Leszek Szaruga: Wypisy z prasy kulturalnej

szar1403072013-10-07.

Czego o Rosji można się dowiedzieć z wydawanej obecnie w Polsce prasy? Rzecz nie bez znaczenia, zważywszy dość dramatyczną, choć też i nie pozbawioną pięknych epizodów historię naszych wzajemnych relacji. I nie chodzi nawet o to czy czytająca publiczność po takie teksty sięga. Chodzi o to, by mogła sięgnąć, kiedy tego zapragnie. Stąd ta sonda.

Wydawany w Gdańsku kwartalnik „Migotania” (nr 1/2013) przynosi spory blok materiałów związanych z Rosją. Przede wszystkim fragmenty „Dziennikowej prozy” Maryny Cwietajewej (w przekładzie M. Śmiechowicza), poetki w Polsce doskonale znanej i od dziesięcioleci, choć nie bez kłopotów w minionych czasach, obecnej. Zaraz potem czytelnik odnajdzie esej Mirosławy Michalskiej-Suchanek „Fiodor Dostojewski – na granicy wolności i zniewolenia”, o tyle istotny, że mamy w Polsce kłopot z Dostojewskim i jego, jak to określił Ryszard Przybylski, „przeklętymi problemami”.

Wznowiono zresztą ostatnio interesującą, a nie mającą szans na publikację w PRL-u biografię pisarza „Dostojewski” pióra Stanisława Cata-Mackiewicza, po wojnie premiera rządu emigracyjnego w Londynie, który po roku 1956 wrócił do kraju. Recenzujący książkę na łamach tygodnika „Do Rzeczy” (nr 29/2013) Piotr Zychowicz kończy swe omówienie zatytułowane „Jak zabito Dostojewskiego” następująco: „Podobno bez zrozumienia Dostojewskiego nie sposób zrozumieć Rosji. Dostojewskiego nie da się zrozumieć bez przeczytania książki Cata”.

Nie przesadzajmy – ta rzeczywiście z pasją napisana książka nie jest aż taką rewelacją, choć dla kogoś, kto dzieł Dostojewskiego w ręku nie miał, jest z pewnością dobrym do nich wprowadzeniem. Michalska-Suchanek natomiast ma bez wątpienia ambicje poważniejsze niż skądinąd znakomity publicysta, jakim był Cat-Mackiewicz – bierze na warsztat kwestię rzeczywiście „przeklętą”, jaką jest w dziele pisarza rozumienie wolności i dążenie ku niej.

W zakończeniu szkicu czytamy: „Jeżeli przyjmiemy, że wolność znaczy tyle, co wolna wola oraz prawo wyboru – przede wszystkim między dobrem a złem, a także możność decydowania o sobie i własnym życiu, nie sposób uciec od przeświadczenia, że znakomita większość postaci na kartach dzieł Dostojewskiego balansuje na granicy wolności i zniewolenia.

Wolność wyboru rodzi wątpliwości i rozterki, wiąże się bowiem z poczuciem odpowiedzialności. Niepewność swoich racji, obawa co do słuszności podejmowanych decyzji, świadomość ich nieprzewidzianych, a nawet nieprzewidywalnych konsekwencji bywa ciężarem nie do udźwignięcia. Ludzka słabość, naznaczona bojaźnią staje się wówczas przyzwoleniem na uprzedmiotowienie. Zajmując postawę pasywną wobec życia, człowiek wyzbywa się wolności.

I rzecz w tym, że nawet świadomie z niej nie rezygnuje, po prostu bezwolnie oddaje  poprzez zaniechanie jakiegokolwiek działania ukierunkowanego na jej zatrzymanie. Zyskuje tym samym spokój osoby uwolnionej od przymusu dokonywania wyborów. Spokój to jednak pozorny, bowiem stanowi rezultat i zarazem składową zniewolenia człowieka przez aktualnych „dysponentów” jego wolności. (…)

W dziełach Dostojewskiego wybór szeroko rozumianego dobra, paradoksalnie, również może implikować stan zniewolenia. Szlachetność i cnota pojmowane dogmatycznie, bywa, że stają się okowami, czyniąc z człowieka niewolnika zasad i obyczajów oraz ortodoksyjnie pojmowanej moralności. Jego życie płynie w ściśle określonym kierunku i nie ma tu żadnej możliwości, aby zboczyć z drogi lub z niej zawrócić. Myśli i czyny podporządkowane są określonym, obowiązującym regułom, przyjmowanym w większości bezrefleksyjnie. Co prawda stanowią one pokłosie dokonanego niegdyś wyboru, niestety ów moment, stanowiący przejaw wolności, staje się jednocześnie aktem jej utraty.

