kalego – to cecha większości tradycyjnych społeczeństw, która nie zależy od kontynentu. Kalemu zabrać krowę to  źle, Kali zabrać krowę – o, to już co innego! My Polacy mamy też „specyficzny”, przeniesiony z tradycji i historii stosunek do cudzej własności. Wstydzimy się  i irytują nas stereotypy, jakimi inne nacje charakteryzują nas Polaków. Nie w smak nam dowcip o  niemieckich samochodach, które już są w Polsce zanim przybędzie ich właściciel, robimy aferę i domagamy się przeprosin  za reklamę pewnej sieci handlowej,  w której tę krzywdzącą  cechę uwydatniono i uogólniono. Ale nie ma dymu bez ognia  – często  nasz stosunek do własności prywatnej, najoględniej mówiąc, jest ambiwalentny. Ukraść komuś rower – to złodziejstwo, ale wynieść z pracy długopis czy papier – już nie.  Dzwonienie z telefonu służbowego do krewnego za granicą  nie wywołuje na ogół żadnych wyrzutów sumienia czy potępienia otoczenia. To przecież nie kradzież, ale nasze ulubione „kombinowanie”, „zorganizowanie”,” załatwienie”. Taki człowiek to nie złodziej, ale człowiek zaradny.

No i znów wracamy do pytania – skąd nam się to wzięło? Prostym wytłumaczeniem jest  tzw. natura ludzka  wyrażająca się w powiedzeniu ”bliższa koszula ciału”, ale to przecież nie wszystko.  To także, przeniesiony przez lata historii i wspólnych doświadczeń, stosunek do cudzej własności. Chłop uznawał własność prywatną za świętą, ale to silne uczucie nie zabraniało mu zaorać miedzy sąsiada, wypasać bydło na jego polu gdy ten nie widzi, wynieść drzewa z dworskiego czy państwowego lasu. Przyczyną była nie tylko  bieda, ale też wyznawany system wartości. Co za płotem to już nie moje i nie muszę o to dbać.

Najważniejsza jest moja rodzina, moje gospodarstwo, a dopiero w ścisłej kolejności, mój klan, plemię, grupa, naród. Dołóżmy jeszcze kilka cech, bo jest z czego. A nasz tradycyjny stosunek do obcych i innych (kulturowo czy klasowo ), a wiec jeśli nie obojętnych to wrogich, nie zasługujących  na takie  samo traktowanie jak „swój” (dziś obcy to pazerny koncern, który czerpie zbyt duże zyski utrudniając  dostęp ogółu do pożądanych dóbr). Do tego doszły jeszcze  legendy o Janosiku, który zabierał bogatym , stosunek do państwa wykształcony w latach zaborów jako do wroga.

Maniacko wręcz wracam do naszych „cech narodowych”, głównie  tradycji ludowych utrwalonych  przez nabytą w czasach słusznie minionych zasadę „wykiwać państwo”, które jest nam wrogie, obce, nie  zapewniło nam możliwości prostego i legalnego dostępu do podstawowych i pożądanych dóbr. Jak mówili znawcy zaszło „zawieszenie zachodnich norm” . Znawcy tego okresu historii odwołują się do  książki prof Richarda Pipesa, który  nazwał tę kulturę „antywłasnościową”. Zaliczył do niej niemal wszystkie kraje post-komunistyczne.

Do tego stosunku do własności doszła  jeszcze, jak pisze profesor, akceptacja nowych norm – czyli dumy z tzw „zdobyczy, łupu”- wyrażające się w obcym słowie „trofiejne”. Ja bym do tego dodała jeszcze prymitywny i tkwiący w nas od początku ludzkości instynkt myśliwego, a także wykształcone i wpajane przez lata poczucie, że wszyscy mamy równe żołądki i należy nam się równy dostęp do wszystkiego. Słuszne w moim mniemaniu poglądy o równości i sprawiedliwości, potrzebie wyrównywania szans, w ferworze dyskusji, często nabierają karykaturalnych cech.

Kuriozalne wręcz słowa, wypowiedziane, mam nadzieję, że w zacietrzewieniu, przez rozsądnego i erudycyjnego Jacka Żakowskiego, wstrząsnęły mną i rozśmieszyły jednocześnie.  W rozmowie z Iloną Łepkowską,  autorką scenariuszy telenowel, zapytał  czy  brakuje jej pieniędzy, bo ta chce egzekwowania swoich praw autorskich. Dał też przykład, że to niesprawiedliwe, że książki Konwickiego nie zarabiają tyle, ile (w podtekście marna) twórczość  Dody. Nie oglądam seriali, gdzie w kuchni przy zupie rozstrzyga się problemy tego świata, ale uważam, że za pracę należą się pieniądze. Gusty publiczności to rzecz odrębna. Rolą państwa jest popieranie wartościowej twórczości, wspieranie,  dofinansowanie. Rolą państwa jest nauczanie  w szkołach historii kultury, kształtowanie smaku i gustów.

Rolą dziennikarzy jest pisanie o wartościowych rzeczach  i ich propagowanie wśród dorosłych. Nie możemy  zabraniać ludziom słuchania i oglądania rzeczy które im sprawiają przyjemność, choćby to raniło nasz  smak. Jeśli seriale czy pop muzyka mają nabywców, to Doda powinna dostawać pieniądze za swoją twórczość, tak jak stolarz za zrobienie stołu. A że to nieadekwatne zarobki do wytworu? Popyt i podaż – prawa rynku. Czy jest na to jakiś inny, rozsądny pomysł? ”Ja wiem lepiej co jest wartościowe i co uszczęśliwi Kowalskiego” – takie myślenie wydaje mi się aroganckie . Tzw ”kultura  wyższa” nie wszystkim  trafia w gust. Ważne jest, żeby była powszechnie dostępna . Niech  każdy bierze  z niej co mu się podoba. Wolność, najogólniej mówiąc, polega na tym, by nie uszczęśliwiać innych wbrew ich woli, żeby dorosły człowiek mógł robić to, na co ma ochotę ,a co nie robi krzywdy innym.

Zgadzam się, że instytucje finansowe nie mogą dyktować polityki i powodować upadki rządu, a zachłanne koncerny farmaceutyczne i medialne  utrzymywać sztucznie wysokich cen i blokować  dostęp do dóbr. Zgadzam się z też  wieloma innymi słusznymi  zastrzeżeniami. Trzeba jednak szukać rozwiązań, które mogą zmieniać nasz system wartości, ale nie wyrywają go z korzeniami. Podoba mi się marsz środkiem drogi, bo nie do końca trafne wydają mi się asekuranckie zdania ministra Zdrojewskiego, że protesty młodych ludzi przeciw ustawie to wyraz naszej wrażliwości na prawa wolności – że to gen wolności.  Myślę, że to raczej  gen anarchii i skłonność do nieprzestrzegania  prawa.

Justyna Ziółkowska,

długoletnia dziennikarka TVP, antropolog kultury

 

 

Print Friendly, PDF & Email

6 komentarzy

  1. narciarz2 2012-01-27
  2. narciarz2 2012-01-27
  3. wersy 2012-01-27
  4. Stupecki 2012-01-27
  5. Maciej Rewicz 2012-01-28
  6. wersy 2012-01-28
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com