Marian Marzyński: Powrót do Jerozolimy

marzynski 32013-09-29.

Wiele lat temu, w czasach „Solidarności” odwiedziłem szkołę Bartka koło Chicago żeby pokazać uczniom mój film „Powrót do Polski”. Przed filmem zapytałem ich, czy wiedzą w jakiej części świata leży Polska. Bartek podniósł rękę, ale ja udzieliłem głosu jego koledze, który powiedział: „na Bliskim Wschodzie”. Nie był pewien, ale myślał, że gdy w świecie dzieje się coś dramatycznego, na ogół jest to Bliski Wschód.

Piszę to w Jerozolimie, gdzie po raz nie wiem który słucham dwóch bliskowschodnich bajek: żydowskiej i arabskiej, każda z nich dramatyczna i w każdej opowiadający widzą jedną jedyna prawdę. Dziś zajmę się Izraelczykami, jutro Palestyńczykami, którym pewni moi rozmówcy w żydowskiej Jerozolimie odmawiają prawa do takiej nazwy, nazywając ich Beduinami, na co ktoś po stronie arabskiej, odpowiada z humorem: bardzo lubię te nazwę – w industrialnym świecie „Beduin” kojarzy mi się z kimś, kto szanuje przyrodę.

Historia Izraela jest równie dramatyczna, jak pełna romantycznego optymizmu,. Żydowskie marzenie o własnym państwie na ziemiach, które kiedyś wśród arabskiej większości zamieszkiwali, zrealizowało się dopiero po drugiej wojnie światowej. Uratowanym z zagłady Żydom (jestem jednym z nich), opinia publiczna po obu stronach zimnowojennego świata przyznała prawo do założenia państwa na terenie brytyjskiego protektoratu zwanego Palestyną (ktoś, kto wymyślił te nazwę, powinien otrzymywać poważne tantiemy, bo pada ona dzisiaj co chwile).

Arabscy Beduini pod brytyjskim protektoratem – cześć z nich obywatele Jordanu, inni Egiptu, większość bez państwowej przynależności – również otrzymali od wycofujących się Anglików prawo założenia własnego państwa na zachodnim brzegu Jordanu, we wschodniej części Jerozolimy i w rejonie Gazy. Pełni entuzjazmu Żydzi zabrali się do budowania na pustyni własnego państwa. Pozbawieni zjednoczonego przywództwa Arabowie, cześć z nich Jordańczycy, cześć bezpaństwowcy pod duchowymi rządami Muftiego – faszysty, popierającego Hitlera, nie skorzystali z oferty ONZ, odmawiając Żydom prawa do własnego państwa.

W roku 1948 wybuchła wojna żydowsko-arabska, w której zginęło 6000 źle uzbrojonych Zdów (1% żydowskiej populacji 600 000). Po roku Żydzi wyparli ze swoich terenów znacznie lepiej uzbrojoną egipsko-jordańsko-turecką armię, nazywając tę cześć swojej historii bohaterskim zwycięstwem na arabskimi agresorami. Dzisiejsi Palestyńczycy nazywają te wojnę “Nakła”, co znaczy katastrofa i czynią z niej centralny element narodowej martyrologii, o czym więcej w następnym odcinku.

Po wojnie 1948 roku cześć arabskiej ludności pozostała w Izraelu, gdzie otrzymała prawa obywatelskiej (dziś jest ich około 2 milionów), inni w panice sami opuścili granice Izraela, jeszcze inni siłą zostali wysłani do obozów dla uchodźców (tu kryje się fundamentalna różnica obu historycznych bajek).

Gdy w następnych latach Izraelczycy odnosili niezwykle sukcesy w budowie swojego państwa, zbrojąc się z pomocą Amerykanów i inwestując pieniądze Żydów z międzynarodowej diaspory, Arabowie dwukrotnie wypowiadali wojnę Izraelowi, w obu wypadkach przegrywając ją. (Zwycięstwo Izraela w wojnie 6-dniowej w roku 1967 i zniszczenie dostarczonych im przez Sowietów samolotów), zainspirowało polskiego towarzysza Gomułkę, do oskarżenia garstki polskich Żydów o syjonizm, z czego wywodzi się moja marcowa emigracja).

Żydowska bajka toczy się dalej: wszystko, co robiliśmy przez te 65 lat przeciw Arabom, było nie z chęci agresji, ale w obronie własnego bezpieczeństwa. To Palestyńczycy byli przez te lata agresorami. Uznajemy, że zapłacili za to wysoką cenę w formie ciężkich warunków ekonomicznych i obecności naszych czołgów. Jeżeli uznają nasze prawo do istnienia i przestaną nas atakować, gotowi jesteśmy zadośćuczynić im za te krzywdy.

Taki jest izraelski scenariusz mojego nowego filmu “Powrót do Jerozolimy”. Czytelnicy nie rozchodźcie się: jutro scenariusz palestyński.

Marian Marzyński

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com