Bogdan Miś: Inteligencja i cholesterol

intelekt mozg2013-10-07.

Nasza niedawna dyskusja o inteligencji w radiu TOK FM – a w szczególności opublikowane w witrynie „Studia Opinii” późniejsze komentarze – dowodzą, że temat jest istotny. I – zgodnie z moimi przewidywaniami – żeby użyć języka matematycznego, mocno „rozmyty”, nieostry. W zasadzie każdy pod słowo „inteligencja” podkłada nieco inne znaczenia; niby każdy wie o co chodzi, ale jak przyjdzie co do czego…

Z mojego punktu widzenia są dwa główne znaczenia tego słowa. Jedno, psychologiczne, związane z pewnymi cechami umysłu ludzkiego; zgodziliśmy się (a, mam nadzieję, i Czytelnicy też będą w większości tego zdania), że immanentnymi cechami inteligencji w tym rozumieniu są: kreatywność, odporność na wszelkiego typu dogmaty – w tym, oczywiście, religijne czy w ogóle światopoglądowe, pewien wyraźnie ponadprzeciętny poziom posiadanej erudycji, ciekawość świata i wewnętrzna potrzeba stawiania pytań „jak?” i „dlaczego?” – czego doraźnym dowodem jest zamiłowanie do wszelkiego typu lektur, swoiste „pożeranie tekstów”; wreszcie duża odporność na opinie tzw. autorytetów.

I już tu właśnie pojawiają się pierwsze kłopoty. Dla niejednego inteligencka dociekliwość – tak rozumiana – będzie ocierała się o wścibstwo, odporność na autorytety będzie kojarzyła się z odrzuceniem wartości i obrazoburstwem, negowanie dogmatów – z brakiem zasad i lekceważeniem „powszechnie uznanych” norm. Inteligenci w tym rozumieniu, czyli ludzie obdarzeni wymienionymi cechami umysłu, są to bowiem ludzie na ogół trudni we współżyciu i narażeni w związku z tym w wielu środowiskach na swoisty ostracyzm.

Powiedzmy sobie zresztą prawdę: w jakimś stopniu nie bez powodów, bywają bowiem – często najzupełniej słusznie – odbierani jako pełni pychy i zadufania w sobie egocentrycy. To nie są cechy budzące powszechną sympatię.

Ale – jestem o tym osobiście głęboko przekonany – to tacy właśnie ludzie tworzą postęp i są solą Ziemi… Więc ja osobiście nie mam im za złe kłopotów z komunikacją społeczną.

Przy okazji: jakoś nie bardzo wierzę w to, by człowiek wybitnie uzdolniony – powiedzmy, wielki pisarz czy wybitny uczony – osiągnął w swoim twórczym życiu cokolwiek bez wiary w siebie – posuniętej aż do pychy właśnie. Jeśli nawet ci Najwybitniejsi owej pychy nie okazują, to podejrzewam, iż dlatego tylko, że dodatkowa mądrość życiowa, może nawet niekoniecznie świadoma, dyktuje im konieczność jej ukrycia: tak jest po prostu w życiu społecznym bezpieczniej. Żeby użyć przykładu: pisarz, który nie jest głęboko przekonany, że wart jest Nobla – po prostu nigdy tego Nobla nie dostanie…

Drugie znaczenie słowa inteligencja wiąże się z jego rozumieniem socjologicznym. W tym rozumieniu – inteligencja to pewna warstwa społeczna, różna od na przykład drobnomieszczaństwa, klasy robotniczej czy chłopstwa.

No i tu nieporozumień i nieostrości jest dużo więcej niż w poprzednim przypadku. Zwłaszcza a Polsce.

Są bowiem ludzie, którzy utożsamiają u nas inteligencję z dawnym ziemiaństwem – na ogół dobrze wykształconym, z manierami i kindersztubą, z zasadami moralnymi w dużej mierze opartymi o wartości chrześcijańskie i patriotyczne. Słowem – z przynależnością do pewnej dziedzicznie Obdarzonej Łaską inteligencji klasy społecznej, do której wprawdzie profan wejść może, ale po wielkich staraniach i spełnieniu licznych ostrych kryteriów.