Człowiek obierając w życiu określony kierunek, przyjmuje determinowany przez niego system zasad, norm, wartości, postaw etc., i ponosi tego wszystkiego konsekwencje. Czym zatem jest dla Dostojewskiego wolność? Początkiem drogi czy jej końcem? Swobodą, samostanowieniem, niezależnością? Czy przeciwnie – pełnym zniewoleniem?

Dzieła autora „Braci Karamazow” charakteryzuje pełna ambiwalentność obrazów. Ich schematyczne nacechowanie i ideowa tonacja nie są w tekstach arbitralnie jednoznaczne. Teza walczy z antytezą. Polifonia, dialogowość, obecność przeciwstawnych twierdzeń, symbolika skutkują wielością interpretacji. Na postawione pytania nie ma więc oczywistych odpowiedzi”.

Tak oto w uczonych analizach Dostojewskiego zbliżamy się w Polsce do rozumienia Rosji, ja wszakże podejrzewam, nie pomniejszając znaczenia akademickich rozważań, że więcej zrozumiem czytając takie opracowania, jak to, którego przedmiotem są losy rosyjskiej humanistyki XX wieku, przygotowywane przez Bogusława Żyłkę i którego fragment – zatytułowany „Rosyjskie życie intelektualne: uniwersytety i kółka” (osobiście dodałbym też: oraz kuchnie…) to kolejny poświęcony sprawom rosyjskim tekst na łamach „Migotań”.

Uwagi wart też jest następujący fragment tego artykułu: „W porównaniu z zachodnioeuropejskimi odpowiednikami uczelnie w Imperium Rosyjskim dalekie były od pełnej realizacji „idei uniwersytetu”. Ich relatywna słabość wynikała nie tylko z faktu, że działały w środowisku pozbawionym znaczących tradycji intelektualnych i podejrzliwie nastawionym do „niemieckich mądrości”. Będąc produktem oświatowej polityki władzy (miejscem aktywności „inteligencji rządowej”) miały być prawdziwymi ogniskami „rosyjskiego oświecenia”.

Ale zarazem z konieczności funkcjonowały w systemie autorytarnego państwa, którego ideologia zawierała się w (…) formule ministra Siergieja Uwarowa. Wymagała ona ustanowienia w Rosji „stałej i zbawczej zgody między wiarą, wiedzą i władzą, czyli innymi słowy miedzy chrześcijańską pobożnością, oświeceniem umysłów i bytowaniem obywatelskim”.

Owo „dbanie o zbawczą zgodę” stało w jaskrawej sprzeczności z „ideą uniwersytetu”, która (…) nie uwzględniała (bo nie mogła uwzględniać) takich kompromisów. Nieprzezwyciężalne trudności z pogodzeniem oficjalnej ideologii z postulatem swobodnego, nieskrępowanego przez żadne czynniki zewnętrzne rozwoju myśli dobrze demonstruje los filozofii w Rosji. (…) Uniwersytet jako instytucja państwowa (pomimo swej – w Rosji zresztą często ograniczanej – autonomii) był narażony na uleganie narzuconym przez rząd programom. (Profesorowie byli traktowani jak urzędnicy państwowi i byli wpisywani do zaprojektowanej przez Piotra I tabeli rang). Nic dziwnego, że niezależna myśl musiała szukać dla siebie innego miejsca dla swojego rozwoju. (…) Mowa o różnego rodzaju kółkach, które z czasem stały się charakterystycznym zjawiskiem w rosyjskim życiu umysłowym. Bardziej arystokratyczna formą życia towarzysko artystycznego były salony literackie. (…)

Mówiąc o kółkach, mamy tu na myśli ugrupowania literacko-naukowe, a więc takie, które łączyły zainteresowania twórczością artystyczną i intelektualną. Oprócz nich działały bowiem (najczęściej tajne) liczne kółka polityczne, nieraz głęboko zakonspirowane, będące zalążkami potężnych partii politycznych”.

