Stefan Bratkowski: Dzień dobry trojgu muszkieterom

muszkieterowie2013-10-10

Kiedy język Polaków ogranicza się do kilkudziesięciu wyrazów, w tym kilku obraźliwych lub ordynarnych, pewne nieoczekiwane zjawiska pocieszają mnie, że jeszcze Polska nie zginęła. Nie ma żadnych ustalonych, regularnych przesłanek dla pojawiania się nowych talentów prozy. Długotrwała posucha literacka w Polsce już wolnej świadczy, że może ich w ogóle nie być. Pisarstwo najwyraźniej rozkwita wtedy, kiedy nie wolno. A tu naraz – odradza się, i to nie tylko wobec możliwego zagrożenia rządami Jarosława K. Tak „samo z siebie”. Co dla mnie ważne przede wszystkim – objawiają się talenty publicystyczne i reporterskie. Nie wiadomo, skąd się biorą. Rodzą się na kamieniu. Ich oczy chcą widzieć, klawiatury ich komputerów służą coraz dojrzalszej muzyce słowa, myśl z każdym zdaniem buduje coraz ciekawsze treści. Jakiż kontrast z obłym, karabinowo-maszynowym językiem pośpiesznym telewizji! Napiszę tu za jakiś czas o książce Krzysztofa Mroziewicza, byłego dyplomaty i byłego reportera międzynarodowego, o jej nerwie i tempie jego narracji – przy możliwości czytelniczego smakowania każdej frazy. Teraz chciałbym polecić zainteresowaniu redakcji czasopism ogólnokrajowych trzy nazwiska.

Skąd w tytule „troje muszkieterów”? Tu konieczny wtręt: Hachette wydaje po polsku kolejne powieści Dumasa ojca, który ich napisał paręset, poczynając od „Trzech muszkieterów”. Abonuje się to w kioskach, tłumaczenia są bardzo średnie, redagowane dość niechlujnie, wydawnictwo nabiera zainteresowanych paroma cienkimi tomikami z tym, co zmieściłoby się w jednym; trzeba amatora twórczości Dumasa, by kupować następne. Przez sentyment z chłopięcych czasów kupiłem pierwsze tomy – i kupuję te następne. Co mnie chwyciło? Zaczynał karierę pisarz bardzo młody, wszystkiego 27 lat, kiedy Comedie Francaise wystawiła jego „Henryka Walezego i jego dwór”. Nie zaskoczyła mnie wartkość jego prozy, sprawność konstrukcji tych powieści, bujny język. Nie, zastanowiła mnie wiedza tak młodego człowieka. Przesiedziałem długie lata w epokach, na tle których dziergał swoje fabuły. Ileż on się zdążył tak wcześnie dowiedzieć, naczytać, przestudiować! Encyklopedyczne biogramy informują, że przy swoim temperamencie niczego nie ukończył, żadnych wyższych studiów. Nie liczy się mrówcze gromadzenie wiedzy o ludziach, obyczajach, wydarzeniach, te setki godzin w lekturach!

Jak był w tym rzetelny, sam się mogłem przekonać: nie napisał, on, syn generała, powieści o przygodach inżynierów wojskowych XVIII wieku, epoki dlań tak niedawnej. Musiałby na to przyjechać do… Warszawy. Znalazłby tu, dziś w polskiej Bibliotece Narodowej, kilkanaście razy więcej książek o inżynierii wojskowej XVIII wieku niż jest w paryskiej Biblioteque Nationale – nasi możni kupowali je z myślą o kształceniu, wzorem Kościuszki, przyszłych oficerów polskiej armii. Kiedy badałem, co największy nasz bohater narodowy umiał jako zawodowiec, okazało się, że starczy po temu czytać w kraju (nie było jeszcze Internetu i dostępu do katalogów największych bibliotek świata).