Inni – pewno nawet liczniejsi – dostrzegają tożsamość inteligencji po prostu z grupą ludzi wykształconych; dziś często i dość chętnie (i całkowicie – moim osobistym zdaniem – bez jakiegokolwiek uzasadnienia –  za wystarczająca miarę tego wykształcenia uważa się tzw. licencjat). Jeszcze inni widzą inteligencję jako wyższą kadrę zarządzająca państwem i korporacjami, wspartą grupą twórców i intelektualistów; są i tacy, którzy skłonni są nazwać inteligentem byle urzędnika czy nauczyciela – z samej racji wykonywanego zawodu…

Słowem, pomieszanie z poplątaniem. Inaczej tego nazwać nie mogę.

Dlatego właśnie naszą radiową dyskusję zacząłem od żartu matematycznego, czyli jedynej definicji inteligenta, która ma z punktu widzenia logiki „ręce i nogi” i rzecz w pewnej mierze uściśla: z użyciem tak zwanej indukcji matematycznej zupełnej, w której podaje się wyjściowy przykład obiektu (w tym wypadku: inteligenta) jako wzorzec, następnie zaś określa pozostałe indywidua zbioru jako pozostające w pewnej precyzyjnie określonej relacji z modelem. Ktoś dowcipny lata temu określił tak właśnie matematyka: otóż, niewątpliwie, matematykiem był Stefan Banach – i za matematyka uznamy tedy każdego, kogo matematyk za matematyka uważa. W związku z tym matematykami są ci wszyscy, których sam Banach za matematyków uważał, ci również, którzy zostali uznani za takich przez uznanych przez Banacha, i tak dalej…

Nieco przekornie, żartobliwie zaproponowałem zatem – przyznam, że troszkę chcąc kolegów wprawić w lekkie zakłopotanie, lekkie – bo w końcu są to rasowi inteligenci (właśnie!) i natychmiast dostrzegli „kanał”, w który chcę ich wpuścić – jako model polskiego inteligenta… Włodzimierza Cimoszewicza. Bardzo trudno byłoby jego przynależność do tej warstwy zanegować, jeśli w ogóle byłoby to możliwe, ale przyjęcie jego osoby za punkt wyjścia oznacza natychmiast niejawne określenie inteligencji jako w większości ludzi lewicy, lub przynajmniej pewnego jej odłamu (przyznam, że mnie osobiście bliskiego). Moi współdyskutanci  nieco zatem jęknęli, ale co mieli robić? Musieli się zgodzić. Gdybym wybrał jako model – równie jak Cimoszewicz niewątpliwą z punktu widzenia „inteligenckości” postać – powiedzmy, Władysława Bartoszewskiego, określona moją „matematyczną” definicją grupa ludzi pewno byłaby nieco w szczegółach inna…

Czego to dowodzi?

A no, tego tylko, że i – pozornie idealna – skonstruowana ściśle logicznie formalna definicja, też jest niedoskonała i zawodna. Zatem – żeby wrócić do punktu wyjścia – i psychologicznie i socjologicznie motywowana definicja nie jest ścisła i taką być nie może.  Nie dziwmy się więc związanym z próbami tej definicji nieporozumieniom. Są one naturalne – i liczne.

O jednym tedy tylko. Inne zapewne dostrzegą komentatorzy.

Chodzi mianowicie o to, że dla – zapewne – ogromnej większości ludzi słowo „inteligencja” ma konotację jednoznacznie pozytywną. Nazwanie kogoś „inteligentem” jest czymś na kształt wpisania go do Almanachu Gotajskiego. Tymczasem – i tu wyjaśnia się tytuł tego niezupełnie poważnego szkicu – z inteligencją jest dokładnie tak samo, jak z cholesterolem.  Który, jak wiadomo, bywa dobry – albo zły. I – tak jak ja rozumiem to pojęcie – można być inteligentem, służąc Złu. A nawet będąc samemu tego zła uosobieniem.

Dla człowieka, który – jak paru moich przyjaciół – uważa za modelowego inteligenta doktora Judyma (ręka do góry: kto jeszcze czyta dziś Żeromskiego?…), inteligent, specjalnie zaś polski inteligent, ma za pazuchą misję. Misję, dodajmy czynienia dobra. Misję pracy dla społeczeństwa. Czysty to dziewiętnastowieczny pozytywizm; i spojrzenie wielce szlachetne, ale, jak sądzę, błędne. Niestety; bo wolałbym, by to przyjaciele mieli rację.