Jak widać, zaczyna przybywać opracowań dotyczących kultury rosyjskiej. Siłą rzeczy większość tych tekstów ma dość silny kontekst polityczny, ale też trudno, by w wypadku Rosji miało być inaczej – tło polityczne zawsze stanowiło tu ważny punkt odniesienia czy to literatury, czy filozofii, w okresie komunistycznym także i innych nauk: każdy, kto zna „Krótki słownik filozoficzny” z początków lat 50. wie, że teoria kwantów to burżuazyjna pseudonauka, a Albert Einstein to idealistyczny (samo to słowo porażało) pseudonaukowiec mający mącić w głowach przedstawicielom klasy robotniczej, zaś kto temu przeczył, mógł bez trudu powiększać szeregi więźniów i zesłańców.

Ale to było dawno, co nie znaczy, że przeszłość nie ma znaczenia także współcześnie, co zaświadcza artykuł Jadwigi Rogoży „Rosja za kratami” opublikowany na łamach „Nowej Europy Wschodniej” (nr 3-4/2013). Skupia się autorka na żywotności kultury więziennej we współczesnej Rosji: „W Rosji kultura więzienna przeniknęła do praktycznie wszystkich sfer życia.

Znaczna część społeczeństwa przy opisie rzeczywistości operuje pojęciami z grypsery, ci zaś, którzy stronią od używania tego języka, bez trudu te pojęcia identyfikują. Okazuje się często, że w Rosji określenia rodem z grypsery stają się skrótem myślowym, najtrafniej opisującym rzeczywistość. (…) Na wpływie kultury więziennej na życie społeczne w Rosji bez wątpienia zaważyła liczebność więźniów w okresie stalinowskim i radzieckim. Jednak skala ta może być tylko jednym z powodów żywotności tej kultury na zewnątrz.

Pod względem liczby więźniów oraz ich odsetka w całej populacji Rosję wyprzedzają Stany Zjednoczone, naukowcy odnotowują też wyraźną tendencję wzrostową w liczbie skazanych w większości państw określanych jako dojrzałe demokracje. W krajach tych jednak wpływ kultury więziennej ni jej reprodukcja na zewnątrz w najlepszym razie ogranicza się do określonych środowisk, z reguły niezamożnych.

Istotnym powodem tak silnego wpływu kultury więziennej na rosyjską kulturę społeczną wydaje się to, że więzienny kodeks replikuje tradycyjny, patriarchalny i autorytarny model relacji w państwie, który utrzymywał się w Rosji niemal przez cały okres jej dziejów. Dwie dekady, jakie minęły od rozpadu ZSRR, nie wykształciły pełnowartościowego systemu demokratycznego, który stałby się alternatywą dla „odwiecznego” rosyjskiego modelu. Formalnie istniejący ustrój demokratyczny traktowany jest instrumentalnie, a prawo pisane i nieformalną praktykę często dzieli przepaść.

I władza, i społeczeństwo nauczyły się obchodzić prawo w takim stopniu, na jaki mogą sobie pozwolić. W tej sytuacji, w warunkach próżni ideologicznej, słabości instytucjonalnej i niskiej kultury prawnej, potrzebny był sprawny mechanizm regulacji życia społeczno-politycznego. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, na fali rozczarowania karykaturalną odmianą demokracji, górę wzięła autorytarna „pamięć genetyczna”. Lukę szybko wypełniły niepisane zasady, po części wywodzące się z kultury więziennej, które zaczęły pełnić funkcję „aktów wykonawczych” wobec autorytarnej matrycy świadomościowej, nadal dominującej w rosyjskim społeczeństwie. Jeszcze jednym powodem żywotności kultury więziennej może być odmienne postrzeganie więzienia niż w dojrzałych demokracjach, cechujących się rządem prawa.

