Maciej Rewicz: Rozmowa kontrolowana

  • Anna, lat 25, magister psychologii.
  • Jarek, lat 22, student informatyki.
  • Damian (brat Jarka), lat 19, klasa maturalna LO.
  • Zuzanna, lat 22, studentka rehabilitacji.

(na życzenie rozmówców imiona zostały zmienione)
Jarka i Damiana znam od dawna, to dzieci moich przyjaciół, właśnie dzięki Jarkowi udało mi się zmontować tę rozmowę-wywiad, za co mu dziękuję.

Spotkaliśmy się na marszu przeciw ACTA, był zdziwiony: Co pan tutaj robi? – zapytał. – To samo, co ty – odpowiedziałem, potem rozmowa potoczyła się na temat umowy ACTA. Wtedy zaproponowałem, że chętnie porozmawiałbym dłużej na temat internetu i spojrzenia młodzieży na te kwestie. Z nim i jego znajomymi. Obiecał, że spróbuje coś zmontować.

Spróbował. Udało się.

Spotkanie nastąpiło po kilku dniach, w klubie, przy piwku, na luzie.

Na luzie to na luzie, trudno zacytować całość. Zacytuję najważniejsze – moim zdaniem – fragmenty.

MR: Dlaczego boicie się ACTA?

Zuzanna: To nie strach, to protest. Pewnie, że ACTA zabrałaby nam trochę wolności, ale jakoś byśmy sobie dali z tym radę. Chodzi o to, że ktoś chce nam regulować życie. My się nie wtrącamy do was, wy się nie wtrącajcie do nas.
Jarek: Rząd włazi z buciorami w każdą dziedzinę życia. Chce mieć wszystko poukładane i pod kontrolą. Dopóki nas to dotyczy w małym stopniu i nie jest uciążliwe, to olewamy to, ale ACTA dotyczy przede wszystkim nas i naszej przestrzeni. Wy się zajmujecie jakimiś katastrofami, prostowaniem bananów w UE czy zmianami prokuratorów. Zajmujcie się. Wasza sprawa, wasz świat. My się wam nie wcinamy, nawet na wybory mało kto z nas chodzi. A wy się nie wcinajcie w nasz świat, którego w ogóle nie rozumiecie.

MR: No to trzeba chodzić na wybory. Dlaczego nie chodzicie?

Damian: A co to zmieni?

MR: Przecież każdy głos się tak samo liczy. Jeśli pójdziecie w dużej masie zmienicie rząd.

Damian: Tak, ale to nic nie zmieni.

MR: ???

Zuzanna: Przecież oni wszyscy są tacy sami. Różnią się tylko gębami i językiem. Z naszego punktu widzenia nie ma znaczenia, kto rządzi. Ktokolwiek by rządził – robi to dla siebie, nie dla ludzi.

MR: Więc postanowiliście zaprotestować. Jak zorganizowaliście ten protest?

Jarek: Normalnie, przez kontakty ze znajomymi, a najbardziej na Facebooku. Tam się toczy życie towarzyskie. Skrzykujemy się i działamy. Nieraz jest to działanie na małą skalę, nieraz na dużą. Zależy, czego dotyczy i ile osób jest chętnych do udziału. Nieraz nie wypala, jeśli jest mało chętnych.

MR: Aha, jak wam się nudzi to się skrzykujecie i robicie zadymę.

Jarek: Właśnie nie. Już niejeden próbował. Do zadym nie ma chętnych. Chętni są wtedy, kiedy sprawa jest poważna i dotyczy dużej grupy ludzi. Im większej, tym więcej chętnych.

MR: No a ten anonymous?

Anna: Anonymous to przejaw naszych czasów. Tak naprawdę on jest i jego nie ma. To jest coś, co jest żywe i zmienia formę. Nie ma struktur, nie ma kierownictwa. Anonymous dzisiaj jest i jego członkiem może być każdy z nas, jutro go nie będzie, a za parę dni znów będzie, ale w innym składzie. Im się wydaje, że jak aresztowali jednego hakera to zlikwidowali anonymous. Kompletnie niezrozumienie.

MR: Też nie bardzo rozumiem. To jak to działa?

Zuzanna: Jest jakieś wydarzenie, które się nam nie podoba. Wtedy organizujemy się na FB. Do protestu może przystąpić każdy, komu się to wydarzenie nie podoba. Ale nikt nikogo nie zmusza ani nie namawia. Każdy postępuje jak uważa za stosowne. Tworzy się anonymous. Potem, już po evencie ten anonymous się rozpada, ale gdzieś tworzy się następny, bo inni ludzie chcą zawalczyć o coś innego albo zaprotestować. Anonymousów może być kilka jednocześnie.