To, co napiszę poniżej – wzbudzi zatem bez wątpienia u wielu Czytelników sprzeciw: idzie silnie wbrew temu pozytywnemu rozumieniu pojęcia i osobowości inteligenta.

Nie chcę wymieniać konkretnych przykładów na głównej stronie naszej witryny, bo szok czytelniczy byłby jednak zapewne zbyt duży. Ale mógłbym po imieniu i nazwisku wskazać inteligentów wśród najgorszych faszystowskich bydlaków (czyż nie był inteligentem, pal diabli: niech będzie konkret, na przykład Speer, czy nawet sam Goebbels – przecież nie nazwiemy go „prymitywnym bucem”…), czy w „wierchuszce” bolszewików; przykłady polskie pominę, ale wszyscy zapewne wiedzą, o kim mogę myśleć. Zresztą, w komentarzach w „Studiu Opinii” niektóre są jawnie wymieniane.

Wielu wielkich uczonych, dziennikarzy czy filozofów, bez (mojego) wątpienia inteligentów w każdym rozumieniu tego słowa, służyło sprawom złym, czy nawet najgorszym. W Rosji, w Niemczech, także w Polsce. I dotyczy to nie tylko wydarzeń  sprzed dziesięcioleci. Powiem więcej: ci ludzie nie tylko służyli złu, ale robili to dobrze; czyli sprawnie, ze znajomością swego fachu i rzemiosła, nawet – z wybitną znajomością. Byli przy tym – z jakiegoś tam punktu widzenia, może nawet bez tego zastrzeżenia – bez wątpienia szkodliwi społecznie. Tym bardziej, im lepszymi rzemieślnikami byli – i im sprawniejszymi intelektualnie inteligentami.

Ale byli – i pozostają – właśnie inteligentami.

Przyjmijmy wreszcie do wiadomości, że inteligencja, czy to rozumiana psychologicznie czy socjologicznie – nie ma żadnego jednoznacznego związku z moralnością czy etyką, stosunkiem do sacrum lub nawet elementarnej uczciwości. Może więc być inteligent szlachetny i w każdym calu pozytywny – a może być i dokładnie przeciwnie. Znajdziemy inteligentów zatem, niestety, w panteonie – ale i w szambie.

Myślę, że warto sobie z tego zdawać sprawę. Bo inteligent, w dodatku rzemieślniczo sprawny, służący Złu – a także i taki, któremu się wydaje w osobistym zadufaniu, że pomaga Dobru, bo jest mądrzejszy od szefa na przykład – jest stokroć groźniejszy (czasem też dla przełożonych…) od prymitywnego „żołnierza” z pałką w ręku. Tym bardziej – bo i tak bywa – gdy taki człowiek jest osobnikiem prywatnie ciepłym i miłym, uczynnym i pełnym empatii dla wąskiego grona kumpli.

Jest groźny. Jest szkodliwy. Ale pozostaje inteligentem.

Bogdan Miś

 

Print Friendly, PDF & Email

33 komentarze

  1. bisnetus 2013-10-07
    • BM 2013-10-07
  2. Rapid 2013-10-07
  3. Jerzy Łukaszewski 2013-10-07
  4. Tetryk56 2013-10-07
  5. a.f. 2013-10-07
    • BM 2013-10-07
      • Maria Bonna 2013-10-07
      • a.f. 2013-10-08
  6. Jerzy Tarnówka 2013-10-07
    • BM 2013-10-08
  7. Jerzy Łukaszewski 2013-10-07
  8. Hazelhard 2013-10-07
    • BM 2013-10-07
    • Marcin Fedoruk 2013-10-08
  9. SAWA 2013-10-07
  10. PIRS 2013-10-07
  11. a.f. 2013-10-08
  12. Therese Kosowski 2013-10-08
  13. Therese Kosowski 2013-10-08
  14. Therese Kosowski 2013-10-08
    • BM 2013-10-08
  15. Jerzy Łukaszewski 2013-10-08
  16. a.f. 2013-10-08
  17. Jerzy Łukaszewski 2013-10-08
    • SAWA 2013-10-08
  18. Jerzy Łukaszewski 2013-10-09
    • SAWA 2013-10-09
  19. Tomasz Kowalski 2013-10-09
    • andrzej Pokonos 2013-10-12
  20. Beata 2013-10-12
  21. A.F 2013-10-13
  22. janusz Dymek 2013-10-13
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com