Narodziny intelektualisty

W każdym razie zdobywał Dumas sławę bardzo młodo. Ja z kolei dwa lata temu zatytułowałem felieton o młodym, dziś 34-letnim Polaku z uniwersytetu wrocławskiego, Emilu Pasierskim –  „Narodziny intelektualisty”. Napisał książkę – esej na temat zgoła niespodziewany. Zaintrygowały go relacje między dwoma byłymi przyjaciółmi, z jednego kulturowo gniazda, z podobnymi życiorysami, prawie rówieśnikami, Miłoszem i Putramentem. Książka to kapitalna, nieledwie psychoanalityczna, dzieje przemian ich samych i stosunków między nimi, które niby ostatecznie zerwał „Umysł zniewolony” Miłosza, ale nigdy nie ustały; Putrament w swym oddaniu reżimowi potrafił być i świnią (gdy mu jako Polakowi zaufali bliscy nam Rosjanie w Moskwie, doniósł to, co usłyszał, radzieckim władzom), jednak Miłoszem, jego piórem, jego poezją, był nieodmiennie zafascynowany – mogłem się co do tego upewnić w rozmowie z „Puciem”, jak się go w środowisku literackim nazywało. „Miłosz to wielki poeta, zawsze go będę podziwiał, nie jako dawnego przyjaciela, tak, zasłużył na Nobla, ale jeśli mu go dali teraz, to za Solidarność” – usłyszałem (ideologia przeważyła). Wnikliwość i subtelny rysunek tych „biografii równoległych” z ich różnicami filozofii politycznej w książce Pasierskiego zapamiętałem. O autorze nie wiem nic poza tym, co wyczytać można w Wikipedii. W „Odrze” wrocławskiej  go nie ma. Może się ujawni?

Hipopotam w pajęczynie

W Internecie znalazłem drugą gwiazdę. Ktoś mi przekazał e-mailem tekst pani Izabeli Mikrut na temat mojej książki o Montaigne’u. Nieważne, że potraktowała moją książkę przychylnie, ważne, jak to było napisane. Język, słownictwo, budowa zdań, fraza, inteligencja i swoboda wywodu – jakież zaskoczenie! Nie wiedziałem o istnieniu takiej autorki, napisałem do niej maila, z sugestią, żeby się pokazała w studioopinii.pl, żeby dała nam to nawet, co już opublikowała gdzie indziej. Zareagowała, jakbym ją spostponował, uraziło ją domniemanie, że wymaga popularyzacji, a co do studioopinii.pl, to i tak pisze za darmo dla wielu portali. Prawda, ma pełne podstawy do zarozumialstwa, poszukałem w Internecie i trafiłem na jej inne recenzje w jej własnym blogu-nie-blogu „Tu-czytam”, napisała ich ponad 1000… Świetne! Odkryłem i jej wiersze dla  dzieci, już wydawane! Zacytuję początek jednego:

Tego tematu dziś nie pominę:

raz hipopotam wpadł w pajęczynę.

Choć tej przygody nie miał on w planie,

wpadł w pajęczynę i zawisł na niej.

Wtem w pajęczynie ujrzał pająka,

więc mu wyjaśnia, że się zabłąkał,

ale już idzie, ale już leci,

kiedy się tylko wyplącze z sieci.

Wszystko to widział, siedząc przy krzaku,

jeden producent mocnych hamaków...

Dalej nie będę ciągnął, skompromituję tylko pająka, który mu pomógł upleść potężny hamak, ale taki, że nawet mucha się śmiała, „bo choćby supłał nie wiem jak ładnie, to żadne mucha w tę sieć nie wpadnie”. W sieć pani Mikrut, jak myślę, nie tylko dziecko wpada z niemałą przyjemnością. Brzechwa by się cieszył  taką następczynią… Nawet z naturą hipopotama.

Więcej: to trzydziestoletnie stworzenie, o wyglądzie z 10 lat młodszym, pisze kompetentnie i o… matematyce. Ależ bestia zdolna! I jak wszechstronna. To będzie wielka publicystka, rzecz tylko wieku i doświadczenia przeżyć, bo na razie to głównie inteligencja, klasa umysłu i talent. Może ktoś z naszych Czytelników ją zna i przekona, że warto zachować kontakt ze środowiskiem, które nie płaci, ale zdolnym, młodym ludziom udziela trochę sławy. „Tu-czytam” warto byłoby powtarzać publikacją i u nas. Nie zastąpi czytelnikom kontaktu z autorką samą jej pasja… oświetleniowca, którym wreszcie została (czy i taka pasja to nie ewenement? akurat u dziewczyny?).