MR: Ale przecież ktoś tym steruje. Skąd te ataki na strony?

Jarek: Nikt nie steruje. Ludzie robią to, co potrafią. Bez poleceń, bez rozkazów. Ktoś potrafi rysować to robi plakaty, ktoś inny transparenty, a ci, którzy potrafią hakować – hakują. Niektórzy tylko uczestniczą wirtualnie, inni piszą artykuły, a kto chce i może uczestniczy w marszach, pikietach. Tak to działa. Nikt nikomu ról nie wyznacza, każdy robi to, co mu się chce zrobić i to, co umie.

MR: Nie bardzo chce mi się w to wierzyć, ale niech będzie. A czy nie lepiej zorganizować się, powołać jakieś stowarzyszenie i występować oficjalnie?

Damian: (załamany) Pan nic nie rozumie.

Anna: To nie ma być tak, i tak być nie może. Wasze pokolenie ma tendencje do nadawania wszystkiemu zorganizowanej formy. U nas to nie działa. Przecież musiałyby być tych stowarzyszeń setki, a niektóre działałyby tylko przez jeden dzień. Zanim zostałyby zarejestrowane już byłoby po wydarzeniu. O siedzibach, składkach i takich rzeczach nawet słyszeć nie chcemy. Poza tym wszystkie formalne grupy mają jakieś kierownictwo, przywództwo. U nas tego nie ma. Takie kierownictwo wcześniej czy później się wyalienowuje ze swojego środowiska. Chce narzucić swoje wizje, a to nie dla nas. Nasza siła polega na tym, że nie ma kierownictwa, nie ma z kim rozmawiać, nie ma kogo straszyć, przekupić czy namówić. Trzeba przekonać większość a nie kilka osób z kierownictwa. To jest właśnie anonymous.

MR: Przejdźmy do piractwa. Kto z was ma na kompie nielegalne filmy, gry czy muzykę?

(chwila cisza, patrzą na siebie)

Zuzanna: Chyba wszyscy. Ja nie gram, ale filmy mam i muzykę. Filmy mam chyba trzy, żadnego nie oglądałam jeszcze, a mam je kilka miesięcy. Tak na wszelki wypadek gdyby mi się kiedyś nudziło albo w autobusie pooglądam póki bateria nie padnie. Kiedyś ściągałam więcej, ale ściągnąć nie znaczy oglądać. Chyba większości z nich nie oglądałam. Recenzje w necie to nie recenzje – to reklama. Film niby ma być super, a okazuje się, że chała. Po obejrzeniu kliku minut kasowałam. Potem, po iluś-tam takich filmach już szkoda czasu mi było na szukanie i ściąganie.

MR: A kiedy byłaś ostatni raz w kinie?

Zuzanna: Przedwczoraj, na Muppetach, niby to dla dzieci, ale świetne.

MR: A dlaczego nie ściągnęłaś tylko poszłaś do kina?

Zuzanna: Miałam czas i ochotę na kino. Nie wiem jak uważają inni, moim zdaniem te piractwo jest przesadzone. Ściąga się te niepewne filmy, na które nie poszłoby się do kina. Te, które warto obejrzeć ogląda się w kinie. No chyba, że się nie ma czasu akurat wtedy, kiedy wyświetlają to się ściąga.

MR: Ale przecież, jest to jakiś rodzaj złodziejstwa. Jak się z tym czujecie?

Jarek: Większym złodziejstwem jest produkcja kitu i reklamowanie go jako czegoś wspaniałego. Naciąganie ludzi na kasę. Ja pojmuje internet jako platformę wymiany. Niedawno miałem zaliczenie. Musiałem napisać krótki program. Szukałem w necie. Nie było. Napisałem, zdałem i wstawiłem do netu. Inni będą mieli pożytek. W taki sam sposób ja mam pożytek z pracy innych. Wymieniamy się. Po co wyważać otwarte drzwi i męczyć się nad tym co kto już wymyślił czy zrobił?

Przecież nikt nie zadaje sobie pracy żeby wymyślić koło.

Podobnie jest z innymi rzeczami. Jeśli coś jest w necie to przecież jest ogólnodostępne. Teraz na wszystko chcą mieć patent. Ktoś może mój programik opatentować. Wtedy ja, żeby go użyć będę musiał zapłacić właścicielowi patentu. A napisałem go dla całego świata, żeby miał za darmo. Paranoja. Z tym trzeba skończyć. Przeciwko temu trzeba protestować. Piractwo to również forma protestu.