„Relatywizacja” roli więzienia – zwłaszcza w okresie komunizmu – dotyczy też wielu krajów naszego regionu: w odbiorze społecznym internowanie traktowane było niemal jako nobilitacja i symbol niezłomności wobec opresyjnego państwa. W Rosji jest to posunięte do ekstremum – pobyt w więzieniu nie jest otoczony odium społecznym, a samo więzienie i sąd nie są postrzegane jako narzędzia sprawiedliwości”.

Autorka przywołuje na wstępie rosyjskie powiedzenie: „Więzienie i torba żebracza może przypaść w udziale każdemu”. Cóż – w czasach komunizmu w Polsce powiadano, że obywatele naszego kraju dzielą się na tych, co siedzieli, tych, co siedzą i tych, co siedzieć będą.

Póki co, żyjemy w świecie trochę przynajmniej mniej opresyjnym od tego, który stał się, może na zawsze, doświadczeniem przeszłości. Ale zło czyha wszędzie i zawsze, o czym można przekonać się czytając teksty dotyczące Rosji w prasie określanej mianem „prawicowej”.

Zło jest podstępne i bezlitosne, o czym pisze Bronisław Wildstein w artykule „Rosyjska ofensywa” w cytowanym tu już tygodniku „Do Rzeczy”: „Od kilku miesięcy nasila się rosyjska ofensywa na Polskę. Z jednej strony polega ona na próbach uzależnienia energetycznego, a nawet szerzej – gospodarczego naszego kraju, z drugiej na sygnalizowaniu międzynarodowej opinii publicznej, że Polska ciągle znajduje się w rosyjskiej strefie wpływów. Moskwa usiłuje narzucić nam rozwiązania, w wyniku których o dostawach surowców energetycznych, a nawet samej energetyki, decydować będą firmy rosyjskie; jednocześnie stara się blokować przedsięwzięcia – choćby wydobycie gazu łupkowego – które mogłyby nas od niego uniezależnić. Wrażenie zależności Polski od Moskwy ma zmniejszyć nasze znaczenie w polityce międzynarodowe, zwłaszcza w NATO i UE. Wizerunek kraju nie w pełni suwerennego podkopuje naszą pozycję w relacjach z państwami Zachodu, które mogą przestać traktować nas jako pełnoprawnego sprzymierzeńca, a także odbiera możliwości koalicji z państwami regionu. W efekcie uniemożliwia prowadzenie niezależnej polityki”.

Artykuł jak artykuł, trochę zdumiewa w nim spore nagromadzenie trybu przypuszczającego („podobno”) czy po prostu mnożenia bytów ponad konieczność (dostrzega autor istnienie w Polsce „partii rosyjskiej”). A oto jedno z bardziej zdumiewających zdań tego tekstu: „To, że przez 24 lata niezależnej Polski znaleziono jedynie paru szpiegów rosyjskich, świadczy, że polski kontrwywiad nie funkcjonuje”.

Jeśli Wildstein wierzy, że o każdym aresztowaniu rosyjskiego agenta w Polsce bądź polskiego w Rosji ogłasza się w mediach, to jest naiwnym Jasiem, który gaworzy o polityce. Lecz najbardziej zdumiewający wydaje się fakt, że artykuł Wildsteina ujęty jest w ramę, za sprawą której każdy Polak przekonać się może, ze Rosji obawiać się raczej nie należy: poprzedza ten artykuł wywiad z Wiktorem Suworowem, który przekonuje, że Rosja ulegnie unicestwieniu w ciągu najbliższych 10-15 lat, zaś kolejnym materiałem po tekście Wildsteina tabela zatytułowana „Rozpad Rosji”. Bardzo to śmieszne.

Leszek Szaruga

 

 

Print Friendly, PDF & Email

6 komentarzy

  1. Alina Kwapisz-Kulińska 2013-10-07
  2. Jerzy Łukaszewski 2013-10-07
  3. Walter Chełstowski 2013-10-07
  4. Jerzy Łukaszewski 2013-10-07
  5. wejszyc 2013-10-07
  6. elkaem 2013-10-08
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com