Patrzeć i widzieć

Trzeci „muszkieter” z tej mojej trójki, najmłodszy, jest bardziej znany. Już nagradzany. Też płci lepszej. Autorka nagrodzonej powieści, już sensacji literackiej. Ale też o zgoła „nowym” nazwisku. Spróbowała innej prozy – reportażu. Pani Małgorzata Rejmer, dziewczyna (mogę chyba tak? Ze zdjęć wyziera osoba 20-letnia) z warszawskiego uniwersytetu i pracująca na nim, dała portret kraju, o którym w Europie nikt nic nie wie, kraju bardziej odległego niż Gruzja i Armenia, choć to tylko za Słowacją, a jeszcze w konflikcie z „naszymi” Węgrami… „Bukareszt – krew i kurz” to Rumunia. Portret mało radosny, to nie Polska z jej impetem, ambicjami, nowym wyglądem, z przedsiębiorcami takimi jak Krzysztof Olszewski (te autobusy!), i z imprezami masowymi takimi jak niemal entuzjastyczne biegi uliczne tysięcy ludzi (czasem zbyt ambitnych jak na swe serca). Ta reporterka umie patrzeć i widzieć. Nie wiem, za czyje pieniądze tam pojechała, podejrzewam, że za własne, co tym bardziej o niej dobrze mówi, bo dobrała temat wart uwagi i odkrycia – Rysiek (Kapuściński) sam wybierał, gdzie warto pojechać, by coś nowego zobaczyć i przeżyć. Dobrze to zapowiada przyszłą karierę – byle tylko pani Małgorzata nie zrezygnowała. Pisze felietony w „Zwierciadle”, które to pismo, obawiam się, mało kto czyta, nawet z kobiecej publiczności. Kupię, zobaczę. Może i te felietony byłoby warto wtórnie u nas, w studioopinii.pl, publikować? Przy okazji zdybałem innego utalentowanego, młodego recenzenta, Jarosława Czechowicza, który docenił ten „Bukareszt”, co rzadkie, bo w tym pokoleniu z upodobaniem pisze się i mówi o innych źle – może i jego dopadniemy, albo się sam odezwie…

Niesprzedane 

Dodam na koniec, że całą serię naprawdę niezłych piór wynalazła znana mi, przedzielna pani Bogusława Radziwon (wydawnictwo „Trio”} do pewnej cennej serii popularno-naukowej. Tę „Historię państw świata w XX i XXI wieku” uznano podręcznikami dla szkół wyższych. Warte reklamy, ciągle do sprzedania! Teraz po już 38 pozycjach wyszła pasjonująca, nie tylko Hoserowską aktualnością, „Rwanda” Joanny Bar, o której to autorce osobiście nic z książki nie wiadomo (z Internetu wiem, że dr po UJot, pracuje na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie). Swoją drogą, może koleżanki i koledzy z wyższych uczelni spróbują do tych historii przekonać swoje koleżanki i kolegów z tych uczelni? Nieopatrzny patronat ze strony firmy, robiącej przykre wrażenie na myślących ludziach, nie powinien zagrodzić drogi do tak cennych źródeł wiedzy… A znów autor bestsellerowych książek o życiu Drugiej Rzeczpospolitej, Sławomir Koper, napisał był dla „Bellony” arcyciekawą „Chorwację – przewodnik historyczny”. Ten kraj, o dość przerażającej historii współczesnej, ostatni raz w Polsce opisany w XIX wieku (Szymański), powinien być nam z pochodzenia bliski, bowiem przodkowie Chorwatów wyszli z Polski (tam jest i nasza Koprzywnica, i Osiek jako Osijek, i takie same końcówki nazw miejscowych – „…ice”, tylko tam i u nas). Wyszło to jeszcze w 2011 r. Też nikt z moich znajomych i przyjaciół nie wiedział, niestety, że wyszło.

Ukazanie się każdej z pozycji wyżej wymienionych jest jakąś sensacją medialną, to „news”, nie tylko na pół godziny przeglądu raz w tygodniu (co i tak lepiej, niż ani minuty). Warto, by wydawcy umówili się z zainteresowanymi mediami, by na bieżąco informować w minutę, pół, o tym typie sensacji. Czego wszystkim życzę. Popyt obniżyłby ceny książek.

Stefan Bratkowski

Print Friendly, PDF & Email

5 komentarzy

  1. jotbe_x 2013-10-10
  2. AJ 2013-10-11
    • BM 2013-10-11
  3. AJ 2013-10-11
    • SAWA 2013-10-13
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com