MR: A może właśnie o kasę chodzi. Macie za darmo, więc po co płacić w kinie?

Jarek: W moim przypadku na pewno nie. Jeśli coś ściągałem to płaciłem SMS-em za konto premium. Żeby szybciej zasysało. To wychodzi drożej niż bilet do kina.

MR: Często jest to żerowanie na cudzej pracy, pracy, którą ktoś wykonał dla pieniędzy. Na przykład artykuły z gazet. Podobno wstawiane są do netu całe zeskanowane gazety.

Jarek: Dziennikarze na tym nie tracą, dostali już wierszówkę. Tracą wydawcy. Drukowanie na papierze to przeżytek. Jak ktoś chce zarabiać, to niech się przystosuje do dzisiejszych realiów. Są przecież już e-wydania, na czytnik, na telefon. Nie wiem ile kosztuje prenumerata, ale powinna być dużo tańsza od papierowej. Albo zamiast drukować niech założą zwykłą stronę i prowadzą gazetę. Koszt o wiele mniejszy, a zysk z reklam podobny. Pod warunkiem, że treść będzie dobra i ludzie będą wchodzić i czytać. Niektórzy dziennikarze już dawno na to wpadli i zarabiają pisząc blogi. Co stoi na przeszkodzie żeby kilka blogów połączyć w jedną gazetę? Chyba nic. Do tego mieliby stały kontakt z czytelnikami, komentarze.

MR: No właśnie. Komentarze czyli wylew chamstwa.

Jarek: Ale przecież taka jest Polska i świat. Jak ktoś po przeczytaniu powie do kolegi “ale pojeb z tego autora” to ok, a jak napisze taki koment to już cham. Nie wiem czemu ma służyć cenzura chamskich wpisów. Chyba udawaniu, że chamstwa w Polsce nie ma. Jest, i takie same są komentarze.

MR: No dobrze. A muzyka?

Damian: Ja mam chyba najwięcej ale widział pan ile mam płyt. Te płyty to legalne.

MR: To dlaczego ściągasz zamiast kupić płytę?

Damian: To nie zawsze jest zamiast. Teraz się wszyscy wycwanili i robią z nas wała. Na płycie jest jeden, dwa dobre kawałki a reszta to kicha. W radiu i telewizji też leci na okrągło właśnie ten jeden czy dwa kawałki. Ludzie kupują pytę a tam poza tym nie ma nic ciekawego. Nie da się odsłuchać całej płyty i stwierdzić czy chociaż połowa utworów jest fajna, bez ściągnięcia. Ściągam i słucham, jeśli mi się podoba więcej niż połowa to kupuje płytę. Mam dwie, które ze USA przypłynęły, bo w Europie nie można było dostać. Oryginalna płyta to zawsze lepsza jakość. Jeśli mi się podoba jeden czy dwa utwory z całej płyty to nie kupuję. Zostawiam te dwa mp3 na kompie a resztę kasuję. W ten sposób nazbierało się sporo.

Anna: Niestety, wszyscy nadal funkcjonują jak w XX wieku, a tak już się nie da. Potem mają pretensje. Potrzebna jest głęboka zmiana sposobu myślenia i edukacji. Nauczycielka zadaje pracę domową: “Napisz streszczenie Antygony” a potem ma pretensje, że wszyscy mają podobny tekst ściągnięty z internetu.

MR: To jak przestawić to myślenie? Jaki temat powinna zadać?

Anna: Nie może pan wymyślić? To bardzo proste. “Znajdź w internecie trzy streszczenia Antygony i porównaj je pod względem formy oraz podobieństwa do oryginału.” W ten sposób dzieciaki są zmuszone przeczytać trzy streszczenia. Muszą porównać, które lepsze, więc muszą przeczytać Antygonę, a na dokładkę muszą napisać czy forma jest adekwatna do streszczenia.  A najważniejsze, że przy tym wszystkim muszą poruszać szarymi aż im się neurony grzeją. Kiedy już tak nauczycie się myśleć oznaczać to będzie, że ewoluowaliście z homo analogicus do homo digitalicus.
(Uśmiali się, resztą piwa wypili moje zdrowie i życzyli powodzenia.)
No, to tyle. Biorę się do nauki innego myślenia.

Maciej Rewicz

Nienalezna.pl

Print Friendly, PDF & Email

8 komentarzy

  1. Angor 2012-02-02
  2. nauczyciel 2012-02-02
    • Angor 2012-02-03
  3. narciarz2 2012-02-02
  4. Magog 2012-02-03
    • narciarz2 2012-02-03
  5. narciarz2 2012-02-03
  6. K.J. Konsztowicz 2012-02-05
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com